-
Posts
4425 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Anashar
-
A ja z innej beczki. Mam takie cudo na tymczasie do poniedziałku (bo zawożę go na kolejny DT do Warszawy...). Może ktoś ma kogoś kto szuka takiego psa? Młody, fajny przytulak, trochę wystraszony ale szybko potrafi zaufać człowiekowi jak się okaże mu trochę uwagi. A po tym co przechodził chciałbym go już w stałym domu ulokować niż znów przerzucać :( Jego wątek:[URL]http://www.dogomania.pl/threads/202220-Kraków-Ciapek-.-6-letni-piękny-futrzasty-biały-misiek-do-tulenia[/URL]! [IMG]http://download.anashar.net/dogo/ciapulek/6.jpg[/IMG]
-
Imię: Ciapek [COLOR=black]Wiek: 6 lat[/COLOR] [COLOR=black]płeć: pies[/COLOR] [COLOR=black]rasa: podobno w typie Szpica Niemieckiego [/COLOR] [COLOR=black]Miasto: jeszcze Kraków[/COLOR] [COLOR=black]kastracja: nie[/COLOR] [COLOR=black]szczepienia: nie[/COLOR] [B][COLOR=black]Kontakt w sprawie adopcji/pomocy:[/COLOR][/B] [COLOR=black][/COLOR]Maciej (Anashar) [COLOR=black]Tel. 698 495 697[/COLOR] [COLOR=red][COLOR=black]e-mail: [EMAIL="maciej@anashar.net"]maciej@anashar.net[/EMAIL][/COLOR] [/COLOR] [COLOR=black]Historia Ciapka jest pewnie długa i zawiła, a my nie znamy nawet małej jej części. Ciapek kiedyś został wzięty przez starszą panią i z nią sobie spokojnie żył. Podobno wcześniej miał bardzo złe warunki. Jednak pani zmarła, a Ciapka przygarneła jej córka, która psów nie lubiła - niewiadomo jak Ciapek tam miał. Po śmierci tej pani jej wnuk chciał oddać psa do schroniska, bo nie mogli go zatrzymać - jednak zgodził się na przytrzymanie go do czwartku. Ciapek miał jechać na DT do warszawy. I tak tymczasowo trafił do mnie. Bo osoba szukajaca mu domudostała namiar, że jadę do Warszawy i Ciapek miał pojechać ze mną.[/COLOR] Wszyscy mówili, że Ciapek ma 8 lat. Jak na mój gust patrząc po zachowaniu i śnieżnobiałych w ogóle nie zepsutych zębach dałbym mu ok. 6. Biorąc pod uwagę, że psiak nigyd na oczy anwet weterynarza nie widział.. Nie ma książeczki ani niczego takiego. Szczepiony tez prawdopodobnie nie był. Pierwszego dnia był bardzo wystraszony, ale nie ma mu się co dziwić. Ogólnie to straszna przylepa. Jednak potrafi lekko ugryźć. To jest psiak, który bardzo pragnie kontaktu z człowiekiem a z drugiej strony strasznie się go boi. I widać, że walczy sam ze sobą. On musi sam podejść i pokazać, że chce się pobawić albo pogłaskać. Bo na siłe można w jego przypadku uzyskać tylko większe wycofanie i spowodowany tym lęk może przejść właśnie w gryzienie.. Choć to mały psiaczek. Może ma 40cm w kłębie na oko. Taki pod kolano. Jest cały biały z czarną ciapką na prawym udzie tylnej łapy - i stąd imię. U mnie zostać niestety dłużej niż do poniedziałku nie może. Dlatego pojedzie do tego tymczasu w Warszawie. Bardzo jednak chciałbym żeby stał się cud i do tego czasu żeby Ciapek znalazł wspaniały dom tu w Krakowie.. To przekochany psiak spragniony miłości. potrzebuje tylko czasu żeby pogodzić się z tą cała sytuacją... A oto nasz Ciapek: [IMG]http://download.anashar.net/dogo/ciapulek/1.jpg[/IMG] [IMG]http://download.anashar.net/dogo/ciapulek/3.jpg[/IMG] [IMG]http://download.anashar.net/dogo/ciapulek/5.jpg[/IMG] [IMG]http://download.anashar.net/dogo/ciapulek/6.jpg[/IMG] [IMG]http://download.anashar.net/dogo/ciapulek/7.jpg[/IMG]
-
A się jakoś specjalnie na to umawiacie jako dogomaniacy razem? ;)
-
Wszedłem na ten wątek z zaproszenia. Niezwykle ciężko mi to czytań, bo tydzień temu musiałem podjąć najcieższą decyzję w swoim życiu i pożegnać się z moim Aniołkiem (*) :( On też miał problemy z agresją, jak się okazało jego ataki były spowodowane guzem na mózgu. 4 lata walczyliśmy o jego życie a ataki się tylko nasilały, aż doszło do tego, że przy jednym ataku zdążył pogryźć mi lewą rękę, prawą dłoń i klatkę piersiową i wtedy już nie miałem wyjścia.. I nie piszę tego, żeby odebrać Wam nadzieję. My szukaliśmy pomocy u wielu behaviourystów, szkoleniowców, treserów, weterynarzy. Wszędzie gdzie się dało od kilku lat. A przyczyna okazała się dla psiaka wyrokiem.. A my liczyliśmy na cud, jak nikt nie potrafił nam pomóc, że wszystko się polepszy. A z każdym atakiem było co raz gorzej. Rockuś też się przy tym cierpiał.. I mimo tego, że zabrał ze sobą moje serce musiałem tak postąpić.. Niestety, ale życie mi pokazało, że przy problemach z agresją nie można lekceważyć żadnych objawów. Bo mogą być spowodowane niekoniecznie tylko problemami behaviouralnymi. Może to być cokolwiek innego. Wiadomo, że kazdy psiak jest inny ale warto sprawdzić go z każdej strony bo takie przypadki jak z moim zdarzają się niezwykle rzadko, a inne większość innych problemó zdrowotnych powodujących niestabilnośc psa da się rozwiązać. I z całego serca Wam życzę, żeby problemy Blanki udało się rozwiązać a sunia znalazła wspaniały dom!
-
[quote name='Anashar']Jadę dużym autem (kombi) na trasie Kraków - Warszawa - Kraków 12.02.2011 przez Dyminy koło Kielc bo zawożę tam dary. Wyjazd z samego rana powrót tego samego dnia. Mogę coś przewieźć, jeżeli male zwierzę to tylko w transporterku, ale mogę wziąć wszystko. Jadę po psa więc jeżeli miałbym wziąć jakiegoś innego dużego psa to muszę wiedzieć wcześniej żeby zamontować kratkę (wtedy drugi psiak jechalby w bagażniku). Małego zwierzaka istnieje możliwość przechowania od piątku wieczorem. Transport za zwrotem części kosztów za benzynę :) Transport pewny na 90%. Jeżeli tylko auto wróci z warsztatu do piątku czego się spodziewam :) Kontakt: maciej@anashar.net, gg: 5853123, tel. 698495697 (tylko nie zawsze mam możliwość odebrać) Samochód posiedzi w warsztacie najprawdopodobniej aż do środy, więc transport przełożony na 17.II. Z Krakowa jadzie ze mną na 100% psiak, którego od jutra mam na DT i może jedna mała sunia. Z powrotem jeden psiak. Ale auto duże więc z tyłu czy w bagażniku może coś jechac ;)
-
Dziękuję Wam za wszystkie miłe słowa... Niestety w takich chwilach zawsze jest ciężko :( A Aniołka mojego strasznie mi brakuje... Mam jego dosłownie tysiace niepublikowanych zdjęć. Co przeglądam jakieś katalogi to natykam się na całą naszą historię zamkniętą na fotografiach. On zawsze będzie żył w moim sercu...
-
erko - dzięki :) Nieważne gdzie byłaby sunia, ważne, żeby była już bezpieczna. Czekam jeszcze na informacje od Asior - bo może uda się jej ten hotelik załatwić. A ja w sobotę jadę na tej trasie więc mógłbym ją wziąć. Ale jak ten u nas nie wypali to dasz radę załatwić transport małej do hoteliku SOZ? :)
-
Asior zgodzę się z Tobą. Ja to też nie raz obserwowałem. Psy wycofane dzięki innym psom naprawdę mogą zrobić dużo lepsze postępy. I to nawet takie, których sam człowiek z psem nie byłby w stanie wypracować. Staram się tą Waszą jedną bidę do Krakowa ściągnąć. Kilka dni temu straciłem swojego Psiego Przyjaciela, tak niespodziewanie, za szybko, jakby ktoś wyrwał mi serce.... Jednak mój Rockuś postawił mi już na drodze innego, którym muszę się zaopiekować. Ale trafiłem też na nią i nie potrafię obok niej obojętnie przejść dlatego chcę jej pomóć. Zapraszam na wątek: [URL]http://www.dogomania.pl/threads/201904-Psie-dziecko-mini-ONka-pomożesz-jej-przeżyć-Potrzebne-wsparcie-na-hotelik[/URL] [IMG]http://schronisko-dyminy.eadopcje.org/galeria/101/1.jpg[/IMG]
-
[COLOR=black]Imię: Domi[/COLOR] [COLOR=black]Wiek: 6 miesięcy[/COLOR] [COLOR=black]płeć: suczka[/COLOR] [COLOR=black]rasa: mini ONek[/COLOR] [COLOR=black]Miasto: Pod Kielcami[/COLOR] [COLOR=black]sterylizacja: nie[/COLOR] [COLOR=black]szczepienia: nie[/COLOR] [B][COLOR=black]Kontakt w sprawie adopcji/pomocy:[/COLOR][/B] [COLOR=black]Ewa[/COLOR] [COLOR=black]Tel. 609-890-204[/COLOR] [COLOR=red][COLOR=black]e-mail: [/COLOR][EMAIL="jur.ewa@wp.pl"][SIZE=2][COLOR=black]jur.ewa@wp.pl[/COLOR][/SIZE][/EMAIL] [COLOR=black]Jest wiele ONkó w potrzebie. A to taka mini psinka tylko w jego typie. Jakieś ona ma szansę przy wszystkich innych psach? A jednak ma. Niedawno odszedł mój Przyjaciel Rocky (*). Szukając psiaka dla siebie, bo chciałem koniecznie zaadoptować jakiegoś trafiłem tez na jej ogłoszenie. I mimo, że juz wcześniej wybór padł na innego psa w podobnej sytuacji nie potrafię koło niej przejść obojętnie. W sobote jadę do warszawy po innego psa. Wracajac mógłbym małą zgarnąć i umieścić w hoteliku w Krakowie. To małe psie dziecko potrzebujące miłości i socjalizacji, z której wyrośnie wspaniały przyjaciel. Tylko potrzebuje dostać tą szansę i ma taką możliwość. Póki co sunia jest bezdomna, znalazła sobie miejsce w jednym z tamtejszych ogrodów gdzie się zatrzymała i Państwo ją dokarmiają, ale tuż za ogrodzeniem jest agresywny w stosunku do niej kaukaz który może ją zagryźć gdy ktoś pewnego razu zapomni zamknać ogrodzenie... Czy pozwolicie jej tak umrzeć? Ona ma całe życie przed sobą... Ona ma tylko 6 miesięcy... [/COLOR] [COLOR=black]Koszt hoteliku to 450zł/miesiąc z wliczoną karmą. Potrzebuję stałych deklaracji. Ja od siebie nie mogę dać poki co więcej niż 50zł. Mam jedną deklarację na 100zł. Więc brakuje 300zł. Bardzo możliwe, że mała szybko znajdzie domek ale też może szukać go dłużej. W każdym razie trzeba dać jej tą szansę... Pomocne będą nawet jednorazowe wpłaty na początek. Albo małe deklarację miesięczne. Pomóżcie uratować jej dzieciństwo...[/COLOR] [COLOR=black]http://schronisko-dyminy.eadopcje.org/psiak/101[/COLOR] [IMG]http://schronisko-dyminy.eadopcje.org/galeria/101/1.jpg[/IMG] [IMG]http://schronisko-dyminy.eadopcje.org/galeria/101/2.jpg[/IMG] [IMG]http://schronisko-dyminy.eadopcje.org/galeria/101/3.jpg[/IMG] [IMG]http://schronisko-dyminy.eadopcje.org/galeria/101/4.jpg[/IMG] [/COLOR]
-
Jadę dużym autem (kombi) na trasie Kraków - Warszawa - Kraków 12.02.2011 przez Dyminy koło Kielc bo zawożę tam dary. Wyjazd z samego rana powrót tego samego dnia. Mogę coś przewieźć, jeżeli male zwierzę to tylko w transporterku, ale mogę wziąć wszystko. Jadę po psa więc jeżeli miałbym wziąć jakiegoś innego dużego psa to muszę wiedzieć wcześniej żeby zamontować kratkę (wtedy drugi psiak jechalby w bagażniku). Małego zwierzaka istnieje możliwość przechowania od piątku wieczorem. Transport za zwrotem części kosztów za benzynę :) Transport pewny na 90%. Jeżeli tylko auto wróci z warsztatu do piątku czego się spodziewam :) Kontakt: maciej@anashar.net, gg: 5853123, tel. 698495697 (tylko nie zawsze mam możliwość odebrać)
-
Zamir ze smutną historią. Nieudana adopcja, znów na lodzie.
Anashar replied to Agata69's topic in Już w nowym domu
To można już zmienić tytuł i przenieść wątek? -
Rockyś był z nami tylko 5 lat. 6 lat skończyłby 26 czerwca... Był z pseudohodowli. Ale on sam nas wybrał. Wtedy gdy brałem psa nie wiedziałem co to pseudo. Jak pojechaliśmy na miejsce była suka z latającymi koło niej szczeniakami. I tak aptrzyliśmy którego wziąć ale w jednej chwili spostrzegłem psiaka siedzącego za oponami, z dala od reszty i patrzącego we mnie. Tylko siedział. I wtedy wiedziałem, że mnie wybrał i że to właśnie ten pies. Od małego strasznie chorował, najpierw powiększone serce i 2letnie leczenie, do tego nerki, wątroba, ropniak którego o mały włos nie przypłacił życiem. Ale on był członkiem rodziny więc robiliśmy zawsze wszystko żeby go wyleczyć i żeby miał jak najlepiej. Był.. Jest moim najlepszym Przyjacielem. Bo wiem, że teraz nad nami czuwa i jest i zawsze będzie z nami.. Jednak jak miał około dwóch lat zaczeły się niekontrolowane ataki. Najpierw to były lekkie kłapnięcia. Z czasem zaczął do krwi chwytać za ręce. Myśleliśmy, że to problemy z wychowaniem bo pies dorasta i stara się zająć wyższą pozycję w hierarchii. Ale przecież pies który dominuję nie daje ze sobą robić wszystkiego. A Rockuś był na co dzien kochanym i wspaniałym psem. Był bardzo inteligentny i szybko się uczył, kochał pracę z człowiekiem. Nauczyłem go wielu sztuczek, nie miałem żadnego problemu z kontrolą nad nim. Ale on potrafił lizac rękę i nagle się na nią rzucić. Początkowo były to tylko ręce. Później zaczął chwytać za nogi i nie były to lekkie ugryzienia. Od pierwszego razu jak zaatakował szukaliśmy pomocy. Teroii było tyle ile wetów. Poszliśmy na szkolenie, kontaktowałem się z niezliczonymi szkoleniowami, nawet treserem policyjnym, z weterynarzami. Mówili, że to może z bólu. Psiak był leczony na każdą dolegliwość, którą stwierdzono. Ale ataki się pogłębiały. Nie raz było kilka miesięcy spokoju aż znów zaatakował. Ale wszystko. Kontaktowaliśmy się ze znanymi i uczonymi behaviourystami. Każdy mówił, że peis jest prowadzony bardzo dobrze, ma dobrą karmę, zapewniony ruch i wszystko i odpowiednie wychowanie i radzili szukać przyczyny w zdrowiu. I kółko tak się zamykało.. W końcu niezależni weci stwierdzili, że może to być guz na mózgu, który naciska i wywołuje agresję u psa. Jednak wykrycie tego w 100% u psa jest bardzo ciężkie i tak naprawdę nic nie daje poza tym, że ma się potwierdzenie tej teorii. I najgorsze było to, że tego się nei da leczyć. Więc my staraliśmy się w to nie wierzyć cały czas szukając rozwiązania. Jednak ataki się pogłębiały i zaczał się rzucać wyżej.. 2 lutego Rockuś zaatakował mnie. Pogryzł mi lewą rękę, prawą dłoń i klatkę piersiową. Ja byłem w stanie go szybko opanować choć i tak zdążył wiele razy ugryźć. I wtedy zrozumiałem, że nie mogę dłużej czekać. Serce mi pękło ale musiałem to zrobić. Jeszcze u weterynarza chciałem się wycofać, ale on sam mówił, że jemu nie da się pomóc. Że on cierpi. A ja wtulałem się w niego i ryczałem jak dziecko mimo, że jestem dorosłym facetem.. Weterynarz dał mu podwyższoną dawkę narkozy, któa nie chciała działać. Powiedział, że właśnie psy mające coś z psychiką tak reagują, bo zdrowy pies by usnął.. On nie miał wątpliwości ale ja ciągle chciałem się wycofać. Choć wiedziałem, że naprawdę nie ma wyjścia. Tuliłem jego głowę do końca i wiem, że on też wiedział, że tak musi być.. Był nad wyraz spokojny i zasnął o północy z 2 na 3 lutego, wtulony w moich ramionach z moją głową na jego główce.. I choć wiem, że to w tej sytuacji było jedynym słusznym wyjściem, czuję się jakby wyrwał moje serce i zabrał razem ze sobą.. Mój najlepszy Przyjaciel. Pies, który uratował mi prawie 6 lat temu życie. Pies, który był kimś więcej niż psem. On był częścią mnei i tą część zabrał razem ze sobą... Całą noc nie mogłem zasnąć. To tak bardzo bolało. Mówiłem mu na uszko jak zasypiał, żeby przyszedł po mnie, żeby mnie wziął ze sobą ale nie wziął.. Widać stwierdził, że mam coś jeszcze do zrobienia na tym świecie.. Ale wiem, że czeka na mnie i zawsze będzie przy mnie.. Codziennie śpię z jego obróżką i czuję to, że jest przy mnie.. Jeszcze jakby tego wszystkiego było malo na drugi dzień obdzwoniłem wszystkie cmentarze w okolicy do 300km od nas żeby go godnie pochować i wszędzie mówili, żeby się wstrzymać bo oni w zimie nie chowają. Nie rozumiem po co zakładać cmentarz jak w zimie nie chowają i niby jak się tutaj wstrzymać.. W końcu udało się - cmentarz w Ropczycach za Dębicą. Super ludzie, sami mają lecznicę dla zwierząt, widać, że kochający zwierzęta. Cmentarz zadbany, zero problemów, ze ziemia zmarznięta. Opowiadali, że w sylwestra chowali psika a ziemia była taka, że 4h kopali dół i jeszcze ogniskiem dogrzewając ziemię. To jednak świadczy pozytywnie o tych ludziach i wiem, że tam zadbają o jego grób należycie... Jeszcze zanim wyciągnałem go z auta powiedzieli, żebyśmy się spokojnie z nim pożegnali, że oni poczekają ile trzeba. A cmentarz zlokalizowany na górze, było bardzo zimno i strasznie wiało. A oni czekali choć wszyscy marzliśmy. Rockusia pochowałem z jego ukochanymi piłeczkami i misiem od mojej TŻtki. Już jak go położyliśmy na dole to zsedłem do niego żeby go jeszcze ułożyć i pocałować na pożegnanie i powiedzieć jak bardzo go kocham i jak bardzo mi go brakuje.. I żeby poczekał na mnie.. Mój Anioł, zesłany po to, żeby nauczyć mnie żyć i odejść, o wiele za wcześnie.. Rockuś zawsze miał wszystko. Wymarzony dom, cieplo, miłość, niezliczone piłeczki, które jak tylko zgryzł to kupowaliśmy nowe. I te tenisowe i te do nogi. To był Psiak, który nie potrafił iść na spacer bez piłęczki. Wpatrzony w nas jak w obrazek. Dla niego nic poza nami i rzucaniem piłeczki moglo nie istnieć. Inne psy czy ludzie to nie dla niego, przecież trzeba bylo piłeczkę przynosić. A śnieg! Śneig to dopiero było coś. Wtedy to nawet piłeczka mogła nie istnieć. Trzeba było lepić śnieżki i rzucać bo to najlepsza zabawa. Jak tylko pierwsze śniegi spadały co roku to on był w siódmym niebie. A jak nie kuleczki to trzeba bylo kopać śnieg bo on tak fajnie się unosił a on go z taką radością obserwował. I jeszcze były kapcie. Bo przecież jak robiłem jakiś projekt to nie miałem czasu dla Pieska więc piesek sobie wymyślił, że jak przyjdzie i zacznie mnie delikatnie podgryzać to aytomatycznie cofnę nogę a on gwizdnie kapcia i ucieknie. Jak to nie starczyło to przychodził i pokazywał mi jak to on tego kapcia rozwali jak go nie zaczną gonić, bo przecież on chce się pobawić. Więc podrzucał, szarpał i kładł mi na kolanach żeby tylko go pogonić bo to tak fantastyczna zabawa jak go po mieszkaniu za tym kapciem goniłem... Albo jak przychodził do mnie i kładł mi ten swój wielki łeb na kolanach żeby go pomiziać. Albo jak się czegoś bał to mi właził na kolana żeby przytulić. Choć przednimi łapkami bo cały się nie mieścił, w końcu to był maluszek ważący 50kg. A małe pieski lubią siedzieć na kolankach. On zawsze potrafił pocieszyć. Witał jak wracałem do domu. Potrafił nawet 15 minut się cieszyć i wariować jak wracałem.. i nie miał dość głaskanka. On był takim kochanym Psem. Najlepszym Przyjacielem. I wiem, że nigdy żaden pies mi go nie zastąpi. Zrobliśmy wszystko, żeby go ratować. I wiem, że on też o tym wie. I nie chciałby żebyśmy się teraz poddali. Kto inny na naszym miejscu już dawno by się poddał. Dostał od nas wspaniałe życie. Sam nas wybrał.. Rockuś zawsze będzie w naszych sercach. Zawsze będziemy go kochać i zawsze będzie przy nas. Dziękuję Ci Piesku, że nadałeś sens mojemu życiu. Obiecuję, że spotkamy się jeszcze mój najlepszy Przyjacielu (*) Bo w połowie mojego serca będziesz na zawsze ze mną a drugą połowę zabrałeś ze sobą...
-
Pseudo pod Toruniem!! Potrzebne Domy Tymczasowe!
Anashar replied to ilon_n's topic in Już w nowym domu
Nie mam czasu na rpzekopanie teraz całego wątku. Ile ONków/DONków tam jest? Ile ejszcze nie ma zapewnionego DT? -
Atos – piękny pies w typie owczarka niemieckiego
Anashar replied to nika28's topic in Już w nowym domu
Atosik znalazł dom. Myślałem, że pojedzie do mnie ale okazało się, że miesiąc temu znalazł dom. Więc temat przenoszę... -
Harley - długowłosy owczarek niemiecki, który mieszkał w stodole...
Anashar replied to kamilawa's topic in Już w nowym domu
Jak się dalej potoczyły w końcu losy Harleya? -
Dwa owczarki niemieckie do uśpienia. MAZURY!Czas około 1 tydzień!
Anashar replied to tusinka22's topic in Już w nowym domu
Wrzućcie ogłoszenie na stronę [URL="http://www.owczarki.eu"]www.owczarki.eu[/URL] - a ja podkleję na stronę główną. Anuż się uda. I trzeba zbierać na hotelik