Jump to content
Dogomania

Feronek

Members
  • Posts

    83
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Feronek

  1. Hmmm wydaje mi się, że dobrze będzie dbaćo tego 11 letniego psa i dawać mu pewność, że on jest tu panem. Psy same muszą sobie ułozyć hierarchię na tej działce, której teren najwidoczniej ten najstarszy traktuje jak swój. Jeśli obawiasz się starć - załóż psom kagańce, wpuść na działkę i nie wtrącaj się w to co robią. Psy rzadko kiedy same z siebie wybierają atak. Raczej wolą ucieczkę. A tak czy siak będą musiały ustalić, który jest najważniejszy i jakoś to muszą zrobić. Jeśli się wtrącisz, wtedy może dojść do rozlewu krwi faktycznie. Ważne żeby wzmacniać poczucie tego psa, który jest przywódcą w stadzie, poprzez głaskanie i inne czynności, a nie litować się nad najsłabszym, bo to tylko zaostrza konflikty. Wiem, brzmi nieludzko, ale... chyba nie da sie inaczej :( Trzymam kciuki
  2. W związku ze sztuczkami to myśle sobie że: 1. istnieje niebezpieczeństwo zapruszenia sobie oka przez psa (jak to już ktos tu pisał wcześniej) 2. wydaje mi się, że uczenie sztuczek, z których później ludzie się śmieją jest nie w porządku i świadczy o braku szacunku do zwierzęcia, a tym samym o naszym człowieczeństwie poniekąd ale to moje zdanie :)
  3. Poza tym... z wielu względów lepiej byłoby kucać niż się schylać: 1. uszy masz dosyć wysoko ;) 2. kręgosłup się nie męczy, 3. masz większą widoczności a tym samym kontrolę nad psem Co do zapachów to ja coś o smakach - psy nie lubią zwykle smaku kwaśnego, a czasem sam zapach cytryny może je odstraszyć, może warto - jak już nie ma innych sposobów smarować sobie te uszy cytryną przez jakiś czas? Może to zda egzamin. Albo... w momencie kiedy pies zaczyna Cie gryźć (sporządź sobie najpierw puszkę wypełnioną np monetami albo śrubami) wydaj głośny zgrzytliwy odgos tą puszką - psy zwykle nie lubią takich dźwięków - więc jeśli pies skojarzy odgłos, którego nie lubi z gryzieniem po uszach, może przestanie gryźć. A co porady Marty i Wiki też się może sprawdzić z tym, że wtedy nie wystarczy powiedzieć "ała" tylko trzeba to zrobić na dosyć wysokich częstotliwościach czyli zapiszczeć np.
  4. A .. jeszcze jedno :) To że pies jest starszy i większy wcale nie znaczy, że musi "rządzić" w stadzie :)
  5. Hmm a może to Tobie się wydaje, że ona nie ma powodu go gryźć? Może on narusza jakieś jej terytorium albo przestrzeń osobistą? I dlaczego od razu bić po kufie? szkoda tysięcy receptorow węchowych, które pies w tym momencie straci bezpowrotnie - a węch to jego podstawowy zmysł. Pozwól psiakom ustalać właśną hierarchię stada. Może jakoś sam ją zaburzasz wyróżniając np psa - przytulając po ugryzieniu. Wiem, że to brzmi drastycznie, ale... powinieneś raczej pokazać psu, że suka jest wyżej w hierarchi - wtedy on zrozumie, że to fakt i przestanie się jej narażać, a ona zdobędzie pewność siebie i może nie będzie tak zaciekle atakować.
  6. Ja propnuje, żeby zamiast psu kawałek taśmy nakleić sobie - może wtedy nauczysz się wstydzić takich metod. Mimo wszystko na taśmie jest klej i do tego kleju przyklei się sierść i oderwie wraz z tasma, no chyba że zdejmiesz ją jakoś bezboleśnie. A poza tym wszystkim - czemu ta komenda ma służyć??? bo jakoś nie bardzo rozumiem.
  7. Ach jeszcze jedno... najlepiej, jeśli wychodzisz na dłużej żebyś była z psem na długim i męczącym dla niego spacerze, czyli żebys tak wybawiła psa przed swoim wyjściem, żeby był zmęczony po powrocie do domu.
  8. To trochę czasochłonne, ale... można spróbować najpierw odwrażliwić psa na sygnały wyjścia. Czyli np co jakiś czas ubierz się jak do wyjścia i pochodź po domu, a następnie się rozbierz - nie zwracaj na psa uwagi w tym czasie. Podejrzewam, że sytuacja, gdy zaczniesz się ubierać wzbudzi w nim podniecenie. Jak się uspokoi - przywołaj i nagródź. Rób tak do czasu aż zauważysz, że Twój pies przestał reagować na to że się ubierasz. Później możesz np ubierając się wziąć klucze do kieszeni i znow - w ten sam sposób, aż do braku reakcji gdy będziesz się ubierać i wychodzić - niech do psa dotrze to, że nie zawsze gdy się ubierasz to znaczy że wychodzisz. - to pierwszy etap. Drugi - w jakimś momencie, gdy pierwszy etap zostanie utrwalony wyjdź za dżwi i poczekaj 1 minutę. Jak pies zacznie wyć, to wróć i nie zwracaj na niego uwagi. Za jakiś czas powtórz, aż przestanie reagować na krótkie wyjścia. Jeśli nie zacznie wyć, to wróć i nagródź go za to. Następnie wydłużaj czas swojej nieobecności. Za każdym razem gdy pies zacznie wyć - wracaj do domu i nie zwracaj na niego uwagi (nie mów do niego ani słowa, nie dotykaj go, nie patrz nawet w jego stronę - jeśli się uspokoi po Twoim powrocie to przywołaj go do siebie i wydaj mu komendę np siad i nagródź za wykonanie komendy). Jeśli kilka razy kiedy wyjdziesz i pies przez dłuższy czas np. godzinę nie będzie wył to jest szansa, że nie będzie już wył wcale. Zawsze możesz mu też zostawić jakieś drobne smakołyki pochowane w różnych jego miejscach (najlepiej żeby te smakołyki były trudno dostępne, żeby pies musiał się zając przez chwilę wydłubywaniem ich czy wysysaniem np szpiku z kości), poza tym jakieś swoje ubrania (o ile pies ich nie pogryzie, a jeśli gryzie rzeczy to jakąś szmatkę nataratą Twoim zapachem skóry no i możesz też zostawiać włączone kasety lub płyty z nagraniem codziennego domowego życia, z Twoim głosem itp) Długo to trwa, ale przynosi efekty. Pozdrawiam i życzę powodzenia
  9. Widzisz, pies to zwierzę stadne a zatem i towarzyskie. Towarzyszące człowiekowi. Ergo... żaden (zdrowy dorosły piers) nie lubi bawić się sam ze sobą (w każdym razie znakomita większość tego nie lubi). I nie dziw się, że przestaje Cię słuchać - jeśli nie jesteś jego autorytetem i pozwalasz mu się nudzić i robić co chce, to dlaczego ma Cię słuchać?
  10. hehe, żeby nie znaczyć terenu musiałby nie siusiać (za przeproszeniem ;) )
  11. Talson... a czy jesteś pewna, że twój psiak dobrze słyszy? Często takie zachowanie obserwuje się u psów, które albo nie słyszą, albo słyszą słabo. Jesli nie masz pewności czy dobrze słyszy to może najpierw do weta?
  12. " kazda probe uspokojenia go gdy sie rozszaleje (w zabawie zaczyna gryzc wszystkich dziecko jego rodzicow i mnie) karcenie,nawet zlapanie za skore na karku i wywalenie na plecy (ostatecznosc, ktorej sie podjealm)- co dziala nawet u mojego doroslego psa - w malym powoduje nowy atak gryzienia i skomlenia jakby go zarzynali. rzucanie kapciami, wywalanie na dwor, lanie w tylek (juz ojciec dziecka nie wstrzymal i mu przylozyl klapsa) nie dziala. " W sumie się nie dziwię. Nie wiem czy czytałaś i jakie czytałas książki na temat wychowania psów, ale metody, które stosujesz będą jedynie pogłębiać problem. 1. Pies w tym wieku (3-4 miesiące) gryzie, bo musi wypróbować siłe swoich szczęk. Musi się nauczyć kontrolować. 2. Po co doprowadzacie psa do tak skrajnego podniecenia w zabawie? Jak widzicie, że się nakręca, to starajcie się go wyciszyć poprzez ignorowanie np lub poprzez uczenie komend metodami pozytywnymi. 3. Teoria dominacji i metody osiągania dominacji typu łapanie za skórę na karku czy kładzenie na plecach i trzymanie - już dawno są nieaktualne. Znacznie łatwiej i przyjemniej dla obu stron stosować pozytywne wzmocnienia niż kary (w tym fizyczne) 4. Poczytaj sobie książki S.Corena, N. Dodmana na pocżątek.
  13. Zaobserwowanych przez etologów pozycji sikania psów jest chyba 15 - między innymi jest ta na dwóch przednich łapach z tylnymi uniesionymi do góry. Pies jak wszyscy wiedzą znaczy teren i ważne w tym wszystkim jest to, żeby swój ślad zaznaczyć tak, aby inny pies go nie zakrył swoim. Zatem psy podnoszą nogi żeby nasikać jak najwyżej, a jeśli pies jest mały to często właśnie staje na przednich łapach, bo wtedy może wyżej sięgnąć. To im wyżej pies zostawi ślad ma też znaczenie rozpoznawcze. Następny pies będzie mniej więcej wiedział jak duży jest jego konkurent i albo się poporządkuje albo nastawi do walki. Przeważnie psy - samce zaczynają unosić nogę kiedy osiągną dojrzałość, ale - jak wielu z Was tu pisało mogą też poprzez naśladownictwo zaczynać wcześniej. Z powodu naśladownictwa i bezpieczeństwa (gdy nie ma konkurencji) mogą też załatwiać się jak suczki. Żadna w tym ujma (pies nie funkcjonuje jak człowiek, nie ma poczucia wstydu :evil_lol:
  14. Tę panią to ja stanowczo odradzam. Polecam natomias dr Joannę Iracką (veta - behawioryste). Namiarów szukaj na necie. Jest z Warszawy
  15. A mi się zdaje, że powodem niekoniecznie musi być tylko nuda. Nie znam sytuacji, ale z opisu wynika, że psy ustaliły sobie hiererchię w stadzie i ten słabszy znalazł jeszcze słabszego, który przed nim ucieka - znaczy samochód. I jest to zachowanie samonagradzające - samochód nadjeżdza, pies zaczyna szczekać, samochód odjeżdza (czyli, że udało mi się go przegonić, jestem silniejszy - myśli pies i gania kazdy następny samochód) i jak tak dalej pójdzie to nic się nie zmieni a może się jedynie pogłębić. Ale to tylko tak sobie myślę - mogę się mylić :)
  16. Zgadzam się z Tobą Marmasza. Uważam, że podstawą dobrej terapii zachowania psa jest współpraca behawiorysty z właścicielem psa, a także ze szkoleniowcem i weterynarzem. Jeśli widzę, że właściciel posiada dostateczną wiedzę i umiejętności, a rozwiązanie problemu leży w jego zasięgu pod moim okiem - to rozwiązujemy go wspólnie, ale kiedy wiem, że problem wymaga szkolenia, bo np potrzeba pracy w grupie, gdzie ilość bodźców jest znacznie większa albo szkoli się w szerszym zakresie (i to właśnie jest korzystne) to kieruję do szkoleniowca. Zawsze jednak gdy nie ma informacji o badaniach u weterynarza a problem może mieć podłoże organiczne - na początku odsyłam do weta, żeby wykluczyć organike.
  17. Sulima jedna rzecz, która rzuciła mi się w oczy z tego co piszesz... Co to znaczy, że ganisz psa za złe zachowania? Może w tym po części jest rozwiązanie problemu. Jeśli "ganisz" psa, to znaczy, że dajesz mu uwagę. Pies nie bardzo myśli po ludzku i Twój głos, spojrzenie czy dotyk może odebrać jako poświęcenie mu uwagi czyli jako zachętę do powtarzania tego zachowania niż do zaprzestania go. Spróbuj go zignorować, gdy zachowuje się źle - unikaj mówienia do niego, dotykania czy patrzenia na niego. Podejrzewam też, że to złe zachowanie to agresja na spacerach - spróbuj w momencie gdy pies zaczyna być agresywny (gdy widzisz, że zmienia postawę) odwrócić jego uwagę od źródła agresji i jeśli zareaguje - nagródź go smakołykiem. Trudno tak radzić nie znając dokładnie sytuacji, ale... hmm ważne jest żebyś nie "ganiła" psa za złe zachowanie a raczej je ignorowała - wtedy go nie wzmacniasz.
  18. Po konsultacjach muszę (z ulgą to przyznaję) wycofać polecenie p. Kłosińskiego. Polecałam go sugerując się zdaniem niektórych klientów. Mam mieszane uczucia co do tego człowieka. Wkładam go do szuflady - kontrowersyjny (wiele osób uważa go za dobrego fachowca z doświadczeniem, ale są i tacy, którzy mają zupełnie inne zdanie o nim i jego kompetencji)
  19. Sulima... porady przez net naprawdę mogą więcej szkody narobić - poczytaj o pozytywnych metodach pracy z psem i poszukaj jakiegoś specjalisty (czy to szkoleniowca czy to behawiorysty) posługującego się tymi metodami. W Krakowie znam kilka takich miejsc wartych polecenia - np. Szkoła Alteri, p. Kłosiński - jesli szukasz kogoś z doświadczeniem. Jeśli jesteś bliżej Warszawy to tam jest dr Iracka. Osobiście odradzam panią Kosińską - jakbyś trafiła na kontakt z nią. Myślę, że najlepiej byłoby gdybyś trafiła do specjalisty, agresja to zbyt ryzykowny problem, żeby próbować samemu. Ale to moje zdanie. A co do Amstafów - dużo krzywdy im zrobiono nieodpowiedzialnymi tekstami, hodowlami i właścicielami :(
  20. Nie zgodzę się z Tobą - behawiorysta, żeby był skuteczny też musi... Prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie kogoś, kto nigdy nie miał do czynienia z psami w praktyce tylko skończył teoretyczny kurs i jest dobrym behawiorystą.
  21. Hmm i o czym to ma świadczyć? Bo jeśli o wyższości szkoleniowców nad behawiorystami to... można się tu przerzucać przykładami braku wiedzy, kompetencji jak też humanitaryzmu w obie strony, tylko... co to zmieni? W lipcu ma być ustanowiony zawód zoopsychologa i mam szczerą nadzieję, że to trochę ograniczy samozwańczych szarlatanów.
  22. Hmmm a mi tu nie behawioryzmem a psychoanalizą pachnie hihihi ;) :cool1:
  23. Nigdzie nie napisałam, że J.Fennel czy ktokolwiek inny jest moim autorytetem. Staram się korzystać z różnych metod i technik w zależności od potrzeb i skuteczności w danym przypadku. Do każdego z wymienionych autorów podchodzę w sposób dosyć krytyczny i każdemu mogłabym coś zarzucić. I chyba o to chodzi, żeby od tych, którzy cokolwiek napisali w danym temacie wyciagnąć to, co przynosi korzyść. W tej chwili za najprofesjonalniejszych uważam J.Dehasse i Dodmana choć ten ostatni jest dość kontrowersyjny, ale przynajmniej jest naukowcem i praktykiem. Przyszłość pewnie i to zdanie zmieni, gdyż ta dziedzina się ciągle rozwija i głupotą byłoby nie rozwijać się wraz z nią.
  24. Wypowiedź Sulimy potwierdza moje obawy :( Może napiszę coś o sobie. Od dziecka wychowywałam się z psami. Pierwszy był czarny seter - trochę zmieszany z owczarkiem niemieckim i pewnie dlatego czarny. Z wyglądu taki jak na okładce "Pies, który kochał zbyt mocno", później kundelka - mieszanka cocer-spaniela z czymś bliżej nieznanym. Później przez chwilę w moim domu zagościł dobreman roczny wychowany w niemczech i "mówiący" po niemiecku. Uczyłam go podstaw posłuszeństwa, a raczej polskich komend.Bardzo szybko się tego nauczył i był cudnym psem. Jako taki trafił do domu z dziećmi i przez kilka ładnych lat był dumą właścicieli.Potem wyprowadziłam się na swoje i z powodu sytuacji zyciowej nie mogłam i póki co nie mogę sobie pozwolić na swojego psa (źle mi z tego powodu, ale to jedyna mozliwa decyzja,żeby nie unieszczęśliwić psa), ale moi rodzice maja pod swoim dachem dwa rotwailerowate - jedna ska mieszana z buldogiem, jej syn mieszany z wilkowatym. Od dziecka też starałam się brać czynny udział w szkoleniu psiaków, choć jako 5-latka sama musiałam się uczyć wielu rzeczy. Teraz, gdy jeżdże do rodziców układam ich psiaki. Na początku musiałam uporać się z poczuciem porzucenia u suki, gdyż moi rodzice przejeli ją po moim bracie, który wyjechał, a za którym bardzo tęskniła. Później, gdy już przywiązała się do moich rodziców i pojawił się jej synek trzeba było uczyć go podstaw posłuszeństwa i uczyć pracy z psem moich rodziców, którzy są dosyć oporni na informacje ode mnie. Później okazało się, że psy na spacerach nie chcą wracać i często uciekają, a to wieś i pola więc i myśliwi i lęk przed odstrzeleniem psów. I uczyłam rodziców jak mają pracować z psami, metodami pozytywnymi żeby zawsze wracały. I teraz już nie am problemów. To "moje" psy. Kolejne psy, które do mnie trafiały to psy moich znajomych - jamniczka, u której wet bez żadnych powazniejszych badań stwierdził, że ma guza mózgu i trzeba uśpić, a ja po opisie objawów poradziłam, żeby właścicielka poszła jak najszybciej do innego weta bo moim zdaniem to zatrucie płynem hamulcowym i okazało się, że miałam rację; dwa malamuty mające gdzieś swoją właścicielkę, nie zwracające na nią najmniejszej uwagi - tu pomogło na początek rozdzielenie psów przy wychodzeniu na spacery (wychodziy osobno) a później, gdy sytuacja była sprzyjająca trening posłuszeństwa przy pomocy pozytywnych wzmocnień i ignorowania zachowań nieporządanych i jest dobrze; młodziutka Labradorka zbyt radosnie witająca się z każdym kto wchodził, radość przejawiana do tego stopnia, że znajomi przestali przychodzić bojąc się upadku pod ciężarem łap - i tu znów trening posłuszeństwa połączony z ignorowaniem zachowań nieporządanych, w tym przypadku okazało się, że o ile w domu psa zachowuje się już dobrze to na spacerach niestety nie da się z nią chodzić. Każdy bodziec był interesujący i wart sprawdzenia, więc właścicielka biegała za psiakiem wszędzie i nie mogła go utrzymać - doradziłam szkolenie w szkole Alteri, bo tu sunia musiała mieć kontakt z innymi psami, wielością bodźców - jak na spacerach. Żeby z jednej strony odczulić się i nauczyć selekcjonować bodźce i potrzeby, a z drugiej żeby właścicielka pod okiem specjalisty ustrzegła się błędów. Obecnie pracuję z dobermanem z agresją dominacyjną. Podstawy posłuszeństwa ma już opanowane, jednak natura psa pilnujacego jest zbyt silna i kiedy ktoś obcy puka do drzwi to pies skacze na niego z zębami, żeby przestraszyć. Sama tego doświadczyłam - niezbyt przyjemne ;) Od dwóch tygodni pracujemy z właścicielką stosując ignorowanie psich zachowań przy wejściu do domu i następnie warunkując pozytywnymi metodami aby pies, gdy ktoś wchodzi do domu nie skakał z zębami tylko spokojnie podszedł obwąchać i wrócił na swoje miejsce. Postępy są, ale tutaj wiele zależy od właścicielki. To kilka przypadków (takich ciekawszych) którymi się zajmowałam. Nie chcę opisywać ich bardziej szczegółowo, bo uważam, że jednak może bardziej zaszkodzić niż pomóc. Jeśli ktoś będzie potrzebował pomocy czy porady, to - tak jak napisał/a Ada-jeje - zwróci się do mnie via e-mail i wtedy postaram się z nim spotkać. Ufff
  25. Wbrew temu co piszesz, to całkiem normalne zachowanie psa. Pies wszystko co się rusza traktuje jak zwierzęta. A jesli coś nie pasuje do jego wizji zwierzęcia to albo ze strachu albo z instynktu łowieckiego atakuje. Z tej perspektywy rower (z człowiekiem na nim), motor, skuter, samochód, wózek (i inne pojazdy) są dla niego dziwne i albo straszne i zagrażające, albo ranne i wówczas należy na nie zapolować. Co do tego co można z tym zrobić... Przede wszystkim powinnaś nauczyć go bezwzględnego posłuszeństwa, tzn. żeby jak usłyszy komendę np siad natychmiast bez ociągania się ją wykonywał. Pogoń za pojazdami może się dla niego tragicznie skończyć. Ponad to można spróbować psa "odczulić" na pojazdy jako bodźce. Ale to wymaga pracy pod okiem specjalisty.
×
×
  • Create New...