Jump to content
Dogomania

jambi

Members
  • Posts

    4744
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by jambi

  1. [quote name='farmerka63']Jambi - proszę nie strasz! Zamówiłam u Koosiek pakiet ogłoszeń. Niezależnie od nich jest już na allegro... Sugerujesz jakiś bezpieczny tymczas ?[/QUOTE] tfu! tfu! tfu! tfu! tfu! tfu! taak... farmerko, sugeruję... tylko nie weim czy Tobie się spodoba to co sugeruję...
  2. [quote name='Paula03']Są nowe zdjęcia. Niestety nie ma na nich smutnej kudłatej suni, ale jest wesoła i szalona Molly![/QUOTE] no to faktycznie problem jest ... ;) ależ ona jest cudna! dla mnie to taki jamnikowaty sznupek o przepięknych oczach :)
  3. [quote name='Andzike']No wciskam ją komu się da i nikt jej qrde nie chce. Rzyga w samochodzie, sika w domu, szczeka na działce jak wiejski burek. Rzuca się na jedzenie jakby była głodzona całe życie, męczy inne psy nieustannie zachęcając je do zabawy... Gdzie ja znajde takiemu potworowi dom? ;) [SIZE=1]Kocham ją bardzo... [/SIZE][/QUOTE] no jak ją tak "wciskasz" przy takiej reklamie to może się dłuuugo zasiedzieć ;) a wogóle tak czytam i czytam i w sumie to mi wychodzi, że ona taka mocno nieadopcyjna jest.... a zdjęć jak nie było tak nie ma... nie będzie?
  4. Reksio, na łańcuchu, w szczerym polu, ufny do człowieka... oby nie stał sie ofiara jakiegoś zwyrodnialca!
  5. no prosze ja was :crazyeye: ... ja tu wchodze, żeby poczytac o tym czy Czoko już na DT a tymczasem... :mdleje: [quote name='Mantis']To samo pomyślałam ;) A niby takie grzeczne, nieomal autystyczne dziecko, a tu proszę, sprzątnął Sziszuni domek sprzed nosa :lol: [/QUOTE] cwana gapa! :lol: najpierw wszyscy myśleli, że to panienka, a potem robił za "osiołka" a tymczasem przeprowadził cichaczem niezłą akcję podprowadzając domek otwartej i wesołej Sziszy ;) [quote name='Andzike'] [URL="http://img375.imageshack.us/img375/6337/kudlate8.jpg%20[ %20/IMG"]http://img375.imageshack.us/img375/6337/kudlate8.jpg [/URL][/QUOTE] CUDOOOO!!!! :-o [quote name='divia_gg'] A szara sunia wlasnie przez to miala farta ze byla z Szisza w boksi. No chyba ze nie nadazam:evil_lol:[/QUOTE] ale wiecie co? ta Szisza to jakaś czarodziejka jest... dzięki niej Szara wyszła ze schronu, dzięki niej Czoko znalazł dom.... :roll: właściwie - Karmel :p
  6. ach to do nich??? oni mieszkaja niedaleko Pól Mokotowskich, ja ich tam widziałam pare razy, jeszcze zanim się dowiedziałam, że Mesia jest z szczecińskiego TOZu :)
  7. Dziewczyny, nie piszcie w ogłoszeniu że "zmęczona życiem suczka"... to nie jest dobry tekst, może "spragniona uczucia" albo coś w tym stylu ;) acha! melduje że poszła moja deklaracja za wrzesień :)
  8. WoW!! Saththa! cóż za pięęękny bannerek!!!:crazyeye: [quote name='Saththa'] Ja za czasów mojego jamnika dziękowałam komu tylko się dało, że ważył tylko te 12 kg ( wiem, że sporo ale on ogólnie duży był z metra cięty- od czubka nosa do koniuszka ogona dokładnie 101 centymetrów ;) od przeciętnego jamnika dwa razy wyższy ;)) [/QUOTE] :hmmmm: Saththa a jesteś pewna że to był jamnik? z opisu Twego wnoszę, że przypuszczalnie mógł to byc basset... chociaz te 12 kilo to jakby przymało na basseta, ale te 101 cm ??? toż to kaaawał chłopa był! :lol: [quote name='Saththa'] Droga do weterynarza zawsze wyglądała tak samo. Do autobusu, potem z autobusu jakieś 12 metrów i na środku pasów STOP :mad::mad: I Od tej pory jakieś 300 m. z psem na rękach... I zawsze tak sobie myślałam, że z dużym psem nie dałabym rady :shake::shake:[/QUOTE] no ja podobne rzeczy ćwiczyłam z moją Joko :roll: ta panieneczka łagodna jak owieczka, nigdy nie używająca akcesoriów w stylu smycz, kaganiec, gdy tylko zbliżaliśmy się na 20 metrów w pobliże Kliniki wykonywała nagły zwrot, omijanie i za nic w świecie wejść do środka nie chciała z własnej woli, w związku z tym nie pozostawało mi nic innego jak wniesienie panny do środka... bagatelka - 15 kilo :p za to u weta, mój święty pies o anielskim usposobieniu zmieniał sie jak pod wpływem zaklęcia w istotę z piekła rodem i to było jedyne miejsce w którym na pysiu Joko lądował kaganiec... Doktor Jekyll i Mister Hyde... :evil_lol: [quote name='Saththa'] Za to Tazzman obecne futro z kolei kocha weterynarza swego :evil_lol: Zreszta z racji tego, że mamy jak ja to nazywam 3w1 weta, groomera i hodowce w jednym zna ich od małego i od momentu wysiadki z samochodu ja na pietach sunę do furtki (moje biedne butki:angryy:) potem następuje już w pomieszczeniu wielka radość zazwyczaj zwięczona sikiem :evil_lol: Ale z dwojga złego to ja wole w tą stronę bo tych 35 kg to ja nie uniosę na dzień dzisiejszy :cool3: [/QUOTE] Widac sznaucery tak mają :p, i nie łudź się jeśli na dzień dzisiejszy nie uniesiesz 35 kilo, to tym bardziej w przyszłości ;) zwłaszcza jak Ci przekroczy 40 kilo :evil_lol: i w razie takich wizyt zamiast butów proponuje Ci wrotki - to i psu łatwiej będzie i obcasy oszczędzisz :eviltong:
  9. [quote name='eria'] Ot taki mam teraz luksus, którego z Kreonem nie miałam,bo on zanim zdecydował się na koo to musiał mieć przynajmniej 30 minut intensywnego spaceru z bieganiem za piłką ;) [/QUOTE] a widzisz! właśnie o to mi chodziło, bo u mnie zanim będzie sioo i koo to najpierw jest zwiedzanie okolicy, rozruszanie kości, "czytanie" wiadomości zostawionych przez inne psy i tak nam sie schodzi, 10 minut z wyjściem i wejściem by nie przeszło - zwłaszcza z rana ;) a co do 9 lat i tego, że "każdy przeciętny pies w jej wieku ma 10kg nadwagi i ledwo się porusza", muszę Ci powiedzieć, że mój Aron mimo swego wieku nadal nie ma nawet grama nadwagi (mimo kastracji) a jeszcze jako 10-ciolatek śmigał jak głupol, teraz mu sie porobiło... za to małe maupy mają prawie 9 i 11 lat i torpedują jak szalone :) a za motylki - :klacz: ja się niestety na żadnych owadach nie znam
  10. [quote name='Fides79'] po za tym ze oko ropieje to zachowuje się normalnie, czyli szczeka, skacze, szaleje...:evil_lol:[/QUOTE] musiałam to przeczytać kilka razy zanim do mnie dotarło... bo na początku za każdym razem wychodziło mi, że to oko zachowuje sie normalnie czyli szczeka skacze i szaleje...
  11. No gratuluje podboju Wrocławia!!! :multi: [quote name='Doginka'] Oj Weszeczko zdrówka Ci życzę, żebyś na kluba się wyqrowała;-)[/QUOTE] ejże...:roll: [quote name='Od-Nowa']brr, rozchorowałam się po wystawie na całego :-( nie bardzo widzę na oczy :-) jakie zdjęcia chcecie w pierwszej kolejności Vesprzaka ciąg dalszy czy Furlątka?[/QUOTE] tak to jest jak się patrzy kto pisze :evil_lol: a ja poprosze Furlę jeśli można :eviltong:
  12. [quote name='Maalwi']Już 3 dni przeglądam tego bloga! jest super! : D[/QUOTE] 3 dni? w sumie nic dziwnego, tyle tu dziewczyny napletły ;) [B]witaj Maalwi :multi:[/B] [quote name='Saththa']Kłaski dla fytrzastych [/QUOTE] Saththa głaski dla futrzastych przekazane! :) bo rozumiem że o to chodziło :megagrin: [quote name='weszka'] Wracają wspomnienia Bunieczki :( Też tak miała. Niestety starość się nie udała ani ludziom ani zwierzakom... Trzeba wspomagać staruszki na ile się da i jak długo się da żeby miały komfort życia. Taka nasza odpowiedzialność za te cudne stworzonka. A ta łysinka to gdzie? Bunia miała takie po bokach, na wysokości pachwin mniej więcej i związane to było z problemami tarczycowo-hormonalnymi. Brała leki i zarosło. Pozdrawiam was wszystkich ciepło :)[/QUOTE] Dziękujemy za pozdrowienia :buzi: łysinka na wysokości lędźwii, jak mu "wyszło" latem tak już nie odrosło, skóra zrobiła się ciemniejsza i tylko meszek jest. Joko tak miała. Miała łysinkę od połowy pleców do zadu, ale u niej to było związane z problemami hormonalnymi (nowotwór w macicy) Leczenie kota nadal trwa, co prawda juz nie latamy do weta, ale zostaliżmy wyposażeni w tabletki, płyn dopyszczny i dodatkowo maść... bo żeby było fajniej, to prawdopodobnie ta cholera ma alergie na karme... jakby mało było :razz: ... mój budżet powoli zdycha... :shake: Ja bardzo lubie weterynarzy, czuje do nich jakiś taki niezrozumiały sentyment :p ale chyba zacznę ich omijać szerokim łukiem :shake: bo wychodzi na to, że moje stado podziela moje uczucia, dbając o systematyczność wizyt i kultywowanie wzajemnych sympatii ... Aron kochał weterynarzy całe swoje życie, od pierwszej wizyty, mimo, że odbyła się w warunkach mało atrakcyjnych - szczenie zabrane od mamusi, zarzygane w otoczeniu obcych jeszcze dla niego osób. Jednak nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia :) dzielnie zniósł wizytę obwąchując wszystko, próbując ściągnąć weta z krzesła za jego własną nogawkę i konsumując próbkę karmy dla kotów firmy H. leżącej nieopatrznie otwartej, po której dostał sraczki :p Nigdy nie miałam problemu z wprowadzeniem go do Gabinetu weterynaryjnego, co więcej, kiedy na spacerze przechodziliśmy obok weta, Aron pakował mi się zawsze w kierunku drzwi i stanowczo żądał żeby mu otworzyć :lol: To jego upodobanie do weterynarzy pozwoliło aby mój pies zasłużył sie dla nauki, przyczyniając się do wyhodowania przyszłych zastępów lekarzy weterynarii oraz do ratowania życia swoich pobratymców. Gdyby Aron był człowiekiem, zapewne jego pierś zdobiłaby Złota Odznaka "Honorowego Dawcy Krwii", ale że natura stworzyła go psem, to jedynie jego szyję zdobi chustka z napisem "ratuję życie" :p Natomiast jeśli chodzi o te zasługi dla nauki :razz: to... A było to tak... gdy Aron był jeszcze w miarę młodym sznaucerem pewnego dnia zadzwoniła do mnie znajoma, będąca wykładowcą na SGGW z propozycją uczestnictwa w zajęciach dla studentów Weterynarii. Chodziło o to, że teoria teorią, ale Ci młodzi studenci powinni mieć możliwość przetrenowania tego co nauczyli się teoretycznie na żywych obiektach, w związku z czym potrzebne było zorganizowanie pewnej grupy takich obiektów. Jako że dysponowałam wówczas i przedstawicielem gatunku "pies" i przedstawicielem gatunku "kot", zgodziłam się wziąć udział w takich zajęciach. Gdy przyszło do rzeczy, na zajęcia stawili się: York, buldożek francuski, dwie "cziłały" i tylko jeden normalny pies czyli mój Aron. Jeśli chodzi o koty, mój Michał był jedynym kotem biorącym udział w tych zajęciach, które jak się okazało miały dla niego fatalny skutek... Grupa studentów została podzielona na podgrupy, a do każdej podgrupy zostały przydzielone psy. Kota zostawiono "na deser". Początkowo, ku mojemu zdumieniu i zniesmaczeniu zarazem wszyscy studenci chcieli uczestniczyć w badaniu Yorka i pozostałych maluchów. Przy mnie zostały dwie osoby... Najpierw wykładowca prowadzący powiedział studentom czego po kolei po nich oczekuje, po omówieniu wszystkiego przy moim stoliku pozostała jedna osoba... druga wycofała się mówiąc "ohohohoooo" cokolwiek to miało oznaczać :roll: Gdy przystąpiono do realizacji ćwiczeń, polegających na : po pierwsze ułożeniu psa na stole, przeprowadzeniu symulacji badania, macaniu łap, uszu, oczu, pyska, odbytu i całej reszty psa przy moim stole stała jedna osoba, z którą ucięłam sobie krótką pogawędkę, natomiast przy pozostałych stołach... :crazyeye: co tam się działo! luudzie! wydawało się, że na sąsiednim stole siedzi nie jeden York ale całe stado Yorków do tego z zaawansowaną wścieklizną, buldożek uciekł właścicielce i próbował się schować pod szafką, natomiast chihuahuy wspólnie wydawały odgłosy niczym nie przymierzając trąby jerychońskie... i nagle przy "moim" stoliku zaczęło się robić pełno! studenci bowiem zobaczyli, że jedynie to cytuję: "wielkie czarne bydle" :roll: zachowuje spokój i opanowanie i pod pretekstem że "eee na większym psie lepiej sie robi" przychodzili do nas. Skończyło się na tym, że wypchnięto mnie gdzieś na tyły i zaczęto molestować mojego psa, który niczym fantom leżał nieruchomo i pozwalał ze sobą robić [U]wszystko[/U] :p a więc było: wnoszenie na stół (miło było popatrzeć jak 3 wątłe studentki próbują wznieść na wyżyny moje 45 kilo psa) obwiązywanie pyska bandażem po uprzednim policzeniu wszystkich zębów, świecenie w oczy, nos, uszy, zginanie łap, macanie po jajkach (a raczej po ich wspomnieniu) i mnóstwo innych zabiegów, uznanych za "niezbędne konieczne"... w efekcie wszyscy byli zadowolenie - York i reszta maluchów bo zostawiono ich w spokoju, studenci bo mieli "doskonały" ich zdaniem obiekt do ćwiczeń, ja pękałam z dumy rozpierana świadomością jakiego mam psa, a Aron był zadowolony z tak wielkiego zainteresowania swoją osobą :) Na koniec odbył wycieczkę po całej klinice wraz ze studentami, podczas gdy ja zostałam na część ćwiczeń przy użyciu kota. Z kotem było podobnie, a dodatkowo poproszono mnie o możliwość pobrania kotu krwii i moczu do analizy - też w ramach ćwiczeń. Popłakałam się ze śmiechu gdy zobaczyłam oprzyrządowanie z jakim studentka przystąpiła do pobierania krwii... nałożyła bowiem na swoje smukłe rączki ogromne rękawice, które jako żywo przypominały mi te używane do gry w baseballa :lol:, ja rozumiem, że niektóre koty wymagają takiego podejścia, ale jak ona chciała w tym utrzymać maleńką strzykawkę? w końcu z pomoca przyszła jej koleżanka i krew została pobrana. Ogólnie dzień zaliczylibysmy do bardzo udanych, gdyby nie popołudniowy telefon z SGGW od mojej znajomej wykładowczyni. Przyznam, że początkowo myślałam, że dzwoni z podziękowaniami i przygotowałam sie już na odpowiedź "ależ nie ma za co!" :p, jednak słowa te niemalże ugrzęzły mi w gardle gdy zamiast oczekiwanego "chciałam jeszcze raz podziękować" usłyszałam: "Kasiu, mamy wyniki kota, jest ciężko chory..." gdy po chwili zdołałam się przestawić i zrozumieć co właśnie usłyszałam, zadałam tylko jedno pytanie: "jak ciężko", na co padła odpowiedź będąca jednocześnie dla mojego kota wyrokiem śmierci "mocznica.... zaawansowana..." żeby jednak zakończenie tej opowieści nie było tak smutne, na zakończenie powiem, że nie była to nasza jedyna wizyta "edukacyjna" na SGGW - cóż, polubili nas tam :p cóż, nie da się ukryć, że inaczej się nie dało :eviltong: miłośc Arona do weterynarzy trwa nadal, za to obie panienki, idąc do weterynarza zawsze - ale to zawsze starają się ominąć drzwi Kliniki, a za to wchodzą w drzwi obok. Obok jest Sex shop... stoje wtedy jak głup przed wejściemi starając się nie patrzeć do wnętrza wołam je wrzeszcząc szeptem ... :evil_lol:
  13. [quote name='malawaszka']ja dostałam wczoraj fotki - [/QUOTE] i gdzie je masz? :mad:
  14. [quote name='eria'] Jambi-fotki z bezsprzecznie najpiękniejszego zakątka Polski - z Helu[/QUOTE] :p pozwolę się z Tobą zgodzić... prawie ;) Półwysep Helski to najpiękniejsze miejsce Polski :eviltong: eria.... [quote name='eria']5.20-budzik 5.30-wychodzę z Foxi 5.40-siadam z herbatką przy kompie 6.05-wychodzę na autobus 7.00- zaczynam pracę ;) Plan poranka ustalony co do minuty.Nie ma miejsca nawet na żadne poślizgi heh [/QUOTE] i chcesz powiedzieć, żę Foxi te 5.30 - 5.40 wystarcza? a jeśli jej sie np. ...eee... cos nieprzewidzianego z rana zdarzy? [quote name='eria'] tak na dobranoc strzępotek ruczajnik [URL]http://i55.tinypic.com/11ifosi.jpg[/URL][/QUOTE] a tak z ciekawości, a skąd Ty wiesz, że to jest akurat strzępotek ruczajnik??? :crazyeye:
  15. widziałam, głaskałam, przytulałam :multi: Bibi to wspaniała suńka! staruszeczka to pewne, ale wspaniała, zrównoważona, przyjacielska sunieczka, chętnie przyjmująca pieszczoty, dająca się wziąć obcej bądź co bądź osobie na ręce, bez protestów, bez ostrzeżeń, po prostu taki [B]nakolankowy misiaczek[/B] :lol: o przepięknych, ciepłych oczach... Jeśli stoi tyłem można machać, klaskać, tańczyć na jednej nodze - nie robi to na niej wrażenia ;) za to gdy stoi przodem wystarczy delikatny gest ręką i sunia już jest przy Tobie chętna do głaskania - jest fantastyczna! Moim zdaniem - spokojny spacer, ręka do głaskania, ciepły kocyk - to to czego tej suni potrzeba, i moim zdaniem jest f a n t a s t y c z n a i mogę to powtarzać bez końca :p
  16. drmonka, współczuję! współczuję naprawdę, bo spędziłyście razem lata, bo była "Twoim zwierzakiem"... to smutne, cholernie smutne gdy odchodzą :( [quote name='drmonka']A I wiem już teraz że jedna vet trochę naciągała mnie na kasę ratując każdy dzień a druga powiedziała ze przecież stan jest tragiczny i nie ma innej decyzji. (...) Teraz wiem że czasem trzeba się zastanowić co jest ważniejsze, kolejny dzień życia i cierpienia za wszelką cenę czy ulga zwierzakowi.[/QUOTE] miałam podobną sytuację, lekarzowi był obojętny faktyczny stan mojej psicy, w doróżnieniu od kasy, ta go interesowała... cierpienie czy ulga... tu masz całkowitą rację
  17. [quote name='Blisss'] Nowa pańcia przesympatyczna, uprawia na balkonie pomidorki żeby jej świnek morski nie jadł sklepowych :loveu: [/QUOTE] [quote name='Blisss']Kupi szeleczki do auta żeby piesek nie spadł z siedzenia podczas hamowania ... [/QUOTE] Potwierdzam :p , a pomidorki też mi pokazywała :lol: [quote name='Blisss'] potem zachęcona sukcesem postanowiłam zadzwonić do Wanilki ... no i zadzwoniłam ... do jambi ... :mdrmed: i peplam jej i peplam a ta do mnie heeeej haaalooooo zanim mnie zatrzymała to jej nagadałam :diabloti:[/QUOTE] to tez potwierdzam ;) nawet mi dojść do słowa nie dała...:roll: próbując mi wmówić, że ona mi wczoraj psa przywiozła :evil_lol: [quote name='zerduszko']Brawo! Idziesz jak burza. Pamiętaj, że taką falę trzeba wykorzystać.[/QUOTE] ale to się [B]musiało[/B] udać! jak wyliczyłyśmy z Blisss to był [B]pierwszy[/B] tymczas Blisss, moja [B]pierwsza[/B] wizyta przedadopcyjna i [B]pierwszy[/B] terier malawaszki :lol:
  18. [quote name='eria']Pewnie nie doczytałam, wybacz, to z przepracowania...[/QUOTE] co tam! ja właśnie siedze jeszcze w pracy :razz:... i nie wiem kiedy wyjde... a do tego serwer nam padł... od rana zaiwaniam i mam już z lekka dość... a w poniedziałek czeka mnie wycieczka do Katowic, bynajmniej nie z właśnej nieprzymuszonej woli :shake:
  19. [quote name='eria'] A Aronowi faktycznie zacznij podawać artroflex ;) [/QUOTE] khe, khe... a wydawało mi się że już pisałam ;) [B]Aron dostaje Artroflex już od ładnych kilku miesięcy[/B], że tak powiem 2 flaszki już za nami ;) i faktycznie, od rozpoczęcia podawania zauważyłam poprawę, bo zaczęło się od bolesności i lizania łap - wiosną jakoś to było :)
  20. Dzięki Fides! :buzi: właśnie problem w tym, że Kot wcale się nie zaziębił raczej, wet określił to zapalenie jako "o podłożu idiopatycznym" czyli - niewiadomego pochodzenia :niewiem: a Aron jest miziany, tulony, głaskany, drapany, poklepywany....można powiedzieć "na zapas"...
  21. [B]Dziękuję Wam za kciuki i ciepłe słowa[/B]! :buzi: Wczorajsza wizyta u Weta wypadła całkiem nieźle - jeśli można tak powiedzieć o wizycie u lekarza. Zdaniem weta kot ma [U]ostre zapalenie pęcherza[/U], stąd jego ciągłe wycieczki do kociej toalety... (przynajmniej wiadomo skąd się wzięło powiedzenie lata jak kot z pęcherzem... ;) choć w szkole uczono mnie, że to się wzięło od czego innego.) W badaniach [U]struwitów nie stwierdzono[/U] - i to jest dobra wiadomość!:multi: Aktualnie ma nadal podawany antybiotyk, kroplóweczkę, zastrzyki i tabletki do stosowania w domu. Lekarz mówi, że nie kjest z nim tak bardzo źle, trzeba zapanować nad tym pęcherzem i pilnować, bo to może nawracać, ale że wyniki badań w sumie w porządku - nie ma większych powodów do obaw. Najważniejsze, że nerki w porządku! Pozytywnym aspektem tej całej sprawy jest również to, że kocisko stało się ulubieńcem całego Gabinetu jako "wymarzony pacjent każdego weterynarza", przy cewnikowaniu leżał spokojnie oglądając sobie to sufit to ściany - co wzbudziło niemy zachwyt lekarzy, bo podobno przy cewnikowaniu z reguły trzeba kota usypiać. Wszystkie zastrzyki zniósł mężnie, bez najmniejszego zainteresowania, nie próbował uciekać, przy kroplówce spokojnie leżał na stole nawet nie próbując się poruszyć a na koniec zsiusiał się, czym również zachwycił weta, który akurat pytał o kolor moczu...:p Co do Arona, który tez był wczoraj z nami u lekarza - wet razem z wetką obejrzeli go, pomacali jego guzy (ma ich kilka, ale w stanie niezmiennym od dłuższego czasu), obejrzeli łysinkę na grzbiecie, pomacali stawy i postawili - raczej nie zaskakującą - diagnozę: starość. :roll: Bolesności jako takich niestwierdzono, zalecono nadal podawać Artroflex i w zasadzie tylko to. Są pewne rzeczy, na które nie ma lekarstwa i żaden wet, nawet najlepszy nie poradzi. Do takich "rzeczy" należy napewno upływ czasu... ale! wczoraj podczas wycieczki do weta Aron w kilku miejscach nawet sobie podbiegł!!! wszystko było w porządku :) natomiast dzisiaj rano znowu gorzej - potknął się dwa razy, ale juz nie upadł, tylne nogi idą sztywno... moim zdaniem rano on czuje się znacznie gorzej "poranna sztywność stawów", w ciągu dnia, jak się juz rozchodzi robi mu sie lepiej. Mój kochany staruszek :loveu:
  22. eee tam zaraz Pomyłka.... raczej NIESPODZIANKA ;)
  23. [quote name='AnkaG']Chyba coś u ciebie przybyło ale nie wiem cooooo?[/QUOTE] Ania, toooooo [URL]http://www.dogomania.pl/threads/193102-Terierkowato-jamnisiowata-malutka-sunia-z-dziećmi-ma-DT-na-2-tyg.-CO-DALEJ-HELP[/URL]
  24. i tego mi właśnie teraz trzeba [img]http://manu.dogomania.pl/emot/ehh.gif[/img] i żeby ktoś o nas ciepło pomyślał...
×
×
  • Create New...