Jump to content
Dogomania

Zuza35

Members
  • Posts

    267
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Zuza35

  1. [quote name='ma_ruda']A ja ponowie pytanie- gdzie Mopcia spędzi Święta?[/quote] Mogę powiedzieć, gdzie je Mopcia spędziła :-) Wigilię u mnie z nowym pańciostwem, dzisiaj ja wizytowałam ją w jej domu. Nie wiem, nie znam się, ale po mojemu jeżeli się Jayo nie upomni o zwrot, to Mopcia już się nazywa Szurka i ma nowy dom. Zakochana jest i wpatrzona w pana, a z wzajemnością zresztą, bo pierwszy powiedział, że suki nie odda. I trzyma się tego. Przemiłe to zwierzę (Szurka nie pan:-) ) , wystraszone bardzo, ale dojdzie do siebie, choć pewnie lęki na zawsze w niej zostaną. Coraz częściej załatwia się na dworze całe szczęście. Już bez większych protestów wychodzi na spacer. Na dzieci nie zwraca sama z siebie uwagi, a jak ją starsza dziewczynka głaszcze, cierpliwie to znosi, bez wstrętu czy protestu.
  2. Super jest. Wyhodowałam sobie psa, nie ma co. Właśnie zadzwonił majster - mieli klucz do bramy, bo mają dzisiaj dobudowywać ścianki takie różne. Pies ich nie wpuścił na teren... Hanka rzecz jasna. Jakby ją piorun strzelił i oni są zdania, że Hania ma wściekliznę. Musiał przyjść sąsiad i zamknąć Hankę w domu... Do niego nie miała wścieklizny. Ja bym się wszystkiego spodziewała, ale nie stróżującej Hanki... :cool3::cool3::cool3:
  3. No już myślałam, że wszystko ok, kiedy przytrafiło się takie: [URL]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=96971[/URL] Widocznie ostatnio jakieś fatum nad nami wisi... Ale postaram się nie dać. Joaaa, to ja może w ogóle zamilknę jak zamurowana, żebyś zadzwoniła, albo może przyjechała sprawdzić czy jeszcze na tej naszej wsi żyjemy :D Czy ja wiem czy Hanka to taki normalny standardowy pies... Ostatnio sobie wymyśliła, że ona to nie jest jakiś byle kto, tylko VIP z koszalińskiego i ona kuchennymi drzwiami wchodzi nie będzie, jak byle jaki kundel. A że kuchennych drzwi w zasadzie nie mamy, to musiała olać tarasowe, salonowe. I życzy sobie co by ją wpuszczać drzwiami wejściowymi. Balkon cały dzień otwarty, a ta się dobija do frontu. A i mam dla Was informację, że Hanka jest kotożercą jednak:D Matyldę przyjęła jako dobrodziejstwo inwentarza, bo była wtedy ciężko przerażona. Ale jak wyżej napisałam, zanabyłam sobie droga kupna kota bengalskiego i Hanka próbuje małą zeżreć. Myślałam, że to takie przyjacielskie szturchanie nosem, ale zaniepokoiłam się, kiedy próbowała odejść od nas z kocią łapą w zębach... Całe szczęście jakoś mocno nie naciska na zeżarcie, więc nawet nie zamykam ich na noc w osobnych pomieszczeniach - bo przypominam, że Hania, jako pies pokojowy, na pokojach noce spędza. Dnie na razie jeszcze w budzie, ale pewnie jak się zimno zrobi to moja mama nie wytrzymie ;-) Kinga, a proszę uprzejmie, przywoź mi kota ;-) Byle mały był, bo dużego to moja zwierzyna nie przyjmie. Tylko za promocję dziękuję ;-) Nie mogę mieć więcej psów, choćby ze względu na Augusta :-( Ps. Paulinko, nie wydaje mi się, ale już zapomniałam o sprawie :-)
  4. Tak postanowiłam napisać, bo miałam zasr...any dzień. Najpierw się okazało, że jestem zbyt marnym gatunkiem, żeby wziąć kota. A to dlatego, że chciałam go wziąć dlatego, że... mi się podobał... No co za ja wredna osoba. Potem jedzenie nie dojechało, a jak już dojechało, to bałam się zjeść, bo mogli mi napluć w nie po drodze czy coś. Potem mnie wyrzucono z pracy. No nie całkiem, decyzję zmieniono, ale za taką pierdołę to mnie jeszcze nikt z pracy nie wyrzucał. Potem pojechałam na zakupy, ale nic nie kupiłam, bo zapomniałam co miałam kupić. Potem wystraszyłam kilku kierowców obok, kiedy siedziałam taka zaryczana jak zombie za kierownicą. A po co ja się tu wywnętrzam z mojego zaj...bistego dnia? Bo podjechałam pod bramę, a tam na furtce stoi rozpłaszczona Hania. Piszczy, świerka, miauczy jak zwykle kiedy się cieszy. I odwala gimnastykę dolnej partii mięśni. Polega to na tym, drodzy kursanci, że opieramy się przednimi kończynami (co tam macie ręce czy łapy) o ścianę czy inną furtkę, a następnie pilnując, żeby przednie nie drgnęły, rzucamy kuprem na lewo i prawo odrywając tylne kończyny (co tam macie nogi czy łapy). Cellulit od tego znika na zawsze. Hanka świadkiem. I cały dzień zmalał od tego widoku. Do diabła z nimi wszystkimi. W piątek zrobię zakupy. Poszukam nowej pracy. A kota sobie kupię. A kierowców przeproszę. Może. Na starość sentymentalna się robię. W każdym razie za Hankę wdzięczna jestem. Mimo, że mi chce zeżreć kota bengalskiego. No nie chce zeżreć tak naprawdę, ale strasznie się bengalską interesuje.
  5. Strasznie długo tu i ze szczegółami wyjaśniałam, że nie miałam intencji napadać na anioły. Tez chciałam pochwalić Irmę za kulturę z jaką odniosła się do chama czyli do mnie. Ale skasowałam to. Szczerze powiedziawszy mam to gdzieś. Faktycznie, Brązowa, gdyby komu innemu potrzebna była pomoc to napisz mi priva.
  6. Że się tak wtrącę... Ja bym się gryzieniem nie przejęła za bardzo. Niektóre tak mają. Moja Matylda nigdy biedy nie cierpiała, a wścieklizna z niej!! Potrafi się dopraszać o drapanie, chwilę leży i mruczy jak trzy traktory, a potem ciach! - akupunktura wszystkimi czterema i zębami :-) Jej starszy brat ma dokładnie to samo :-) Nie zrobi nikomu krzywdy, to mechanizm obronny.
  7. Sama takich ludzi przećwiczyłam :-( Warunków nie mają, ale jak rasowe to nagle im się warunki poprawiają. Dlaczego mnie się do takich zaliczyło? Nie mam zielonego pojęcia, ale szczerze wierzę, że to wszystko z bezsilności. Ja też ją czuję, kiedy szukam domu dla zwierza... Nie obrażam się :-) Po prostu stwierdzam, że wycofuję ofertę, bo gdzieś tu mają rację i taka piękność znajdzie dom lepszy i bliższy :-) I nie jestem wyjątkiem, ale dzięki :D
  8. [quote name='irma']o rany - mądrze piszesz tylko dlaczego nikt nie chce zwykłych kotów :placz: a szylkretki znajdują domki wręcz 'od ręki' poza tym brązowa1 ma dobrą rękę do szukania kocich domków - DT znalazła w 10 minut[/quote] Nie fair :-( Maine Coonka ma zwykłe koty z biedy uratowane - są tak samo kochane jak te hodowlane :loveu: I ja mam zwykłego kota. A moje psy są mocniej niż zwykłe :D Żadna z nas nie może robić za DT z racji innych kotów (zresztą Maine Coonka tu trafiła, bo zapytałam czy nie znałaby DT jakowegoś), ale chcemy pomóc ile w naszej mocy :-) Komunikat nie brzmiał, że kotki trafią do DT, tylko, że umrą za chwilę niechybnie w jakimś nieokreślonym bliżej miejscu. Nie planowałam kolejnego kota, naprawdę :D Zajrzałam w wątek przez pomyłkę i mnie trafiło. Ja nawet nie wiem co to znaczy szylkretka :-) Innymi słowy wycofuję chęć wzięcia tej kotki, skorom niegodna jej urody niezwykłej. Ale pomoc finansową oferuję niezmiennie.
  9. Moja kotka 7 listopada skończy dopiero 4 mies... Nie mogę ryzykować - co prawda ona z cieplarnianych warunków od urodzenia, ale mój wet mówi, że za nic w świecie. A ja głupia jestem.
  10. No tak, potrzebny byłby dom bez kotów. A taki znaleźć tu to cud :-( A jakiś szpitalik? Istnieje takie coś w Sopocie?
  11. Zapomniałam o ważnym :-) O finansach na leczenie - oczywiście zapewniam. Tylko skąd wziąć DT... Wydawałoby się, że najtrudniej znaleźć dom docelowy. A tu się okazuje, że najtrudniej do niego dożyć...
  12. Zareagowałam impulsywnie, przepraszam. Ale trzeźwo patrząc chciałabym pomóc. Wzięłabym jedną, drugą mogę tymczasowo, ale nie w takim stanie. To nie chodzenie na łatwiznę, chodzi o moje koty. Starsza szczepiona od zawsze, ale szczepionka nie daje 100% pewności, a po drugie mała była szczepiona dopiero w niedzielę. Nie mogę zaryzykować. Chyba, że jakiś weterynarz by poradził jak uniknąć zarażenia, ale wątpię, żeby to było wykonalne. Nie mówiąc już o tym, że jeżeli one są w takim stanie, to czy przetrzymają podróż do Wawy?
  13. Matko bosko częstochowsko!!! Jezusiczku, jakem ateistka! Ja chcę tego pierwszego kota, ja chcę!! Jejku, co tu robić? Wziąć nie mogę chorych, mam dwa koty w tym jeden 4 mies. - nie mogę ryzykować. Gdzie one są?
  14. Dom jest podwarszawski. Normalni ludzie z trojgiem dzieci (jedno dwumiesięczne, starsze chowane z psami i kotami). Potrzebują normalnego kota, bo co przeszli z jednym ze swoich byłych kotów to ich. Miał poważne problemy psychiczne, z takimi do nich przyszedł. Dożył oczywiście późnej starości, ale zmęczeni są. A ten Twój rudzielec wygląda na normalnego :-) Choć jak koleżanka okaże się gotowa na kota, to drugie dobrze. Moi znajomi wezmą inną bidę :-)
  15. I wydzwoniły coś te domki?:) Bo ja bym miała dla rudego kota dom... dobry dom.
  16. Przepraszam wszystkich przestraszonych :-) Hania żyje, ma się dobrze, świat jest dla niej kolorowy :-) Codziennie rano przylatuje na górą, równo ze wszystkimi innymi zwierzakami i pierwsza jest do wpychania nosa pod moją kołdrę - taki budzik mam :-) Tak, podchodzi do nas bez problemu. Rozkłada się przy kominku i tam zaleguje na cały dzień, zasypiając tak mocno, że czasami biega i szczeka przez sen. Można nad nią chodzić i koło niej siedzieć. Czasami jakieś lęki się odzywają i znienacka ucieka do budy. Ale to zaraz przechodzi. Została bez problemu zaszczepiona i przebadana, nie bała się weterynarza, obcego w końcu człowieka. Nie lubi tylko otwartej bramy, dopóki się jej (bramy znaczy) nie zamknie Hania siedzi w budzie. To już całkiem inny pies! :-) Zainteresowanych zapraszam z wizytą w celu obglądnięcia panny Hanny, bo to pies nie do poznania :-) Joaaa, Ty już nic nie mów, bo obiecujesz, obiecujesz... a my tak czekamy i czekamy :placz: :) Przyjedź, zobaczysz ile się zmieniło :-)
  17. Tysiąc albo i dwa lat mnie tu nie było, ale to nie ze złej woli, tylko los taki... Uwaga! Uprzejmie informujemy, iż poniższy tekst (pierwszy akapit) jest fikcją i ma na celu wywołanie efektu dramatycznego. Podczas pisania go żaden pies nie odniósł uszczerbku. Dziękujemy w imieniu autora. :diabloti: Postanowiłam napisać, bo... nie ma już Czarnej Hańczy między nami... Odeszła ta kochana, zastraszona, biedna, nieśmiała, słodka, niepewna sunieczka podwórzowa. Bardzo mi przykro. Na jej miejsce pojawiła się Hanka - natrętna, bezczelna, roszczeniowa suka domowa :angryy: Jakiś miesiąc temu nie wiadomo dlaczego i z jakiej okazji Hanka postanowiła do mnie podejść i poszturchać nosem. Do tego momentu trwaliśmy w status quo - nie podchodziła, nie spoufalała się. Eksperymentalnie ją pogłaskałam. Zabrałam rękę - zostałam zdzielona łapą w celu wymuszenia dalszego głaskania. Od tego się zaczęło: pchanie się na chama po drapanko, wciskanie się do domu - wolno jej zostać jak burza, ale kiedy spokojnie, musi spać w budzie. Mama by się pewnie złamała, skoro Hanka chce karierę pokojowca robić, ale chamka z naszej Hani i leje w domu, więc nie może mieszkać na salonach. Choć myślę, że zimą się to zmieni :) Jestem w trakcie restauracji sierści - jest co naprawiać, oj jest i topornie to idzie, ale dojdziemy i do tego. Przeszło mi też zmartwienie, bo Hanusia cieczki dostała, a więc zdrowa jest, tylko musiały stresy minąć. Idzie na ciachanie we wrześniu. Poza tym odkryłam, że Hania ma w uchu tatuaż (nie wiem czy coś wcześniej na ten temat było mówione) - skąd on jest? SK 790, na niebiesko tatuowane. Schronisko tak znaczy? Będą zdjęcia i będą opowieści dalsze, obiecuję :)
  18. Patrzę na Twojego Szarika i sobie płaczę... Bardzo się cieszę, że staruszek znalazł dom, ale on jest tak strasznie podobny do mojego Argona (tylko Aguś miał też pysk podpalany i dwie łatki nad oczami). Tak bardzo bym chciała, żeby mój dziadunio, jeżeli żyje, trafił na tak dobrych ludzi jak Ty. No dobra, już nie smuce tutaj, bo wątek radosny:)
  19. Paulina, Oj tam Matylda nadmuchana... kobiece kształty ma po prostu :evil_lol: Ale fakt, Matusia jest papuśna, nawet nie je dużo, taka jej uroda... z tym, że na zdjęciu to ona jest w trakcie jeżenia się :D Haneczka to się nie nadaje do wojaży, ale moge Ci, Kinga, pożyczyć Augusta na tydzień. Pochowaj w tych hałdach jakieś kapcie, skarpety, pluszaki, albo po prostu coś na czym Ci zależy i w tydzień będzie przekopane :evil_lol: A nie mówicie jak Wam się Hania podoba, choć słabo ją widać w tych pozach :) Trudno jej zrobić zdjęcie w bezruchu, bo strasznie rozlatana jest dziewczynka :) Ale ale zapomniałam powiedzieć, że cuda się zdarzają i niniejszym Hanulka ma już lewy boczek... WYCZESANY :) Okazało się, że jak ją przycapić z zaskoczenia, to bardzo lubi drapanie szczotką :D Czyli same sukcesy.
  20. Chiński łącznik jako ucieczkowy jest taki średnio udany, bo prowadzi właśnie do kojca :evil_lol: Ale może to pierwsza próba taka mało udana :evil_lol:. Camara, a wiesz, że możesz mieć dobry pomysł... Taka sztuka ludowa... psowa... Mogą pełnić rolę schowka zimnego, a jak ktoś chce to można przerobić na basen :lol: Zaczynamy promocję :D
  21. Joaaa, Ty się nie tłumacz, tylko wsiadaj w pociąg i przyjeżdżaj:D Nr chyba masz dobry, ale na wszelki wypadek: 505 022 437. No to zrobiłam i wklejam (zgadnijcie co:D ). A suki z Koszalina są takie (na pokrywę proszę nie zwracać uwagi, nagle powstał upał i Hania linieje na szybko :-) ): Dzisiaj była sesja robiona podczas dawania smakołyków :-) Stąd dziwne pozy, które panna Hanna przybiera :-) [IMG]http://foto0.m.onet.pl/_m/c1465d55318b29b1437016269b75b288,10,19,0.jpg[/IMG] [IMG]http://foto2.m.onet.pl/_m/855e4458d36df2ede3bdc9dd53907c2e,10,19,0.jpg[/IMG] [IMG]http://foto2.m.onet.pl/_m/585e130b560ad138c12d911f723159a6,10,19,0.jpg[/IMG] Zdjęcie poniżej jest kiepskie, ale było robione przez szybę. Tak dziewczynki odpoczywają :-D August (inna dogomaniowa suka) nie lubi siedzieć na betonie, ona ogólnie jest zmarźluchem. [IMG]http://foto0.m.onet.pl/_m/d7c5c06f3f280302255069b991629e0c,10,19,0.jpg[/IMG] A to już jeden z chińskich łączników Hani i Augusta. Nie wiem czy to widać, ale to ma głębokości jakieś 60-70 cm... [IMG]http://foto0.m.onet.pl/_m/bf88d651b4c79c2080e398fa8922b33c,10,19,0.jpg[/IMG] I na koniec zdjęcia, na których Hani nie ma, ale strasznie je lubię :-) August i Bingo, a na drugim tenże August z Matyldą :-) [IMG]http://foto1.m.onet.pl/_m/a17a690d86c24eccc48993293d1503b5,10,19,0.jpg[/IMG] [IMG]http://foto2.m.onet.pl/_m/f9d04ae3341033affdc1744b46926e76,10,19,0.jpg[/IMG]
  22. Mieszkam po drugiej stronie Wawy :-) Ode mnie ten Węgrów lekko licząc to jakieś 120 km... Ale będę śledzić ten wątek. Jeżeli się okaże, że za mało osób zgłosi swój udział, postaram się przyjechać.
  23. Chyba mnie myślami przyciągnęłaś :lol: Tak dawno tu nie bywam i nagle dzisiaj postanowiłam sprawdzić co tu się dzieje :-) A czarnych wizji mieć nie należy, bo ja to sobie myślę, że tak szczęśliwa Hanka jeszcze nie bywała :) Szaleje po całym pseudoogrodzie (rozpędza się z jednego krańca na drugi i leeeeci jakby wystartować zaraz miała :-) , dziury robi do Chin, apetyt ma wilczy, używa dwóch bud i garażu, w zależności od aury, Augusta kocha nad życie. W dalszym ciągu jest niedotykalska, ale kiedy na Sylwestra i Wielkanoc strzelali petardami albo kiedy są w ogrodzie jakieś bardzo ruchliwe dzieci, Hanka ucieka do domu i przytula się do mnie... Kiedy pierwszy raz to zrobiła - normalnie zdębiałam i nie wiedziałam jak się zachować :-D Teraz już wiem, że trzeba podrapać brzuszek, wtedy Hania rozkłada się podwoziem do góry i oczęta przymyka... i strachy przechodzą. Hania razem z Augustem ostatnio mają martwiące mnie hobby. Wygryzają dziury w siatce, w tych miejscach gdzie jest ona plastikowa i urządzają sobie piesze wycieczki. Haneczka wraca szybko, gorzej z Augustem - tą trzeba ganiać. Chyba w końcu muszę się wziąć za ogrodzenie... ciekawe za co... Ponieważ już wiem jak wywabić Hanię z budy i dorwać podstępem, jest szansa, że uda się jakoś uczesać, tylko nie chcę tego robić zbyt gwałtownie. Zdjęcia będą jak je zrobię:) No i Hani nie badał do tej pory wet... cieczki nie miała i to mnie martwi. Ale zbliżają się szczepienia to i tak trzeba będzie wetowi Hanię zaprezentować. I to wszystko, jeżeli chodzi o tę sukę to prawie sielanka :-) Jest cudna i kochana i przede wszystkim dobrze się czuje ;-)
  24. O w mordę... miałam taki straszny dzień, a tu takie dobre wieści... chyba zemdleję, albo się na śmierć zapłaczę, a w pracy jestem... Dalej żałuję, że nie ja się nią cieszę, ale... no wiecie :-)
  25. U mnie się nic nie zmienia. Powoli tracę nadzieję. Co robić... Jedyne światełko w tunelu to mój kolega, który na Wielkanoc wprowadza się do nowgo domu. Ale czy on ją weźmie? Nie wiem...
×
×
  • Create New...