-
Posts
122 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by kotita
-
Wlasnie patataj - prosimy o konkretna wypowiedz
-
Nadal nie moge wierzyc w to, co sie stalo. Nie dociera do mnie, ze ta wspaniala psina ze zdjec jest gdzies daleko. Mysle, ze jesli istnieje cos takiego jak reinkarnacja, to zarowno Sonia, jak i wszystkie inne zwierzaki w kolejnym zyciu beda jakimis superszczesliwymi istotami i juz nigdy nie zaznaja bolu, cierpienia...Kim lub czym zatem beda owi `lekarze`... Tez uwazam, ze pani Basia razem z siostra na pewno cala sytuacje przezywaja podwojnie...na pewno caly czas zadaja sobie pytanie, czy wczesniejsza operacja by pomogla... Bylam w szoku, jak pani Basia zadzwonila do mnie zaplakana, ze obawia sie najgorszego...mimo wszystko jakos nie przyjmowalam tego do wiadomosci... Sonia kochana...wszyscy wierzymy, ze jestes teraz szczesliwa. Bawisz sie tam gdzies kamieniami i szczekasz radosnie, Nigdy nie pojde do tej kliniki z moimi zwierzetami i KAZDEMU bede to odradzac. Mam nadzieje, ze pani Basia nie zostawi sprawy i chociaz bedzie probowala dociekac sprawiedliwosci...Tylko to pozaostalo. Imysle ze kazdy z nas w podobnych przypadkach powinien zrobic to, co moze - napisac skarge, donos, cokolwiek. Ziarnko do ziarnka i rozsiejemy prawdziwa marke tej kliniki... Sonia :candle::candle::candle: :candle::candle::candle: :candle::candle::candle: :candle::candle::candle: tak mi przykro...
-
Max „NATYCHMIAST MUSI ZNIKNĄĆ!!” Jakiekolwiek miejsce!!!! SOS!!!
kotita replied to paros's topic in Już w nowym domu
Maksiu prześliczny...skacz wysoko do góry!!! -
Bez kitu, jak człowiek zdaje sobie sprawę z tego, w jakiej sytuacji jest psina...w klatce, bez właściciela, z wielkim pragnieniem bycia kochaną i tęsknotą...to coś w dołku ściska... Szkoda, że już nie mogę odwiedzić Sonii...dobrze, że chociaż mogę wątek podnieść... Of topic: mieszkam u ludzi, którzy chyba nigdy w życiu nie myśleli nawet o zwierzętach :crazyeye:i już nie wyrabiam bez mojej Krowiny kochanej :-(
-
To straszne, co pisze mandragora...Niestety obawiam się, że takich przypadków jest dużo więcej. Najgorsze jest to, że ci "weterynarze" są zwyczajnie bezkarni... Soneczko, weź tam ugryź któregoś ;) tak, żeby Ci domek znalazł raz dwa...:evil_lol:
-
Jeśli chodzi o płatny DT, to jak najbardziej, ale "tylko i wyłącznie w Lublinie lub okolicy"...bo pani Basia chce mieć możliwość przyjeżdżania do psiny i "mania na nią oko" - jak sądzę...Wielkie przepraszam, że dopiero teraz piszę...to wszystko przez ten sajgon z wyprowadzką (dzisiaj mój ostatni dzień w Lublinie, od jutra mój żywot przenosi się do Wrocławia, do tego wariactwo pakowania i szukania mieszkania...:huh:) Co do stanu zdrowia Sonii, to wedle opini szanownej pani Basi zdróweńko naszej seniority stanowczo się poprawiło - np. inaczej już siada (do tej pory siadała bardzo ostrożnie, tak jakby ją coś bolało, ale teraz ponoć już jest ok). Mówi otwarcie o tym, że tamta lekarka po prostu źle ją prowadziła, a ten obecny lekarz jest zupełnie inny i pomaga Sonii. Miejmy nadzieję, że to nie tylko odczucia pani Basi, ale także fakty. Sonka ma taką kondycję, że jak wychodzi na spacer z panią Basia, lub jej siostrą, to psina je wykańcza spacerami trwającymi 1,5- 2 godziny...niezłą ma kondychę maleństwo... Jak już wcześniej pisałam, od jutra będę odcięta od netu całkowicie, liczę tylko na kafejki, ale to też pewnie nie od razu. Będę w kontakcie telefonicznym z Maszą i panią Basią. Sonka do góry maleństwo...
-
PROSZĘ, PRZYGARNIJ MNIE DO SIEBIE...
-
Zadumy ciąg dalszy....:-( No aż coś się robi, że taka piękna sunia nie ma swojego domku... A może do domku to w tamtą stronę...?
-
Sonia pogrążona w myślach o przyszłym domku.... I tutaj też nastrój refleksyjny...
-
Portrecik ;) I lewy profil.... I z jęzorkiem na wierzchu... :eviltong:
-
Sonia - zdjęcie sylwetki ;) I trochę bardziej twarzowo - mordkowo: No chodź mordeczko...chodź tutaj...
-
Słuchajcie: wczoraj miałam wieczorem telefon: Sonia została bardzo dokładnie przebadana (przez innego lekarza), który stwierdził, że Sonia ma strasznie zaniedbaną sprawę ... zapalenia dróg moczowych. Wykluczył całkowicie ropomacicze - powiedział, że to jest stan zapalny, który rozwijał się bardzo długo i nikt tego nie zauważył i to zostało zaniedbane i dlatego tak się zabagniło...Sonia przechodzi na kurację antybiotykową i ma być już wszystko w porządku... Dziewuszki - ja się nie znam: czy to możliwe, żeby takie zapalenie mogło się w ten sposób objawiać? Mam nadzieję, że ten lekarz jest jakiś bardziej odpowiedzialny i że się nie myli...i że to faktyczne drogi moczowe... A tymczasem wsadzę parę fotek Soniuchny...
-
Poleciałam dzisiaj rano do Sonii porobić zdjęcia. Biorę psinę i patrzę, a ona ma pod ogonem ślady krwiopodobnego czegoś...:angryy: dokładnie tak jak na tych zdjęciach...Dzwonię od razu do pani Basi, nie odbiera i nie oddzwania. Oddając Sonię do hotelu pytam opiekunkę, czy to widziała i co to jest, bo "ja to się nie za bardzo znam, ale wydaje mi się to niepokojące, bo miała podejrzenie ropomacicza..."itd...Ona że tak, że myśleli że to cieczka, zgłosili lekarzowi, badania itd itd...i że sprawa jest w toku, ale dokładnie to ona nie wie, bo to w karcie i między tymi paniami co przychodzą, a lekarzem. Teraz dodzwoniłam się już do pani Basi. Ona wściekła na tą lekarkę, podobno ją nieźle opierniczyła i powiedziała, że nie życzy sobie, żeby ta się psem zajmowała. Sonię przejął teraz inny lekarz, cieczkę od razu wykluczyli, bo ostantio miała w sierpniu...no i raptem odkryto leukocyty - (pogratulować :klacz: ) i w tym momencie w klinice jest podobno siostra pani Basi i ustala z tym nowym lekarzem co i jak i kiedy będą robić z Sonią. Przy okazji pani Basia miała starcie z siostrą, bo to tamta - jak to się wyraziła - "była uparta i nie chciała operacji (...)" Mam nadzieję, że już teraz szybko i dobrze Sonię zoperują...jak tylko coś ustalą, pani Basia ma mi dać znać. Zdjęć trochę porobiłam, wsadzę jutro rano, bo komp przechodził przeinstalowywanie, które jeszcze nie jest dokończone...muszę go więc zwolnić...:/
-
Przepraszam Pixie..oczywiście chodzi o Ciebie nie o Paros :)
-
Max „NATYCHMIAST MUSI ZNIKNĄĆ!!” Jakiekolwiek miejsce!!!! SOS!!!
kotita replied to paros's topic in Już w nowym domu
Maksiu skacz do góry!!! -
Sonia jest pod opieką lekarzy "całą dobę" i według nich nie ma żadnego podejrzenia o ropomacicze, czyli żadnego zagrożenia życia...taka będzie opinia pań opiekunek... ręce opadają. I myślę, że to nie żaden jej cel ani nic podobnego, tylko: brak świadomości, zrezygnowanie, że Sonia jeszcze nie znalazła domu i że tak cierpi...(w domyśle: oj żeby więcej nie cierpiała...) (no nie ma co się oszukiwać: o domek dla Soni nie jest łatwo, bo to psina wiekowa, a często nawet przesłodkie szczenięta nie mają szczęścia), takie typowe odsuwanie od siebie złych myśli i szukanie prawdy w tym, co mówią ci najbliźsi w tym momencie dla Sonii ludzie: lekarze z kliniki. To prosta psychologiczna sprawa: wierzątym, których znają. Paros: czy w tym ewentualnym płatnym DT chciałabyś zrobić sterylkę bez wiedzy pań? Czy chodzi po prostu o warunki domowe? Zorientuję się u pani Basi, napisz mi tylko ile ewnetualnie kosztują takie domy, bo ja zielonego pojęcia nie mam, a dobrze by był, żebym nakreśliła chociaż jakiego rzędu to są koszta.
-
Hej, przepraszam bardzo za nieobecność. W życiu moim trochę sporo się zmienia i w związku tym mam trochę spraw do pozałatwiania w dość krótkim czasie. Co gorsze, od przyszłej środy będę całkowicie bez netu, bo wyprowadzam się do innego miasta...zapewne trochę czasu upłynie, zanim będzie mnie stać na zakup jakiegoś laptopiny i podłączenie do świata. Mam tylko nadzieję, że szybko zlokalizuję chociaż jakąś kafejkę internetową. Co do zdjęć Sonii - postaram się dziś, najdalej jutro do niej podejść i porobić jakieś nowe. Zrobię dużo, żeby było z czego powybierać. Co do zdjęć ropomacicza...podeślę linka mojemu ojcu, bo to on zazwyczaj pokazywał pani Basi wszystkie "internetowe" rzeczy związane z akcją Sonia - forum, ogłoszenia, wzór ulotek itp...(pani Basia chyba należy do osób, które netem się nie zajmują wcale). Nawet jeśli uda mu się to jej pokazać, to niestety wątpię żeby to odniosło jakiś skutek. Zaparły się panie w wierze w lekarzy z kliniki i już. Oj ja to nie powinnam pisać już o paniach, bo polityczną poprawność zachować trzeba...:mad: Nie ma co ukrywać: Sonia bardzo pilnie powinna być zaadoptowana i wszyscy czekamy na ten cud. Wierzę, że to jest możliwe. Los musi w końcu się odwrócić. Ta suka nie zasługuje na tak długą niewolę i takie cierpienia. Podnoszę Soniastą w całych sił.
-
Z tym "właścicielstwem Sonii, to długa i nieco skomplikowana historia, którą ja znam tylko pobieżnie. Pani Basia miała ojczyma, i to do niego należała Sonia (dlatego suka tak uwielbia mężczyzn). Potem ojczym zachorował, do tego stopnia, że wymagał stałej opieki tej pani opiekunki. Potem on zmarł i ta pani zajęła się Sonią. Jakby tego było mało, ta pani opiekunka też wylądowała w szpitalu i po jakimś miesiącu zmarła. W tym czasie Sonia przebywała "gdzieś", czyli u jakichś sąsiadów czy koogośtam niewiadomego pochodzenia. Musiała być w bardzo kiepskich warunkach, bo to właśnie tam zabawiła się tej infekcji skórnej, po której golony miała zadek. Pani Basia o stanie tej opiekunki dowiedziała się praktycznie dopiero pod koniec jej życia, dlatego dopiero wtedy zabrała Sonię od tamtym ludzi. To by było wszystko chyba jakoś tak. Dlatego niby ostatnim opiekunem była tamta pani opiekunka, a ta domniemana jej rodzina - tak jak pisze Masza - ma sukę w nosie i już. Zajęła się nią pani Basia i jej siostra i tak zostało.
-
Oj no co tu dużo gadać - lipa wyszła z tą naszą Sonią. Niestety nie jesteśmy w stanie nic zrobić. To panie są teraz jej właścicielkami, one opłacają hotel i one decydują o losie psiaka. Masza próbowała gadać i przekonywać panią Basię, ale ona i jej siostra postanowiły posłuchać lekarzy z kliniki. Dziwi mnie to trochę, bo czasami jak z np. rozmawiałam przez telefon z tą siostrą, to też wyrażała swoją "nie do końca ufność" co do ludzi z kliniki, ale widocznie jednak wierzą tym, którym płacą grube pieniądze za opiekę nad suką. Mam tylko nadzieję, że każde kolejne badanie będzie porządnie analizowane i że tamntejsi lekarze będą brali pod uwagę te wszystkie obawy żeby jeśli cokolwiek wzbudzi ich wątpliwośc - zareagować od razu. Ja też już więcej o tym pisać nie będę, bo lepiej żebym pewne słówka zachowała dla siebie...:mad: Trzeba się teraz skupić na szukaniu domu dla Sonii...może stanie się cud i znajdziemy domek dla tej puchatej seniority...zanim panie podejmą kolejne decyzje o psinie... Czy jakis dobry człowiek (najlepiej dojrzały / starszy mężczyżna) nie zechciałby mieć cudownej mądrej towarzyszki codziennym spacerów na długie chłodne ciemne jesienne wieczory? Sonia oferuje długie namiętne spojrzenia w oczy, chodzenie krok w krok z ukochaną nogą właściciela, ciepłe puszyste przytulasy i lizanie po szyi... Zabierz ją do domu zanim trafi do schroniska...
-
Max „NATYCHMIAST MUSI ZNIKNĄĆ!!” Jakiekolwiek miejsce!!!! SOS!!!
kotita replied to paros's topic in Już w nowym domu
Nie było mnie parę dni..wracam by chociaż podnieść Maksia przepięknego... -
Witam wszystkich, melduję się po wyjeździe. Niestety nie mam dobrych wieści (zależy jak na to spojrzeć). Pani Basia zmieniła zdanie - a właściwie jej siostra, która chyba ma decydujące zdanie w kwestii Sonii. Jako że i tak miały sporo obaw co do zabiegu itp, siostra pani Basi zleciła ponowne zrobienie wszystkich potrzebnych badań (z USG włącznie) i tamtejsi lekarze na przysłowiowe 200 % wykluczyli ropomacicze. Według nich z Sonią jest wszystko w porządku. Oby mieli rację...:mad: Z dzisiejszej rozmowy wywnioskowałam, że decyzja jest ostateczna. Skoro pies jest zdrowy - panie nie widzą powodu, dla którego Sonia ma przeżywać kolejny ból i stres. Masza - ogromne dzięki za przeprowadzenie podczas mojej nieobecności kampanii zbiórkowej :thumbs: Ogromne podziękowania również dla wszystkich, którzy tak szybko zareagowali i chcieli wspomóc Sonię w potrzebie :Rose: W związku z zaistniałą sytuacją, pieniążki zostaną Wam oczywiście odesłane. Cóż, pozostaje nam chyba tylko modlić się, że lekarze mają rację, i nie poddawać się w szukaniu domu dla tej wspaniałej suni.
-
Masza - jesteś wielka :cool1:. Ja czekam tylko na telefon od pani Basi. Mam nadzieję, że się zgodzi na wszystko bez żadnego "ale" i jak najszybciej zabierzemy Sonię na zabieg. Trzymaj się dziewuszko!!!
-
Pani Ewy nie ma dziś w Lublinie - będzie jutro. Powiedziałam jej o naszym "szatańskim";) pomyśle, ma oczywiście porozmawiać o sprawie z siostrą. Zrobi to jutro i ma się do mnie odezwać. Jutro wieczorkiem napiszę, bo cały dzień będę w szkole...
-
Nie poddajemy się mimo wszystko: Lublin - Ogłoszenie - URATUJ ŻYCIE PSU