[B]
[/B][B]Cytat:[/B][B]Gotowała psy, odcinała im głowy i obdzierała ze skóry. Bydgoska lekarka weterynarii urządziła sobie w Gościeradzu dzikie prosektorium
[/B]
[I]We wtorek przed południem przy jednym z domów w Gościeradzu policjanci filmowali i fotografowali sterty zwierzęcych szczątków. - Policja była już tutaj w poniedziałek wieczorem - mówi Alina Maliszewska, sołtys Gościeradza. - Ale zabronili mi mówić o tym, co znaleźli w oborze i mieszkaniu sąsiadki.
Policjanci: - To było przerażające. W oborze należącej do lekarki weterynarii Katarzyny S. odkryliśmy cztery martwe psy, stertę zwierzęcych, jakby wygotowanych czaszek, też chyba psich, trudne do zidentyfikowania skóry, jakieś martwe kozy i końskie kopyta. I wielki smród.
- Ustalamy, czy zwierzęta były żywe, nim trafiły pod nóż lekarki - mówi Sławomir Machaliński, komendant policji w Koronowie.
Funkcjonariusze przyjechali do domu w Gościeradzu na prośbę Aliny Janowskiej, szefowej Bydgoskiego Klubu Przyjaciół Zwierząt Animals. - Dostałam anonim, że ktoś maltretuje zwierzęta, a w oborze urządził sobie laboratorium i cmentarzysko - mówi Janowska.
Jej informacje potwierdziły się. - Lekarka weterynarii jest świadkiem w sprawie - mówi komendant koronowskiej policji. - Tłumaczyła, że usypiała chore zwierzęta i przywoziła do Gościeradza na sekcję zwłok. Musimy ustalić, w jaki sposób zginęły zwierzęta oraz czy właściciele martwych psów godzili się na ich dalszy los.
Jak ustaliliśmy, 30-letnia Katarzyna S. od kilku lat pracuje w jednej z bydgoskich przychodni weterynaryjnych. Wczoraj nie odbierała telefonów - służbowego ani prywatnego. - Już na studiach miała przydomek "Hiena" - mówi jeden ze znających ją bydgoskich weterynarzy. - Bardzo lubiła zajęcia w prosektorium.
Jerzy Janikowski, wojewódzki inspektor weterynarii: - Pod groźbą pozbawienia wolności zakazane jest składowanie zwierząt w taki sposób. To grozi skażeniem epidemiologicznym. Mamy teren do grzebania zwierząt w Wypaleniskach, a w Mochlu pod Sicienkiem jest specjalny cmentarz dla zwierząt.
Również wstrząśnięci i zaskoczeni są bydgoscy weterynarze. - Czasami po uśpieniu nieuleczalnie chorego zwierzęcia, klient chce zostawić zwłoki u nas - mówi Sebastian Słodki z lecznicy dla zwierząt "Centrum". - Jednak nikt z nas nie zabiera martwych zwierząt do domu! Zgodnie z przepisami wozi się je do Wypalenisk. [/I]
[I][/I][I]
żródło:
[URL="http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,3163923.html"][COLOR=#016b9f]http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,3163923.html[/COLOR][/URL]
[I]Pozwoliłam sobie wkleić tekst o tym zdarzeniu mam nadzieje, że nie zrobiłam źle. [/I]
[/I]
[I]
[/I][I]
[/I]