Zula od kilku dni była taka "przed atakiem", kręciła się bardziej w kółko, niespokojna.
Dzisiaj, jak byłam w pracy, miała ewidentnie atak. Jak wróciłam wszystko było zasikane i obsrane.
Legowisko, podłoga, dywan. Co gorsze od przedwczoraj ma lekką sraczkę. Dałąm jej lakcid i myślałam, że będzie lepiej.
Tyle już tych leków bierze, że żołądek pewnie nadwyrężony.
Po spacerze, za 2 godziny nie wytrzymała i znowu zrobiła kupę w domku. Rzadką. Jedziemy rano do weta. Już umówiłam sie z bratem.
Urlop musze wziąć, a jutro nie powinnam, bo dużo mam różnych.
Od razu weźmiemy krew i zobaczymy co się tam dzieje. Z watrobą i innymi.
Jest słaba. Nie mogłam jej dobrze doczyścić. Porteczki i boczek trochę brudny dalej i śmierdzimy.
Jaka ta starość jest podła i niesprawiedliwa. Okropna.