katakka
Members-
Posts
922 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
9
Everything posted by katakka
-
Miała wczoraj Neri niemiłe spotkanie ze swoją alergią , dokładnie tak jak Elu napisałaś - biegała po domu i nie wiedziała biedna co ze sobą zrobić, co chwile kładła się w inne miejsce jakby ta zmiana mogła przynieść jej ulgę. Trzepała głową, próbowała się drapać - widać było że ją swędzi wszystko, zaczerwienioną miała skórę na brzuchu, łokciach, zaczerwienione bardzo mocno uszy, brodę - tam gdzie był kawałek widocznej skóry, to było czerwono - znamy to z przeszłości, więc dałam jej sterydy Burtona, bo Burton ma sterydy stale na stanie, no i pomogło - dziś zaczerwienienie zeszło, Neri nie macha głową i spokojnie wyleguje się w swoich stałych miejscach, natomiast wyglądało to wczoraj na tyle nieciekawie, że po konsultacji z wetką, dostała do domu na 10 dni Hedylon - steryd, ten sam który pożyczyłam jej wczoraj od Burtona, no i zobaczymy jak będzie. To że alergia się tak gwałtownie odezwała to raz, ale coś się też zaczyna pokazywać w uszach, zwłaszcza w jednym (Neri zawsze jedno miała gorsze), więc jeśli to nie zwykły brudek (a obawiam się że nie), to zobaczymy jak sytuacja będzie się miała po tabletkach. Na razie obserwujemy, a potem będziemy myśleć co dalej. Miejmy nadzieję, że będzie dobrze i nie będzie konieczne transportować pannę do kliniki i fundować jej kolejną narkozę, żeby w uszach grzebać Dzisiejszy hedylon zwiększy fakture o około 50 zł
-
Dzięki Teraz spróbowałam jeszcze raz i znów to samo, więc czemu tylko mi się nie udaje.... Nie znam się na tych internetowych historiach, a komputery i wszystko co z nimi związane, nie lubią mnie tak samo jak ja ich A jeśli o Rózię Fruzię chodzi, to cóż...wesoło mam . Niezmiennie do życia Rózia potrzebuje Burtona , on jest dla niej jak powietrze, co prawda nieświadomy jaka ważna rola przypadła mu w udziale, ale może i dobrze, bo tylko dzięki temu że nie załapał do tej pory jaką ma prześladowczynie przy sobie, Rózia może być szczęśliwa, a Burton ciągle o zdrowych zmysłach Nie odchodzi od niego na krok, no prawie, bo jak on idzie w nocy spać do pokoju gdzie jest Neri, to Rózia daje radę wytrwać rozłąkę, po pierwsze i tak ma go mimo wszystko dosyć blisko, a po drugie próbowała oczywiście biec tam za nim, ale Neri tak wrzeczała za każdym razem, że się Rózia nie odważyła pchać w paszczę lwa Na zdjęciach, zwykle nie widać Burtona, ale gwarantuję, że jest tuż tuż. Jak on leży na podłodze obok legowiska, gdzie np śpi Matylda czy ktokolwiek inny, to Rózia zawsze się na tym legowisku zmieści...(obok niego na podłodze się nie położy, bo zły człowiek jest zwykle za blisko) Przedwczoraj podjęłam ryzyko zostawienia jej zamkniętej na trzy godziny w domu, strach był duży, bo nie wiedziałam czy nie pozjada np krzeseł .... Całą nadzieję, że będziemy po powrocie mieli na czym siedzieć i przy czy jeść, pokładałam w Burtonie, który chciał nie chciał ma przechlapane i nie może tego co chce, a musi to, co chce Fruzia - zadziałało, nic nie zniszczyła, nie pogryzła, nie zjadła. Nie wiem czy to jednorazowe szczęście, czy moc Burtona nigdy nie osłabnie, ale póki co potraktujmy to jako sukces Jedno tylko jest w tej sytuacji w Burtonie złe...Burton ma niezniszczalny pęcherz wyjątkowych rozmiarów i zasypiając czasem bardzo wcześnie (w porównaniu do reszty towarzystwa) nie ma potrzeby wychodzenia na siku aż do rana, a to rano też nie zawsze jest tak rano..., no a jak nie wychodzi on, to i ona się nie rusza (a pęcherza Burtonowego nie posiada) - a co to znaczy ? - a no nic dobrego niestety .... Taka mi się tu zebrała trójca święta sikająca - Mania (Mania sobie zupełnie daruje wychodzenie na cokolwiek, ale ona od początku tak miała), Neri (bo jak inni mogą, to czemu nie ona), Rózia (na szczęście tutaj nie wszystko stracone i tylko Burton może nas uratować, jak nie śpi) A tak bardzo ogólnie, życie z Fruzią pod jednym dachem to swoisty rollercoaster
-
Zaczyna mi brakować nerwów .... Wkleiłam od nowa zdjęcia, których nie widać od 07go września, treść postu tez wkleiłam w formie zdjęcia i znowu widzę wszystko w różowej ramce z informacją, ze wszystko musi być zatwierdzone przez moderatora..... Zdjęcia wklejam od dawna przez - zapodaj.net i nigdy nie miałam z tym problemów, wiec nie wiem gdzie jest problem Ten post się wkleja, więc coś jest nie tak w temacie zdjęć....
-
Skopiowałam swoj post z 7go wrzesnia i wklejam jeszcze raz, może teraz będzie go widać Napisano %s o %s · Hidden - This content must be approved before it can be edited. Rózia się pokazuje . Czy są zmiany ? - są dni lepsze, kiedy jest spokojniejsza, bardziej zrównoważona, a potem przychodzi kolejny i biega jakby ją coś opętało. Wczoraj był dzień amoku, a to znaczy że biegała na oślep po wszystkim i po wszystkich, na szczęście naszym sprzymierzeńcem była pogoda - było gorąco strasznie, więc wszystko pootwierane, dzięki czemu wpadała jednymi drzwiami, wypadała drugimi, po drodze potyka się o psy które znajdowały się na trasie jej przelotów, co skutkowało spięciami na linii Rózia- Pola... W taki dzień jak wczorajszy, Burtona powinnam przykleić do podłogi żeby się nie ruszał, bo jak on się tylko ruszy, to ona wpada w obłęd i biega jak błyskawica, żeby go nie stracić z oczu. Ciepły sezonie trwaj, bo jak się skończysz, to ja się wykończę Tak to wszystko niewinnie wygląda...., na zdjęciach Burtona nie widać, ale jest tuż obok , więc Rózi wszystko jedno czy położy się koło Matyldy, Wolfa czy kogokolwiek innego - wciśnie się wszędzie i zawsze, byle Burton był jak najbliżej, nie ma jej dosłownie przy nim, bo on leży na podłodze zbyt blisko człowieka....
-
Witajcie. Wstawiłam kilka dni temu post i zdjęcia Rózi (pod postem Iwonki), post do tej pory wyświetla mi się w różowej ramce z informacją, że treść jest ukryta, czy ktoś ten post widzi , albo wie co z tym zrobić? Ten wkleił się bez problemu, więc czy to o zdjęcia chodzi, czy o co ? Ja nic a nic nie ogarniam takich internetowych historii ...
-
Rózia się pokazuje . Czy są zmiany ? - są dni lepsze, kiedy jest spokojniejsza, bardziej zrównoważona, a potem przychodzi kolejny i biega jakby ją coś opętało. Wczoraj był dzień amoku, a to znaczy że biegała na oślep po wszystkim i po wszystkich, na szczęście naszym sprzymierzeńcem była pogoda - było gorąco strasznie, więc wszystko pootwierane, dzięki czemu wpadała jednymi drzwiami, wypadała drugimi, po drodze potyka się o psy które znajdowały się na trasie jej przelotów, co skutkowało spięciami na linii Rózia- Pola... W taki dzień jak wczorajszy, Burtona powinnam przykleić do podłogi żeby się nie ruszał, bo jak on się tylko ruszy, to ona wpada w obłęd i biega jak błyskawica, żeby go nie stracić z oczu. Ciepły sezonie trwaj, bo jak się skończysz, to ja się wykończę Tak to wszystko niewinnie wygląda...., na zdjęciach Burtona nie widać, ale jest tuż obok , więc Rózi wszystko jedno czy położy się koło Matyldy, Wolfa czy kogokolwiek innego - wciśnie się wszędzie i zawsze, byle Burton był jak najbliżej, nie ma jej dosłownie przy nim, bo on leży na podłodze zbyt blisko człowieka....
-
Minęła nam pierwsza wspólna doba . Wczoraj kiedy chodziłam do domku w ciągu dnia, to leżał na dywaniku i obserwował, nie uciekał od razu, dopiero jak kręciłam się na widoku za długo albo jeszcze gorzej- zaczęłam mówić do niego, to podnosił się i szedł schować się w kąt, ale ogólnie było lepiej niż zakładałam( nie ukrywam że jak Mauryś przyjechał, to ogarnął mnie przez chwilę strach ). Na noc zostawiłam mu otwarte od pokoiku drzwi, dziś rano leżał na zewnątrz, na zewnątrz też leżała kupa, siku zrobił na kanapie. Dziś jakby widział mnie pierwszy raz, mamy zupełny krok wstecz , dziś za nic nie chce ode mnie jedzenia, zjada dopiero jak sobie pójdę, widać jak jest sparaliżowany strachem . Burczy na psy które się kręcą przy mnie. Wczoraj też burczał jak przyjechał, ale potem już nie, wczoraj wszystko wyglądało lepiej, dziś oswajamy się ze wszystkim od nowa. Strasznie jest biedny, tyle strachu w nim, sam strach, musi mu być bardzo ciężko. To dopiero pierwsza doba, nic nam nie pozostało jak dać mu czas i mieć nadzieję że będzie w stanie poczuć się za jakiś czas bezpiecznie i że będzie miał z tego życia choć trochę radości...
-
Sytuacja na dzień dzisiejszy bez zmian – Rózia siedzi w domu, głównie pod stołem, w nocy wychodzi rozłożyć się wygodniej na wolne legowisko. Systematycznie dostaje leki, które w jakimś stopniu panują nad nią. Dużo szczeka. Musiałam podjąć decyzje związane z zabudową tarasu, bo akurat trafiła się chwila wolnego czasu - ręce gotowe do pracy, więc albo korzystałam albo potem nie miałby kto tego zrobić. Jedną ściankę psi taras miał wcześniej drewnianą – nie chciałam rozbierać, ani niszczyć tego co było kiedyś zaplanowane i zbudowane, dlatego od wewnętrznej strony położone zostały arkusze blachy perforowanej, które zabezpieczają drewno przed pogryzieniem – widać na zdjęciu. Do zabudowania reszty, kupiłam na razie trzy sztuki paneli ogrodzeniowych, dzięki czemu można było zacząć zabudowywanie wolnych przestrzeni. Do kupienia będzie jeszcze na pewno bramka, bo chociaż bez wejścia od zewnątrz dałoby się żyć na siłę, to jej obecność bardzo ułatwi zamykanie Rózi w tym tarasokojcu, bez konieczności noszenia jej przez domek, a druga sprawa - kiedy nie będzie musiała być zamknięta, reszta psów będzie miała możliwość korzystać ze swojego miejsca, do którego były przyzwyczajone. Staruszki były zdezorientowane, nie bardzo rozumiały co się wydarzyło, tylko Niuniusiowi nic nie przeszkadzało, może dlatego że brał udział w pracy i wiedział którędy można wchodzić i wychodzić robi się powoli...
-
Byłam wczoraj z Rózią na szczepieniu, bo wścieklizna była już po terminie. Z pomocą drugiej osoby, względnie spokojnie dojechałyśmy do kliniki, a w gabinecie przykleiła się do podłogi i tak została nieruchomo do czasu aż jej nie wyniosłam na rękach. Z tym noszeniem na siłę, trochę zaczyna się psuć, bo Rózia zaczyna się coraz mocniej opierać, kiedy muszę ją przemieścić z miejsca w miejsce Co się zmieniło, to tyle, że dużo szczeka, niestety, szczeka na nas-domowników, jak wchodzimy do domu, jak nas widzi z daleka gdziekolwiek. W dalszym ciągu jest cieniem Burtona… Po rozmowie z weterynarką , dołożyliśmy do tradazonu gababentynę i mamy do wykupienia receptę na inny lek do spróbowania, może jakimś cudem lepiej na nią zadziała. Na zdjęciu, wpis w ksiażeczkę -szczepienie - 70 zł/paragon i recepta do wykupienia Na co dzień sunia siedzi cały czas w domu, pilnuje Burtona…. Oczywiście zipie, bo stresy i lęki większe są od psa... Ostatnio zaryzykowałam i nie odniosłam jej na noc do psiego domku – została w domu i spała na legowisku pod stołem . Nawet nie było źle, w sensie że spała grzecznie prawie całą noc, ale nad ranem kiedy zaczęła się kręcić i zobaczyła że drzwi na zewnątrz są zamknięte, to włączyła się panika i latanie w amoku. Wczoraj trzecią noc spała w domu i za każdym razem jest tak samo- wszystko jest dobrze do czasu, kiedy nad ranem ogarnie, że nie można wydostać się na zewnątrz…Pogoda jeszcze pozwala otworzyć jej te drzwi i tak zostawić, ale zmierzamy wielkimi krokami ku jesieni, a łapanie jej na siłę i zamykanie w psim domu za każdym razem kiedy trzeba, odrywając ją od Burtona który jest dla niej powietrzem… - tak źle i tak nie dobrze. Ciągle nie wiem jak to dalej będzie...
-
Witajcie... Przepraszam że piszę o tym dopiero teraz, tak na ostatnią chwilę a nawet później, bo czas na uregulowanie opłaty minął 8go sierpnia, ale tak zwyczajnie po ludzku, przy natłoku problemów, zapomniałam o tym piśmie - wybaczcie. Sprawdziłam swoje posty dotyczące pochówku Shilii i nie wiem czemu zabrakło w nich informacji o których dziś piszę, nie wiem dlaczego o tym nie pisałam, nie mam pojęcia dlaczego...., ale zawsze jest tak, że po trzech latach od pochówku, co rok przychodzi pismo jak te wklejone niżej, dotyczące przedłużenia miejsca pochówku a opłata na rok to 100 zł . W sytuacji kiedy ktoś opłacać przestaje, miejsce jest likwidowane, natomiast co się dzieje ze szczątkami zwierzaka - sama chciałabym wiedzieć na pewno... Przy niedawnym pożegnaniu Karmelka, zapytałam o to panów zajmujących się pochówkiem na co odpowiedzieli, że wybierają szczątki i przenoszą w inne miejsce..., przy pożegnaniu Szyszki, trafiłam na innych pracowników i kiedy zapytałam co robią ze szczątkami zwierząt z likwidowanych grobów, usłyszałam że nic nie robią , zostawiają... Kto się bardziej minął z prawdą, tego nie wiem, może zależy na kogo trafi- kto zajmuje się likwidacją danego miejsca.... Jeśli grobik Shiluni ma pozostać jej miejscem na kolejny rok, zrobię dziś przelew a jutro rano zadzwonię do biura pgk powiedzieć, że wpłaciłam z opóźnieniem, ale opłacone jest. Dajcie znać jaka jest Wasza decyzja
-
Na transport suni - Dziękuję za pomoc - Zakończony - Rozliczam
katakka replied to katakka's topic in Zakończone
Przepraszam, ten mój bazarek transportowy był taki mocno zaniedbany , ale czas się nie chce rozciągnąć, a baaardzo go ostatnio brakuje Bardzo dziękuję za zakup portretu Szamanki, wszystko uzupełniłam i rozliczam. Dziękuję