-
Posts
2947 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by Dusia-Duszka
-
-
Popatrzcie w psie oczy i lśniący nochal swoich stworów. Ostatnio moje człowieki rozważają tajemnice "trójkąta psiepsiejskiego". Jak się tak wpatrzą w tę przestrzeń mego pyska, to wsiąkają :))) i właściwie mogę nimi sterować samym spojrzeniem. Taka hipnotyzująca moc trójpunktowca psiego pychola. A jak już w okolicy "trójkąta psiepsiejskiego" pojawi się smaczek, to też znika natychmiast. Oddziaływanie magnetyczne tej strefy jest bardzo silne!
-
Ojjj, ostatnio było niedobrze, dosłownie, niedobrze. Cały wieczór i noc było mi niedobrze. Kolacja poszła na zmarnowanie, pociągając ze sobą nawet poranne przegryzki. Wszystko co zjadłam w ciągu dnia poszło na zmarnowanie. I na nagłą koopertę musiałam kilka razy pobiec. Pańcia mówiła, że zbyt łapczywie jadłam albo jakaś bakteria dręczy kiszki. Cóż zdarza się, tylko jedzonka mi tak szkoda, bo ja jestem, jak ten biedaczek z sucharka: A po takim "niedobrze, niedobrze,... bełcik" razy kilka, to ja bardzo smutna się robię. Nawet pańci bardzo mnie szkoda, ale jeść to nie chce wtedy dać :( Rano też nic nie dostałam :( ale wieczorem kolacja już zgodnie z harmonogramem i później wszystko już było ok.
-
GIGA w DS Trzymajcie kciuki !!!. To już grzeczna sunia.
Dusia-Duszka replied to Poker's topic in Już w nowym domu
Zastanawiam się, czy Giga, Zula nie mają tak jak ja miałam: zaburzone wykazywanie sygnałów uspokajających. Występuje to u psiuniów, które doznały krzywdy: przeganianie, bicie, karcenie bez przyczyny lub za sygnały uspokajające, zabawowe, za okazywanie radości czy poddawanie się. Pies w patologicznych warunkach, błędnie uczy się, że ma tego nie okazywać. Inne psy nie mogą jej właściwie odczytać i nie wchodzą w interakcję. Dopiero kontakty z wieloma normalnymi, właściwie sygnalizującymi zamiary psami może takiej psiuni otworzyć ponownie szufladkę z sygnałami uspokajającymi. Gorąco pozdrawiam Poker i anecik. Świetna decyzja ze zmianą "stada" dla Gigi. -
Śledzę losy Muszki-Czarnuszki. Muszę się przyznać - też jestem lokomocyjnym rzygaczem. Ale treningi dają efekty. Początkowo 7 minut w samochodzie i już było zdarzenie. Zaczynało się od przyspieszonego oddechu, ziewania, ziajania ze ślinieniem i... bełcik. Teraz 40min. do godziny wytrwam! A są też wycieczki samochodem bez zwrotki. Po pierwsze zero śniadanka nawet jeśli podróż wypada wieczorem. Zakaz jedzenia trawy. Korzystnie też wybiegać się przed podróżą. Trochę pomaga mi Lokomotiv. Najłatwiej wytrwać w tramwaju (mało skręca), najgorsze - ronda samochodem. Po treningach kojarzenia podróży z fajnym czasem "popodróżowym" (park, wybieganie, zabawa, nowe miejsca, spotkania z psami) poprawa jest wielka.
-
Byłam dziś na biegach przełajowych. No niestety, ja nie byłam zawodniczką. Nie było konkurencji dla czworonożnych merdaczy, choć niektórzy na metę wpadali czworonożnie :) Startowały takie mniejsze, młodsze człowieki, które noszą na sobie zapach miejsca pracy mojej pańci. Najbardziej podobał mi się marszobieg w drodze powrotnej do domku.
-
Mortes i Usiata! Dzień dobry. No normalnie stęskniłam się za "projektantkami" mojej chaty. Pozdrówki :) Wczoraj miałam manipedicure. Średnio mi się to podoba ale perspektywa nagrody - miętowy patyczek, jest psieogromnie kusząca i trwam, trwam, trwam... grzecznie wszystkie 20 pazurów (w tym 4 wilcze). Nawet mi się drzemka zdarza.
-
Dziś uzyskałam kolejny sukces w moim psiepsiejskim życiu! Podróżowałam autem ponad 3 godziny z małymi przerwami na łapanie woni na polach i ... nie zwróciłam całodziennych psiegryzek. Nażarta pod korek oczywiście nie byłam, bo wypełniającą brzuszek porcję mam zawsze dopiero na kolację. Ale wycieczka była niezaplanowana, więc to i owo w ciągu dnia chapnęłam i udało się tego nie zmarnować!!! Raz zdarzyły mi się mlaskania - ciapkania ale otwarcie okna świetnie zadziałało, bo akurat zaleciało obórką, a przyznam, że uwielbiam :) i natychmiast uwaga przekierowała mi się z mojego "wewnątrz" na otaczające "zewnątrz". A pańcia tylko do pańcia "nie zatrzymuj, nie zatrzymuj, bo powiąże rzyganie z zatrzymaniem; wolniej ale jedź, jedź cały czas". I mam (mamy) sukces :))) Psiepiękna ścieżka w brzezinie. Ciekawe, co jest tam daleko? Znalazłam jaszczurkę. Sprawdzamy owoce na nalewki. Szwędałam się aż do zachodu słońca. Pozdrawiam wszystkich zaglądających :)
-
GIGA w DS Trzymajcie kciuki !!!. To już grzeczna sunia.
Dusia-Duszka replied to Poker's topic in Już w nowym domu
Kciuki we wszystkich czterech łapach zaciska mi pańcia z całej mocy. Po dwie łapki w jednej ręce :))) -
Dzień Dobry :) Wróciłam z wakacyjnego łapania nowych woni. Oto dowody mojego nowo odkrytego talentu do aportowania z wody. p.s. mam też filmik z mojego pływania ale nie umiem tu wstawić. Czy ktoś mógłby mi doradzić jak to zrobić? Proszę o pomoc (krok po kroku na pw).
-
Moknąć nie lubię, ale... pływać i aportować z wody lubię!!! Jestem na wakacjach na Suwalszczyźnie i właśnie odkrył mi się nowy talent do wodniakowania w jeziorach (zdjęcia wkrótce). Mówią mi, że niezła jestem w te klocki :))) POZDRÓWKI dla wszystkich wakacjujących i pracujących
-
Ostatnio trochę pada. Nie lubię moknąć. Ale pogapić się na deszcz lubię :) Szczególnie kiedy na mnie nie kapie, bo nad drzwiami mam daszek. A jak już czasem na spacerze deszcz mnie dopadnie, to później miłe jest suszenie sierściuchy.
-
Dziękuję Mortes, Dziękuję Tyś za odwiedziny :) I masz rację Mortes zrobiłam sobie taki mój "pamiętnik" z Twojego wątku. W sobotę i niedzielę pojechałam z człowiekami na pola. Zapachy..., że nos urywa. Pańcia tylko pytała, czy zdążę sobie wszystkie złapane wonie na półki w główce poukładać. A pańcio podejrzewa, że mam coś z kozicy. Zupełnie nie wiem dlaczego??? W wysokich trawach na łące nad rzeką, mam zapewniony transport. Bo po pierwsze oczka mam nisko, a trawy sieją się. Po drugie kleszcze czyhają. Po trzecie spróbujcie brnąć przez pole kukurydzy - to tak jak ja wśród traw dla człowieków tylko do pasa. Po czwarte, piąte i dziesiąte miło tak się powtulać ;)
-
Pięknie psiaki sobie towarzyszą. Aż zajrzałam na pierwsze zdjęcia Neski (jeszcze śmietnikowe), gdzie taka mała bidula... smutna, o niepewnym spojrzeniu, z matową sierścią. Jej się nawet brwi inaczej układały. A teraz... radocha i energia w oczach! Misiek też przy dziewczynie odmłodniał i jakie popisy akrobatyczne :)))
-
Jest takie malutkie drzewko w ogródku, takie, że do tych pysznych czerwonych piłeczek na dolnych gałęziach sama sięgam. No pańcia to jest taaaka duuuuża, że jak się dobrze wyciągnęła to z całego drzewka piłeczki pozbierała - kilka zostało dla ptaków. A ja oczywiście musiałam pilnować. Bo jak nie ja, to kto?
-
Początek lipca to u nas zawsze taki czas na doktory :) Właśnie wróciłam z Kiciulą z corocznych szczepień. Ona jeździ w kontenerku a ja u pańci, na kolankach. A jak ona śpiewa?! No nie wiedziałam, że mam tak utalentowaną kocią koleżankę. Raz w roku daje koncert! Właśnie w samochodzie, w drodze na szczepienia. W życiu takich dźwięków nie słyszałam, to bardzo fascynujące. Nie mogłam oderwać wzroku => uszu :) od drzwiczek kociego kontenerka.
-
Pamiętacie (?), lewe "wiśniowe oko" czasem mi się zdarza i to jakoś tak nietypowo, bo nie jest czerwone i łatwo daje się naprawiać. Moja pańcia oczywiście nie tylko mi naprawia, ale nie daruje i męczy: dlaczego, dlaczego, dlaczego... Co zrobić żeby się nie zdarzało? Operacja~~~nie operacja? Dziś byłam na badaniu okulistycznym u weta. Ale jaja! Świecą w oczka, zakraplają, dotykają jakimiś paseczkami papierków, pęsetą ciągają za trzecią powiekę, znów świecą z jakiegoś "mikroszkopu", znów zakraplają tym razem czymś, co świeci - na ewentualnych uszkodzeniach rogówki (ale u mnie nic nie zaświeciło :))). Okazuje się, że... w lewym oku mam luźniejszą i bardziej pofalowaną trzecią powiekę i powstaje z niej kieszonka, gdzie włażą brudy i stąd stan zapalny i ja go wtedy łapą trę i odsłaniam ten gruczoł "wiśniowooczny" niechcący, bo powieka jest za luźna. W tym wypadku wszycie kieszonkowe gruczołu może nie dać jego ustabilizowania. Operację na razie odpuszczamy! Chyba, że gruczoł wypadnie na stałe lub będzie to częste. Po prostu, po moich wariactwach biegowych mamy przepłukiwać oko kroplami. Na badaniu (30minut!) byłam cudownie grzeczna i dzielna. Pańcia jest ze mnie dumna.
-
Mam w sąsiedztwie ulubioną towarzyszkę szalonych gonitw :) Suczka też jest od 2 lat domna ze schroniskowej. A nasza Kiciula zawsze patrzy na to wyhasanie z niezmienną powagą i politowaniem.
-
Bardzo Cię proszę o opuszczenie tego wątku.