Mnie się wydaje, że problem się zaczyna już na samym początku. Przyjmowani na etat (z tego co czytałam) nie są to ludzie, Którzy posiadają kwalifikacje i chęci (oczywiście nie wszyscy) aby poomóc tym zwierzakom tylko są to ci co mają plecy. Przede wszystkim gdyby dyrekcja schroniska miała inne podejście byloby już lepiej. Robienie prowizorek już samo w sobie to strata pieniędzy. Mieszkam w Warszawie od urodzenia i niesłyszałam aby Paluch organiazował dużo jakichkolwiek akcji. Jeśli już są to tylko chyba dzięki fundacjom i wolontariuszom a dyrekcja też powinna mieć swoje pomysły. Jak byłam w liceum (fakt ze to kilka lat temu) Dyrekcja mojej szkoły zaproponowała, że przywiezie swoich uczniów aby pomogli (czywiście tylko chętnych). Mieliśmy liste 50 osób, które faktycznie chciały pomóc i pewnie kilka psów znalazło by domki. Niestety dyrekcja mojej szkoły spotkała się z odmową. Z tego co tu czytałam to jednak miałam racje bojąc sie wysłac tam pieniądze ( nie mam takiego odczucia pomagając innym schroniskom finansowo) Na Palucha dawałam tylko rzeczy. Co do psów w schroniskach w całej Polsce niestety chyba niewiele sie zmieni dopuki ludzie będą mogli sobie zwierzęta "wymieniać". U mnie na podwórku mieszka dziewczyna która w ciągu roku miała chyba ze 4 rózne psy bo coś tam niepasowało. Z resztą gdzieś też opisałam sytuacje jaką miałam z rodzicami (w sumie to to samo). Ok w przypadku psów rasowych jest możliwa wymiana u hodowcy, ale kto przyjmie spowrotem kundelka?? Ja akurat przez dlugo okres czasu miałam kundelki w domu bo albo znalazlam albo coś tam było w każdym badź razie zawsze jak podjęłam decyzje, że pies jest mój to niezważając na nic był nim do śmierci. Jeśli ja psa nie chciałam lub nie mogłam być szukałam mu domu do skutku nieoddajac do schroniska i latając po weterynarzach ( w sumie czasami miałam wrażenie że sama mam schronisko dla zwierząt). Biorąc pod uwagę jaka jest sytuacja prywatnych przytulisk gdzie nie ma kasy ale jest chęć pomocy zwierzętom i miłość do nich wydaje mi się, że jest im o wiele lepiej niz w niektórych prywatnych schroniskach mimo, że czasami te psy mogą niedojadać, ale samopoczucie psów jest dużo lepsze. Poza tym też już o tym pisałam dopuki w schroniskach będzie tyle zwierzat niestety nie ma możliwości dobrania psa do człowieka, ponieważ nie sposób poznać 600 psów. Sama mam sunie ( która nie jest sterylizowana) ale zawsze pilnowałam jej w czasie cieczki, raz uciekła ale tego samego dnia poszłam na zastrzyk i szczeniaków nie miała. Ale tak jak rozmawiam na spacerku z pieskami z ludźmi jak rozmowa schodzi własnie na szczenięta zdarza się dość często jak ludzie mówią, że dopuścili sunie specjalnie bo powinna mieć szczeniaki. Dla mnie to jakaś kompletna bzdura. Teraz mam sunie drugą już (żegnajcie marzenia o hodowli :) )która jest psem rasowym ale niesty od pseudohodowcy (2 miot w roku :( ), która jeśli zdrówko pozwoli będzie sterylizowana. Przepraszam, że tyle o sobie ale jakoś łatwiej mi jest przedstawić mój tok rozumowania na własnych przykładach.
Co do Palucha jeszcze błedem byłowymienianie "starych" wolontariuszy na "nowych", ponieważ teraz to już nikt nie zna tych psiaków i jest większe prawdopodobieństwo, że ludzie będą zwracać zwierzęta bo coś jest nie tak. Teraz to chyba tylko garstka ludzi wie które zwierzęta tylko do domu z ogrodem, które do mogą być z dziećmi. Ja osobiście nie wiem czy teraz zaryzykowałabym wzięcie psa z Palucha, ponieważ jestem osobą młoda będę chciała mieć dzieci a niestety uważam jeśli psiak byłby agresywny w stosunku do dziecka oddałabym. Oczywiście nie mówie tu o podchodzeniu psa do dziecka obwąchiwaniu go czy nawet powarkiwaniu lub w późniejszym okresie jak już dziecko starsze i meczy zwierzaka lekkim ugryzieniu czy szturchnięciu. Niestety albo stety nie jestem panikarą pod tym względem i mogłoby przez to dojśc do tragedii.