Jump to content
Dogomania

Urwis

Members
  • Posts

    278
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Urwis

  1. z tego,co się orientowałam gaz pieprzowy jest legalny i powszechnie sprzedawany w sklepach. Obezwładniający nie (zresztą on w ogóle legalnie nie jest dostępny chyba). Myślę, że pieprzowego spokojnie możesz użyć - skąd możesz wiedzieć, czy pies nie chciał Cię zagryźć (skoro już się rzucił na nogawkę;)). Można jeszcze sprawdzić ten pieprzowy, jest sporo prawników na dogo. Ale nie sądzę, żeby jakikolwiek policjant zastanawiał się nad gazem, jeśli ugryzł Cie pies. Ale-jeżeli chcesz mieć 100% pewności, trzeba skonsultować z prawnikiem. Wydaje mi się na 90 procent, ze pieprzowy jest legalny
  2. [quote name='maciaszek']Tylko yorka w razie czego można wziąć na ręce, a doga już nie...[/quote] No tak,ale wtedy z reguły ten drugi pies obskakuje właściciela Yorka niszcząc mu ubranie - w najlepszym razie [quote name='maciaszek'] Ja należę do tej drugiej grupy i wielokrotnie na prośbę odwołania malego psa słyszałam "ale on nic nie zrobi", odpowiadałam spokojnie "ale mój może zrobić" i reakcje są pół na pół - część zabiera malucha, część dalej uparcie twierdzi, że tylko się poznają... [/quote] Cóż mogę powiedzieć - raz lekko z buta powinno wystarczyć na małego psa. Chyba nie ma sensu się szarpać ze swoim psem, jeżeli właściciele malucha odmawiają odwołania. Idziesz swoją drogą, natręta lekko trącisz piętą, w razie pretensji wyciągasz komórkę i mówisz - dzwonię na policję, państwa pies rzucił mi się na kostkę - zawsze wygrasz. [quote name='maciaszek'] No niestety nie zawsze się da. Opisywałam tu już, wcześniej, historię kilku spotkań z facetem z sąsiedniego bloku. Facet ma rottka, dużego i agresywnego (zarówno w stosunku do psów, jak i do ludzi). [/quote] Na tego z całą pewnością wezwałabym policję, nawet nie dyskutując. Bez wspominania, bez informowania wcześniej, już z domu na spokojnie (a ktoś znajomy Ci potwierdzi, że szedł z Tobą i tak było - niech facet się spoci udowadniając, że było inaczej) [quote name='maciaszek'] Prosiłam juz kilkakrotnie, grzecznie i bardzo kulturalnie, że jeśli spotakmy się - ja ze swoim i ktoś z tamtym, żeby brali go na krótką smycz. Efekt? Zerowy. Pies był wypuszczany na maksymalną długość smyczy, doskakiwał do mojego (krótko prowadzonego przy nodze), próbował go kąsać po nogach. [/quote] No sytuacja, sama się prosi, żeby pociągnąć z buta;) - nie na zabicie, ostrzegawcze trącenie,bardziej dla właścicieli [quote name='maciaszek'] I jeszcze jedno. Nie zauważyliście, że 80% opisywanych tu przypadków to właśnie takie, gdzie ktoś z dogomaniaków świetnie nad swoim psem panuje, prosi o odwołanie jakiegoś tam psa i nie spotyka się ze zrozumieniem, tylko z głupimi odzywkami, głupim tłumaczeniem? [/quote] Zauważyliśmy (przynajmniej my, Iza;)). [quote name='maciaszek'] Nie każdy ma anielską cierpliwość, nie każdego pies będzie spokojnie siedział za jego plecami, gdy właściciel będzie kulturalnie próbował przemówić do rozumu właścicielowi innego psa.[/quote] Ja nie mam anielskiej cierpliwości. Mam temperament choleryczny i nie raz chętnie bym zdzieliła właściciela drugiego psa:lol: Ale to szkodzi mojemu psu bo go nakręca. A usiąść musi bezwzględnie, niestety, kiedy mu każę. To nie jest tak, że ja każdemu kulturalnie tłumaczę. Kulturalnie mogę sobie porozmawiać z sąsiadem, który coś rozumie. A z innymi nie gadam za dużo. Mówię - proszę zabrać i tyle. Oczywiście jeżeli to możliwe, bo... [quote name='maciaszek'] większości podawanych przykładów nie widzę innego wyjścia jak ostra reakcja (tym bardziej, że często liczy się czas i nie ma go na spokojne, bzdurne dyskusje...).[/quote] ...otóż właśnie, cholernie liczy się czas. I z mojego skromnego, podwórkowego doświadczenia, takie mam wnioski, że jeżeli jest już akcja typu : obcy pies rzuca się do gryzienia mojego psa, to choćby się człowiek nie wiem jak wydzierał i tak nie miałoby to sensu - właściciel psa nie odwoła, bo po prostu nie potrafi. Jeżeli liczy się czas, bo inny pies leci z zębami, a właściciel nawet coś tam nawołuje, to zupełnie nie ma sensu czegoś konkretnego od niego żądać - i tak nie da rady wykonać. I wyjście w zasadzie jest smętne - odgonić rykiem lub siłą obcego psa, co jest ekstremalnie wkurzające ale często konieczne. I nie ma faktycznie czasu na "bzdurne dyskusje" typu żądam kategorycznie zabrania psa - i tak nie jest w stanie. Mnie nie interesuje sytuacja, że właściciel będzie nadbiegał z krzykiem i przez to niechcący jeszcze bardziej podjudzał swojego psa. I dlatego wydałam Urwisowi siad, ONkę popędziłam z hukiem, a potem spokojnie, bardzo spokojnie, powiedziałam, że następnym razem policja. I zrobię to, jakem Iza (możliwe, ze jeszcze kupię gaz i najpierw sukę zgazuję, a potem zadzwonię na policję, bo obezwładnianie cudzych dużych psów, to nie na moje nerwy). To była sytuacja paskudna ale powiedzmy sobie szczerze - jak ona by się zakończyła, gdybym ja ich zwyzywała od durniów i debili i zażądała zabrania psa - pewnie zanim by dobiegli, już by nie było z Urwisa co zbierać. Dlatego bardzo spokojnie już po akcji im oznajmiłam, co nastąpi jeżeli jeszcze kiedykolwiek suka im wyjdzie z ręki. Mieli się nauczyć trzymać dystans od mojego psa i swoją sukę blisko, żeby byli w stanie zadziałać. I jakoś się nauczyli - na razie to funkcjonuje.
  3. Tylko weź pod uwagę,że Berek ma starszą suczkę yorczka (swoją czy mamy),o której wielokrotnie pisała i ciągle jest narażona na chamskie zachowanie właścicieli dużych psów,które sobie na yorczku pozwalają (czy też próbują) na paskudne zachowania - a mimo wszystko jakoś zachowuje spokój i kulturę. Czyli da się :) Ja w 100 a nawet 200% :) zgadzam się z Berek (jak zwykle zresztą). Czasem są sytuacje podnoszące ciśnienie ale jakoś trzeba się opanować (również, żeby nie nakręcać negatywnie swojego psa). Przykład - mam w bloku po sąsiedzku shar-peia, który jest dosyć agresywny i kompletnie niezsocjalizowany - przeprowadził się z domku jednorodzinnego. Kiedy wychodzi z panią jest na smyczy przy nodze, a z panem to... różnie. Czasem bez smyczy - i dwa razy zaatakował szczeniaki, które prezentowały z daleka poddańczość lub na smyczy 4 metry przed panem - zero możliwości opanowania psa. Kilka razy prosiłam go spokojnie o zapięcie na smycz psa, kiedy ćwiczyłam ze swoim, a sharpik się zastanawiał czy nie przyatakować - ale dzielił nas rów wodny o głębokości 0,5 m:lol:, co go zniechęcało więc po drugiej stronie stał i dumał (ale nie zamierzałam czekać aż wyduma-jednak zaatakuję) I kiedyś akurat mijamy się przy schodkach wyprowadzających z dziedzińca wewnętrznego bloku na zewnątrz. Sharpik idzie przodem, a za nim drepcze pan. Szerokość schodów - jakieś 1.2 m. Zatrzymałam się i mówię - proszę wziąć psa bliżej do nogi. Jednocześnie "Urwis, siad". Pan na to - tylko się zapoznają. Ja na to - absolutnie nie zgadzam się na zapoznawanie dwóch samców na smyczach w ciasnym przejściu - zaraz któryś nerwowo nie wytrzyma i będzie rzeźnia. Pan na to - ale on się już zapoznawał z innymi psami (i nachodzi na nas swoim psem). Ja już się nie wdawałam w dyskusje, że widziałam, jak on się "zapoznaje" tylko stanęłam tak, żeby odgradzać nogami psy i powtarzam bardzo chłodno i spokojnie- absolutnie nie, mam złe doświadczenia w takich sytuacjach. Pan przyciągnął psa wreszcie (baaardzo niechętnie), ja "Urwis, noga" i przechodząc koło pana - dziękuję bardzo. I już widzę, że ten problem mam dożywotnio rozwiązany. Więc da się. Takich sytuacji jest więcej i nigdy nie dałam się sprowokować do pyskówek. Najgorszą rzeczą, jaką do tej pory powiedziałam (bardzo lodowato i spokojnie) było "jeżeli państwa ONka jeszcze raz wam się wyrwie, i rzuci się do gryzienia mojego psa, natychmiast dzwonię na policję, wiem gdzie mieszkacie" i od tamtej pory suka chodzi w kagańcu i odwołują ją aż miło. Za to inni, którzy mają psy agresywne i wielkie i prowadzą je na smyczy, bardzo doceniają, że Urwis zawsze jest natychmiast i skutecznie odwoływany na ich widok i ostatni miałam taką sytuację, ze nagle w lesie zza pagórka pojawił nam się rotek z panem na smyczy i stanął nos w nos z Urwisem, który z drugiej strony na tę górkę wbiegał ale zanim psy zdążyły coś pomyśleć, ja powiedziałam do mnie, Urwis się skręcił w biegu i wrócił (dla pewności zawsze w lesie ma linkę ale w sumie chyba już niepotrzebną) i potem się z panem nawzajem przepuszczaliśmy uprzejmie przez dłuższą chwilę:lol: .No ale jednak pan poszedł troszkę dookoła, choć zapewniałam, ze nie musi, przeprowadzę Urwisa spokojnie przy nodze, damy radę:lol: ale powiedział, że proszę proszę spokojnie iść ścieżką, my was ominiemy - od razu milej. Zdecydownie - trzeba zacząć od siebie, prezentować mniej agresji i kurczę... czasem dać dobry przykład, bo na psiarzy reformowalnych to działa bardzo i też zaczynają się zajmować swoimi psami, choćby rzucać im patyki, a ci niereformowalni uważają mnie pewnie za niegroźną wariatkę (tak sobie myślę) i na wszelki wypadek już omijają.
  4. [quote name='kaska9141868'] Moj pies teraz przekroczyl swoje mozliwosci naszczal mi na dywan 21.04 naszczal mi na luzko 21.15 naszczal na podloge 21.45 [/quote] Twój pies ma na bank nerwicę lękową, spowodowaną Waszymi reakcjami na sikanie i za wszelką cenę próbuje okazać Wam podporządkowanie i Was uspokoić. Szczeniaki robią to pokazując brzuch i podsikując. To instynktowne zachowanie ma podkreślić szczenięcość i bezbronność malucha i normalny dorosły pies natychmiast po takim sygnale wygasza wszelką agresję i traktuje szczeniaka jak małe dziecko potrzebujące opieki. Ale ludzie, jak widać, często tego nie rozumieją:cool1: Druga możliwość - przeziębienie czy infekcja dróg moczowych. Jednak opis stosowanych przez Was metod wychowawczych w stosunku do obecnego i poprzedniego psa wskazuje mi na 99% na znerwicowanie psa (poprzedniego zapewne też - wszak całe życie załatwiał się w domu). Ze szczeniakiem wychodzi się na spacer praktycznie co chwile - po jedzeniu spacer, po spaniu spacer, po zabawie spacer, jeżeli kręci się podejrzanie - spacer. Jeżeli na spacerze zaaferuje się otoczeniem i zapomni o sikaniu trzeba pójść w spokojniejsze miejsce i "wyspacerować" w końcu sikanie. I chwali się pieska za wysikanie na podwórku. Jeżeli się załatwi w domu,to [B]bez żadnej reakcji gniewnej[/B] spokojnie się idzie do sików, wyciera je i przemywa to miejsce np płynem do naczyń (żeby usunąć zapach). Jeżeli nie możecie powstrzymać irytacji w stosunku do bezradnego psiego niemowlaka - poszukajcie mu dobrego domu.
  5. super, że mały się znalazł:multi:
  6. Witaj, szybszy od dyliżansu :) Zofia Mrzewińska jest na wyjeździe :) Ja myślę, że wszystko robisz dobrze i idzie w dobrym kierunku, skoro już za Tobą chodzi, tylko potrzebujecie czasu. Mojego małego gnoma też cywilizowałam długo ale się udało. A na pewno (mimo wszystko) przyszedł do mnie z lepszych warunków niż ten biedny hasiorek do Ciebie. Pomyśl ile razy musiał być odganiany machnięciem kija czy rzutem kamienia. Poprawi mu się z czasem, zobaczysz. A jak już Tobie zaufa zupełnie, to stopniowo wdrożysz nowe osoby do socjalizacji. Będzie dobrze. W sumie widzę,że napisałam prawie to samo, co Figa Bez Maku :) Spróbuj na razie dotykać go tylko w trakcie karmienia z ręki - pod brodą, po faflach, dalej za uszkami (możliwie blisko Ciebie, żebyś nie musiał rąk wyciągać - z bliskością już nie ma problemu, tak?), potem, jak już będzie to spokojnie znosił, nagroda dopiero po pogłaskaniu i tak stopniowo coraz więcej głaskania aż przegłaszczesz całego. A potem Twoi znajomi. No i głaskać od dołu (nawet siedząc w kucki) nie od góry ale to pewnie wiesz. Dacie radę, pies na pewno przeszedł jeszcze więcej niż Ci oficjalnie powiedziano, wiadomo, jakie na wsi są kary za mordowanie czy nawet gonienie kur (i tak cud, że go nie zatłukli wcześniej). W końcu się oswoi.
  7. [quote name='szybszy_od_dylizansu']Urwis wybaczam :) [/quote] Uff, to dobrze :) Też jestem ciekawa, co Hala zadecyduje, bo chętnych na takie śliczne psy będzie pewnie mnóstwo cały czas, tylko czy ktoś odpowiedni się znajdzie...
  8. Ale ja nie pisałam w sensie, żeby je do Ciebie wysyłać, tylko właśnie w sensie sprawdzenia tamtego pana, czyli dokładnie tego, o co zapytałeś :) Idealnie przycelowałeś z pytaniem :) Podejrzewam, że prawie każda osoba z psich for jest zawalona psami, bardziej o weryfikację czy kontakt chodziło. Ale dobrze, już nie będę Cię reklamować, wybacz. Pozdrawiam serdecznie Iza
  9. :):) Szybszy od dyliżansu - właśnie reklamowałam kontakt z Twoją osobą :) (czasem sobie podczytuję Dogolandię:) i tu na Dogomanii tez widziałam,że jakiemuś hasiorkowi życie uratowałeś)
  10. Jeszcze jedno mi się skojarzyło. Hala, nawet jeżeli nie chcesz ogłaszać suniek na bezdomnych szpicach, to warto się skontaktować z wiosną bo - byc może ten pan z Wałcza już u nich szukał psa i z jakichś względów mu ich nie dano - wtedy będziesz miała informacje negatywne na jego temat i zaoszczędzisz sobie wyjazdu, - może u nich jeszcze nie szukał ale znają go w towarzystwie zaprzęgowców i jest ok - wtedy będziesz miała informacje pozytywne i dobre nastawienie do rozmowy z nim. W najgorszym razie nie znają go i niczego się nie dowiesz ale nic na tym nie tracisz. Wtedy tak czy inaczej, będziesz musiała sama go sprawdzić, jak planowałaś wcześniej.
  11. Zamiast hopania, pozwolę sobie wtrącić się w Waszą dyskusję bo od jakiegos czasu kibicuję dziewczynkom po cichu. Ja bym nie skreślała mieszkania w bloku. Znam 2 husky i 1 malamuta mieszkające w bloku,mają się świetnie. Biegają z państwem po lesie,ciągną pana na rowerze, naprawdę ich ludzie podporządkowali swoje życie potrzebom psów. Znam też z widzenia jednego malamuta "ogrodowego" i psina smętnie gnije w tym ogródku leżąc pod drzwiami wejściowymi do domu i jednego husky,który ma do swobodnej dyspozycji dom z ogrodem i za diabła nie zostanie sam w ogródku, jeżeli rodzina siedzi w domu. Tak więc wszystko zależy od czynnika ludzkiego. Dalej: zgadzam się z Poker, że takie psy potrzebują chłodu nie zgadzam się z Poker, że kaloryferów nie da się zakręcić;) Ależ da się :) Moj brat ma zakręcone kaloryfery i ,uwaga, otwarte okna, cały rok łącznie z zimą, bo lubi mróz (nie jest tak do końca normalny w tej kwestii;)) ja mam zakręcone kaloryfery, bo nie lubię jak mi pies dyszy (futro ma jak samoyed) i chodzę w polarze zimą, bo lubię ciepło. Dalej: Zgadzam się z Reno, że pan od zaprzęgów na pewno próbowałby je podpiąć. Czy on wie, że Carmen ma chore serce? I co on na to? Bo drobną posturą Olci bym się nie martwiła tak bardzo - najlepiej biegające psy wyglądają naprawdę chuderlawo, zupełnie nie przypominają championów wystawowych - pan, jako specjalista, na pewno oceniłby czy Olcia się nada. Tylko to serce Carmen... Nie zgadzam się z Reno :), ze muszą mieć ogródek, żeby zapewnić sobie ruch.Myślę,że zostawione same sobie w ogródku na pewno się nie wybiegają. Za to szybko zrobią podkop pod ogrodzeniem albo wygryzą dziurę w siatce i zwieją - 2 husky wymyślą dwa razy więcej "atrakcji" niż 1 husky. Oczywiście fajnie by było gdyby mogły do woli kopać metrowe jamy i robić urządzanie ogródka według własnego gustu - tylko ile osób zniesie ze spokojem konsekwentne zrównywanie z ziemią swoich ukochanych rododendronów czy tuj :) Mi się najbardziej podoba ten gość od zaprzęgu, szczerze mówiąc, tylko choroba Carmen raczej ją ze sportu wyklucza, chyba? Hala, współczuję Ci decyzji, naprawdę, bo widać, że już suczki kochasz. Najlepiej, jakby mogły zostać u Ciebie, szkoda, że masz takich sąsiadów. Pozdrawiam Iza P.S. pytanie, może głupie, bo nie doczytałam - czy dałaś je na bezdomne szpice? Chyba na dogomanii zalogowana jest Wiosna (wiosna?) i szybszy od dyliżansu, kontaktowałaś się z nimi?
  12. Super,że sunia ma domek! I bawi się już i do szkoły pójdzie:multi: Fantastyczne wieści:multi:
  13. [quote name='pusia2405']Zgadzam się i dodam jeszcze, że posłuszne amstaffy mają nie tylko dresiarze. [/quote] Wiem :) u nas na kursie są dwie osoby nie-dresiarze z dwiema miłymi amstaffkami. Ten post powyżej dotyczył moich obserwacji osiedlowych (dodam,że zupełnie normalne, fajne osiedle w sumie). Laluna, może poczekajmy jeszcze, co Lodigezja napisze dziś lub jutro (bo pewnie będzie do państwa dzwonić) - żeby nie zapeszyć... coś się przesądna ostatnio robię :)
  14. no ja zerkam na wątek średnio co 15 minut. I teraz nie wiem czy cisza, bo wszyscy razem pojechali do Gliwic i jest dobrze czy coś nie za bardzo. Mam nadzieję,że jest dobrze.
  15. taka cisza w wątku... jak poszło? Przyjechali państwo z Gliwic?
  16. Co do Gajki - ja wierzę, że ona wolałaby pracować niż straszyć, widziałam filmik, jest naprawdę fajna. Cały czas mam też w pamięci te zwłoki kaukaza - czy to był tylko przypadek, że tam były,czy też sunia była świadkiem sadystycznego zatłuczenia - tego się nie dowiemy. A z tym łapaniem odchodzącej reki. Takie dwie przykładowe sytuacje. Kiedyś przyszli na trening do szkoły psiej ludzie z ONkiem rzucającym się na psy. Po lekcji (na której nic szczególnego się nie wydarzyło) wszyscy zeszli z placu i stali koło ławki z plecakami, właściciele ONka stali obok z psem, coś uzgadniali z trenerką. Mój kolega brał coś z torby i stał tyłem/bokiem do ONka. Pies się zainteresował człowiekiem,zaczął go wąchać. Kolega, sam właściciel ONka i w ogóle super dobry,pozytywny człowiek, dał ręke do powąchania (stojąc ciągle lekko bokiem),po czym podrapał psa pod brodą i po klacie i chciał powrócić do grzebania w torbie. I w tym momencie pies atakuje z rykiem zupełnie na serio. Na szczęście złapany w locie przez właściciela. Kolega nie wykonywał grożących ani nerwowych ruchów. W ogóle jest niesamowicie dobrym i ciepłym człowiekiem. Sytuacja druga: spanielka moich sąsiadów. Od urodzenia niewychowana, zero jakichkolwiek komend czy pracy ale ogólnie wesoły pies bawiący się luzem całe dnie z dziećmi na podwórku (sąsiedzi maja córkę) i latający do wszystkich, skaczący na ludzi i dopraszający się głaskania. I zawsze tak było - suka leci, cieszy się, skacze, opiera łapkami o kolana, napadnięty delikwent (w tym przypadku ja) trochę kuca a trochę się pochyla (co nadwrażliwy pies może mógłby uznać za grożenie ale do głaskania spaniela trzeba się jednak trochę przychylić, poza tym zawsze było ok) i po głaskaniu albo pies sam leci dalej albo się mu mówi: no biegaj, i wtedy leci dalej. I tak było jakiś rok. Aż tu nagle kiedyś sunia podbiega, opiera się łapkami, ja głaszczę, mówię "no biegaj sobie" a ona chap. Nie jakoś mocno, tylko dziabnęła (ale nie było to młodzieńcze zabawowe podgryzanie, tylko normalne ugryzienie). Tak się zdziwiłam, że powiedziałam "Sonia, no coś ty" a ona na to w nogi. I tak się zastanawiam co się dzieje w tym domu bo suce ciągle idzie ku gorszemu. A to kogoś oszczeka na chodniku, a to do jakiegoś psa wyskoczy. Ostatnio do jej państwa przyszli ludzie ze szczeniaczkiem amstaffkiem i natychmiast w drzwiach szczeniaka pogryzła. Taki mu początek życia zafundowała (bo też ludzie takie pojęcie mają, że w progu jej domu psy poznawali). I takich przypadków na osiedlu jest pełno - a to dalmatyńczyk przechodzącego faceta w udo użre, a to ONka z bloku obok wyrwie się właścicielom i poleci pogryźć jakiegoś małego psa (dużych się boi), a to 11-letni kundelek, ledwo chodzący, komuś do kostki wyskoczy,jamniczka poluje na wszystko, co się rusza, charcica na małe suczki, labrador na inne samce wszelkiej wielkości, posokowiec tylko na ludzi, ciągle coś się dzieje. Był jeszcze ONek gryzący psy i uciekający właścicielom ale jakoś zniknął. Cholernie trudno jest dobrze wychować psa w Polsce, bo ciągle jest na coś narażony. A już odkręcić psa po przejściach, to bez dobrej szkoły się chyba nie da. Z naciskiem na "dobrej". I zawsze się zastanawiam czy to "tylko" brak pracy wykańcza te psy (bo niektóre rasy są zdecydowanie pracujące ale bezrobotne) czy jeszcze "dobre wychowanie" przez właścicieli. Najlepiej wychowane u mnie na osiedlu są dwa rottki, doberman i amstaffy w rekach dresów (bo te w rękach "cywilnych", to szkoda gadać). Amstaffy dresiarzy w ogóle błyskają karnością - ale też ciągle na spacerach coś robią - albo za patykiem latają jak wściekłe i nic innego nie widzą albo przy rowerze biegną albo na gałęzi na zębach wiszą, zawsze coś im panowie wymyślą i psy nie wynajdują sobie własnych rozrywek. W ogóle jestem ostatnio fanką dresiarzy;) :lol: bo to jedyni ludzie,którzy widząc,że coś ćwiczę z moim psem natychmiast odwołują swoje i albo idą dalej albo się chwilę przyglądają ale bez żadnych głupich komentarzy, wręcz rzekłabym z całkowitym zrozumieniem tego, co robię. A przeciętni psiarze puszczają te swoje psy, nigdy nie odwołują (bo i tak by nie dali rady) i jeszcze coś czasem sobie skomentują "fachowo" Ech... ponarzekałam sobie w ten piękny dzień, czasem trzeba;) Wracając do tematu - dziś wtorek, strasznie jestem ciekawa efektu dzisiejszego spotkania z państwem z Gliwic.
  17. [quote name='Mrzewinska']Prawdopodobnie spotkanie bedzie jutro, dzis Gajka odebrala kolejna lekcje od Jacka pt "Facet tez czlowiek". Uwierzyla na tyle, ze po zabawie i po polizaniu po twarzy postanowila go jednak postraszyc - a moze sie uda??? [/quote] Swoją drogą z Gajki jest niezły kamikadze :) (tak porównując (na wesoło ) wielkościowo malinkę i Jacka:lol: )
  18. [quote name='Mrzewinska'] I teraz, gdy ktos jest bardzo blisko, jest OK, ale ponowne odejscie i znalezienie sie w dystansie, w ktorym pies czuje sie zagrozony, wywoluje reakcje straszenia, grozenia. Troche taka reakcja jak u psa, ktory je spokojnie z podanej miski, a potrafi przyatakowac, gdy czlowiek zrobi krok w tyl - pies czuje sie wtedy ponownie zagrozony, zbyt blisko naprawde atakowac nie chcial, a tak probuje przegonic. [/quote] Tak się zastanawiam nad tą reakcją - tak ogólnoteoretycznie... Czy to jest ten sam mechanizm, który działa u niektórych psów, że jak się cieszą do człowieka i zaczyna się je głaskać (po normalnym prawidłowym zapoznaniu) to jest ok, a przy zabieraniu ręki skaczą do gryzienia? Bo mnóstwo widziałam takich psów u nas na podwórku. I dlatego w zasadzie już nie głaszczę cudzych psów, a jeśli już jednak zacznę, to nie zabieram ręki, czekam aż pies się znudzi i odejdzie sam. Idąc tym tokiem dalej - czy wszyscy ci psiarze leją porządnie swoje psy rękami (bo nie wyglądają na takich) czy "klapsowanie" od czasu do czasu może tak skrzywić psa (pewnie to drugie?) Bo, ze jest możliwa sytuacja:jednorazowa porządna trauma i uraz na kawał życia, to wiem ale niektóre z tych psów widuję na podwórku od szczeniaka (więc nie z odzysku po przejściach) i nagle się robią gryzące do rąk, szczekające na przechodniów, straszące dzieciaki, rzucające się na inne psy itp i czasem sama nie wiem, co o tym myśleć, kiedy tak patrzę na ich właścicieli, bo nie wyglądają podejrzanie - przynajmniej większość (abstra***ę od odpałów wieku dojrzewania u psów czy awantur o patyczek). Zwyczajnie niewychowane czy raczej bite?
  19. Super poszło! :) Ciekawe teraz jak dogadają się z Gajką w poniedziałek na treningu państwo z Gliwic
  20. A ten dzisiejszy spacer z panem trenerem o której będzie?;)
  21. [quote name='Lodigezja']zeby sie Gajce nie pogorszyło lub zeby jej nie wlał :shake:, [/quote] Lodigezjo, no coś Ty. Nie zrobi jej krzywdy. Zofia wie, co robi, spokojnie. Próba ogromna, bo facet jest ogromny, naprawdę. A jako szkoleniowiec cięższe przypadki niż Gajka widział na pewno. Ale, aha, no właśnie, jak się boisz, to negatywnie psa nastawisz więc nie możesz się bać. Facet wygląda na naprawdę sympatycznego,opanowanego i solidnego - nie ma się co bać. Tylko jest wielki :) A państwo z Gliwic pewnie się gryzą z decyzją, nic dziwnego, w końcu to zobowiązanie na kilkanaście lat. Szczególnie pan domu pewnie ma zagwozdkę. Poczekamy, zobaczymy
  22. [quote name='Mrzewinska']Mysle, ze Gajka pojdzie jutro na spacer sam na sam z doskonalym krakowskim szkoleniowcem, z facetem ogromnym:-))) [/quote] Chyba się domyślam o kogo chodzi :lol: To faktycznie będzie dla Gajki ogromna próba;). Wspaniale, ze szkoleniowiec się zgodził na próby na jego osobie.
  23. W Koszalinie znam tylko jedna osobę, nawet nie osobiscie ale... widziałam i dobrze znałam wyszkolonego przez niego psa - boksera. I był bardzo fajnie wyszkolony. Słyszałam też co mówili właściciele tego boksera o trenerze,o różnych poglądach i opiniach trenera na sprawy psie i bardzo sensownie mi to brzmiało. To był pan Sławomir Ziobro z Dogsford. Ale muszę uczciwie zaznaczyć,ze ten bokser ogólnie był bardzo miłym i bezproblemowym psem, tylko trochę szlifu potrzebował. Ale naprawdę dobrze był poprowadzony.
  24. Urwis

    Kot atakuje psy

    Akurat od miesiąca wałkuję tematy kocio-psie. Psa można nauczyć chyba niemal wszystkiego. No może z czytaniem i pisaniem byłyby problemy ale to się jeszcze zobaczy ;) A tak serio: mój pies niegdyś zawzięty bojownik przeciwko kotom do krwi (oczywiście własnej) i dalej, nauczył się miło żyć z kotkiem, bawić, spać, tylko jedzą osobno (kot je kilka razy dziennie). A na początku aż mu czerwony ogień zapłonął w oku na widok kota. Kilka komend było niezbędnych: na miejsce - kiedy kot latał dziko po domu (młode koty są trochę szalone, a nasz jest stuknięty na maksa), waruj (w biegu do kota), miliardy odwołań przy wąchaniu kota przez pierwsze parę dni (żeby pies się nie nakręcił) i "powoooli" - na podchodzenie do kota (żeby kot się nie wystraszył). Ogólnie, jest to wykonalne i da się. W drugą stronę chyba raczej niewiele się da. Tak myślę po ostatniej wizycie u brata. Ma dwie młode kotki. Niby urodzone w domu gdzie był pies. Niby oswojone z psem. Tak mi powiedziano, w przeciwnym razie nie pojechałabym przecież z psem. Jedna kotka - najpierw lekki lęk i jeżyk, ale po wygłaskaniu, trzymana w dłoniach (dla poczucia bezpieczeństwa kotki), dała się obwąchać psu ( "Urwis powoooli") i potem pomalutku to poszło. Ale pies już był spokojny, ignorujący kocie wyskoki i ogólnie wyszkolony pod kątem kota. Druga koteczka, siostra miotowa poprzedniej - ani rusz. Tak samo uspokajana, pierwsze powolne podejście psa i delikatne obwąchanie - cios pazurami w pysk i każdy kolejny dzień tylko gorszy, do ataków na serio z zasadzki na spokojnie śpiącego psa i gryzienia do krwi właściciela kiedy do pokoju wchodził pies, żeby się tylko wyrwać z rąk, choć wcześniej słodko drzemała, żeby pobiec i przywalić psu, a potem w nogi. Zupełnie inny charakter niż siostra. Myślę,że jeśli kot się tylko obawia, to da się go oswoić z psem (ale pies musi być naprawdę nauczony powolnego podchodzenia, żeby kota nie wpędzić w histerię) ale przy jawnej nienawiści międzygatunkowej ze strony kota chyba nie ma szans.
×
×
  • Create New...