-
Posts
1448 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by rybon36
-
wysłałąm ale jakoś to tak dziwnie wyglada, ktoś się pojawia na chwilę i z tego długu wybiera nie to, co jesteśmy winni w hotelu a transport, który jest bardzo dyskusyjny i jest dość niechlubną samowolą rzekłabym . Wysłałąm tej Pani priva ale nie odpowiedziała. SZUKAMY DOJŚCIA DO JAKIEJŚ FUNDACJI DLA FILIPA
-
Filipa trzeba umieścić w jakiejś fundacji, ani DS ani DT go nie weźmie, on wygląda jak Quasimodo, jest oszpecony i w dodatku jest takim średnio dużym wiejskim kundlem, jemu trzeba tam, gdzie są psy on kocha towarzystwo, po odjeździe Polki jest strasznie samotny, wyje po nocach. w fundacji będzie mu dobrze. A gdzie podziała się ta Cioteczka, co opłaciła transport FIBI?, ona mówiła coś o jakichś możliwościach fundacyjnych, czy ktoś zna tę Cioteczkę?
-
posłuchajcie, w sprawie Dziada, to jedzie do Rokitna, już omawiałam szczegóły z panią Gittą, tą Niemką, włąścicielką, musimy tylko poczekać na powrót z urlopu jednego z moich lekarzy, który zastąpi mnie na chirurgii. Poza tym reszta nie jest stara, FILIP, błagamy o jakies miejsce dla Filipa, ona ma półtora roku, jest nużykiem od szczeniaka, dostaje obecnie iwermektyne doustnie, wygląda zupełnie ok, tylko na pysku i łapach ma włosy zdegenerowane i tak pewni pozostanie już na zawsze, jest to bardzo dobyry psiak, prosimy, pomóżcie FILIPOWI, pozostali w kolejce, to Biała i Wafelek, ci są na już, koty rozdysponujemy na miejscu
-
słuchajcie, są wakacje, ja jestem bliska samobójstwa, należą się nam 2 dni urlopu, Dziad jest pocket size, zupełnie chętnie oderwiemy się z Alą od tego koszmaru i pojedziemy tam pod ten Gorzów, mam w Wałczu metę nad jeziorem i w Słubicach i w Kostrzynie nad Odrą, Dziad nie zabierze dużo miejsca, nie trzeba z nim godzinami spacerować, jak coś się nam nie spodoba, to odpoczniemy 2 dni, zawiniemy Dziada i wrócimy do domu, tylko tak, naocznie można się najlepiej przekonac o tym , czy miejsce jest dobre czy nie, co o tym sądzicie?
-
oczywiście, że nie, namiary przysłała mi agaga21, na domek dla staroci w Rokitnie , do Justyny a ta znalazła miejsce dla niego u pewnej Niemki z okolic Gorzowa WLKP a dokładnie pomiędzy Gorzowem a Szczecinem, rozmawiałam z obiem i tyle wiem, mamy go zawieźć z Ala po 6 ale dokładnie jeszcze z nimi tego nie ustalałam, tylko my z Alą między soba a do pani tej mam dzwonić dziś wieczorem obgadać szczegóły
-
Biała - 3-letnia biszkoptowa suka wysterylizowana w naszej przychodni, wielkości foxteriera, ale na krotszych lapach, wygląda troche jak karłowaty labrador. Wesola, czujna z tendencją do dominacji wśród suk. Kocha kanapy, ale może mieszkać w budzie. Zostala znaleziona bardzo zabiedzona na stacji benzynowej niedaleko Mińska Maz 2 lata temu. Lubi dzieci, jest grzeczna, nie niszczy. Wafel - ok 5-letni, czarny kundelek wielkości jamnika, wykastrowany w naszej przychodni, bardzo kontaktowy, czujny. Typu postrach nogawki listonosza. Pies od szczeniaka mieszkający w slumsach mińskich z pijaczkami. Trafial do nas wielokrotnie pobity lub pokaleczony. Przyprowadzany raz przez samych pijaczków, raz przez przygodnych ludzi, którzy się nad jego losem zlitowali lub przez dzieci z pobliskiej szkoły. Aż któregoś dnia zostal przywieziony w stanie tak ciężkim, że musiał być 3-krotnie operowany, zeby pozbierać go do kupy. Ze względu na brak możliwości opieki nad nim przez nietrzeźwiejących opiekunów, pozostał w lecznicy do calkowitego wyleczenia, następnie wykastrowany. Wielokrotnie podejmował próby ucieczki i powrotu do swego dotychczasowego miejsca zamieszkania, jednak któregoś dnia dobrowolnie postanowił zostać z nami. Może mieszkać w budzie, bo nawykły jest do ciężkich warunków. Jednak kocha kocyki, kolanka i oglądanie TV. Jest psem zdrowym, podobnie jak Biała. Najlepiej byłoby znaleźć im wspólny dom, bo Biała i Wafel są ze sobą bardzo zżyte. Wiemy, że to trudna sprawa, więc jeśli ktoś zdecyduje się pomóc choć jednemu z nich, będzie to i tak wielki sukces. Zarówno Biała jak i Wafelek są psami bardzo mądrymi i karnymi.
-
Filip- pies półtoraroczny, wielkości boksera, z wyglądu kundel owczarkowaty z klapniętymi uszami. Jest u nas od roku, trafił z lasu z uogólniona nużycą, ze względu na nawroty jest teraz codziennie na lekach doustnych, jest wesoły, lubi ludzi i koty ale choroba pozostawiła na nim piętno w postaci kiepskiej jakości owłosienia na łapach i pysku i zwałów pofałdowanej skóry, troche jak u shar peia. Nie sądzę, żeby mimo tego, że jest dobrym psem i oddanym stróżem ktokolwiek chciał go zaadoptować. najlepiej, żeby trafił pod skrzydła jakiejś fundacji. Pilnie do umieszczenia . Dziadek - pies powyżej 15 lat życia, wielkości jamnika, płowy. Trafił do nas w stanie śpiączki rok i 8 m-cy temu. Zostal znaleziony przez gimnazjalistów na peryferiach miasta z temp 32 stopnie C, caly łysy, poraniony i ze sladami łańcucha na szyi, na którym sądząc z rozległości blizn, tkwił przez cale swoje życie. Po tygodniu leczenia odzyskał przytomność i ze względu na nieadopcyjność został z nami. jeszcze w zeszłym roku szczekał i sadził się do innych samców, teraz żyje wylącznie w swoim odrealnionym swiecie. Jest głuchy, niedowidzi, nie szczeka, czasem kogoś z nas poznaje. Niestety często zapomina po co wychodzi się na dwor. Najbardziej lubi wygrzewać się w słońcu i spać na kocyku. Toleruje inne psy i koty. Jest wykastrowany. Poza wszystkim jest w doskonałej kondycji fizycznej :)
-
jestem szczerze wzruszona, nie spodziewałam się takiego odzewu. Jutro Ala z komputera w pracy wpisze na 1 wątek wszystko co i jak a najlepiej wklei to, co ja napisze jutro w pracy, bo teraz nie ma szans, wywala mnie co drugie słowo. rzeczywiście jest 7 psów i dług u jamora, przy czym psy niestety nie wszystkie są chodliwe a właściwie wszystkie nie są, bo choć część jest zdrowa, są to zwykłe kundelki i to obrazowo rzecz ujmując podbające się wyłącznie nam. 3 z nich to schorowany 17 latek z Alzhaimerem, częściowo sparaliżowany psiak z wózeczkiem wielkości niedużego jamniora oraz kundel wiejski wielkości boksera z przewlekłą, uogólniona nużycą - obecnie zaleczony ale śłady pozostana prawdopodobnie na całe życie. 3 pozostałe są zdrowe. Mam nadzieję, że Ali uda się wkleić zdjęcia biedaków. Miały u nas cichą przystań do momentu aż się pani od nieruchomości coś w głowie nie pokićkało. My tracimy miejsce pracy a psy dom i opiekę lekarską :(
-
żaden psiak nie ma DS-u, dwa są na tymczasie płatnym, dwa ukrywamy w szpitalu, jeden siedzi w kojcu i wyje, więc nasze dni sa skrócone o to wycie, Fibi pojechała do Węgrowa ale czy tam ma szanse zostac nie wiemy. Ona goni koty a tam jest kot :(. Jeden jest jeszcze u mnie w domu, bo nie ma możłiwości go zostawić w lecznicy. Razem jest ich pod mpoja opieką 12 sztuk w tym 3 moje własne plus 2 rezydentki .
-
ja tego po raz drugi nie skomentuję, swoje stanowisko w tej sprawie podtrzymuję. Odeślesz jutro ten rachunek i poprosimy o taki, który dotyczy naszego czy tam mojego zlecenia. Ciekawe co jeszcze się wydarzy interesującego w najbliższym czasie, bo nic mnie już nie zdziwi chyba.Ala napisz tu co wpłynęło, na co poszło a na co było przeznaczone, czy osoby wpłacające wpłacały na rzecz czy na hotel? czyli czy na pomoc Fibi czy na sam hotel i dlaczego w takim razie nie wpłacały na konto jamora. zrób zestawienie tego, co do tej pory zostało jamorowi wpłacone i jeszcze raz tę kwotę, która jest naszym długiem. To musi być czarno na białym. Wklej tu zdjęcia Dziada, Muszka, Filipa, Białej i Wafla z tamtego wątku , dla porządku
-
chciałabym w to wierzyć, póki co jedyną wielką akcją okazała się być akcja jamora :( tylko nie wiem czy taka chwalebna ale nie mnie to oceniać. Na cito jest potrzebny dom dla Dziadka - żeby mmógł spac w cieple a przebywac w ogrodzie, bo czasem zapomina, po co się wychodzi, dla FILIPA, który jest wielkości boksera, jest miły, towarzyski ale dostaje codziennie doustnie iwermektynę, żeby opanować sprawę nuźycy. Jest porośnięty ale miejscami sierść jest inna niż normalnie - szczególnie na łapach i pysku, taka krótka i szorstka. Może tak być, że nigdy ładny nie będzie. Filip mieszka w budzie, umie szczekać, jest spokojny ale dom dla niego choćby tymczas jest niezbędny na przedwczoraj. Filip ma półtora roku. Potrzebne sa ogłoszenia , potrzebne są pieniążki, choćby część, żeby opłacić hotelik
-
Dzięki wielkie, pomoc bardzo się nam przyda, musimy się najpierw nie dać i przetrwać a potem jakoś wypłynąć na powierzchnię ale to potrwa. Do nowego lokalu będziemy mogli zabrać tylko 1 psa i być może koty, do oddania pozostaje 6 psów - 3 zdrowe a na specjalne warunki Muszek i Dziadek i Filip ( pierwszy z niedowładem kończyn tylnych a drugi 17 letni ze sklerozą sięgającą Everestu). Dramat w tym, że tak mało jest chętnych do adopcji jakiegokolwiek psa a ja w związku z moją sytuacją rodzinną mam takie ograniczenia czasowe, do tego te problemy lokalowe a wyrzucić nas mogą z dnia na dzień i co wtedy?
-
no właśnie, ja jestem teraz albo w warszawie albo w pracy i za nic nie mam możliwości ej niż kilkanascie minut dziennie, latam po prawnikach, usiłuję ogarnąć nasz byt, potrzebni sa wolontariusze, którzy moga nam w tym pomóc, Ala pracuje na 2 etaty i w biurze nie może zajmoać się niczym innym jak pracą. Ja w domu nie mam netu, bo mieszkam na wsi i możliwy jest net tylko radiowy a zasięg jest na jedną kreskę, teraz jestem u znajomych i korzystam z netu grzecznościowo. W lecznicy, kiedy lekarze przyjmują nie można siedzieć na dogo, bo oni korzystają z programu lecznicowego. To wszystko wygląda raczej pesymistycznie
-
poza tym my nie jesteśmy wolontariuszami, do nas nie zgłaszają się Ciotki, które chcą pomagać choćby w prowadzeniu wątków, rozsyłaniu ogłoszeń, maili. To jest kolejny potrzebny u nas a zupełnie nierealny etat. Robimy co możemy i co umiemy a efekty jak widać są zupełnie odwrotne. Wniosek z tego, że zwierzętom można pomagać tylko wtedy, jeśłi się ma pełniutki portfel. No cóż, chyba pozostane przy swoim zdaniu na ten temat. Gdyby nie sytuacja z właścicielem budynku wiele zwierząt miałoby jak dawniej u nas schronienie i pomoc - ZA DARMO, jak dotychczas ale w myśl zasady - umiesz liczyć, licz na siebie moje zdziwienie w tej sytuacji nie powinno mieć miejsca. Jeśłi ktoś może nam pomóc w jakikolwiek sposób BEZINTERESOWNIE i rozwiązać część zaistniałych problemów będziemy wdzięczni, bo cała ta sytuacja spędza nam wszystkim sen z powiek
-
właścicielka przychodni jestem ja i nieprawdą jest, że nie dowiadywałam się o Fibi, kilka razy rozmawialiśmy , dostawałam zdjęcia. mam Panu dosłać zaświadczenie lekarskie o stanie zdrowia mojego ojca? czy może pisma od właścicielki domu, w którym mamy przychodnię. bez względu na to, jaka jest sytuacja psa się tak ot po prostu nie odwozi. nie odbierałam telefonów, bo nie zawsze mogę. Można było napisac smsa i poczekać aż oddzwonię. Ja nie jestem włąścicielem Fibi, udzieliłam jej tylko pomocy i w miarę możłiwości opłacałam jej pobyt u pana. Arek w istocie nie wiedział, bo jest na urlopie i dopiero po napisaniu smsa oddzwonił do nas. Nie obchodzi mnie ile Pan bierze za transport. Arek od nas nigdy grosza nie wziął, więc oddamy panu pieniądze wyłącznie za hotel, bo żadnego zlecenia co do transportowania psa nie było. Ja ja w nocy wiozłam do Węgrowa 40 km w jedna stronę i nie obciążyłam tym nikogo, więc o zwrocie za ten transport nie może być mowy. Bez względu na sytuację uważam, że tak się nie robi. Ja też mam usługi, nie jestem matką Teresą, za friko leczę wszystkie bezdomniaki i potrzebujące, pokrywam koszty strat, zjedzonych bud, kanap itp z własnej kieszeni, bo to nie mumie a psy i bohaterki z siebie nie robię w tym względzie. nawet gdyby argument braku kasy był wystarczająco ważny, to nigdy nie zaryzykowałabym takiej akcji, żeby spakowac psa i bez sprawdzenia, czy jest na miejscu co z nim zrobić i komu zostawić nie przywiozłabym go i nie zostawiła. Przecież nie wręczył Pan tego psa mnie a jednemu z moich lekarzy, który nie był zleceniodawca, prawda? A zniesławieniem prosze nas nie straszyć z łaski swojej, bo to niestosowne. Ala jest dorosłą osobą, poza tym każdy z nas jest odpowiedzialny za inny sektor naszej działalności, więc jesłi Ala się kontaktowała z Panem to tak, jakbym ja to robiła osobiście.