Urwis
Members-
Posts
278 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Urwis
-
Piszesz,że nigdy jej nie biliście, a wcześniej, że zawsze za klapsa potrafiła ugryźć. Coś mi się nie zgadza ale mniejsza z tym. Agresja w rasie collie nie jest zjawiskiem normalnym czy powszechnym (już nawet nie będę pytać czy pies jest z porządnej hodowli, nieważne), dobrze Ci Ayshe radzi, koniecznie się umów ze szkoleniowcem, niech oceni czy to tylko zachowania nabyte przez Wasze błędy czy coś poważniejszego i poradzi Ci co robić. Jeżeli nie masz samochodu, to umów się na lekcję indywidualne u Ciebie. Koniecznie.
-
UlicaDwupasmowa,samochodyAMiędzyNimiPluszowyPsiak .Już w nowym domku!!!!
Urwis replied to romenka's topic in Już w nowym domu
O rety, zupełnie, jak mój Urwis! Tylko, że Urwis jest cały jasny i z jasnym nosem ale budowa ciała, miny, pozy, identyczne :) Mam nadzieję, że właściciel się znajdzie, bo na moje oko, on komuś zginął. Takie futro niszczy się bardzo szybko bez czesania, wiem po moim brzdącu. A on wygląda na całkiem zadbanego. Słodki:loveu: -
Gdańsk. Pies przewodnik MA JUZ DOM.GDAŃSK. Niaktuale...
Urwis replied to eduso's topic in Już w nowym domu
Są jakieś nowe wieści? -
Gdańsk. Pies przewodnik MA JUZ DOM.GDAŃSK. Niaktuale...
Urwis replied to eduso's topic in Już w nowym domu
Ok Dobrej nocy :) -
Gdańsk. Pies przewodnik MA JUZ DOM.GDAŃSK. Niaktuale...
Urwis replied to eduso's topic in Już w nowym domu
Nie wiem właśnie, nie znam Eduso, nie wiem czy to post własny czy cytat jakiejś wypowiedzi kierownika. Znam tam jedną wolontariuszkę ale teraz maturę zdaje, po dniach otwartych miała się zająć nauką więc może nie być na bieżąco -
Gdańsk. Pies przewodnik MA JUZ DOM.GDAŃSK. Niaktuale...
Urwis replied to eduso's topic in Już w nowym domu
hmmm... rozwiniesz skrót POPR?:oops: Ratownicy do pracy, moim zdaniem, nie ma szans. No chyba, że faktycznie do domu, ale też w to wątpię, tak samo jak Ty. Jak będziesz dzwonić, hmm, najlepiej byłoby rozmawiać bezpośrednio z kierownikiem, tak myślę. Zresztą wierzę w Twą dociekliwość:lol: P.S. juz wiem co to POPR, nie rozwijaj:oops: :lol: -
Gdańsk. Pies przewodnik MA JUZ DOM.GDAŃSK. Niaktuale...
Urwis replied to eduso's topic in Już w nowym domu
[quote name='brazowa1']Ja czegos nie rozumiem.Byl o Danmarze jakis tydzien temu artykuł w gazecie.Kaerjot dzwonila do schronu,powiedziano,ze juz pare osob sie interesuje psem.Zadzwonila w pare dni potem,powiedziano,ze psa wzieli ludzie,ktorzy maja psy ratownicze. To jak w koncu jest? jest w schronie? czy u tych ludzi[/quote] Ok, sprawdziłam, tzn rozmawiałam z osobą z grupy OSP - nie mają tego psa. Nie ma go też PSP. Nie mają go również ratownicy PCK z Gdyni. Co nam zostaje? PCK Gdańsk - tam nikogo nie znam. Jednak jestem pewna (na 99 procent), że nikt z ratowników nie wziąłby go do pracy - chyba, że do domu, prywatnie. Powiedzmy szczerze - pies ma 9 lat - w tym wieku nie zaczyna się treningów ratowniczych. [quote name='brazowa1'] Bo sądzac z dat,powinien juz byc po kwarantannie,chyba ,ze jego stan zdrowia nie pozwalał na zaszczepienie.[/quote] Widziałam go na spacerze w schronisku 14 kwietnia. To już było jakiś czas po przywiezieniu do schronu. Nie wiem dokładnie jaki ale pies normalnie spacerował na zewnątrz na smyczy. [quote name='brazowa1'] Pare osob widzialoby dalsza role Danmara jako przewodnika-ale ten pies jest stary,on sam wymaga opieki.Czy zaufalibyscie leciwemu psu i powierzylibyscie zycie człowieka jego oczom?[/quote] Ja nie. Od początku to piszę. On potrzebuje emerytury. Masz 100% racji. [quote name='brazowa1'] I jeszcze jedno-te 10 lat temu psy dla niewidomych szkoliły Sułkowice,Danmar moze nie byc ideałem łagodnosci.[/quote] Hmm, nie wyglądał na agresywnego. Mając wolny wybór zachowania odsunął się od ręki, nie szczerzył zębów ani nic z tych rzeczy. Ale nigdy nie wiadomo. Ok, podsumowując - kto może sprawdzić schron w Kokoszkach? Pozdrawiam Iza -
Danmar- przez osiem lat był przewodnikiem niewidomego, po śmierci właściciela trafił do schroniska- Gdańsk-Kokoszki http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=64451 Już nieaktualne, pies ma dom :)
-
Gdańsk. Pies przewodnik MA JUZ DOM.GDAŃSK. Niaktuale...
Urwis replied to eduso's topic in Już w nowym domu
podnoszę Danmara -
Gdańsk. Pies przewodnik MA JUZ DOM.GDAŃSK. Niaktuale...
Urwis replied to eduso's topic in Już w nowym domu
Ulvhedinn - ja co prawda nie jestem wolontariuszką w tym schronisku ale sądząc z tego, co napisał/a Eduso pies chyba nie powinien już pracować ( opinia kierownika schroniska w pierwszym poście - dla mnie bardzo wiarygodna, bo zdążyłam zauważyć że pan Piotr ma ogromne serce dla schroniskowych psów i doskonałą pamięć do zwierząt mieszkających w schronisku). Widziałam psa dosłownie przez moment, był już na drodze, poza bramą schroniska, na smyczy, na spacerze z wolontariuszem. Uchylił się nieśmiało od przyjaźnie wyciąganej ręki z kiełbasą. Bez cienia agresji, po prostu się odsunął. Wtedy usłyszałam jego historię i pomyślałam, że pobyt w schronisku kompletnie psa załamał. Ale jeżeli faktycznie zaczyna tracić wzrok to ten unik jest zupełnie zrozumiały. Moim zdaniem najlepszy byłby dom na emeryturę, tylko do kochania, dlatego nie liczyłabym za bardzo na Związek Niewidomych, ale tak na 100 procent to nie wiem... Od tamtej pory nie daje mi spokoju. Ale nie mam znajomych, którzy mogliby go przygarnąć. Sama też nie mogę:-( -
Gdańsk. Pies przewodnik MA JUZ DOM.GDAŃSK. Niaktuale...
Urwis replied to eduso's topic in Już w nowym domu
Z tego, co słyszałam, to Związek Niewidomych był poinformowany o tym psie i mieli go ze schroniska zabrać. Ale to było jakiś czas temu i jak widać, nie zabrali go. Słyszałam też, że pies był niezwykle oddany swemu właścicielowi i pilnował go w domu po śmierci, leżąc obok i nie wpuszczał nikogo do domu przez parę dni, dopóki nie zadzwoniono po jednego z najlepszych trójmiejskich szkoleniowców, który zdołał wejść do mieszkania i wyprowadzić psa. I pies miał być zabrany ze schroniska przez Związek Niewidomych. Jestem pewna, że osoba, od której słyszałam tę opowieść nie kłamała. Widziałam go na spacerze z z wolontariuszem podczas Dni Otwartych schroniska, był zdołowany i strasznie przygaszony schroniskowym życiem. Tyle lat pracy dla człowieka, taka wierność i teraz w schronisku:-( -
Młoda Dżina ma wspaniały dom..... :):):):):):):)):):):)):)
Urwis replied to Negri's topic in Już w nowym domu
A ja właśnie dziś wysłałam jej zdjęcia moim rodzicom (nasza poprzednia sunia, też Dżina, też ze schronu, odeszła za TM po 15 latach z nami) i szukałam jej wątku na PWP w dziale "do adopcji". Przejrzałam 44 strony :lol:, Dżiny nie było i tak mnie tknęło, żeby zerknąć na "w nowym domu". Super, że ma dom, strasznie się cieszę i życzę suni szczęścia (i jej Państwu też:lol:) -
Brawo Diana, trzeba szerzyć oświatę w narodzie:lol: (swoją drogą masz świętą cierpliwość). I włos się jeży na głowie, że kolejny wet "dla zdrowia kazał" (pewnie suka ma ciąże urojone - o ile to w ogóle prawda z tym wetem - to się dopiero zaczną jazdy po szczeniakach). Ale pewnie znajdzie się jakiś bezkrytyczny wielbiciel swojego bezrodowodowego "goldena", który będzie chciał dać swojemu pieskowi poużywać, niestety:shake: Przy okazji, ostatnio osoba, którą uważałam za rozsądną, poszukiwała domków dla małych "ONków" za 300 stówki, reklamując sukę jako rodzinną, cudowną i z dobrego domu, bo cytuję "jest traktowana jak domownik, śpi z właścicielami w łóżku" (i to tyle jeśli chodzi o charakter i wyszkolenie tejże suki). Usiadłam do dogo i wyszukałam w ciągu 15 minut ONki w potrzebie - wybierałam tylko te najładniejsze, najbardziej zbliżone do wzorca, uzbierało mi się, bagatela, 32 piękne psy. Teraz te zdjęcia będę odsyłać jeżeli znowu ktoś mi wyśle jakieś prośby o dobre domy dla szczeniaków, które rozmnożył, bo odpisywać już mi się nie chce. Merlin, jeśli suka ma ciągłe ciąże urojone,to ją dla zdrowia raczej powinno się wysterylizować.A i jeszcze, skoro masz ją z jakiegoś dziwnego źródła a z nią biegasz, jeździsz na rowerze itp, to najlepiej ją prześwietl czy nie ma dysplazji, bo to taka dosyć częsta przypadłość ostatnio u goldenów (czasem na oko nic nie widać, a psa trzeba nieco oszczędzać, a nie wiesz jakie ma geny przecież - jej rodzice zapewne badani nie byli). Pozdrawiam Iza
-
[quote name='lutomskak']szczerze mowiac-nasuwa mi sie pytanie-co to sa za krzaki i zarosla-ze koltuniasto-futrrzasty pies jest w nie wpuszczany w czasie pracy i co to za praca-ze moze sobie naderwac ucho.....(raz juz wczesniej naderwane)-powiedzmy sobie szczerze-szansa-jeden na milion[/quote] Hmmm... trening psów ratowniczych na przykład. Nie może być tak (tzn nie powinno być u dobrze wyszkolonych psów), że pies odmawia pójścia za zapachem bo go krzaczek w ucho kłuje. Zresztą pies porządnie nakręcony na pracę z przewodnikiem (oraz o odpowiedniej wrodzonej twardości psychicznej) nawet nie poczuje naderwanego ucha czy skaleczonej nogi, dopóki nie dotrze do celu, na przykład do swojej zabawki, która mogła potoczyć się w krzaczki z jakiejś małej górki tylko leci jak oszołom za piłką i wraca z nią w zębach, z uśmiechem na pysku i masą gałązek, liści czy rzepów w futrze :) Może się zdarzyć, naprawdę.
-
Gasnik - to może być inna sąsiadka, tak myślę. Kamildzianka - tak mi się jeszcze skojarzyło - po co w zasadzie tak ciągle chcesz czyścić psu uszy? Chore ma? Bo z zakrapianiem na kleszcze naprawdę nie powinnaś mieć problemów - jedną ręką jedzenie do pyska, drugą ręką kropla na kark Dopiero doczytałam, ze to krople do oczu miały być, a nie na kleszcza... Tak samo mięsko do pyska a drugą ręką z drugiej strony kap w oczko. Lepiej, żeby był przed obiadem, to nie wzgardzi smakołykiem
-
[quote name='Kamildzianka']To jest tak: z psem wychodze na spacer 4 razy dziennie: rano godzina, w poludnie pol, po poludniu pol, wieczorem godzina. Rano dodatkowo spotykam sie z innymi psiarzami w parku, a moj Reksio aportuje kije (jest wtedy spuszczony ze smyczy, lecz nie ucieka, tylko sie ladnie bawi). Zazwyczaj jest tam oprocz nas troje innych psow, z ktorymi moj sie przyjazni lub toleruje.[/quote] No właśnie tak się z nim baw. Zajmuj go cały czas, niech się nie pałęta bez pomyślunku i nie kombinuje własnych rozrywek [quote name='Kamildzianka'] Aha - rano przychodze z nim na smyczy (mam taka 5-cio metrowa rozwijana), dopiero na miejscu, gdzie juz sa inne psy, odpinam mu ja. I jest to jedyny czas, kiedy pies biega wolno. O kazdej innej porze spaceru Reksio jest na smyczy, ladnie chodzi przy nodze, tylko czasami ciagnie. [/quote] Zrezygnuj z automatycznej smyczy. Naucz go chodzić na zwykłej. I niech nie ciągnie. Nie puszczaj go w ogóle luzem tylko z linką. Zawsze. Co najmniej przez pól roku. Nie ma prawa do Ciebie nie przyjść, kiedy go zawołasz. [quote name='Kamildzianka'] Boi sie duzych psow, lecz nie podwija ogona pod siebie, tylko od razu rzuca sie do gardla. [/quote] Nic dziwnego - ciągle jest na napiętej smyczy, która go wyciąga do góry i "szczuje" na inne psy. Nie ufa Ci więc się boi i musi radzić sobie sam. Ja bym go karciła za wyskok i natychmiast chwaliła za uspokojenie. [quote name='Kamildzianka'] Jesli chodzi o atakowanie rowerzystow i samochodow - nauczylam go zatrzymywac sie przed jezdnia i bez komendy "idziemy" nie ruszy. Lecz zdarza sie, ze rower przejdzie obok nas, wyminie i wtedy wrzask gotowy - Reksio nie daje sie wyprzedzic, ujada, rzuca sie na smyczy. [/quote] Nie może się tak zdarzać. Przydepnięta z ziemi linka, ma go natychmiast zatrzymać. [quote name='Kamildzianka'] Wtedy ja sciagam smycz, lekko nia potrzasam, mowie karcacym tonem "nie wolno", a on sie uspokaja. Lecz to daje efekt jedynie na te chwile - z nastepnym rowerzysta dzieje sie tak samo.[/quote] Bo kojarzy szarpanie z Tobą, nie z wyskokiem za rowerzystą. Zanim go przyciągniesz (zresztą bez sensu, ma iść stale obok Ciebie a nie 5 m z przodu na napiętej smyczy) i zaczniesz potrząsać, jest już 10 sekund po akcji [quote name='Kamildzianka'] Lecz chcialam jedynie uslyszec opinii na temat mojego wychowania - gdzie moglam popelnic blad, czy ktos mial podobnie. [/quote] Proszę bardzo :) Tak, wiele osób miewało podobnie. [quote name='Kamildzianka'] Niestety, w mojej rodzinie nigdy nie bylo psa i nie umielismy w pore go ustawic. Tym bardziej, ze dostalam go, gdy mial jedynie miesiac, wiec byl jeszcze za mlody na odsuniecie od suki i rodzenstwa. I od malego nie dawal sobie czyscic uszu, obcinac pazurkow, itd. [/quote] I nie daliście rady z miesięcznym szczeniakiem?? [quote name='Kamildzianka'] Ale niech mi ktos powie, jak mam unieruchomic psa, gdy chce mu wykonac zabieg kosmetyczny. [/quote] Trzeba sprawnie operować nogami:lol: Obejmujesz psa, przyciągasz do swojego tułowia i ręce masz wolne do unieruchomienia pyska i wyczyszczenia ucha. Ale jeżeli zacznie Ci ufać, to przestanie sie wyrywać i obejdzie się bez gimnastyki. [quote name='Kamildzianka'] Probowalam wszystkiego - bezskutecznie. Od jest dosc maly i zawsze umie sie wykrecic, odskoczyc. Na koniec pokaze zeby i chowa sie pod stolem. I tyle go widzieli. [/quote] I rozumiem, że zawsze odpuszczasz? I właśnie błąd. [quote name='Kamildzianka'] I, niestety, nie wszyscy staraja sie mi pomoc w nauczeniu psa dobrych manier. Pierwsze - mam sasiadke, ktora mi sie wcina swoimi "zlotymi" radami, dokarmia mi psa i przez to zabiera jego milosc, przywiazanie, i szacunek. [/quote] Ona Ci niczego nie zabiera. Nie można zabrać, tego, czego nie ma. Poza tym, biorąc pod uwagę jego problemy socjalne, sąsiadka wcale nie robi Ci krzywdy, raczej zaprzyjaźnia Twojego psa z człowiekiem. [quote name='Kamildzianka'] Np. na spacerze (ona jest jedna z tych psiarzy, z ktorymi sie spotykam nad ranem w parku) zabiera cala kieszen karmy i karmi tym wszystkie psy. [/quote] Bądź lepsza-zabieraj gotowanego kurczaka. [quote name='Kamildzianka'] Przez to Reksio nie chce jesc w domu; do tego zdarza sie, ze do mnie nie przybiegnie na zawolanie, bo nie mam karmy w rece, a do niej owszem. Wiec i ja zaczelam nosic karme w kieszeni, pies zaczal sie do mnie przekonywac, ale nie chce go przekupywac, zeby mnie sluchal i kochal.[/quote] To nie przekupstwo - to pensja za wykonane zadanie - tu przyjście - a mógł pobiec w las na przykład [quote name='Kamildzianka'] Poza tym nie podoba mi sie takie dokarmianie psow na dworze - pies powinien jesc w domu to, co ma w misce od wlasciciela, a na dworze moze dostac jakis smakolyk za posluszenstwo.[/quote] Jeżeli za dużo żre w domu, smakołyki nie będą dla niego atrakcyjne. Zmień trochę sposób myślenia. Nieważne gdzie dostaje jeść - ważne za co i od kogo. [quote name='Kamildzianka'] Przyklad: raz wszyscy psiarze sie zebrali w umowionym miejscu i nastapila pora karmienia, wytyczona przez moja dobra sasiadke. Moj Reksio chetnie dawal sie karmic, lecz zobaczyl, ze pani karmi z reki rowniez inne psy. Na to sie rzucil im do gardel, zaczal sie pisk i szamotanina z zazdrosci. Moja sasiadka chciala oblaskawic mojego Reksia i dala mu w tym momencie karme do pyska. To byl, wg mnie, kardynalny blad: pies pomyslal, ze zostal pochwalony za rzucenie sie na innego psa przy karmieniu i pewnie tak sie utrwalil jeden z jego nawykow. Dodam, ze mnie przy tym nie bylo.[/quote] Nie dopuszczaj do takich sytuacji, żeby się gryzł z psami.Szwędał się sam, to teraz ma nawyk walczenia o jedzenie.. I czemu właściwie tam Cię wtedy nie było? [quote name='Kamildzianka'] Drugie - to moja rodzina. Moj brat zamiast sie przywitac z psem (Reksio na widok kazdego z domownikow cieszy sie opetany, kladzie na posadzce na plecach, czeka na pieszczote), ignoruje go, a najczesciej go wlasnie zaczepia. Gdy Reksio sobie spi w jakims kacie, moj brat podchodzi i go kopnie lekko. Ot, tak, szturchnie butem. Na to pies sie budzi i patrzy zaspanym wzrokiem. I zwracalam mu tyle razy uwage, zeby nie draznil psa, gdy spi, ale do niego to nie dociera. Zauwazylam, ze teraz, gdy Reksio spi, ciagle waruje - otwiera oczy, gdy ktos przejdzie, tylko zerka i pilnuje. Tak wlasnie rodzi sie agresja.[/quote] Bo czuje się niekomfortowo. Ale widzisz, nawet zaspany, brata nie gryzie - jakoś nie widzę tu agresji do uśpienia psa. Zrób psu legowisko w jakimś bezpiecznym kącie. [quote name='Kamildzianka'] No i moja mama - gdy pies ja ugryzie, czy chociaz pokaze zeby, strasznie na niego krzyczy, a czasami zlapie za cos, zeby go skarcic. I tyle sie natlumaczylam, zeby zostawila do wtedy w spokoju, niech sie uciszy, uspokoi. Ale mozna mowic jak do slupa! Wtedy jest wielki krzyk, pies zostaje najczesciej zamkniety w pokoju za kare, a to przeciez nie rozwiazuje problemu.[/quote] Mama instynktownie zachowuje się chyba najlepiej z Was (chociaż nie wiem, w jakich sytuacjach pies ją gryzie, czy drażniony czy nie) Ustępowanie psu w takiej sytuacji spowoduje wzrost zachowań agresywnych. Kara za kłapanie zębami musi być. A po uspokojeniu wykonanie jakiegoś prostego polecenia i nagroda. [quote name='Kamildzianka'] No wiec widzicie - walcze z wiatrakami. Nie wiem, moze to oni maja racje? Moze to wlasnie ja go rozpiescilam swoimi metodami za dyche, a wlasnie dzieki nim pies bylby ulozony?[/quote] Może? [quote name='Kamildzianka']. Moze to ma jakies znaczenie, ale moj pies jest gejem - wlasnie przez wypuszczanie go na dwor samego. Ma kilku kumpli, do ktorych podobno zachodzil regularnie, razem spali gdzies w rowach, jedli resztki. [/quote] To nie ma znaczenia, ponieważ nim nie jest (co to za pomysł w ogóle). Nic dziwnego - łatwiej błąkać się w stadzie niż samemu. I spać też cieplej z kimś niż samemu w rowie :lol: [quote name='Kamildzianka'] Tak slyszalam, nie bylo mnie wtedy w kraju. Od kiedy wrocilam do kraju, udalo mi sie go oduczyc uciekania ze smyczy (umie tak zgrabnie wywinac sobie glowke, ze sekunda i juz go nie ma) oraz biegania do kumpli. [/quote] Wystarczyłaby lepsza obroża. Albo szelki. [quote name='Kamildzianka'] Teraz tylko, gdy ich zobaczy, to piszczy, chce za nimi pobiec, ale ja wolam go do siebie, probuje czyms odwrocic uwage i sie udalo. Dlatego chce teraz od nowa zaczac go socjalizowac, tylko sama sobie nie dam rady - bo sasiadka mi go psuje, bo rodzina nie umie byc odpowiedzialna. Dzieki za wszystkie rady do tej pory i czekam na wiecej. Aha, czy ktos wie, gdzie moge znalezc behawioryste w lubuskiem? Moze poszukac w ksiazce tel.?[/quote] Jest kilka dobrych książek (Zofii Mrzewińskiej na przykład). Na początek kup i stosuj
-
hmmm... a chodzicie do weta z psami towarzysko? Nie po to, żeby coś robić, psu tylko żeby pan wet chwilę z nim pogadał i dał mu nagrodę? Trochę to niepoważnie wygląda ale ja tak robiłam przez pierwszy rok dosyć często (że też mnie cierpliwie tolerowali:lol: ) i efekty są rewelacyjne. Ale też faktem jest, że miałam szczęście trafić na świetnych wetów i w Słupsku i po przeprowadzce do Gdyni też. Chodzące oazy spokoju, ludzie od których po prostu bije wrażenie, że są właściwymi osobami na właściwym miejscu - niektórzy tacy po prostu są, miałam szczęście do nich trafić. Ja tak to odbieram,wszyscy moi znajomi też (od razu spływa na nas jakiś spokój wewnętrzny) więc nasz psy też chyba muszą to czuć... chyba:cool3: No ale w sumie odbiegamy od tematu. Pozdrawiam Iza
-
[quote name='Behemot']Temu się akurat nie dziwię :cool3: Moja Sonia u weta też strasznie histeryzuje (na szczęście już coraz mniej). Kiedyś, gdy poszłam do weta, żeby jej przyciąć wilcze pazury, musiały ją trzymać 3 osoby - tak się wyrywała :cool3:[/quote] Oooo, Urwis przy pierwszej wizycie pokonał 3 dorosłe osoby - wygrał pierwsze starcie;) a waży 8 kg. Ale kiedy przyszedł pan Patryk, to już nie było dyskusji :) poradziliśmy sobie we dwójkę. I to był początek weterynaryjnej resocjalizacji Urwisa:lol:. Mam wrażenie, ze po prostu obezwładnił Urwisa spokojem, ma taki dar. Bo ta pani wet wcześniejsza próbowała psa "zaciumkać" i zagłaskać na siłę - nie dał się.
-
Dziękuję wszystkie odpowiedzi, tata masuje suni nóżki, opuchlizna pomału schodzi, sunia nawet już zaczyna truchtać na spacerze:multi: Ale wczoraj wieczorem mama mi mówiła, że sunia ma oddech inny niż normalnie, nie spokojny i powolny, tylko jakiś płytszy:cool1: Dzisiaj mieli jechać do weta, nie wiem jeszcze, co powiedział...
-
[quote name='MARS']Pora zmienić weta... bo chyba jest już za stary i ma wyrobione nawyki...[/quote] O właśnie, brawo, to samo też chciałam napisać. I nie dość,że ma utrwalone nawyki;), to jeszcze sobie nie radzi z unieruchomieniem psa, mająć do pomocy druga osobę i wyjęciem drzazgi z paszczy...
-
[quote name='Kamildzianka']Oczywiscie, za kazdym razem przemawiam do niego spokojnie, lagodnie, lecz staram sie, aby ton mojego glosu byl kategoryczny. Nagradzam go za dobre sprawowanie, czy dobrym slowem, czy dam mu cos, co lubi. Moze zle sie wyrazilam - Reksio daje sie glaskac, moge tez sprawdzac jego siersc w poszukiwaniu insektow i nie ma mowy o warczeniu. Nawet sam sie rozklada na dywanie i prosi, aby go dotykac. Wtedy wlasnie mam mozliwosc wyszukania kleszczy, zadrapan. Ale gdy sprawa jest powazniejsza, jak np. chce wyciagnac mu kleszcza, czy zakropic oczy na przyklad, to ucieka, warczy, pozniej zaczyna podchodzic z zebami. I tak jest juz od trzech lat. Wcale sie nie poddaje! Spedzam z nim caly dzien, mowie do niego, obserwuje jego zachowanie, nagradzam i karze. Ale mimo to pies nadal zachowuje sie jak swirus w niektorych sytuacjach i najgorsze jest to, ze nie wiem kiedy nastapi ten atak. Napisze jeszcze pokrotce, skad to sie pewnie wzielo: gdy pies mial juz rok, wyjechalam na dwa lata zagranice. W tym czasie domownicy "nie mieli czasu" sie nim zajmowac, wyprowadzac na spacery, wiec otwierali mu drzwi i pies samowolnie biegal po miescie. Czesto nie bylo go przez tydzien, spal gdzies na dzialkach, zywil sie odpadkami. Wrocilam i od nowa zaczelam go przyuczac do smyczy, obrozy, czynnosci pielegnacyjnych. Ale pies zostal juz taki poldziki i widze, ze nie jest szczesliwy w domu. Chce biegac samopas; zdarza sie, ze ucieknie mi ze smyczy i wraca brudny, smierdzacy, zapchlony. Od czasu mojego przyjazdu udalo mi sie go nauczyc kilku komend i jest stosunkowo grzeczny. Tylko nadal biega za samochodami, szczeka na dziwnych, wg niego, przechodniow (jak pan z latarka, lub pani, ktorej buty stukaja po chodniku). Nikt obcy nie moze przejsc po korytarzu ani pod domem; ja nie moge poglaskac innego psa; atakuje tych "dziwnych" oraz wieksze psy. I ja ciagle mowie do niego lagodnie, tlumacze, nagradzam, ale to guzik daje. Moglabym to zniesc, gdyby nie to jego rzucanie sie z zebami od czasu do czasu z niewiadomych powodow. Najczesciej, gdy sie chce go od czegos lub kogos odciagnac, jak np. pewna sasiadka dziala na niego bardzo podniecajaco i zawsze stara sie do niej zblizyc w wiadomym celu. Wtedy jest juz koniec: kobieta stara sie go delikatnie odpedzic, on dostaje furii, gryzie wszystkich wokolo, nie daje sie zupelnie odgodnic i na nic nie zwraca uwagi. Nie wiem, czy tu chodzi o blad w hierarchii stada - przeciez pies nie spi na lozku, oduczony jest żebrania o jedzenie. Wiec dlaczego nie slucha? Dlaczego atakuje? Przeciez nigdy go nie uderzylam, wiec dlaczego mialby mi nie ufac i nie dac sobie pomoc, gdy go cos boli? Dzisiaj z niego juz anioleczek, ale jak dlugo bedzie trwala ta sielanka? Pewnie do nastepnej wizyty sasiadki. :)[/quote] Ja bym go zdecydowanie wykastrowała - kopulowanie na ludziach, no cóż... Nie za bardzo też rozumiem, które to nawyki psa kastracja miałaby pogłębić - kastracja nie zmienia zachowania psa, wycisza popęd seksualny. W przypadku trzyletniego psa nie stanie się to z dnia na dzień ale w końcu się stanie - dorosły pies może się wyciszać po kastracji nawet pół roku. Dalej - piszesz,że pies się tak zachowuje od trzech lat - chyba niekoniecznie, skoro przez ostatnie dwa lata prawie w domu nie bywał - teraz wróciłaś, zaczynasz z nim pracować i walczysz z jego zdziczeniem - to dla niego dosyć nowa sytuacja. Jak się zachowywał przez pierwszy rok? Jak się zachowuje do psów? Z tego co napisałaś, problemem są dla niego ludzie - nie dziwne po 2 latach włóczenia się samopas. Moim zdaniem nadmiernie przejęłaś się teorią dominacji. Nie jesteś dla psa przewodnikiem i ostoją (dlatego się boi i szczeka na "dziwnych" ludzi - to jest brak socjalizacji z takimi "zjawami"). Spróbuj namówić jakąś koleżankę na spotkanie wieczorem w uliczce, niech przyjdzie w stukających szpilkach i z workiem kiełbasy, koleżanka podchodzi powiedzmy do bezpiecznej dla niej odległości i się zatrzymuje, stój spokojnie z psem na smyczy, totalny bezruch i najlepiej nic nie mów, jak już się wyszczeka i uspokoi, niech mu koleżanka rzuci kawałek kiełbaski, powiedzmy z odległości 5 metrów ( Ty się zachwycasz sytuacją, pies zjada kiełbasę), potem kroczek bliżej, znowu poczekaj aż wyciszy jazgot i znów kiełbaska. Kilka takich sesji. I tak z każdym ludzkim strachem rób - już pewnie wiesz, co psa denerwuje - szpilki, powiewające płaszcze, parasole, czy co tam jeszcze - wszystko trzeba oswoić. Dalej - wydaje mi się po Twoim poście, że ogólnie za dużo do psa gadasz. Niepotrzebnie. On nie jest do tego przyzwyczajony, poza tym im więcej mówisz, tym więcej szumu robisz:lol: i psu się rozmywa treść. Z Twojego posta wyłania mi się taki obraz, że cały dzień za psem chodzisz i mu się przyglądasz i tylko wyczekujesz czy go nagrodzić czy skarcić - co za dużo to niezdrowo, pies może się czuć zahukany, zwłaszcza po 2 latach biegania samopas. Sesje w domu krótkie i konkretne, a potem jakaś komenda np "koniec" i nie zwracaj na niego uwagi, niech ma trochę luzu - daj mu coś do wygryzienia stresu po treningu (np wędzone ucho) i niech się zajmie nim, a Ty sobie odpoczywaj od psa wtedy:lol: Poza tym nie ucz psa rzeczy typu: nie wolno wchodzić na łózko, tylko ucz go zachowań zamiennych czyli :idź na miejsce. Kilka sesji zostawania na miejscu obficie nagradzanych, tak, żeby baardzo chętnie się udawał na swoje posłanko i kiedy się położy na łóżko, wyślij go na miejsce i sypnij nagrody. i Tak ze wszystkim - ucz go czynności, które ma wykonywać zamiast tego, czego sobie nie życzysz. Dalej: zachowania złe i utrwalone - ucieczki i pościgi za samochodami. Nie mogą Ci się przydarzać. Każda pogoń czy ucieczka utrwala i tak już mocno ugruntowane fatalne nawyki. Jest sukces, pies się sam nagradza fatalną czynnością i nie istniejesz wtedy w jego umyśle. Moim zdaniem bez linki w życiu tego nie wytępisz. Jeżeli go puszczasz ze smyczy, musi się za nim ciągnąć długa linka 10-20 metrów, zależy od szybkości psa i Twojego refleksu (na początek możesz koniec linki zawiązać sobie do paska, żeby go nie zgubić i niech się tak za Wami ciągnie). Idziesz w miejsce, w którym Ci pies zawsze ucieka, kiedy ruszy przydeptujesz w milczeniu linkę, może to wyglądać nieprzyjemnie, kiedy wykona salto ale moim zdaniem nie ma czasu na powolne odwrażliwianie (zresztą wątpię, żeby było skuteczne przy tak utrwalonych narowach), bo w końcu coś psa przejedzie. Jak fiknie, wołasz go i uciekasz. Kiedy do Ciebie dobiegnie, nagroda. W ogóle ćwicz dużo przywołań na tej lince, aż do znudzenia, non stop ćwicz przywołanie, kilkadziesiąt razy na spacerze i na razie za każdym razem nagradzaj - możesz go w ogóle nie karmić z miski, tylko przy ćwiczeniach. Na koniec - agresja przy wszelkich czynnościach kosmetycznych jest dowodem braku zaufania - Ty go nie uderzyłaś, może inni, w każdym razie pies nie czuje się bezpiecznie kiedy mu coś robisz i się broni. Może masz do tego złe nastawienie np przy głaskaniu, po prostu głaszczesz i jest ok, a przy zakrapianiu na kleszcze myślisz "oj, trzeba będzie go zakropić, a jak mnie zaraz ugryzie?" i pies czuje, ze coś jest nie tak. Nie dyskutowałabym z psem w tej kwestii;) masz zamiar go zakropić do po prostu to robisz - delikatnie go głaszczesz jedną ręką, dajesz smaki do jedzenia i zakrapiasz. Jeżeli nie możesz mu wyjąć wbitego kolca z pyska bo gryzie to załóż rękawice, delikatnie go unieruchom i po prostu wyjmij, a potem nagródź - będzie wiedział jaką ulgę odczuł po zabiegu, psy nie są głupie, w końcu Ci zaufa. W końcu nie można psu podawać narkozy kilka razy w miesiącu tylko dlatego, że się skaleczył, czy coś sobie wbił w dziąsło. To się da zrobić, naprawdę. Dostałam kiedyś psa półrocznego, który niczego nie był nauczony, a kiedy wzięłam szczotkę do czesania do ręki i spojrzałam w jego kierunku, to uciekał w kółko po całym domu. Też nigdy nie został uderzony PRZEZE MNIE a jednak uciekał. Po prostu po niego wtedy poszłam, zabrałam z kąta, przyniosłam do szczotki i uczesałam - spokojnie i delikatnie. Co prawda mnie nigdy nie ugryzł (ale ja mu się nie narzucałam, tylko spokojnie robiłam swoje) ale panią wet dziabnął przy pierwszej wizycie - jeszcze wtedy nie wiedziałam do czego był zdolny. Faktem jest, ze tylko uderzył zębami, nie zaciskał, nie szarpał ale jednak. Teraz dłubanie u weta w oku, uchu, tyłku:lol: - proszę bardzo. EKG z wbijaniem szczypczyków w pachwiny - żaden problem, pies stoi spokojnie i w milczeniu wszystko znosi. Wszystko bez kagańca. W domu też pozwala sobie zrobić wszystko - ale tu nigdy nie było żadnej dyskusji. Tylko,że ja się nigdy nie zastanawiałam, co tu zrobić i co wtedy pies zrobi i co ja na to poradzę, itp. Po prostu wiem, że mam rację:evil_lol: i robię co jest do zrobienia. I to chyba jest ten klucz. Jeżeli pies już Cię gryzie, to zacznij w rękawiczkach. Poza tym szkolenie i wspólne zabawy (koniecznie) ale o tym jest dużo postów na forum Pozdrawiam serdecznie Iza
-
[quote name='zurdo']nie, nie, wyraziłaś się dobrze, tylko zabrzmiało z lekka szamańsko, coś w stylu medycyny bardzo niekonwencjonalnej ;) .[/quote] :lol::lol: [quote name='zurdo']Czym innym są chyba płyny zbierające się w okolicy blizny i całej masy uszkodzonych tkanek, czym innym wysięk limfatyczny powodujący obrzęk łapek (ale ja nie jestem wetem, a to co tłumaczą mi weci często przeinaczam :oops: ) - tu trzeba tylko przywrócić właściwe krążenie, dlatego masaże wzdłuż naczyń krwionośnych, a nie rowerek. [/quote] No właśnie dokładnie o to chodzi. Wtedy ściągał te płyny, teraz zresztą z brzuszka też. A z łapek właśnie powiedział, że nie ma sensu, bo rodzice zapytali wprost czy nie można ściągnąć w ten sam sposób. A zapytali dlatego, że cięcie jest strasznie długie -praktycznie przez całą długość tułowia psa i myśleli,że nóżkach się zebrał taki sam płyn jak w brzuchu.I wet powiedział, że w nogach tej "wody" nie będzie tylko właśnie jest opuchlizna od słabego krążenia. Czyli mówimy o tym samym :multi: Teraz dalej: wet nam zalecił robienie rowerków nóżkami psa i mama suńkę rowerkuje ale to nie pomaga. No i powinna dużo spacerować ale jakaś jest na razie wypłoszona po tym zabiegu i pewniej się czuje w domu. Możesz opisać mniej więcej jak wykonywałaś ten masaż? od dołu do góry, mocno czy raczej delikatnie? Czy jeszcze jakoś inaczej? Nasza sunia ma 15 lat, już trudniej się wszystko goi... Pozdrawiam Iza
-
może źle się wyraziłam... Wtedy przy tłuszczakach rany się w zasadzie zrosły, wet nakłuł bliznę w tylnej nodze czubeczkiem nożyczek, a w łopatce nakłuł igłą i ściągnął strzykawką płyn. To miałam na mysli pisząc "dziurawienie nóg" Lekkie przebicie skóry, przecież nie dziura na wylot w całej nodze, spokojnie;) P.s. Jak długo masowałaś nogi? Robiłaś psu "rowerki" nóżkami czy tylko masaże? w jakim wieku był wtedy Twój piesek?
-
Rodzice mają suczkę, mieszaniec średniej wielkości, sunia ma 15 lat. Ostatnio miała usuwaną listwę mleczną z guzkami. Niestety po operacji w okolicy sutków 4-5 zrobiło się paskudne zapalenie, powstał bliznowiec,cały szew został wycięty jeszcze raz, przy okazji wyłuszczono kilka małych guzków z drugiej listwy i ponownie zszyto. Szew już zdjęty,praktycznie wszystko było zagojone, tylko, że pod skórą zbierały się płyny. Wet zrobił dziurkę w brzuszku i wypuścił mnóstwo płynu spod skóry i brzuszek wrócił do normy. Problemem obecnym są spuchnięte 2 nogi - przednia i tylna z prawej strony. Przykładanie opatrunków z altacetem na noc niewiele pomaga - rano faktycznie noga była chudsza ale już po 1-2 godzinie wracała opuchlizna. Najpierw puchła tylko tylna nóżka teraz puchną dwie. Weci uważają, że to problemy krążeniowe po operacji i że sunia powinna dużo chodzić, bo takie gromadzenie płynów grozi wodą w płucach:cool1: Sunia nie chce chodzić, jest trochę osłabiona po tej operacji i widać że czuje się nieswojo na podwórku, robi co trzeba i rwie do domu. Miewa od czasu do czasu lekkie stany podgorączkowe,czasem troszkę drży ale przykryta kocykiem szybko wraca do normy. Ogólnie weci uważają, że jej stan po operacji jest niezły, gdyby nie opuchlizna, były idealny. Kiedyś już miała takie problemy po usuwaniu tłuszczaków z łopatki i stawu skokowego - też się płyny zbierały więc można powiedzieć, że sunia ma do tego tendencje - wtedy płyny były ściągane, rany przepłukiwane i z czasem wszystko wróciło do normy. Teraz w opinii wetów dziurawienie nóg nic nie pomoże - co się dało spuścić z brzuszka, zostało wypuszczone a te nogi ponoć wskazują na krążenie. Czy ktoś miał tego typu doświadczenia? Może znacie jakieś metody zmniejszania takich opuchlizn? Bo nie za bardzo wiemy co robić - ciągać ją siłą na spacery? Widać, że teraz nie sprawiają jej przyjemności... Pozdrawiam Iza
-
Witaj, Anastazjo. Dziękuję za odpowiedź. Dopytałam jeszcze raz o to ostatnie rtg. Było z kontrastem i w znieczuleniu więc przyzwoicie - w przeciwieństwie do pierwszego parę lat wcześniej. Wyszło tak: dysplazji nie ma (!), narośla i mosty na 2 początkowych kręgach lędźwiowych i na ostatnim. Boksio teraz czuje się dobrze, ostatnio brał ibuprom 2 dni temu i odżył i zaczął jeść i normalnie funkcjonować. O Zeelu i Traumeelu S już przekazałam. Jeszcze mam pytanie - czy ten Traumeel nie nadałby się wspomagająco dla 15 letniej suczki, która po wycięciu jednej listwy mlecznej, wytworzeniu się bliznowca, ponownej operacji (wycięcie bliznowca), miewa lekkie stany podgorączkowe i zatrzymuje płyny w dwóch prawych nóżkach (po stronie usuniętej listwy)? Szwy już zdjęte,została jedna mała dziurka (przez którą wet spuścił mnóstwo wody z brzuszka) ale podobno ładnie się goi. Gdyby nie te nogi byłoby wszystko ok. Weci mówią, że krążenie jest słabe,dużo wycięli i pozamykali sporo naczyń i że musi się dużo ruszać. Sunia nie bardzo chce spacerować :( , fizjologia i do domu, zawsze tak ma kiedy jest osłabiona. opiszę jej przypadek dokładniej w dziale weterynarii, żeby tu się w boksery za bardzo nie wcinać. Może podać jej ten przeciwzapalny homeopat? Czy lepiej nie? Pozdrawiam serdecznie Iza