-
Posts
10148 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Edi100
-
[quote name='GoniaP']Dziś zaliczyliśmy prawdziwą sinusoidę emocji, od złości i gniewu, poprzez łzy bezradności do wyciszenia płynącego z nadziei. Klinika dała plamę...Gdyby nie moja wczorajsza prośba o wykonanie świeżego obrazu krwi, Piano mógłby umrzeć dziś, jutro, w zasadzie w każdej chwili. Wyniki biochemii podałam parę stron wcześniej, morfologii nie wykonano, bo zrobił się skrzep. :roll: Natychmiast zleciłam kroplówkę i usg. Usg wykazało m. in torbiel na nerce, na prostacie, ale nie potrafiono określić ich rodzaju, zwykle doświadczony specjalista potrafi określić, czy to krwiak, czy coś innego. Ze względu na stan Piano, transport stał pod znakiem zapytania, ale liczne konsultacje z innymi lekarzami i w naszym gronie, po rozważeniu wszelkich za i przeciw zaowocowały decyzją przeniesienia Piana do innej kliniki. Piano jechał na tylnym siedzeniu, opatulony w kocyk i tulony przez naszą Kasię. Podróż mijała spokojnie (Piano był apatyczny, wycofany) do momentu, kiedy nie poczuł worka z jedzeniem, które jechało na podłodze... Nawet nie 5 minut zajęło mu wygryzienie dziury w tym worku, po czym zaczął łapczywie jeść. Kasia chciała mu pomóc, rozchylić worek, no i dostała kłami. Nie mocno, ale Piano nie chciał dzielić żyły złota, na którą trafił. W nowej klinice na pewno będzie miał najlepszą, indywidualną opiekę.[/quote] Dziękuję za relacje.Pociesza mnie fakt, checi jedzenia bo dla mnie oznacza to bodziec. Natomiast smuci że On nadal czuje się takie głodny:(
-
[quote name='Renata5']I być może po raz pierwszy w życiu dostaje normalne jedzonko...:-([/quote] Normalnego już pojadał.:) Najpierw u Pani Tosi ( Pani F.), a potem to co ugotowałam i zabrałam do Poznania, następnie to co Kochana Hania mu zawoziła. Teraz ma pyyyszne i kaloryczne Puszki z tego co wiem:)
-
Malutka po wizycie u weta:) Podjedziemy jeszcze za tydzien i zrobimy pełne wyniki. Nie chciałyśmy jej dodatkowo stresować. Fakt jest jeden, tez była bita i głodzona:placz: Dziś jest bezpieczna! Ma dom, na razie nie napisze że stały ale mam nadzieję że tak. Kiedy odwiozłysmy Puśkę, to Pani miała gościa:) Ok dwu letni chłopiec głaskał Pusię, a ona Go wąchała i pozwalała na to:):loveu: Powinno być ok:loveu: Od Pani Tosi dostała legowisko a ja kupiłam jej czerwone szeleczki. Na szczęście. Kciuki nadal za domek!
-
[quote name='Helga&Ares']Pianuś wsunął z apetytem puszkę karmy. Jest grzeczny, leży pod kroplówką (trzeba "wypłukać" mocznik). Będzie to jego pierwsza noc w czystym i ciepłym miejscu. Trzymajcie za niego kciuki![/quote] Bardzo się z tego cieszę, że po raz piewszy w życiu będzie spał na prawdziwym Psim posłanku. Piano, słuchaj ciotek i zdowiej. Kciuki zacisnięte za zdrówko z całych sił!!!!!
-
[quote name='ARKA']Trzeba myslec optymistycznie, moze da sie stan zdrowia ustabilizowac i psa poprostu zoperowac, usunac nerke(jesli juz uszkodzona jest doszczetnie), o ile druga sprawnie dziala. Z jedna nerka mozna spokojnie zyc, zdrowo. Jemu sie to nalezy!!!!!! Tak masz rację! Nawet jesli operowalne, to w tej chwili jest zbyt słaby:( GoniaP i Vito sa teraz z Nim i czuwają. Jak wrócą, to GoniaP napewno wszystko napisze. Trzymajcie kciuki z całych sił za jego zdrówko:placz:
-
[quote name='m_orsetti']Edi100 - z wielką siłą ściskam kciuki za to biedactwo. Pies musiał bardzo długo głodować- jego przytoczone wyniki, o tym świadczą. Mam nadzieję, że dożywienie dożylne tutaj pomoże- choć to w takich wypadkach zawsze loteria- bo nie wiadomo w jakim stopniu choroba głodowa uszkodziła narządy wewnętrzne (to niestety reguła). Uściski dla Pieska- i dla Ciebie. Z wielkim szacunkiem M.[/quote] Rozmawiałam właśnie z GoniaP przez telefon. Teraz walczymy o jego życie:placz: Na nerce jest cos ( wybaczcie w stresie nie zapamietałam), co także jest wynikiem kopania:placz::placz: Rokowania-50/50:placz::placz::placz::placz: Mam nadzieję że jego ogranizm będzie walczył i On także:placz:
-
[quote name='Edi100']Agresor to z Niej nie jest. Potulna.:loveu: Tylko tam są małe dzieci. Jedno dopiero uczy sie chodzić.:roll:W tym domu był Pies i był kochany przez tych ludzi. Panią wzruszył los małej ( znam tę Panią, bo robi zakupy tam gdzie pracuję) A moja znajoma zrobiła resztę:diabloti: Co prawda mamy umowę " na próbę" w sensie żeby nie gryzła bąbli. Oby było dobrze![/quote] Pani która chce ją adoptowac była u mnie własnie:) Widziała fotki malutkiej :loveu: Mala będzie u Niej ok 14.00. Po 17.00 zabieram ją do weta. Dzieci przyjada dopiero za dwa tygodnie, więc jest troszkę czasu na oswojenie się Pusi i przyzwyczajenie do domku. Trzymajcie kciuki za Puśke:loveu:
-
Schronisko Gaj - najpiękniejsze psy w wlkp. - One też chcą do domu!
Edi100 replied to Helga&Ares's topic in Już w nowym domu
[quote name='stonka1125']ja już nie wiem co za sieczke trzeba mieć w głowie,żeby przywiązywać psa do drzewa,jak schronisko jest pod nosem:angryy:[/quote] Wogle brak mózgu i serca, żeby porzucić psa!:angryy: -
Gibson z uszkodzonym ukł. nerwowym... mój kochany za TM...
Edi100 replied to Madziek's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Przyjacielu, zdrowiej! -
[quote name='GoniaP']Cierpliwość... no nie powiem, żeby była moją mocną stroną.... ale nie mam wyjścia... Wiecie... w takich sytuacjach żałuję, że zwierzęta nie rozumieją W PEŁNI mowy ludzkiej, bo bym mu pewne sprawy wytłumaczyła, jako ten psi psycholog samozwańczy.....[/quote] Wiem. Szeptała byś Mu so ucha, że już nic złego nigdy go nie spotka. Szeptała byś, by czerpał z życia ile się da. Zaczekajmy, a zapewne serce nam się uraduje. Zapewne po maleńku. Krok po kroku, ale ja wiem że warto czekać. Piano, odwiedzę Cię w sobotę i ja tez Ci szepnę...
-
[quote name='GoniaP']Majgo, Helgo, Edi, Moniko, ja wiem, że trzeba być optymistycznie nastawionym do świata, zwłaszcza, jeśli siedzi się po uszy w bagnie psiej niedoli i bezdomności... To prawda, ze widziałam wiele przemian, niejednokrotnie przecież miałam doły (ostatnio z Pixie) i wtedy wydawało mi się, że nie będzie lepiej.. (jakże się myliłam, a zdjęcia irelacje z ds świadczą same za siebie)... Ale mam wciąż przed oczami Piano z wczoraj... Psiaka wyniszczonego, skatowanego fizycznie, ale też okaleczonego nieziemsko psychicznie... Nazwałabym go na ten czas pieskiem autystycznym.... niestety... Wielką wiarę i nadzieję pokładam w Heldze, Pauli i Vito, że zaopatrzeni w bogate doświadczenie i niezwykłą miłość wobec zwierząt, będą potrafili wyrwać Piano z odrętwienia...[/quote] Wierzę w to! Inaczej nic nie miało by sensu. Często nasza wiara, to jedyne co nas trzyma przy życiu i nie pozwala zwariować. Ja wierzę, że kiedy odejdzie ból to Piano, zechce poznac swiat i ludzi z innej strony. Z naszej strony.
-
[quote name='malagos']No ciekawe, jak sie bedzie zachowywać do dzieci...Oby umiała sie zachować jak dama ;)[/quote] Agresor to z Niej nie jest. Potulna.:loveu: Tylko tam są małe dzieci. Jedno dopiero uczy sie chodzić.:roll:W tym domu był Pies i był kochany przez tych ludzi. Panią wzruszył los małej ( znam tę Panią, bo robi zakupy tam gdzie pracuję) A moja znajoma zrobiła resztę:diabloti: Co prawda mamy umowę " na próbę" w sensie żeby nie gryzła bąbli. Oby było dobrze!
-
[quote name='Helga&Ares']Gonia, a pamiętasz jak było z Płakusiem? Też nie wierzyłyśmy, że znajdzie dom (pomijając fakt, że nie miał problemów zdrowotnych). A Palia? Pianusiowi też znajdziemy odpowiedni domek![/quote] Niech się stanie! Ja tez wierzę, że jest gdzies, ktoś Kto Go bardzo pokocha. Tak jak My:loveu:
-
[quote name='Helga&Ares']Kiedy wzięłam do siebie sunię na tymczas to początkowo nie było lepiej (i powiem szczerze, że prawie się załamałam), strasznie warczała na Aresa (mojego psa), ugryzła go. Musiałam przez cały czas ich pilnować. Do tego mała nie chciała załatwiać się na dworze, nie jadła i bała się poruszać swobodnie po domu. Pierwsza nocka z głowy, pierwszy dzień - podsumowując masakra. Ale, kolejnego dnia zaczęłam z nią inaczej postępować. Odnalazła przyczynę tych warkotów, starałąm się rozwiązać problem. Skończyło się tak: [IMG]http://images27.fotosik.pl/309/3e96229b18446baemed.jpg[/IMG] Kiedy ona warczy? Czy np. przy misce, czy może wtedy, gdy jedna panna jest "wyżej" niż druga? Jak to dokładnie wygląda?[/quote] No cuuudnie:loveu:
-
Moja znajoma odwiezie Pusię do swojej babci, bo nie ma sznas na zostawienie panien samych, kiedy ich nie ma w domu. Powiedziała mi że będzie tam mogła zostać do końca tygodnia. Znajoma nie ma doświadczenia z pieskami, a bardzo chce pomóc Pusi i stwierdziła że to najlepsze rozwiązanie. Babcia mieszka tuz obok mnie i nie ma żadengo Piesia, a ma dobre serce. Co prawda babcia jeszcze o tym nic nie... ale Znajoma mówi że nie odmówi. Powiedziałam tez że gdyby coś było potrzeba to jestem obok. Jutro zabiorę Pusię do wetki. Moja znajoma liczy po cichu że babcia pokocha Pusię całym sercem i jej nie zechce oddać. A propos powarkiwania, obie warczą na siebie. My wiemy jak postępować ale osoby bez doświadczenia maja spory stres:(
-
[quote name='Helga&Ares']a możesz Edi dokładniej napisać? Co się dzieje?[/quote] Moja znajoma u której jest pusia, ma Pinczerkę która ma 7-dem miesięcy i Pusia na nią powarkuje:( Zapoznanie było na dworze, razem weszły do domu a teraz obie panny są na smyczach. Cóż to dla Puski wielki stres. Najpierw ulica, nocka u Pani Tosi a teraz inny dom. Zawiozę tak kennel, gdyby było zle. Bo cóz robić?