joannaw
Members-
Posts
86 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by joannaw
-
Buldożki w nowych domach :-)- Akcja zakończona - dziękujemy :-)
joannaw replied to lavinia's topic in Już w nowym domu
Właśnie próbowałam zrobić zdjęcia , między jedną kupą, a drugą, a Natalka (córka) zaczęła krzyczeć, że coś pełza po balkonie, ale sprawdziliśmy dokładnie i to zielona liszka - uff. Teraz spróbujemy wkleić pierwsze zdjęcia, choć Bazyl dotąd wyjątkowo spokojny, wieczorem ożył i nie mogliśmy go ustawić (w rzeczywistości jest dużo ładniejszy). Poniżej pierwsza próba z fotosikiem. Jeśli nieudana, poprawię się w sobotę. asia [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images31.fotosik.pl/307/0a8647ec72a4a62d.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images31.fotosik.pl/307/f34d66136a18b734.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images32.fotosik.pl/307/ffc309d85d58a4b4.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images27.fotosik.pl/240/57858713014f3110.jpg[/IMG][/URL] -
Buldożki w nowych domach :-)- Akcja zakończona - dziękujemy :-)
joannaw replied to lavinia's topic in Już w nowym domu
Balbinka i Bazyl też już po kupalach i siku, spaniu, jedzeniu, zabawie, kupalach i siku. Na razie nie widzę różnic w charakterach. Obydwa tak samo wesołe, przytulaśne, zabawowe, ale ciche - właściwie nie szczekają. Noc przespały bardzo spokojnie. Są cudowne. Dziewczyny, czy mogłybyście podać mi nazwę leku, który wetka zapisała do oczu, bo Balbinka ma chyba lekkie zapalenie spojówek - oczy zaczerwienione i trochę łzawią. Rozumiem, że uszy tylko czyścimy wacikiem, bez żadnych preparatów? -
Buldożki w nowych domach :-)- Akcja zakończona - dziękujemy :-)
joannaw replied to lavinia's topic in Już w nowym domu
Właśnie jestem po karmieniu. Ponieważ nie miałam czasu, żeby coś kupić, rozdzieliłam jedzenie moich psów-ryż z mięsem i warzywami. Rzuciły się jakby wcześniej jedzenia nie widziały. Dałam im w jednej misce, ale to nie był dobry pomysł, bo się strasznie spieszyły i wyżerały sobie nawzajem. Moje psy cały czas krążą i pchają się mi na ręce. Chcą żeby się nimi zajmować. Żeby zawsze były takie uległe. Balbinka po jedzeniu poszła na matę i zrobiła siusiu - to chyba jakiś geniusz. Teraz się super bawią i szarpią wszystko co im podejdzie pod zęby, a mają niezłe igiełki. -
Buldożki w nowych domach :-)- Akcja zakończona - dziękujemy :-)
joannaw replied to lavinia's topic in Już w nowym domu
Moi tymczasowicze też już są ze mną w domu. Mam chłopca marengo (Bazyla) i dziewczynkę łaciatą (Balbinkę). Od razu dałam im imiona, żeby były bardziej rozpoznawalne. Na razie są onieśmielone i bardzo zmęczone. Przytuliły się do siebie na posłaniu i śpią. Zdjęcia postaram się wkleić jutro. Moje psy (buldog i chihuahua) są bardzo zaskoczone nowymi przybyszami, ale przywitały je ze spokojem i chyba zrozumieniem. Teraz czekam do 24, bo Pani weterynarz powiedziała, że będzie je można nakarmić po odrobaczaniu. Ciekawe jaki mają apetyt (choć sądząc po grubości to chyba niezły). Ciekawe czy dadzą nam dzisiaj pospać, czy teraz odpoczną, a po jedzeniu zaczną szaleć. Jak nie będziecie dziewczyny mogły spać to piszcie. -
Buldożki w nowych domach :-)- Akcja zakończona - dziękujemy :-)
joannaw replied to lavinia's topic in Już w nowym domu
Ja mogę podjechać, ale proszę wcześniej o telefon, bo do 19 będę w Raszynie, poza tym nie wiem gdzie jest ulica Kosiarzy. -
Buldożki w nowych domach :-)- Akcja zakończona - dziękujemy :-)
joannaw replied to lavinia's topic in Już w nowym domu
Będę w Warszawie około godz. 20, mogę wtedy gdzieś podjechać po szczeniaczka lub 2. Jeżeli dziewczyny przyjadą wczesniej proszę o telefon. -
Buldożki w nowych domach :-)- Akcja zakończona - dziękujemy :-)
joannaw replied to lavinia's topic in Już w nowym domu
Czy wiadomo już ile jest DT w Warszawie?, czy będzie potrzebna moja pomoc? -
Buldożki w nowych domach :-)- Akcja zakończona - dziękujemy :-)
joannaw replied to lavinia's topic in Już w nowym domu
Jestem z Warszawy. Półtora roku temu wzięłam od Lavinii Gustawa (z pseudochodowli, z której jest też Maja Maupy). Jezeli potrzebujecie pomocy w przechowaniu szczeniaka, lub jakiejkoklwiek innej, proszę o kontakt. Mój nr tel. 604-501-881 -
Maupa, do tej pory nie udzielałam się na forum, ale zawsze z zapartym tchem czytałam relacje o twoich psach. Mona była moja ulubienicą. Uważam, że była najładniejszym buldogiem. Miała taką ludzka twarz i ogromna madrość w oczach. Zawsze dostojna i dystyngowana. Gdy czytałam jej historię, relacje o kolejnych dolegliwościach, chorobach i bólu porównywałam ją ze swoim Gustawem, którego wzięłam od Lavinii. Patrzyłam jak się zmieniła, jak jest u ciebie szczęśliwa, jak pięknieje. Wielokrotnie, gdy Gustaw był na skraju śmierci, gdy walczyliśmy o niego, choć brakowało nam czasami już wiary, pocieszałam się, że Monie się udało (a też była wzięta ze strasznych warunków) więc jemu też się uda. Na razie Gustawa udało się uratować (po czterech operacjach i wielu zabiegach) i przywrócić do jako takiego zdrowia. Mony już nie ma. Jednak myślę, że czas jaki spędziła u ciebie zrekompensował jej całe wcześniejsze złe życie, bo przecież widać było, że była twoim oczkiem w głowie i ulubienicą. Ja przez pierwszy rok pobytu Gustawa u mnie przeżywałam jego ewentualną śmierć niejednokrotnie, niejednokrotnie się na nią godziłam, nie chcąc tylko żeby więcej cierpiał. Trudno mi napisać słowa pocieszenia, bo gdy dzisiaj dowiedziałam się o śmierci Mony płakałam jak dziecko. Jest mi ogromnie przykro i smutno, ale myślę, że powinnaś myśleć ile dobrego ją u ciebie spotkało, na jaką cudowną trafiła rodzinę i jakie miała fajne życie przez te 2 lata ( niektórym psom nie jest dane nawet tyle). Wiem, że jeszcze wielu psom pomożesz, wiele psów pokochasz, choć Mona pewnie będzie miała w twoim sercu miejsce szczególne (z tego co pamiętam była twoim pierwszym adoptowanym psem). Ja do tej pory miałam psy od szczeniaka. Gustaw jest moim pierwszym psem adoptrowanym. Teraz widzę, że te psy są inne. Niby bardziej niezależne, samodzielne, ze swoimi przyzwyczajeniami, a jednak tak strasznie do nas przywiązane i wdzięczne za naszą miłość. Łaczę się z tobą w bólu i smutku. Joanna
-
Dzięki za zainteresowanie Guciem. Gucio jest wspaniałym psem, ale mamy niestety problemy z jego zdrowiem. Przede wszystkim często ulewa mu się pokarm. Na początku ulewał po kilka - kilkanaście razy dziennie, teraz bywają przerwy nawet kilkudniowe. Dlatego jest tylko na pokarmie gotowanym, rozdrobnionym - indyk, ryż warzywa. Jest to również wskazane ze względu na jego chorą wątrobę. Chodziliśmy już po kilku lekarzach, którzy sugerowali różne choroby. Najprawdopodobniej jest to jednak achalazja, czyli rozszerzenie przełyku. Potwierdzić tę diagnozę może jednak dopiero badanie RTG z kontrastem, z którym się jeszcze wstrzymuję ponieważ nie chcę, narażać go na ciągłe stresy związane z chodzeniem po lekarzach i przeprowadzaniem kolejnych badań, tym bardziej, że w grudniu musieliśmy zrobić mu operację skrócenia podniebienia i rozszerzenia przewodów nosowych, ponieważ miał duże problemy z oddychaniem. Rzęził, krztusił się, wymiotował i tak na okrągło. Obecnie jest o wiele lepiej. Gucio oddycha i śpi już cichutko. Jeszcze, żeby coś zaradzić na jego ulewanie. Może ktoś na forum miał takie problemy z psem i zna lekarza w Warszawie, który mółby Guciowi pomóc? Pomijając kwestie zdrowotne, które na szczęście nie wpływają na Gustawa podejście do życia, Gucio jest psem o nieprawdopodobnej miłości do ludzi, a przede wszystkim do dzieci. Za nasze dzieci, a szczególnie ośmioletnią córkę oddałby chyba życie i wicewersa. Jaki przychodzi do człowieka to nie może usiąść czy położyć się obok, tylko kładzie się całym ciałem na człowieku. Jest typem flegmatycznego stoika, choć reakcje przy piłce, czy zabawce pluszowej są natychmiastowe i bardzo szybkie. Jest psem, który uczy się błyskawicznie, nie widziałam jeszcze psa, który uczyłby się aż tak szybko. Jest chyba pod tym względem psim geniuszem. Kolejnych komend uczy się w ciągu 10 min. Potrafi już wykonywać komendy: "siad", "leżeć", "cześć" - czyli daj łapę, "czołgaj się", "daj głos", "poproś", przynosi podane do pyska np. kapcie czy inne przedmioty. Gdy uczy się kolejnych rzeczy, ma się wrażenie, że wykonuje je tak przy okazji, bez większego zaangażowania ot tak, żeby zrobić nam przyjemność, choć przecież jest to takie proste. W swoich zachowaniach jest tak skrajnie ludzki. Wszystko rozumie, jest niezwykle uczuciowy, ale też uparty. Jest niby całkowicie oddany człowiekowi, a jednocześnie niezależny. Jednak stawia na swoim w taki sposób, że nie jesteśmy w stanie się na niego złościć. Śmiejemy się z mężem, że zachowuje się jak stary kawaler bo ma całą masę przyzwyczajeń, które są dla niego niezwykle ważne i niezmienne np. zawsze po spacerze czeka na wytarcie lub umycie łap, nie odejdzie z przedpokoju dopóki mu się ich nie wytrze (również, gdy my odejdziemy i o tym zapomnimy), następnie pędem biegnie do kuchni po jedzenie (nawet, gdy zjadł przed wyjściem, czeka wpatrzony w lodówkę z pytaniem, gdzie moje jedzenie, przecież wróciłem ze spaceru i powinienem jeść?) Wiem, że inni właściciele buldogów powiedzą, że ich psy też są takie, my w rodzinie (u moich rodziców) też mamy inną 13 letnią buldożkę o niezwykłym charakterze, ale Gustaw ma w sobie coś niezwykłego, innego, co sprawia, że jest psem wyjątkowym. Odnośnie zdjęć obiecuję, że w najbliższym czasie wkleimy. Pozdrawiam Joanna
-
witam, tak, to prawda, gustaw vel gucio znalazł nowy dom, a my znaleźliśmy nowego członka rodziny, na którego czekaliśmy ... od około roku asia (moja żona) poszukiwała w konspiracji przede mną młodziutkiej, małej, ślicznej suczki ... pisany był nam gustaw: ślepy na jedno oko, z problemami wątrobowymi, wymiotujący, harczący, etc ... mimo początkowych obaw o zdrowie gucia oraz jego reakcję na wylewną miłość naszych dzieci (4 i 8 lat), zaryzykowaliśmy i stała sie rzecz niesłychana w ciągu 7 dni gustaw przeszedł metamorfozę, z apatycznego, wystraszonego i uległego pieska przeobraził się w upartego, zabawnego, uwielbiającego dzieci i wszelkie zabawy typowego przedstawiciela swojej rasy zdajemy sobie sprawę, że to początek drogi i dopiero za kilka miesięcy gustaw odblokuje się całkowicie i poczuje pewnie w naszej rodzinie to co najpiekniejsze w nim pozostało - wspaniały, zrównoważony charakter, niewyobrażalna potrzeba bliskości człowieka i całkowity brak agresji wobec innych zwierząt i ludzi o innych "cechach fizjologicznych" typowych dla tej rasy nie wspomnę przez grzeczność (one też pozostały) gustaw, oprócz nas, ma jeszcze jednego przyjaciela, królika kłopota, z którym fantastycznie się dogaduje (zdjęcia za parę dni) nie sposób nie wspomnieć w tym miejscu o lavinii, której chłodna ocena sytuacji oraz znajomość rasy uratowała gucia przed kilkoma poważnymi operacjami (przeszczep serca, wymiana oka, twarzoplastyka, kontrast żołądka itp ...) poważnie - lavinia, dziękuję za serce i zapał, dzięki którym mamy tak wspaniałego psa pozdrawiam, joanna & rodzina