Jump to content
Dogomania

fona

Members
  • Posts

    9573
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by fona

  1. a teraz o ludziach: Wczoraj zadzwoniła pani, zeby mnie wyprowadzić z równowagi, dziś państwo w pociągu. 1. Pani zadzwoniła w sprawie Makumby. Znalazła ogłoszenie w lecznicy. Zapytałam, jakiego kota szuka. Do dziesięciu miesięcy, zeby sie przyzwyczaił. Pani powiedziala, ze ma 71 lat, mieszka sama, uspila wlasnie kota i chce miec szybko nowego. Pomyslalam: kobieto, zastanów sie, koty zyja 20 lat, a ty masz 71 i młodziaka chcesz. NO BEZ POJĘCIA. Po pytaniu o sterylke juz wiedzialam, ze nie bede sobie czasu marnowac na przekonywanie pani, zeby wziela kota starszego i ze pomoge jej znalezc. Kocura wykastruje, ale kocica musi miec przynajmniej raz małe. I tłumaczenia nic nie dały, pani SAMA JEST MATKA i wie, co to znaczy. Jak spytalam, jak by pokryla kotke, skoro kot by nie wychodzil (mieszkanie), odpowiedziala, ze syn ma kocura, wiec nie byloby zadnego problemu. M A S A K R A Dziś natomiast jechałam pociągiem z siostrą i jej psem. Wsiedli państwo z dzieckiem. Gapili sie na Lola (z Palucha), zagadywali, ze taki fajny i mily. Po 20 minutach pani przyszla i zaczela zagadywac, ze z takim dziwnym pytaniem, ale czy Lolek nie moglby byc ojcem dzieci ich suki. Mnie strzelil piorun, a moja siostra z usmiechem odpowiedziala, ze przykro jej, ale jest wykastrowany. Zaczela tlumaczyc, ze byly z nim problemy i dlatego, pani biadolila, a ja nie wytrzymala i wypalilam, ze poza tym i tak bysmy go nie "uzuczyli", bo jestesmy przeciwnikami rozmnazania. Pani w szoku "dlaczego"? Na moja odpowiedz, ze bezdomne zwierzeta nie powinny sie rozmnazac, tylko ewentualnie rasowe z prawdziwych hodowli, odpowiedziala, ze jej to podchodzi pod rasizm i juz ze mna nie gadala, tylko z siostra. Ske maja niezle zaburzona, wiec rozmnazanie jej jest dla mnie bez sensu, co tez wycedzilam, ze w hodowlach eliminowane z rozrodu sa osobniki lekliwe, agresywne itp. Na koniec, jak siostra wysiadla, zagadali cos jeszcze do mnie o mojej fanaberii z rasowymi zwierzetami, wiec powiedzialam, ze nigdy rasowca nie mialam i miec nie bede i rasowych nie lubie, a kundle nad zycie kocham, ze chodzi mi o regulacje narodzin. Wiem, ze wybucham i reaguje nieuzasadniona agresja wobec wszytskich ludzi o glupich pogladach, ale te dziesiatki rozmow mnie wykonczyly i w ogole nie mam cierpliwoscie, zeby tlumaczac. i blad, bo czesc pewnie by zrozumiala, po prostu nie zdaje sobie sprawy. Troszke jestem juz tym zmeczona i noworocznym postanowiemiem jest odwyk. od dogo.
  2. To sie pieknie Mikolaj spisal, trujaca animonda? Ale czytal, ze jedzą... Mikolaj przepraszam. A ja bym jeszcze odrobaczyla za parę dni. Jak tylko ruja minie, tnij koniecznie. Bo bedziesz miala sajgon.
  3. Widzę, że gorąco na wątku. Rzadziej zaglądam, ale wszystko czytam, nadrabiam i chcę zająć stanowisko. neko, z całym szacunkiem, ale dopóki się nie jest zaangażowanym w tę działalność, dopóki się nie pochylilo nad psim czy kocim nieszczęściem, dopóki się nie BYŁO W SCHRONISKU, dopóty nie ma się prawa wypowiadać takich sądów o eutanazji, zwłaszcza w przypadku psów (co zaraz wyjaśnię). Takie sądy mogą wypowiadać osoby spędzające czas w schronisku, wolontariusze, osoby ratujące zwierzęta (także nie ja). Żaden filmik ze schroniska, żaden opis, zdjęcia nie oddadzą sytuacji. Dopóki nie znajdziesz się w tym piekle, nie będziesz WSPÓŁODCZUWAĆ. Dyskutowanie o eutanazji, gdy się jest w ciepłym pokoju i ma się film na ekranie, jest - myślę - tak samo odrealnione jak spożywanie mięsa i dyskusja o wegetarianizmie. Możesz się użalać nad niedolą schroniskowych zwierząt, ale nie odczujesz tej niedoli, podobnie jak możesz zjeść kotlet, ale gdyby przyszło ci zabić zwierzę, które zjadasz, własnoręcznie zabić, sprawa nie byłaby już tak oczywista, a być może kotlet już nie tak smaczny. Dlatego zdanie, że nie musimy tego robić my, możemy sprawę zostawić urzędnikom, bardzo mnie poruszyło. Czy jeżeli nie zrobi się czegoś własnoręcznie, ale poleci się to wykonać komuś innemu, nie jest się ODPOWIEDZIALNYM? To na jakiej podstawie sądzeni są zbrodniarze wojenni?... To my jesteśmy odpowiedzialni za sytuację zwierząt, jak już chyba Zosia4 wyżej napisała, i to my musimy problem rozwiązać w sposób nie najlepszy dla nas z ekonomicznego, racjonalnego punktu widzenia, tylko tak, by umieć tym wszystkim stworzeniom spojrzeć w oczy, każdemu z osobna, i móc im powiedzieć, że każde było dla nas tak samo ważne, dla każdego chcieliśmy zrobić wszystko, by mu pomóc. Paradoksalnie tu, na dogo, najwiekszą szansę na dom stały, tymczasowy, na największą pomoc finansową mają te najsłabsze zwierzęta, stare, chore, umierające, które często udaje się uratować i mają wspaniałą resztę życia. Te, które zgodnie z Twoim założeniem pierwsze zostałyby uśpione. Z szokowaniem bym uważała. Moim zdaniem nasze społeczeństwo jest proste, wręcz prymitywne i Twoje pomysły (dla mnie niestety makabryczne i chybione, choć myślę, że wiem, co miałaś na myśli - to nie jest wyrażenie Twojego zdania, tylko pomysł na dotarcie do ludzi) mogłyby przynieść skutek odwrotny do zamierzonego. W społeczności, gdzie życie zwierzęcia nie jest szanowane, dawanie ludziom takiej "gry" do ręki, temu dam "10", tego "uśpię", jest pozbawianiem tych zwierząt należnego im szacunku i przyzwoleniem na lekie traktowanie tamatu. W takich sytuacjach komunikat musi być prosty, jednoznaczny, tak aby nie można go było zinterpretować opacznie i tym samym w najlepszym wypadku minąć się z celem, w najgorszym jeszcze bardziej zaszkodzić. Zosia pyta, czy historia Gastona niczego nikogo nie nauczyła. Jego historia, a nawet sama wizyta w Celestynowie sprawiły, że po raz pierwszy w życiu powiedziałam, że dla tych nieszczęsnych kotów lepiej, humanitarniej by było, gdyby zostały uśpione - i też nie wszystkie, lecz te, dla których obiektywnie (znowu sprawa dyskusyjna, skąd mogę mieć pewność) NIE MA RATUNKU. Nie wiem, co by powiedział Gaston, gdyby mógł, czy wolałby zostać uśpiony jeszcze tego dnia, gdy go w Celestynowie zobaczyłyśmy, czy po 6 tygodniach prób wyleczenia, kiedy się okazało, że potwornie cierpi. Czy może wolałby odejść sam, tam w Celestynowie, gdzieś po ciuchu pod ścianą. Myślę, że pierwsze lub drugie. Takich Gastonów jest tam więcej, te wszystkie maluchy umierały w męczarniach, te wszystkie koty-cienie, koty-mary nie mają szansy i dziś także myślę, że lepiej by dla nich było umrzeć szybciej, z naszą pomocą. Były tam też koty do uratowania, przynajmniej jeszcze rokujące - co by się okazało po jakimś czasie, los raczy wiedzieć, znów pewnie wielkie rozczarowanie, ale one albo nie zdążyły jeszcze złapać wszystkich śmiertelnych kocich chorób świata, albo były tam krótko, więc jeszcze wyglądały, albo dane im było żyć. Dlatego nie mieści mi się w głowie uśpienie wszystkich tamtych kotów. O psach w ogóle tak nie pomyślałam, choć jest ich 1700 i większość z nich nigdy stamtąd nie wyjdzie. Psy nie łapią tylu paskudnych wirusów, lepiej sobie radzą ze stresem, ich organizmy są silniejsze, wydaje mi się, że mają większe szanse na życie po schronisku, choć dwa z czterech szczeniaczków zabranych przez brązową1 za TM. Nie napisałam wszystkiego, co czuję. Myślę, neko, że z czasem zmienisz poglądy, kiedy na przykład przeczytasz kilka historii z dogo - na przykład Liska, 17 lat w schronisku i 6 miesięcy życia u Zosi4. Dla Lisunia to było nowe życie, to była wielka radość, prawdziwa miłość i dostojne, spokojne umieranie. Pies wielkości Liska w schronisku ma nieiwelkie szanse na osiągnięcie takiego wieku - on musiał żyć, by Zosia zdążyła do odnaleźć. Spędzamy na tym forum kawał naszego zycia po to, by szukać sposobów pomocy, by dać z siebie jak najwięcej i czuć satysfakcję, że nasze działania wpłynęły na poprawę losu zwierząt. Jeśli je uśpimy, nie będzie to satysfakcja, tylko porażka. STERYLIZACJA to podstawa. Edukacja, uświadamianie i uwrażliwianie. Czyli wciąż UTOPIA.
  4. ja jestem zdania, ze dwa koty psoca mniej niz jeden na przyklad gryza siebie nawzajem, a czlowieki spia prawie spokojnie ;) czarny kot to diabel wcielony, mialam 3 czrne kocice make na tymczasie, jednego facecika i jedna dorosla kotke - ta byla grzeczniutka :) neko, dasz rade! co Cie nie zabije, to Cie wzmocni ;) Gaston :(
  5. straszna róznica wagowa miedzy nimi... moze do poniedzialku juz bedzie dobrze!
  6. jakby deseczka byla pokryta sztucznym futerkiem zamiast polaru, nie zdazylabys jej ukonczyc. Ale milo, ze docenil Makumb wysilki "mamusi". Pozdrawiam serdecznie. Gaston, tak mi z tym źle... :(
  7. [quote name='Wilejkaros']Coś podejrzanie grzeczna na tym zdjęciu...[/quote] Nabralas się, to MAKOCIA :)
  8. [IMG]http://images23.fotosik.pl/130/288afc45d3b4d5b5.jpg[/IMG]
  9. [IMG]http://images31.fotosik.pl/87/5769f6b456987afe.jpg[/IMG]
  10. Suńki, niech wam sie chociaz uda...
  11. bede trzymac kciuki, nic wiecej nei moge :(
  12. [B][SIZE=5]Ocelocie kochany ['][/SIZE][/B] Jest mi tak z tym źle :placz:
  13. Klusiuniu, badz zdrowa i szczesliwa. I Tobie dobrych swiat, Zosiu.
  14. Najsilniejszy z mozliwych antybiotyk nie zadzialal. nic juz nie mozna. mozna mu tylko skrocic cierpienie
  15. Niedobrze :: zupelnie zle :placz::placz::placz:
  16. po prostu sie przestraszyla i sie tuli do mamusi teraz o jeden kot za daleko to nie bylo o Makumbie, ale o Gastonie :placz::placz::placz:
  17. No to mamy juz lapke (dzieki, LittleMy), tansza sterylke. Jeszcze o talon spróbuje zawalczyc.
  18. Ale masz mikolaja! :) Zosiu, spokojnych i radosnych swiat oraz szczescia w nowym roku. Duuzo psiego i kociego szczescia :)
  19. Hop, maluchu! Masz zdjecie biedaka? Teraz przezd swietami to juz bedzie megaciezko znalezc tymczas...
  20. [quote name='neko']Obawiam się, że kiedyś mogę ją zamordować;-)[/quote] Wtedy ja zamordujęCiebie. Albo odpalam motorynke i jade po kota teraz! :diabloti: Jesli chodzi o szczepienie, to rozmawialam z wetka na bialobnrzeskiej, ze prawdopodobnie osiagnela ten wiek, kiedy juz nie trzeba powtarzac, ale pewnosci nie ma, wiec lepeij szczepic. Jesli chodzi o wiek, to wedlug moich wyliczen ma 4 miesiace i tydzien, o ile teraz nie pokrecilam. Pieciu nie ma na pewno, mialam piecioraczki u siebie przez pol roku i wiem, jak wyglada 5-misieczny kot. A jej rozpacza bym sie nei przejmowala. Makumb jezdzil ze mna sporo, a ze nie mam samochodu, to metrem, autobuasami i tramwajami, wiec bardziej harcore'owo i dawala sobie rade. Oczywiscie im kot starszy, tym gorzej znosi takie akcje, ale to jest stres do przezycia - za to jak Cie ptem kocha :evil_lol: Testów na bialaczke nie miala. Ale mówilam Ci, oddajac Makumba, ze sie teraz NIE SZCZEPI na bialaczke i na wscieklizne, jesli kot nie ma stycznosci z innymi i nie wychodzi - ryzyko zrostow nowotworowych. Zatem nastepne szczepienie za niecaly rok, odrobaczenie za pol roku i mam nadzieje, ze Makumb nie bedzie musialm chodzic do weta. ---- klatki lapli nie mam, trzeba kogos z wawy podpytac, zapytam Green. Na miau by sie znalazla szybko, ale ja sie nie udzielam na miau. a skoro kota juz chodzi do panów, to trzeba ja lapac szybko i ciac. ------------ Teraz zbiorczo o piecioraczkach: U Olka wszytsko w porządku, lubią się z kolegą Lolkiem i prowadzą dostojne zycie kotów salonowych ;) Dostalam foty Makotki i Eliszki - ale wielkie baby!! A Makocia jak sie zmienila! Dostalam fotkę Jarmilki. Zadzwonilam do Muchomorka, bo pani mnie nie rozpieszcza informacjami, ale u niego wszytsko jest ok i bardzo smieszne rzeczy mi o nim opowiadala, ale ma fajnie, ze go ma :) Zwiro u babci chodzi po stolach, a ona lapie sie za glowe, ale lubi wnusia ;) No i o Makumbie mamy relacje na gorąco :) I byloby tak pieknie, gdyby nie Gaston... Nie jest dobrze. Napisze pozniej na jego watku. No i z powodu pogorszenia jego stanu i wyjazdu tanitki Gaston musi pojechac na tydzien na SGGW. Zawieziemy do w drugi dzien swiat.
  21. Przepraszam, chyba nie doczytalam, cos wyszlo z sekcji Zazu?
  22. tak, jest metoda - klatka lapka na kobite sposobow nie ma, ale wysterylizowanie 1 kotki ma sens, jak bede miala chwile, poszukam piramidy kotóww - takiej infografiki pokazujacej, ile kotow moze wyprodukowac jedna kocica (i jej potomstwo) bede w necie wieczorem, papa Makumba pocałuj ode mnie w gópi ep! ;)
×
×
  • Create New...