Jump to content
Dogomania

Azyl_Cichy_Kąt

Members
  • Posts

    293
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Azyl_Cichy_Kąt

  1. Max zamieszkał wraz z pewnym małżeństwem w miejscowości nieopodal Tarnowskich Gór. Mieszka w bloku, ale praktycznie całymi dniami towarzyszy swojemu Panu podczas jazdy w różne rejony województwa, ponieważ jego opiekun jest zawodowym kierowcą. Max uwielbia jeździć autem więc na pewno bardzo mu sie będzie podobać nowe życie - już w niedzielę, natychmiast, nawet bez żadnego słowa zaproszenia, wpakował się do samochodu i nie chciał wyjść :) Jego opiekun jest osobą która ma na prawdę duże doświadczenie w opiece nad trudnymi psami - poprzedni pies został uratowany przed uśpieniem z powodu agresji - okazało się, że po prostu poprzedni opiekunowie nie potrafili sobie z nim poradić, pies wszedł im na głowę - pod opieką naszego maksiowego pana pies "wyszedł na ludzi" i stał się wiernym towarzyszem - niestety umarł ponieważ odniósł bardzo silne rany w wyniku wypadku samochodowego :-( Pan zna sie także na szkoleniu, więc Max trafił na prawdę do fachowca :) Tym razem musi już być dobrze :)
  2. Już wczoraj wieczorem dostaliśmy informację, że Gumiś wraz ze swoimi opiekunami szczęśliwie dotarli do domu. Gumiś od razu zaakceptował swoich czworonożnych towarzyszy - dwa psiaki, dwa koty, ślimaka, kanarka.... Czuje się wspaniale, został wykąpany, wyczesany...A oto wieści z dzisiejszego dnia: "dzisiaj gumiś odniósł wielkie zwycięstwo. Samodzielnie zjadł kolację z miseczki (zmiksowane mięsko z ugotowanego kurczaka przygotowane na bazie kleiku z kaszki mannej ). Chłepatał swoim jęzorkiem z wielkim apetytem bo jedzenie samo kleiło się do języka. Radość jego była przeogromna albowiem ogonek wirował mu jak wiatraczek".
  3. Tak, Gumiś ma już zaklepany domek w Bydgoszczy. Najprawdopodobniej w niedzielę przyjadą po niego jego opiekunowie - dom zatem nie będzie w ciemno, bo po pierwsze już z nimi dłuuugo rozmawialiśmy a po drugie będziemy mieli jeszcze osobiście możliwość w schronisku. Gumiś zamieszka w domku z ogrodem ( oczywiście będzie przebywała w domu, wraz z domownikami - kojec w przypadku żadnego naszego chorego psa nie wchodzi praktycznie w rachubę) w towarzystwie 2 innych przygarniętych psiaków. Cała rodzinna na prawdę starannie przegotowała się do jego adopcji. Mogę zdradzic jeszcze tyle, że jego przyszła Pani jest pielęgniarką i specjalnie wzięła urlop by jak najdłużej pobyć z Gumisiem więc fachowej opieki na pewno mu nie zabraknie. [URL="http://www.dogomania.pl/forum/member.php?u=45346"]anna0211[/URL] - dziękujemy za zainteresowanie Gumisiem, nie wątpimy, że byłabyś dla niego super opiekunką. Ważny przy wyborze opiekuna był dla nas także transport - w przypadku psiaka tak wymagającego jak Gumiś musimy mieć pewność, że opiekun wszystko wie na temat opieki nad nim - i zależało nam aby porozmawiać z opiekunem osobiście. Poza tym w trakcie "rozmów z Tobą" pojawiły sie także pewne komplikacje zdrowotne u Gumisia, które najpierw chcieliśmy wyleczyć - dlatego też wszystko tak długo trwało i zupełnie zrzez przypadek w tym czasie skontaktowali się z nami Państwo, którzy wezmą Gumisia. . Mam nadzieję jednak, że jakaś kolejna bieda będzie miała u Ciebie domek :) Więcej informacji - w niedzielę, gdy Gumiś,już pojedzie do nowego domu. Bardzo, bardzo się cieszymy i dziękujemy wszystkim dogomaniakom za intensywne szukanie domku - dzięki Wam ten psiak nie spędzi zimy na dworze :)
  4. Neigh i kati-k - przepraszam, trochę mnie poniosło. Żyjemy w ciągłym stresie, na skraju załamania nerwowego więc jeśli ktoś ciągle (nie mówię konkretnie o Was, ale niestety jest wiele takich osób) narzeka, że coś robimy nie tak albo powinniśmy inaczej już nie wytrzymujemy. W kwestii wydawania psów - przy wielu przewijających sie ludziach chętnych do zaadoptowania psiaka trzeba jakoś ocenić czy te osoby faktycznie sie nadają i czy zwierzę ta będą miały godną, prawdziwą opiekę. Faktycznie pomyliłam Twoja sytuację z inną, przepraszam za negatywną ocenę. Jest to bardzo trudne i też popełniamy błędy - być może po prostu źle coś oceniliśmy. Wydajemy psy do kojców...ale tez pod pewnymi zasadami. Nieważne, to temat na osobną rozmowę. Neigt - przykro mi, muszę napisać wprost - nie będziemy rozwiązywać problemu globalnie, bo nie mamy w tej chwili możliwości ani czasowych ani finansowych... z tym zresztą chyba trzeba byłoby zgłosić sie do ministra Ziobry. My tu nic nie poradzimy, tu trzeba zmiany prawa... dlaczego świr, którego złapaliśmy został wypuszczony i chodzi bezkarnie? Czy to jest sprawiedliwe? Jak mamy walczyć globalnie jeżeli nawet lokalnie nie dajemy sobie rady. Rodzice Maciusia - dziękujemy, dziękujemy za bazarki i za każde działanie na rzecz Azylu. Myślę, że ten facet nie ma dostępu do internetu i raczej nie czytuje strony i dogo...ale z takim świrem to kto wie. Dziś był u nas pan od monitoringu... narazie nie ustaliliśmy nic konkretnie, bo koszta są uzależnione od tego co będziemy podłączać. Idealnie byłoby mieć kamery, ale niestety trzeba wtedy mieć dociągnięty internet a z tym jest ogromny problem, bo żadna firma nie chce się zgodzić. Szacowany koszt to około 7,5 tysiąca. Ogromna suma....Monitoring będzie założony jak najszybciej, musimy tylko znaleźć dostawcę internetu. Myślę, że kwestia max 2 tygodni. Tez nam sie spieszy, bo już powoli wysiadamy z pilnowaniem Azylu nocą... Dzięki pomocy wszystkich przyjaciół Cichego Kata uzbieralismy już prawie 3 tys złotych... potrzeba jeszcze drugie tyle.
  5. Przepraszamy za bardzo nieregularne odpowiedzi, ale naprawdęzupełnie nie mamy czasu. Kati_k – owszem, wydajemy psy do kojców. Alenarzekając na wolontariuszy chyba jednak zapomniałaś o kilku ważnychfragmentach naszej rozmowy.... pierwszym pytaniem, na początku rozmowy z namibyło to, czy wydajemy psy na próbę, na wszelki wypadek, gdyby się coś działo toczy można go oddać (jak pewnie rozumiesz w pewien sposób wzmogło to naszączujność, nie chcemy narażać naszych zwierząt na stres związany z oddaniem doadopcji i powrotem po kilku dniach)... oczywiście, że zakładamy, że mogązdarzyć się różne sytuacje, które zmusza opiekunów do oddania psa jednakzakładanie tego z góry jest trochę dziwne. Z Waszych wypowiedzi zrozumiałam, żenie chcecie któregokolwiek psa, bo konkretnie chodziło o Kleksa. Jest to, tak jakmówiliśmy w Azylu, pies chory, wymagający intensywnego leczenia, który raczejnie zaadaptuje się w dużym domu – on potrzebuje niewielkiej przestrzeni, którąbędzie znał praktycznie na pamięć. Poza tym Kleks nie może iść do domu na próbę– on tak bardzo przyzwyczaja się do ludzi, że po prostu krzywdą byłoby oddaniego z jakichś powodów... Uprzejmie poinformowaliśmy także, że można obejść azyl,zobaczyć inne psiaki.. ale żadnym konkretnym poza Kleksem nie bardzo byłyściezainteresowane . Wiele z naszych psiaków na pewno miałoby się u Ciebie dużolepiej... ale na psa trzeba być konkretnie zdecydowanym, trzeba byćprzygotowanym na jego ewentualne leczenie itd., itp. Jeśli nadal zależy Wam napsiaki – zapraszamy, cześć z nich np. Ambroży, Buczo, Norma, Irma dobrzeczułoby się w takich warunkach jakie macie im do zaoferowania i na pewno byłybydużo bardziej bezpieczne. Czy nie uważasz, że bardzo krzywdząca jest opinia, żenie stawiamy zwierząt na pierwszym miejscu? Stawiamy je często wyżej niż czasjaki poświęcamy rodzinie, uczelni, pracy... łatwo rzucić jakieś hasło, trudniejpotem taką opinię o schronisku zmienić... Poza tym... prosimy też wszystkich o trochę zrozumienia... my naprawdęnie jesteśmy robotami pracującymi 24 godziny na dobę, a niedziela była kolejnym już dniem który spędziliśmy wschronisku... Wracając do innych spraw – bardzo proszę o niepisanie wswoich opisach, że psychopata został złapany – po pierwsze jest to osobapodejrzana a nie osoba skazana przez sąd i nazwana sprawcą (możemy potem mieć problemy na policji ), po drugie,pomijając kwestię nazwania tego „człowieka” – został on złapany, po kilkugodzinach wypuszczony, nie postawiono mu żadnych zarzutów... więc realnezagrożenie Azylu istnieje nadal i właściwie sytuacja w żaden sposób się niezmieniła. Musimy założyć monitoring Azylu – i bardzo dziękujemy wszystkim,którzy pomagają nam poprzez swoje wpłaty. Dziękujemy za bazarki, za każdąpomoc... Neigt – kara finansowa nierozwiązuje sprawy – myślisz, że taki człowiek przejmie się taką karą? Onprzyszedł do azylu i chciał psa za darmo, bo go nie stać... a skąd miałbyzapłacić grzywnę? Po prostu, po dłuuuugim, długim czasie jego sprawa zostałabyskierowana do sądu grodzkiego i umorzona, ponieważ podejrzany nie miałby zczego zapłacić. Zarzucasz nam, że montując monitoring nie dbamy o inneschroniska? A czy nie uważasz, że w tymmomencie my musimy myśleć o dobru naszych zwierząt i za wszelką cenę coszrobić? Sama napisałaś, że w innych schroniskach jest zwykle na noc tylko jednaosoba – ale u nas nie ma nikogo, więc taka jedna osoba byłaby dla nas aż a nietylko... Jeśli masz jakieś inne pomysły zadzwoń do nas, zaproponuj cos, pomóż wnocnych dyżurach – my sami się gubi, nie wiemy co robić.... My, w obecnejsytuacji, nie możemy stać się głosem ogółu, tylko musimy być głosem naszegoAzylu, bo na wielką akcję społeczną nie mamy ani czasu ani pieniędzy. My musimydziałać już, dziś, w tej chwili... Odnośnie poprzednich głosów – nie ma możliwości rozpalaniaognisk w schronisku – gdyby przypadkiem jakaś iskra się rozniosła w pobliżekojców, gdyby jakiś psiak jakimś cudem podszedł za blisko byłaby tragedia. Taksamo nie możemy nigdzie założyć drutu kolczastego – przy jakichkolwiekdziałaniach musimy mieć na uwadze, że w tym miejscu są zwierzęta – gdyby sięnp. wystraszyły, gdyby którykolwiek jakimś cudem uciekł – mógłby zawisnąć,mógłby się poparzyć – musimy szukać bezpiecznych rozwiązań. Jeśli chodzi o same psiaki – specyfika psówschroniskowych polega na tym, że każdego obcego traktują dość przyjaźnie. Utych obcych szukają domu, pieszczoty, chwili uwagi... to jest dla nich bardzoważne, nie maja zatem instynktu atakowania. Sami uczymy je łagodności,pozwalamy pojedynczo biegać po schronisku, głaskamy, nie straszymy... W naszymschronisku wolontariuszy jest dużo – zatem gdyby psy były agresywne do obcychatakowałyby także nieznanych sobie wolontariuszy. Naszym celem jest znalezieniepsom domu a nie szkolenie ich na strózy azylu – bo wtedy, takiego psa, któregobyśmy tak przygotowali, skazalibyśmy na pobyt w azylu do końca życia. A cóżmożemy mu za to zaproponować....? Przepraszam za chaotyczna odpowiedź, ale piszę ja w biegu...Z pewnych przyczyn telefon 600-634-303 do wolontariusza Krzysztofa popołudniamibędzie nieaktywny, zatem we wszystkich sprawach proszę o kontakt na numer608-235-921.
  6. Przepraszamy za brak odzewy, ale mamy takie urwanie głowy, że nie odpowiadamy nawet na maile i nie jestem w stanie powiedzieć kiedy będziemy mieli więcej czasu na załatwianie spraw internetowych. Wszystkie informacje są na naszej stronie [url]www.schronisko.prv[/url]. pl, gdyby były jakieś pytania prosimy o telefon :600-634-303 lub 608-235-921. W nocy z piątku na sobotę znów ktoś przyszedł...ale o tym zaraz napisze na stronie i skopiuje, bo wybaczcie..ale padamy już z nóg. Co narazie zrobiliśmy? Kojce psów pozamykane są na kłódki (każdy kojec), wzmocniona została siatka kojca przez który za pierwszym razem dostali sie zwyrodnialcy. Jeśli chodzi o zabezpieczenie miejsc przez które wchodzą - za każdym razem były to inne punkty - raz z boku schroniska, raz z tyłu azylu. Nie możemy zabezpieczyć ich żadnym drutem - gdyby psy jakimś cudem znów zostały wypuszczone i próbowałyby wrócić do swoich kojców mogłyby zrobić sobie krzywdę. Poza tym, jak dowiedziecie się z artykułu, nie mamy do czynienia z rozwydrzoną młodzieżą - mamy do czynienia ze świrem, nieobliczalnym świrem - i nie możemy nikogo niedoświadczonego narażać na utratę zdrowia. W tej chwili na noc zostają wolontariusze - ale włamywacz jest na tyle sprytny, że pomimo obstawy i tym razem udało mu się wejść do schroniska, niezauważonym przez nikogo. Wiemy jedno - jedno...albo nasze psy tak panicznie się boją tych ludzi, że nie szczekają ( normalnie, gdy słyszą kogoś obcego w azylu lub za płotem wszystkie szczekają więc jest ogromny hałas), albo znają tego kogoś i dlatego sie nie drą jak zwariowane... choć nie przychodzi nam nikt taki do głowy. Bardzo trudno było znaleźć firmę ochroniarska, która podejmie sie ochrony Azylu - firmy te z reguły chronią budynki a nie tereny. Jedna firma zgodziła się na współpracę, we wtorek mogą przyjechać na oględziny terenu. Z tego co się dowiedzieliśmy koszt założenia monitoringu, urządzeń na tak dużym terenie to około 5 tys złotych, a koszt miesięczny monitoringu - ponad 100zł. Nie mamy tylu pieniędzy, 5 tys to tak dużo... dlatego prosimy o każdą, nawet najdrobniejsza wpłatę - z dopiskiem " na ochronę Azylu" - jedynie to może uratoważ życie naszym zwierzakom.
  7. Dziękujemy wszystkim ciotkom, które wystawiają ogłoszenia Kleksa i podbijają jego wątek. Może wśród wielu fanów yorków znajdzie sie choć jedna dobra dusza, która zaadoptuje takiego biedaka. Jeśli chodzi o stan zdowia Kleksa - bez zmian - choć nie dostaje już środków przeciwbólowych a nadal jest wesoły i pełen życia - więc prawdopodobnie z łapkami już lepiej i nie bolą tak bardzo. O oczach ciężko cokolwiek mówić na pewno leczenie potrwa dłuuugo, dłuugo i nie wiadomo jakie rezultaty przyniesie... o jakichkolwiek rokowaniach właściwie będzie można mówić dopiero gdzieś za miesiąc...
  8. Wg weterynarza szans na jakąs super poprawę nie ma.. ale po tygodniu zakrapiania oczu okazało się, że źrenice zaczynają troszeczkę zwężać się pod wpływem światła, więc jest szansa, że może będzie widział choć kontury przemiotów... Najważniejsze w tym momencie jest regularne zakrapianie oczu (co w schronisku udaje nam się w miarę zapewnić) i domowa opieka (tu już niestety schronisko wysiada...)
  9. Widać, że mooocno trzymaliście kciuki :) Otello dziś pojechał do nowego domu! Zabrali go wspaniali ludzie, którym niedawno odszedł przyjaciel. Otello ma wielki kojec ( z 5 razy taki jak w schronisku) z bardzo wysokim ogrodzeniem, którego raczej nie da rady przeskoczyć, budę z dużym pokojem, przedsionkiem i małym pokojem (serio, sami widzieliśmy, buda jest wielkości namiotu!), mały basenik z wodą w której uwielbia się pluskać i przede wszystkim kochających właścicieli. Poprzedni pies tych Państwa też wyskakiwał przez ogrodzenie więc są oni przyzwyczajeni i odpowiednio przygotowani :multi:. Mamy tylko nadzieję, że pomimo wszystkich zabezpieczeń Otello nic nie wykombinuje...ale chyba nie będzie mu się chciało uciekać z tak wspaniałego domu. Jedna ściana kojca to ściana domu, akurat z oknem, więc Otello może patrzeć co dzieje sie w domu i słuchać swoich swoich właścicieli. Dom - marzenie :) 3majcie kciuki żeby wszystko było ok :)
  10. Nie wiemy skąd dokładnie jest Kleks. Psiak został znaleziony w Strzybnicy, niedużej miejscowości niedaleko Tarnowskich Gór - ale nie mamy pewności czy do Pani która go znalazła sam sie przyczołgał czy został wyrzucony z auta. Gdyby był z tych okolic na pewno ludzie coś by o nim wiedzieli - taki psiak jest przecież bardzo charakterystyczny. Nie dojdziemy kto był jego właścicielem, dlaczego tak zrobił - zresztą nie wiem czy ma to sens - kiedyś, gdy wykryliśmy sprawcę znęcania się nad psem mieliśmy próbę podpalenia, nie możemy narażać życia 52 psów ...teraz najważniejsze jest znaleźć Kleksowi dom, bo w schronisku po prostu sobie nie radzi. Mieszka w pomieszczeniu, ale co to za życie...cały dzień zamknięty w 4 ścianach, samotny... wychodzimy z nim 2-3 razy dziennie, ile możemy - ale w schronisku mamy 52 psiaki, z czego 15 leczonych - nimi tez musimy się zając. Kleks musi mieć indywidualną, czułą opiekę..
  11. Nie mamy pojęcia skąd się wzięła rana - najprawdopodobniej Kleks zahaczył o jakiś gwóźdź i rozciął łapkę, bo rana jest typowo cięta. Jeśli chodzi o wysokość - Kleks ma 37 cm w kłębie, jest nieco wyższy od jamnika.
  12. [B]Od niedzieli 26 sierpnia w schronisku "Cichy Kąt" w Tarnowskich Górach przebywa piękny mieszaniec szorstkowłosego terriera – Kleks. Ma[/B] około 4 lat. Jak ktoś mógł wyrzucić takiegopięknego psiaka? Sami byliśmy bardzo zdziwieniu...okazało się, że powódjest prosty – [B]Kleks nie widzi. [/B] Kleksiu świat poznaje za pomocą węchu i słuchu...[B]Pobyt w schronisku jest dla niego prawdziwym koszmarem [/B]–nowe pomieszczenie, w którym obija się o różne przedmioty, nowi ludzie,których zapach jest dla niego zupełnie obcy, przeraźliwy hałas, któregonigdy wcześniej nie znał :( Pomimo tego wszystkiego Kleks jestniezwykle radosnym, pełnym życia zwierzakiem. [B]Jest niesamowicie łagodny, uwielbia się przytulać, z wielka radością pakuje się na kolana.[/B]Kleks, pomimo młodego jeszcze wieku, ma zaćmę i jaskrę –najprawdopodobniej jest to jakaś wada wrodzona – ślepota postępuje jużod dawna i nie była niestety nigdy leczona. Jedyne co Kleks potrafiodróżniać to jasność i ciemność – prawdopodobnie nigdy już nie zobaczywięcej.... [B]Chorobie towarzyszy silny ból [/B]– wzmożoneciśnienie wewnątrzgałkowe powoduje, że Kleks ciągle pociera łapkamioczy i zdziera skórę z powiek. Na to na szczęście jesteśmy w stanie cośzaradzić – psiak dostał specjalne krople, które obniżą ciśnienie izniwelują ból... dzięki temu Kleks zapomni o istnieniu swoich oczu coparadoksalnie przyniesie mu olbrzymią ulgę. Niestety – [B]ślepota to dopiero początek problemów Kleksia . Jego historia dopiero tu się rozpoczyna... Ktoś[/B],kto może kiedyś, gdy Kleks był ładną, puszystą kulką nawet go kochał, ktoś dla kogo był on może dobrą zabawką dla dziecka gdy pies stał sięciężarem [B]postanowił pozbyć się podopiecznego[/B]. [B]Świetnymsposobem okazało się otrucie, a gdy to nie przyniesie rezultatówutopienie psa. Kleks został spryskany pestycydami, które dostały się dooczu i dodatkowo spowodowały piekący ból – gdy po takiej „kuracji” piesjeszcze trzymał się na nogach został wrzucony do szamba. [/B]Jakimścudem, dzięki silnej woli życia, Kleks wydostał się z dziury iostatkiem sił doczołgał na działkę pewnej Pani, która zlitowała się nadnim i przywiozła nam psiaka. Kleks był straszliwie oblepiony,śmierdzący, zapchlony i wycieńczony. Długo niewyczesywana sierść zbiłasię w wielkie kłaki. Psiaczek był także tak wygłodzony, że prawiepołknął dane mu przez jego wybawicielkę parówki...[CENTER] Wschronisku Kleks natychmiast został wykapany, odpchlony, odrobaczony inakarmiony. Poczuł się choć trochę lepiej. Przy tych wszystkichzabiegach nasz podopieczny nawet nie pisnął...Po dłuższych oględzinachokazało się, że Kleks na lewej, tylnej łapie ma dużą ranę, druga łapajest natomiast poważnie uszkodzona. [B]Najprawdopodobniej Kleks, w wyniku upadku, złamał lub wybił nogę w biodrze. [/B]Narazie psiak jest za słaby aby móc poddać go narkozie i wykonać zdjęcieRTG - nas szczęście dziś miał rentgena - nie ma złamania ani wybicia kości, po prostu łapy Kleksa są silnie poobijane.. Póki co Kleks dostaje środki przeciwbólowe i antybiotyk. [B]Kleks bardzo pilnie potrzebuje nowego domu lub choćby domu tymczasowego.[/B].. [B]domu, w którym będą ludzie mający dla niego wiele cierpliwości, domu spokojnego, w którym Kleks nauczy się swobodnie poruszać. [/B]Pomimoswojego kalectwa Kleks świetnie sobie radzi w codziennym życiu – gdytylko zapamięta gdzie i jak stoją przedmioty, które nie będą zbytczęsto przemieszczane, bez problemów będzie biegał i dokazywał pomieszkaniu. Kleks świetnie reaguje na głos – natychmiast, tropemdźwięku, trafia do wołającej go osoby .... Co ważne, Kleksiu jest takżenauczony czystości i załatwia się wyłącznie na dworze. Gdy tylko Klekspoczuje się bezpiecznie będzie wspaniałym , niesamowicie wiernymkompanem i przyjacielem...[B]Prosimy, dajcie mu szansę...on takbardzo chce żyć i kochać ludzi... Każdemu, kto poznaje to biednestworzenie łzy kręcą się w oczach...[/B] [B][IMG]http://connectit.pl/%7Eorion/images/zoom/Kleks/thumbs/IMGP2105.JPG[/IMG] [IMG]http://connectit.pl/%7Eorion/images/zoom/Kleks/thumbs/IMGP2106.JPG[/IMG][/B] Rana na łapie nie chce sie goić!!! Kleks od dziś musi mieć założony kołnierz aby nie wylizywał rany! To jeszcze pogarsza jego sytuację i samopoczucie!!! [/CENTER]
  13. Stan Romka się poprawił. Stosowany dotychczas lek przynosi widoczne rezultaty. Nie oznacza to jednak, że Romuś jest już zdrowy. Nużyca to paskudztwo, które długo się leczy... ale cieszymy się, że są postępy. Mamy nadzieję, że nie zapeszymy i nadal będzie już tylko coraz lepiej. Romuś nadal ma łyse nogi i część głowy, jednak opuchlizna już zeszła i nie ma już zaognionych miejsc. Trzymajcie za Niego kciuki...
  14. Romek miał robione zeskrobiny, wyszła typowo nużyca. Więcej szczegółowych informacji wysyłam Ci MaxSta na prv.
  15. As przebywa dopiero trzeci dzień w schronisku. Bardzo prawdopodobne, że jest to czyjś pies, który po prostu się zgubił i ktoś może go szukać. [CENTER] [B]Do 1 czerwca trwa kwarantanna Asa i nie ma możliwości jego adopcji ! Jest to jednocześnie czas dla byłego właściciela na odnalezienie psa.[/B] [B]Po tym czasie As będzie mógł być wydany do adopcji. Przedtem jednak zostanie wykastrowany. [/B][/CENTER]
  16. Niestety - Nasia jest bardzo chora i nawet weterynarze nie wiedzą co dokładnie się dzieje. Nasi znów powiększył się guz na sutku - jednak to nie on jest przyczyną problemów Nasi. Guz nie będzie wycinany, ponieważ nie stanowi on na ten momen tak dużego zagrożenia dla zdrowia - a operacja w przypadku Nasi prawdopodobnie skończyłaby się paraliżem tylnych łap. Nasia w zeszłą niedzielę zaczęła ciągnąc tylnymi łapami po ziemi (lekko bo lekko, ale zauważalnie) + miała ogromne problemy z przemieszczaniem się - nawet z jednego bosku do drugiego. Wysoka temperatura jaka panowała tego dnia spowodowała też, że Naśka po prostu stała i dyszała - straszny widok - patrząc na nią polały nam się łzy ze smutku :( Natychmiast przenieśliśmy ją do możliwie jak najbardziej zacienionego boksu. Przez kilka pierwszych dni odmawiała jedzenia i picia... Pani weterynarz stwierdziła, że przyczyną jest najbprawopodobniej kręgosłup - niestety nic nie wyszło na badanicha krwi, które miała przeprowadzone. W tej chwili Nasia dostaje Pyralginum, przeciwbólowo - co umożliwia jej poruszanie się i w miarę normalne zycie. W tej chwili jest już trochę weselsza i ogólnie w lepszej formie, ale to jeszcze nie ta sama Nasia, która znamy. Problem polega na tym, że nie do końca wiemy co właściwie sie dzieje - podawanie leków przeciwbólowych przez całay czas nie jest rozwiązaniem... Nasia w tej chwili na prawdę pilnie potrzebuje domu. Bez problemu może nawet zamieszkać w kojcu, bo jest do tego przyzwyczajona - najwazniejsze byłoby to, żeby miała całodobową opiekę, żeby ktoś obserwował jak sie porusza, jak czuje... schronisko może wspomóc finansowo leczenie Nasi ..tylko byleby był jakiś dom... Dodatkowo wprowadziliśmy Nasi dietę - dostaje karmę w normalnej ilości, w jej obecnym stanie nie będziemy jej przecież zmiejszać jedzenia, bo dobrze, że wogole je - ale jedzenie jakie dostaje ma mniej tłuszczu - Nasia jest dosć otyła, wiec gdyby trochę schudla na pewno odciążył by się jej kręgosłup.
  17. Co prawda nie przynoszę zdjęć jak prosiliście, ale nowe wieści. Moira została Moirą - przy swoim imieniu. Jest już po sterylizacji. Mimo obaw nowych właścicieli Moira spisała się na szóstkę i zaraz na drugi dzień czuła się już nieźle. Spisała się pod tym względem na medal. Obecnie najczęściej przebywa razem z nowymi opiekunami na działce, gdyż tam toczy się ich życie przy słonecznej pogodzie. Na zdjęcia niestety trzeba będzie jeszcze odrobinę poczekać, ale postaram się je zdobyć.
  18. Oczywiście, staramy się zaproponować kogoś innego "w zamian" narazie jednak bez większych sukcesów. Zdjęcia? Postaram się... ale póki co nie posiadam żadnych. W tym tygodniu idę na odwiedziny do Moiry, więc wezmę aparat i pstryknę parę fotek no i na pewno się podzielę :evil_lol::evil_lol::evil_lol:
  19. Megi była już u lekarza. Pani Weterynarz była zaskoczona efektami działania leków. Jest bardzo duża poprawa. Megi ma zmienione kropelki ze względu na to, że jej organizm przyzwyczaił się już do obecnych i znów zaczęła gromadzić się ropa w oczkach. Z tydzień kolejna kontrola, ale fakt jest faktem, że z dnia na dzień wzrok się poprawia. :) Megi widzi już takie nawet najmniejsze szczegóły (np jakaś czerwona niteczka) :evil_lol: Postaram się w najbliższym czasie zdobyć nowe zdjęcia :)
  20. Jutro Megi jedzie na kolejną kontrolę. Zobaczymy co powie Pani doktor. :)
  21. Co prawda żadne zdjęcie nie odda w 100% tego kochanego stworzonka, ale te zdjęcia są super :) Kto pomoże Maksiowi ?
  22. Jesteście wszyscy wspaniali. Chciałem Wam napisać, że do dzisiaj mam telefony w sprawie Moiry. Dzięki Waszym ogłoszeniom w internecie na wielu stronach ludzie zachwycają się tym wspaniałym psiakiem. Kto wie, może dzięki któremuś ogłoszeniu Moiry uda się znaleźć dom dla innego biedaka z Cichego Kąta? A swoją drogą Moira wypiękniała już. :) Całkiem inaczej wygląda pies wylegujący się na tapczanie niż wyglądający zza krat. :evil_lol:
  23. Oto zdjęcia, które otrzymałem od nowych opiekunów Megi. Megi na łóżeczku :) [IMG]http://83.13.226.146/%7Eorion/images/megi/megi14.jpg[/IMG] Megi z misiem, którego już rozwaliła. [IMG]http://83.13.226.146/%7Eorion/images/megi/megi13.jpg[/IMG] Megi i Ramzes + noga fotografa [IMG]http://83.13.226.146/%7Eorion/images/megi/megi12.jpg[/IMG] Megi ssie paluszek. [IMG]http://83.13.226.146/%7Eorion/images/megi/megi11.jpg[/IMG]
  24. Megi widzę codziennie i z dnia na dzień widoczne sa tak duże zmiany, że nawet w najśmielszych marzeniach nie przypuszczalismy, że będzie tak dobrze. Megi ma swój stały dom, w którym jest bardzo kochana. Zaprzyjaźniła się z drugim psiakiem (Ramzesem) i razem jedzą z jednej miski. Megi już trochę przytyła (nadal jest drobniutka, ale żeberka znacznie mniej wystają) - przysmakiem małej jest wątróbka, na która dosłownie się rzuca :) Dziś pierwszy raz została sama w domu - i zrobiła opiekunom wielką, wielką niespodziankę. Nic nie pogryzła, nie wyła i nasikała wyłacznie na gazetę!! Popołudniu już ani razu nie załawtiła się w domu, tylko za każdym razem grzecznie siusiała na podwórku. Mądra z niej istotka :) Trzeba będzie trochę popracować nad jej zachowaniem, gdyż coraz bardziej ujawianiją sie w niej zapędy dominacyjne i typowe dla jamnika zachowania. Pcha się na łóżko, ustawia wszystkich w domu...ale dobrze, że jest juz taka wesoła i pogodna. Jak to szczeniak dzis popołudniu rozgryzła misia - bardzo zdziwiło ją co znajduje się w środku :) Lewe oko jest już w pełni sprawne, prawe już do połowy nie jest zamglone!!!Myślę, że przy tak dobrym i wytrwałym leczeniu uda się w pełni uratowac małej wzrok. W poniedziałek jedziemy do weterynarza i zobaczymy co powie :) Krzysiek dostał dziś zdjęcia Megi z nowego domu, więc jak będziemy mieli możliwośc to wstawimy :) Dziękuje jeszcze raz wszystkim, którzy tak chętnie i z tak dużym zaangażowaniem zgodzili się pomóc małej - na szczęscie jej historia, miejmy nadzieję, zakończyła się szczęśliwie i wierzę, że całe jej życie przebiegnie pod takim własnie wielkim usmiechem szczęścia :)
×
×
  • Create New...