Jump to content
Dogomania

Ferox

Members
  • Posts

    2458
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    8

Everything posted by Ferox

  1. Zacznę od tego, że bardzo chciałem podziękować Cioci Agasz za pomoc w znalezieniu wspaniałego domku dla Daisy :) Daisy zamieszkała w bloku (wszystkie okna są zabezpieczone ) z kolegą- Miszką, który jest w tym samym wieku :) Nowa Pani (bardzo ciepła osoba :) ) od razu wyprzytulała i wycmokała Daisy. : ) Daisy od razu poczuła się jak u siebie i bez skrępowania zwiedzała całe mieszkanie włącznie z wszystkimi półkami, stolikami i parapetami ;) Najbardziej była zachwycona papirusami, które Pani hoduje specjalnie dla kotków :) Pani czasami musi wyjeżdżać do sanatorium, ale na ten czas do domu wprowadza się zaprzyjaźniona osoba, aby kotki nie były same :D Nowy kolega był mocno zafascynowany Daisy, niestety na razie bez wzajemności, ale myślę, że to kwestia paru dni : ) Daisy ma do dyspozycji tuneliki, drapaki i całe pudło zabawek, myszek, piłeczek, kuleczek, wobec których nie przeszła obojętnie :D Niestety zapomniałem wziąć ze sobą aparatu, więc przepraszam za jakość zdjęć :( ale myślę w czerwcu odwiedzić Daisy, jak się trochę kocinka zaaklimatyzuje i porobić fotki ; ) Oby jak najwięcej takich domków :)
  2. W każdym razie Mar.gajko, myślę że na wypisie kotka będą wszystkie leki :)
  3. Ślicznie dziękuję :) PW poszło ;)
  4. Mar.gajko, co do trendów to szczerze mówiąc nie wiem ;) Kicia jest cały czas w szpitalu, więc nie wiem dokładnie czym jest leczona. Wiem, że jest w najlepszych rękach w Kielcach. Postaram się dowiedzieć o szczegóły ;)
  5. Kilka fotek ;) Daisy :) A tu w całej okazałości ;)
  6. Wczorajsza operacja kotka przebiegła pomyślnie :) Miał zrobioną resekcję główki kości udowej z nastawieniem, oprócz tego został wykastrowany. Kolejna morfologia wyszła lepiej :) Kotek ma w dalszym ciągu ogromny apetyt, niestety ciągle trwa walka z tymi okropnymi robalami. Kotek jeszcze musi trochę zostać w klinice. Jest bardzo grzeczny i cierpliwie znosi wszystkie zabiegi. Mar.gajko, ;) te obrzydliwe robale to tęgoryjce.
  7. Witaj Juldan :) Pięknie dziękuję :)
  8. Nie chcę zapeszać, ale być może Daisy w poniedziałek będzie już w swoim domku :D Tak więc trzymamy kciuki podwójnie ;)
  9. Pięknie dziękuję :), skontaktuję się w tej sprawie ;)
  10. Ewuniu, ślicznie Ci dziękuję :) Jutro się z Tobą skontaktuję ;)
  11. Dziękuję :D Chętnie przyjmę ;)
  12. Dziękuję Wszystkim za tak liczne przybycie :) Dziękuję Wam za dobre słowo, które jest dla mnie bardzo ważne. :) Cieszę się, że nie tylko ja widzę sens w pomaganiu tym biedakom. :) I już proszę trzymajcie kciuki za kotka, bo właśnie wieczorem miał robioną operację nóżki. Wreszcie będzie żył bez bólu, a na razie z tego co wiem z rozmowy telefonicznej z Panią doktor, kotek miał przez te kilka dni nieziemski apetyt. :D P.S. Mar.gajko, zapomniałem dopytać o te robale, (moja pamięć to jak u Kubusia Puchatka ;) ) ale już mam zapisaną karteczkę i obiecuję zapytać ;)
  13. Niestety nie wiem. Nie przypominam sobie, aby Pani Doktor wymieniała tą nazwę, ale dopytam ;)
  14. Dziś dzwoniła Pani Doktor z lecznicy z informacjami o stanie kotka. Stan kotka jest ciężki, ale stabilny, całe szczęście kotek ma duży apetyt i istnieje szansa, że się z tego wszystkiego wykaraska. Na razie jest bardzo wychudzony i odwodniony. Kotek miał robione badanie kału i Pani Doktor powiedziała, że tyle robali i larw w życiu nie widziała... Najgorsze jest to, że jest to rodzaj robali bardzo specyficznych, które atakują również układ krwionośny, dodając do tego olbrzymia ilość pcheł i kleszczy jaką miał kotek Panią Doktor nie dziwi, że w morfologii wyszło, iż kotek ma anemię... Całe szczęście białe krwinki są w normie , więc Pani Doktor nie zaleciła testu na panleukopenię. Test na Białaczkę wyszedł ujemnie. Kotek miał robione RTG. Strzaskane jest lewe biodro. Zwichnięcie z całkowitym wypadnięciem z miednicy kości udowej lewej, zwichnięcie biodrowo- krzyżowe. Pani Doktor stwierdziła, że kotek od dobrych kilku dni odczuwa dotkliwy ból... Kocurek na pewno kwalifikuje się do zabiegu chirurgicznego. Niestety na razie stan jego zdrowia jest na tyle zły, że z operacją należy poczekać, oczywiście kotek musi zostać dłużej niż do piątku w klinice. Jeżeli poprawią się wyniki krwi, kotek się troszkę odżywi i nawodni, to być może Lekarze z kliniki zdecydują się na zabieg w przyszłym tygodniu. Na razie jednak trwa walka z tymi obrzydliwymi robalami i to na pewno trochę jeszcze potrwa :( Mam nadzieję, że uda się pomóc kotkowi, a jednocześnie przeraża mnie to, że sytuacja zwierząt na tej wsi jest tak tragiczna :( Zaczynam tak jak Mortes chodzić z zamkniętymi oczami...
  15. W poniedziałek rano odebrałem Kornelię. Pani Doktor stwierdziła, że nie jest może przytulanką, ale też bywały w klinice gorsze dzikusy. :) Kornelia musiała trafić pod narkozę, gdyż Pani Doktor, nie mogła jej przecież "grzebać żywcem" w oku. Jest to stara, wygojona rana, prawdopodobnie, coś musiało się jej wbić pod powiekę i rysować gałkę oczną, na którą nasunęła się 3 powieka i po prostu wrosła jak gdyby w to miejsce. Kornelię oczko nie boli, widzi na nie, ale w 1/3, być może w połowie :( jest to po prostu brzydka blizna, tyle, że na oku... Kornelka została oczywiście odpchlona. Jednak największym szokiem okazało się być to, że ktoś przede mną ją złapał! Korneli jest wysterylizowana! Tyle, że ten ktoś wypuścił ją zaraz po sterylce za szwami, szwy się trochę rozeszły, a w ranie zebrała się ogromna ilość ropy... którą Pani Doktor już usunęła .Zapytałem Pani Doktor czy Kicia dałaby sobie jakoś z tym radę gdybym jej nie złapał. W odpowiedzi usłyszałem, że z taką ilością ropy w brzuchu daleko by nie zaszła... Tak więc Kornelia jest już ze mną. Jeszcze w lecznicy dostała antybiotyki o przedłużonym działaniu i na razie mamy porządnie smarować brzuszek Rivanolem i obserwować ranę. I niestety moje długi wzrosły o kwotę 95zł. :( Co do kocurka, dowiedziałem się, że jest bardzo przyjacielski, czuje się lepiej, dużo je i pije, ale na razie nic więcej. :( Na pewno koszty hospitalizacji kotka będą duże co już dziś spędza mi sen z powiek ... :( No i zaczynam bać się wychodzić z Białogonkowa... Co za los maja zwierzęta na tej wsi?!
  16. Normalnego- do wieczora... W niedziele, późnym wieczorem będąc na podwórku zobaczyliśmy z Mortes kotka powoli "przecinającego" wzdłuż naszą łączkę. (Tę samą z której zgarnąłem Adolfiego.) Nic nadzwyczajnego, codziennie na tej łączce widuje około pięciu kotów, szukających jedzenia, polujących na myszy... Gdyby nie to, że kotek wlókł za sobą tylne nogi, zataczając dziwne kręgi. Mortes rzuciła mi prześcieradło z samochodu i niewiele myśląc podbiegłem do próbującego uciekać kota... Zawinąłem go w prześcieradło, był przerażony, ale nie miał zbyt dużo siły, aby się bronić... Kociak był mega wycieńczony, przez głowę przeleciała mi myśl o Panleukopenii panującej we wsi... Była już prawie 22, żadnego pociągu, żadnego busa, niedziela wieczór... Ale kociak musiał trafić do weta, na wczoraj! Pobudziłem pół moich znajomych z okolic Kielc z prośbą o podwiezienie do Kielc, do jedynej kliniki, która w Kielcach działa całodobowo. O 23 podwiozła mnie Koleżanka ze szkoły, wraz ze swoją Mamą. Za co gorąco im dziękuję. :wub: :wub: :wub: :wub: :wub: Bez was kociak mógłby nie mieć żadnych szans... Całe szczęście w klinice dyżur nocny miała akurat Pani Doktor, do której jeżdżę z kociakami. Tak więc tego samego dnia byłem u Pani Doktor po raz drugi... Wyciągnęliśmy kotka z kenelka, był słaby. Nawet pracując w schronisku nie widziałem tak chudego kota, zdjęcia tego nie oddają... Pani doktor oceniła go na ok. 3 lata, kocur waży 2 z groszami... niecałe 3 kilo... Jest po wypadku, najprawdopodobniej z przed kilku dni... Ma bardzo poważnie złamaną tylną nóżkę, główka kości udowej wyleciała z miednicy i jest pod skórą, obok miednicy, zamiast w... Prawdopodobnie ma również połamane żebra, ale to będziemy wiedzieć po zdjęciu RTG. Liczne wyłysienia, otarcia, rany na nogach... Pani Doktor wyciągnęła mu chyba ze 40 kleszczy... odpchliła z roju pcheł... Kociak ma zostać do piątku w klinice, będzie mieć zrobione testy na panleukopenie i białaczkę. Niestety jeżeli któryś z testów będzie pozytywny, kociak nie będzie mieć wielkich szans na przeżycie... Jeżeli testy wyjdą negatywnie na pewno czeka go operacja i długa rekonwalescencja... szczerze mówiąc nie wiem jak to ogarnę ...Jestem trochę przerażony ...ale przecież nie mogłem tego biedaka tam zostawić :( Myslę sobie... czy przypadkiem nie poszła fama po wiejskich kotach że taki to a taki z tego domu od psów pomaga też potrzebującym kotom ? Schodzą sie więc te biedaki i ...staja na mojej drodze jakby prosiły o pomoc...Nikt we wsi przecież nie zareaguje jak zobaczy jedna czy drugą kocią biedę ... :( Nie wiedzą tylko te biedne stworzenia że ludzki świat jest bardzo materialistyczny i to jest własnie dla mnie najbardziej przerażające :(
  17. Przepraszam, że nie było mnie trochę na wątku, ale przez trzy ostatnie dni w moim (i nie tylko moim) życiu trochę się wydarzyło... A więc, zacznę od początku. Kilka miesięcy temu, będąc na jednym z Kieleckich osiedli zobaczyłem kocicę, widać było po niej, że jest bezdomna... była głodna, grzebała w koszu na śmieci obok osiedlowego sklepiku monopolowego... Nie było to czymś nadzwyczajnym, w Kielcach jest przecież pełno bezdomnych kotów... Tak naprawdę nie wiem nawet czy w ogóle bym się zatrzymał, gdyby nie pijak wychodzący ze sklepu przeganiający kociaka butelką... Niewiele myśląc wszedłem do sklepu, kupiłem kawałek kiełbasy i podrzuciłem ją płochliwej kotce. Minęło kilka tygodni, i prawie już zapomniałem o tym "incydencie". Jednak będąc w okolicy sklepiku moja pusta głowa postanowiła zobaczyć, czy kicia dalej buszuje w osiedlowym śmietniku... i choć wiem, jak i często słyszę: "całego świata nie zbawisz". To i tak przemknęła mi w głowie myśl, aby chociaż trochę ulżyć jej w i tak już ciężkim życiu i chociaż ją wysterylizować. Łatwo pomyśleć, trudniej wykonać... Jak udało mi się dowiedzieć w pobliskim salonie fryzjerskim kicia "zakotwiczyła" w okolicach śmietnika i osiedlowego sklepu, około 3 lata temu... i przez trzy lata z każdą rują wydaje na świat kolejne bezdomne kocięta, których i tak 90% nie dożywa pierwszego roku życia z powodu chorób, jak i bliskiej odległości od ulicy... Kociczka daje do siebie podejść na max dwa metry, potem ucieka na parking między stojące samochody. Nie wiem czy jest to spowodowane dzikością od urodzenia, czy może przeganianiem przez nieżyczliwych jej ludzi, których tu pełno ... Nie udało mi się jej złapać, choć próbowałem na wiele sposobów (kocimiętka, klatka pułapka, kenele, makrele itd, itd...) Niestety nie mogę "polować" na nią kilka dni pod rząd, gdyż mój czas jest mocno ograniczony . Tak więc moje akcje "łapankowe" odbywały się -raz w tygodniu, najczęściej w soboty po mojej szkole. Polując na kicię po raz x z rzędu, spotkałem mocno wiekową Panią, na spacerze z pieskiem, który na moje oko skończył już dobrych naście lat. Babcia, mocno przygarbiona, w dziurawych butach, niewiele się przejmując wyciągnęła mały woreczek z suchą karmą z kieszeni (jak się później okazało Royalem! :o ) i podreptała powolutku w kierunku śmietnika potrząsając zawartością woreczka. Chwilę później spomiędzy samochodów wyłoniła się kociczka wędrując w tym samym kierunku. Staruszka wysypała kici zawartość woreczka, na co kicia z przerażonego światem przemykającego kota zmieniła się na chwilę w w pełni wyluzowaną kocirę, łasząc się między nogami babci, czasami też ocierając się o sunię staruszki- Bejbę. Wiedziałem już, że tylko ta niepozorna starowinka będzie mi w stanie pomóc w złapaniu kici. Po rozmowie ze starowinką byłem w szoku nie dość, że doskonale wiedziała na czym polega sterylizacja, to jeszcze zanim zgodziła się mi pomóc, przeprowadziła ze mną rozmowę gdzie chcę kicię zabrać i czy kicia będzie mieć u mnie dobrze. :) Okazało się jednak, że kicia jest bardziej inteligentna niż myśleliśmy, próby zwabienia kici przez Babcię do klatki, podania sedalinu, czy nawet złapania "gołymi" rękami zawsze kończyły się fiaskiem. :( Staruszka pomimo, iż czasami nawet pogłaszcze kicię to nie jest na tyle sprawna aby ją szybko podnieść, nie mówiąc już o utrzymaniu... Tak więc kilka sobót po szkole spędziłem na łapaniu kota wraz ze starszą Panią. Jednak za każdym razem bezskutecznie :( Do teraz, w tą sobotę pożyczyłem od znajomej klatkę pułapkę. Rozstawiłem ją koło śmietnika, chwilę później pojawiła się starsza Pani, która dosyć często wychodzi z Bejbą na spacerki w soboty, gdyż wie, że przyjeżdżam łapać kotkę :) Chwilę po pojawieniu się staruszki pojawiła się i kotka... jednak z jakby zapadniętym oczkiem... przyznam szczerze, że zrobiło mi się słabo gdy to zobaczyłem. Kicia stanęła w drzwiach klatki i ani kroku dalej :( A my z Babcia wręcz prosiliśmy świętego Franciszkas o pomoc i wepchnięcie tam małej ... W tym samym momencie przechodził jakiś Pan, więc kotka czmychnęła pod samochód. - Łapią państwo tę kocicę czarno białą? Jest z drugiej strony bloku ! W tym momencie właśnie zgłupiałem... Przecież ona jest tu... pod samochodem... Ponieważ nie mogłem zostawić pożyczonej klatki samej (myślę, że byłaby atrakcyjną złomiarską zdobyczą ;) ) Poprosiłem starowinkę, czy mogłaby pójść z drugiej strony bloku... Babuszka zniknęła za winklem, a w tym samym momencie wybiegła do mnie sąsiadka Babci, która wcześniej obserwowała nas przez okno, (zresztą nie tylko ona) Wyjaśniła mi, że kocica którą próbuję złapać ma jeszcze siostrę bez oka (tą koło mnie pod samochodem). Obydwie zostały wyrzucone razem kilka, lat temu. A ze względu iż niewiele się różnią między sobą Staruszka dokarmia je obydwie, na zmianę, będąc święcie przekonana, że to jedna i ta sama... Kocice mieszkające w okolicach śmietnika nie wszystkim oczywiście "pasują" na osiedlu. Jakiś rok, dwa temu pewien "człowiek" zamurował okienko w piwnicy jednej z kotek, która wcześniej urodziła tam swoje potomstwo... Teraz (oczywiście nie ma na to dowodów) "pan" podrzuca kotom do miseczek zostawionych w śmietniku przez Babcię Ibuprom... który jest dla kotów trujący... Chwilę później wróciła Starowinka, a za nią kocica (ta obu oczna ;) ) W momencie gdy starsza Pani stanęła z jedzeniem obok klatki, obydwie kocice zaczęły łasić się między jaj nogami... I szczerze mówiąc nie wiem, czy do Staruszki dotarł fakt, iż koty są dwa... Ale starała się bardzo nakłonić którąkolwiek do wejścia do klatki. W końcu chyba po wielu tygodniowych łapankach była już tak zdeterminiowana że podniosła szybko jedną do góry... W tym momencie wyskoczyłem zza samochodów i popędziłem najszybciej jak tylko mogłem, gdyż wiedziałem, że staruszka długo jej nie utrzyma... Przechwyciłem w "gołe ręce" w ostatniej chwili walczącą kotkę i po jakichś dwóch minutach "kotłowania się" z nią udało mi się wrzucić ją do kenelka. Mam nadzieję, że pogryzła bardziej mnie, niż starowinkę, która udawała, że nic się nie stało. Mamy pół sukces, złapaliśmy jedną, nie wiem, czy bardziej cieszyła się starowinka, czy ja. (została jeszcze druga- siostra :( ) Pożegnałem się ze starowinką, a ponieważ był już późny wieczór z samego rana wybrałem się z Kicią- Kornelią do Weterynarza. Kornelia nie ucieszyła się zbytnio na widok Pani Doktor, (jeszcze nie wiem, czy jest na tyle dzika, czy nieufna). Tak więc Pani doktor zaleciła pozostawienie jej w klinice (od niedzieli, rano) do poniedziałku. Tak więc, wróciłem do Białogonkowa w niedzielę, jeszcze przed południem. Wiadomo, wywitałem się z psiakami i wróciłem do "normalnego" trybu życia w psim domku :)
  18. A dziś ślicznotka miała zrobioną małą sesję :P
  19. Miałem wczoraj napisać, (ale niestety padłem :o) że Daisy była wczoraj u Pani Doktor i została zaszczepiona na wszystkie choroby w tym też na białaczkę :) Za szczepionkę zapłaciłem 80zł :(
  20. Pani Doktor stwierdziła, że ma około roku :)
  21. Usiatko, dziś tylko troszkę wy miziałem, bo mieliśmy w Białogonkowie dużo pracy ;) mała gryzelda :P
  22. Słodka łobuziara :) Uwielbia wtulać się w kocyki :D
  23. Wszystkie testy ujemne :D W poniedziałek odbiorę i wstawię ;)
×
×
  • Create New...