Ja zjawiłam się tylko w sobotę w Lesznie, bo nie będe wam opowiadać histori z niedzielą... Nie przeszłam eliminacji, bo piesek (tak mówiła właścicielka) ma tendencje to trzęsienia się na ringu, ale cóż, nawet najlepszym się zdarza. Płaczu nie było, ale za to był usmiech i nadrobimy ta stratę w Czaplinku ;)