Pseudohodowcy są okropni. Jestem przerażona tym wszystkim.
Moja ciocia, kobieta zamożna, niby z głową na karku. Po uśpieniu jej poprzedniej suczki (miała raka), oczywiście bez rodowodu odrazu zabrała się za szukanie nowego psa.
Aga- tak nazywał się uśpiony pies wyglądem troszkę przypominała cocker spaniela, miała straszną psychikę, nie można było ruszać się po domu bo ona już szczekała, nie można było jej spuścić ze smyczy bo już jadła śmieci z podwórka, miała jeszcze wiele innych "wad".
Po stracie suczki, ciocia dzwoniła do mnie czy pójdę z nią na plac kupić psa, oczywiście odmówiłam bo tak jak ktoś pisał na placu mogę kupić ziemniaki a nie psa! Ciocia obraziła się na mnie więc wybłagała mojego tatę aby pojechał z nią do jakiejś "hodowli" po pieska.
W tejże hodowli było 8 szczeniąt, nie pamiętam w jakim wieku były, ale cioci pies ledwo co chodził jak go zabrała. Maluchy były już odłączone od matki, jadły z jednej wielkiej miski więc nie każdy mógł się najeść.
Z psem od początki były same problemy, pcheł miał więcej niż włosów na głowie, świerzb też niczego sobie.
Pies ma lekko ponad rok, ciocia w ciągu tego czasu wydała ok. 4 tysięcy na jego leczenie bo ciągle coś łapie.
Oczywiście, kiedy mówię, że gdyby wzięła psa z hodowli, prawdziwej hodowli zaoszczędziłaby mnóstwo kasy, miałaby "oryginał".
Nie rozumiem w ogóle jak można było wziąć psa z takich warunków?! Oczywiście litość, ale wzięcie psa napędza machinę przez którą ta biedna suczka będzie rodziła następne i następne szczeniaki.
Większość ludzi uważa, że pies z rodowodem to pies chodzący na wystawy a jak oni nie zamierzają z nim chodzić na wystawy to po co tyle płacić?
Studiuję weterynarię i u mnie w grupie są dokładnie takie same przekonania...