Jump to content
Dogomania

Sowa

Members
  • Posts

    5052
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    5

Everything posted by Sowa

  1. Gratuluję błyskawicznego rozwiązania problemu - już w dwie godziny od poprzedniej wypowiedzi opisującej, jak to suka kuli się po sikaniu w innym pokoju.
  2. Suka wie, że jest karcona po załatwieniu się w domu. Nie wie, za co. Pies nie rozumie naszych słów - rozumie emocje. Równie dobrze można by mówić karcącym gosem "o, jaka grzeczna sunia". Jeśli MUSI załatwić się w domu przez trzy dni w tygodniu, kiedy nie ma nikogo co najmniej przez 8 godzin, to tym bardziej bez sensu jest jakiekolwiek karcenie. Suka nie rozumie sytuacji, w której raz musi załatwić się w domu, a raz wymaga się sikania gdzie indziej i karci za domowe wpadki. Pozostaje pilnować i wyprowadzać przy każdym szukaniu miejsca, okazywaniu niepokoju - bogato nagradzać załatwianie się na zewnątrz i nie karcić w żaden sposób załatwiania się podczas tych ośmiu godzin samotności. I czekać, aż dorośnie do wytrzymania ośmiu godzin. Intensywna zabawa na spacerze przyspiesza pracę jelit i nerek - po bieganiu i zabawie jest większe prawdopodobieństwo załatwienia się na zewnątrz. Można też rozbawić zwierzątko w domu i natychmiast wyprowadzić.
  3. "Na próbach polowych ocenia się głównie wrodzone cechy psa" - tak przynajmniej napisano w regulaminie prób. Gratuluję dobrego wyboru hodowli, z której pochodzą te psy - lub przemyślanej hodowli własnej. Niewiele obecnie spotykam owczarków, które same z siebie trzymałyby się przewodnika.
  4. Racja, Berku. Szkoda, że za sarnami i zającami gonią także inne niż myśliwskie psy. I wprawdzie nie znam psychiki myśliwych, ale jakoś obawiam się, że chętniej wyślą na wieczne łowy owczarka niż wyżła goniącego za zwierzyną nie tylko podczas prób polowych. Więc jeśli będę chciała obrzydzić sarny czy zające innemu psu niż myśliwski, jeśli ten pies bodaj raz spróbował gonić zwierzynę, jednak użyję OE.
  5. Wydaje mi sie, że impuls OE ma znacznie wiekszą szansę, aby przerwać trans pościgu - takiego obłędnego pościgu, a nie spaceru w lesie. Pies w transie pościgu może naprawdę nie słyszeć przywołania - nie to, że nie chce, ale fizycznie nie może. Od samego śladu psa odwołać łatwiej, zobojętnienie ptaków jest też w miarę łatwe, bo ptaki spotykamy często, można stwarzać sytuacje, w których ptaki fruwają psu nad głową. Start zająca spod psich łap czy zrywająca się sarna to już inna bajka.
  6. W bardzo, bardzo dawnym regulaminie PT było jeszcze stawanie do badania i pozostawanie w grupie co najmniej pięciu psów na siad i waruj. A dla uzyskania dyplomu PT trzeba było egzamin zdać dwa razy, u różnych sędziów - jeden z tych egzaminów musiał być zdany na wystawie. Ring posłuszeństwa był zawsze otoczony przez widzów, tuż obok psy biegały na ringach wystawowych - to było bardzo dobre utrudnienie. Pies, ktory doskonale zdał PT na wystawie, miał naprawdę przyzwoite posłuszeństwo na co dzień.
  7. Niekoniecznie chodzi o posłuszeństwo - jeśli to zwierzę z masówki klatkowej, z rasy poddawanej próbom pracy, to po zdaniu w ręce trenera jednego egzaminu wymaganego dla reproduktora wraca do hodowli. Będzie siedzieć w klatce plus wystawy plus ewentualny wybieg na terenie hodowli. Może zapomnieć o pracy z człowiekiem; na wystawie gania na smyczy. Sens przekazywania psa po szkoleniu to może być w przypadku psów-przewodników czy asystujących - po wyszkoleniu psa uczy się przyszłego właściciela, jak z umiejętności zwierzęcia korzystać.
  8. I drzewiej i dziś oddaje się psa na szkolenie; nic nie zmieniło się pod tym względem. Tak jak są handlerzy, wystawiający psa, tak są i trenerzy startujący z nieswoimi psami na zawodach lub tylko zdający z nimi egzaminy, potrzebne dla "hodowlanki". Nadal też nie brakuje oddających psa na miesiąc "do wyostrzenia"...
  9. Agnieszka Boczula.
  10. Kurs PT pomaga pod warunkiem, że wszystkie ćwiczenia powtarza się samemu na co dzień na każdym spacerze - pies nie przenosi od razu zachowań z placu ćwiczeń na inne miejsca. Użycie OE to moim zdaniem lepiej pod okiem trenera - pies powinien przedtem mieć opanowane przywołanie przy rozproszeniach, choćby tylko przywołanie przy innych swobodnie biegających psach. No i przydałoby się, dla bezpieczeństwa zwierzaka, bezwzględne oduczenie zbieractwa jedzenia. W każdy możliwy sposób, bo tylko nagrodami i pochwałami to się raczej nie da.
  11. Czy nie ma w okolicy psiej szkółki? Takiej, gdzie uczy się pracy przy rozproszeniach? Oducza zbieractwa jedzenia i pościgu za ptakami? Szkółki, w której trener legitymuje się pracą swoich i wyszkolonych przez siebie psów, a nie tylko dyplomami uczestnictwa w teoretycznych kursach? Szkolenie trzy razy w tygodniu po dwie godziny w zorganizowanej grupie przez co najmniej dwa miesiące, niezależnie od codziennej własnej pracy z psem, pomaga na ogół wzmocnić reagowanie na polecenia właściciela.
  12. Być może wiedza o historii kynologii u Spikea sięga tylko 20 lat wstecz. Może nie wszyscy Forumowicze znają starszą historię; więc kilka faktów. Faktów przede wszystkim z Krakowa, który miał bardzo dobre tradycje szkoleniowe, w dużej mierze dzięki pracy prof. Dyakowskiej (pierwsze regulaminy PT, pierwsza komisja szkolenia, pierwsza, lub jedna z pierwszych publikacja na temat rozwoju szczeniąt i medeli zachowań psów w języku polskim - Pies, istota nieznana - wydana w serii zeszytów naukowych Polskiej Akademii Nauk, rok 1970. Kraków). Zasada nieprzyjmowania psów młodszych niż 6 miesięcy na szkolenia zbiorowe, organizowane przez ZKwP, wynikała z prostego faktu, że zajęcia w grupie trwały 2 razy po 45 minut - za dużo naraz dla szczeniaka. Były to zajęcia zbiorowe - i bardzo tanie. Wynagrodzenie instruktora na takich zajęciach, płacone przez ZKwP, nie pokrywało ceny pary przyzwoitych butów za 90 godzin pracy. Każdy mógł szkolić szczeniaka lub dorosłego psa indywidualnie. U kogo chciał, za ile chciał. Ale tych prywatnych szkółek było jak na lekarstwo. W Krakowie pierwsze, albo jedne z pierwszych prywatnych przedszkoli dla szczeniąt funkcjonowało w 1980 roku. Darmowe. Także w 1980 roku na I mistrzostwach Polski Psów Towarzyszących startował niespełna 5-miesięczny szczeniak. Z oddziału rzeszowskiego. A więc można było szkolić szczeniaki, jeśli ktoś chciał i umiał. Za uderzenie psa podczas szkolenia grupowego, organizowanego przez krakowski ZKwP wyrzucano z kursu. Wyjątkowo jeden raz, po interwencji we władzach związkowych, polecono dać drugą szansę przewodnikowi, który podczas zajęć uderzył psa. Jak zawsze i jak wszędzie byli trenerzy dobrzy i źli. Były ośrodki szkoleniowe bardzo dobre, kiepskie i złe. Prywatne szkółki na większą skalę zaczęły funkcjonować później. Natychmiast w niektórych szkółkach zaczęto szkolić nie psy, a kolejnych trenerów już nie z legitymacją ZKwP, ale prywatnej szkółki. Już w coraz krótszym czasie można było dostać licencje trenera, instruktora, wreszcie behawiorysty-praktyka, nawet po kilkunastu dniach zajęć praktycznych - lub zostać behawiorystą po zajęciach teoretycznych. I zakładać następną szkółkę. Żeby znaleźć jak najwięcej klientów, trzeba legitymować się wynikami własnych czy szkolonych przez siebie psów, albo reklamą. Albo chwytliwymi hasełkami. Albo świadectwami uczestnictwa w seminariach - co kto woli. Każdy, bez żadnych kwalifikacji może założyć ośredek szkolenia psów czy trenerów. Choćby własnego psa nie nauczył zostawania na siad, że o aporcie nie wspomnę, bo to już dla wielu nowych szkółek umiejętność na poziomie uniwersytetu. We wszystkich szkółkach związkowych czy prywatnych pracują trenerzy albo dobrzy albo źli. I to jest jedyny logiczny podział.
  13. Spike, kilka postów temu napisałeś, że jeśli pies jest uwiązany i nie może pogonić za zającem, to można to wykorzystać w szkoleniu. Oczywiście, ale wtedy czarną robotę przy sponiewieraniu psa startującego do zająca robi za człowieka linka, na której jest uwiązany pies. To także podstawa różnych wynalazków - takich jak halti, easy walker, "smycz behawioralna". Chodzi o to, aby kuku pies robił sobie sam, a my jesteśmy tacy święci, tacy tylko pozytywni. I to w przypadkach, które, jak nauka chodzenia przy nodze, można rozwiązać bez cienia przemocy, zwykłym, tradycyjnym szkoleniem, przewidującym nagrody za siadanie przy nodze. Widziałeś złe szkolenia i przypiąłeś im łatkę tradycyjnych, bo to takie medialne okrślenie - kiedyś podobnie przemianowano milicję na policję i od razu miało byc dobrze, nowocześnie, pozytywnie. A ja nie mogę w żadnym przypadku uznać ludzi stosujących i polecających na dzień dobry dławik czy halter jako szkolących bezstresowo, przyjaźnie dla psa. Dla mnie to skrajna obłuda - i nie ufam takim trenerom, ile by nie zaliczyli seminariów. Właśnie w Wesołej Łapce polecano dławik nazwany smyczą behawioralną. Dla mnie temat jest wyczerpany.
  14. a_niusia, znam psy, którym po treningu posłuszeństwa przy ogrodzeniu zoologu zobojętniono biegające sarny - tyle że te psy były wcześniej absolutnie podporządkowane przewodnikowi. Rozumiały znaczenie słowa "nie". Nikt im parówkami nie machał przed nosem. Określenie "tradycyjne szkolenie" jako synonim wszelkiego zła jest chwytem czysto reklamowym moim zdaniem - no i doskonale się w tym zakresie sprawdziło. Evel, proszę, bardzo proszę, napisz mi bodaj na priv nazwisko tej Bardzo Medialnej Pani Pozytywnej:-))) Uprzyjemnisz mi dzień!!!
  15. Nikt nie jest doskonały, to i Mrzewińska nie musi... Konrad Lorenz w I tak człowiek trafił na psa - polecał dokładnie taki sposób jako obrzydzenie zakazanego zapachu. Szwedzi stosowali bardziej radykalną metodę. Jeśli piesek upolował zakazaną zwierzynę, zaszywano go na 24 godziny w skórę tej zwierzyny, oczywiście z dostępem powietrza. Byli pozytywni, bo nie lali po pysku futrem ani piórami. Stosowali "behawioralny komunikator". W średniowieczu klikano polujące pieski drągiem uwiązanym do obroży - jak pies przyspieszał, to go drąg walił po łapach, taki "behawioralny antyhunter", całkiem jak pozytywne easywalkery czy haltery, prawda? Ted Kerasote opisuje, jak to bezgranicznie kochanego psa sponiewierał jadąc rowerem. Pies był na długiej lince, a gdy startował do krów, został bardzo brutalnie powstrzymany - przeszorował po ziemi. Po to, by farmer nie zastrzelił tego psa. A więc psy z popędem łowieckim nie są takie łatwe do powstrzymania - jednego wystarczy nauczyć, że dostanie nagrodę za siedzenie, gdy obok kłębią się kury i kicają króliki, drugi wymaga użycia OE. Najlepiej byłoby moim zdaniem, gdyby w szczenięctwie dało się w trakcie szkolenia zobojętnić zapach zakazany - koniecznie zanim zwierzątko będzie miało okazję zapolować na kurę/zająca/sarnę - po fakcie to znacznie trudniejsze.
  16. "Pozytywista" wszem i wobec ogłasza, że nie stosuje korekt ani kar, tylko wzmocnienie negatywne. "Tradycjonalista" wzmocnienie negatywne nazywa korektą lub karą. Konrad Lorenz opisywał, jak różne korekty-kary stosował wobec swoich suk - zależnie od ich odporności psychicznej. Trenerem ani szkoleniowcem nie był, darzył swoje zwierzęta prawdziwym uczuciem - no to ciekawostka, czy był badaczem zachowań zwierząt pozytywnym czy tradycyjnym? Kryterium tradycji to jest to! Już w wiekach średnich przy szkoleniu psów wyszukujących trufle stosowano wyłącznie bodźce pokarmowe. To jak - tradycja jest dobra czy zła?
  17. Litości. Jeśli ktoś, kto reklamuje się jako "pozytywny" szkoleniowiec, jednocześnie poleca i stosuje dławik czy halti, to jaki to pozytywny bodziec? Już biblia pozytywistów, (How dogs learn) opisywała wzmocnienie negatywne - dzięki któremu dane zachowanie wzmocni się w przyszłości, będzie się pojawiało częściej, jeśli po jego zaistnieniu zostanie usunięty negatywny nieprzyjemny dla psa bodziec. Czyli jak trener "tradycyjny" użyje kolcy, to jest be, bo karci psa, ale jak "pozytywista" zakłada dławik, to jest cacy, bo dławik to już nie jest kara ani korekta, tylko wzmocnienie negatywne, bo pieseczek dusi się na własne życzenie. Reklama jest dźwignią handlu, owszem, ale może nie dajmy się zwariować. Nie ma podziału na trenerów tradycyjnych i pozytywnych - są dobrzy albo żli.
  18. Też polecam wycieczkę do Marka Fryca. Zrobi się jasność w temacie.
  19. Na jakie polecenia pies potrafi reagować? Jakie ma zajęcia na co dzień?
  20. Specjaliści od nauki o zachowaniu zwierząt oprotestowywali obserwacje Jane Goodall, gdy na ich podstawie wnioskowała o emocjach szympansów. Domagali się, aby obserwowane zwierzęta nie miały nadawanych imion, ale numery. Dla dobra nauki akceptowali najbardziej okrutne doświadczenia na zwierzętach - gdy chodziło o zbadanie wyuczonej bezradności chociażby. Szkolenie, które nie reklamuje się jako wyłącznie pozytywne, nie musi bazować na kolcach ani na przemocy - wszystko zależy od tego czy trener jest dobry czy zły. Natomiast reklama dławika jako pozytywnej smyczy behawioralnej dowodzi albo kompletnego braku fachowości albo świadomej manipulacji właścicielami psów. Nie istnieje podział trenerów na "tradycyjnych" i "pozytywnych" - trener jest dobry albo zły. A zwolennikom wyłącznie pozytywnych metod polecam opis wychowywania kojota (S. Stockton - Kojot Charlie). Właścicielka wychowywała zwierzątko absolutnie bezstresowo; musiała dopiero zostać poważnie ugryziona, aby zrozumieć, że korekta, bodaj przez warknięcie na dorastające zwierzę, nie jest niczym złym.
  21. Moim zdaniem nie ma podziału na szkolenie "tradycyjne" i "pozytywne" - szkolenie jest dobre albo złe. Najgorsze jest wtedy, gdy dla uzyskania dyplomu tenera-behawiorysty wystarczy kilka weekendowych wyłącznie czy niemal wyłącznie teoretycznych spotkań. I odpowiednia wpłata na konto organizatora tak zwanych kursów trenerskich. A poza tym, nie mogę pojąć fascynacji tytułem "behawiorysty". Znowu zdaje mi się, że twórcy behawioryzmu odmawiali zwierzętom prawa do emocji.
  22. Zdaje się, że "smycz behawioralna", czyli najbardziej ordynarny dławik, była polecana przez ludzi głoszących wyłącznie pozytywne metody. Proszę mnie sprostować, jeśli się mylę.
  23. Pozostaniemy przy swoich poglądach:-)) Moim zdaniem izolacja niczego nie uczy - pies nie rozumie sytuacji, jest tym speszony, a więc okazuje to, co dla nas wygląda jak wyciszenie. Ja nie ukrywam smakołyków w pięści - wystają spomiędzy palców zacisniętej pięści, najpierw długie - jak skórka chleba choćby - potem coraz mniejsze, aby pies własnie uczył się, gdzie smakol, gdzie ręka - aby w efekcie zaczął delikatnie traktować dłoń i ludzkie palce. W przyszłości dorosłemu, tak kształtowanemu psu, można wsunąc dłoń do pyska, można na przykład paznokciem zeskrobywać początki kamienia nazębnego i pies nie zareaguje kłapnięciem.
  24. To nie ma być mechanizm "gryzę rękę - przestaję - dostaję smakol" ale "nie mogę gryźć ręki - (nie mogę, bo chcę podążać za smakolem i wtedy muszę usiąść, żeby smakol był bliżej, albo ręka zmienia się w pięść w pyszczku, pfuj, wypluć to, albo palec naciska na język, pfuj, muszę wypluć, albo ręka jest rozpostarta przed pyskiem i nie da się gryźć, oj, niemiło) - nie gryzę ręki - siadam, wybieram smakol spomiędzy palców zaciśniętej pięści - o, to z ręki jedzenie wydostać można??? fajnie, nie gryzę, z ręką trzeba delikatnie, może jeszcze coś wydostanę, mniam, mniam... O, z ręki wystaje miękka zabawka i ucieka, gryzę zabawkę, oddaję zabawkę, mam smakol, no to gryzę zabawkę, smakol będzie.
  25. Zabawki można rzucać dopiero wtedy, gdy szczeniak z nimi WRACA i ODDAJE; inaczej nagradza się sam. I natychmiast nudzi się zagryzioną już zdobyczą. Dlatego na pierwszym etapie lepsza jest zabawka na sznurku - możemy nią sterować, aby uciekała szczeniakowi i dawała się złapać okazjonalnie. Jedzenie z ręki i za coś - nie za darmo! Za siad, za waruj, za trzymaj, za puść (za puść zabawkę, nie rękę: ręka nie jest do zagryzania, zabawka jest), za chodzenie przy nodze i spokojne siadanie przy nodze, za przywołanie i siad przed Tobą - na to wszystko nie jest za wcześnie.
×
×
  • Create New...