Jump to content
Dogomania

jambi

Members
  • Posts

    4744
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by jambi

  1. [SIZE=2]Jakoś tak ostatnio zebrało mi sie na wspomnienia, a że w sumie niewiele do tej pory napisałam o mojej Pierwszej, nadeszła chyba na to pora :p.[/SIZE] [SIZE=2]Moja Pierwsza czyli [B]Joko[/B], córka Championów :cool3: , niosąca w swym DNA geny Pudla i węgierskiego owczarka Puli, wyczekana, wytęskniona, wybłagana, czarna, kudłata psina. Pies o niezwykłej inteligencji, fantastycznej osobowości, przepięknych orzechowych oczach i cudownym uśmiechu . Kochałam tego psa niesamowicie, kochałam ją bo była moim pierwszym wyczekiwanym psem, na którego zgodzili sie moi rodzice, ale nie tylko za to. Przecież, mogło się okazać, że ten pies jest na przykład dominujący, że gryzie, że zaczepia, że niszczy że... no nie wiem co jeszcze, ale mogło się okazać, że jest wiele różnych rzeczy, które kładłyby się cieniem na naszych wzajemnych stosunkach. A tymczasem Joko okazała się być psem niesamowicie przyjacielskim, pro-ludzkim, psem uwielbiającym zabawę, długie spacery, albo ciche, wspólne siedzenie na kanapie. Nigdy nie była natarczywa, zawsze wiedziała jak zareagować. Miała cechy naprawdę ludzkie. Ona doskonale wiedziała kiedy jestem smutna, kiedy mam kłopot, kiedy jestem radosna, kiedy jestem zajęta, potrafiła się odnaleźć w każdej sytuacji. Nigdy „koledzy z podwórka” nie byli dla niej ważniejsi niż ja. Wręcz przeciwnie, ona zdecydowanie przedkładała towarzystwo człowieka, nad towarzystwo innych psów. Innych psów raczej unikała, wolała nie wchodzić im w drogę, od czasu wypadku...[/SIZE] [SIZE=2][COLOR=white]...[/COLOR][/SIZE] [SIZE=2][IMG]http://manu.dogomania.pl/emot/spacer.gif[/IMG][/SIZE] [SIZE=2]Z Joko prawie nigdy nie używałam smyczy, smycz nosiłam i owszem, ale z reguły w kieszeni kurtki, albo zwyczajnie w ręce . Smycz nie była potrzebna bo Joko nigdy, przenigdy się nie oddalała. Największą odległość jaką mogła osiągnąć w oddaleniu od człowieka to było jakieś 5 – 10 metrów. Spacery z nią to była sama przyjemność! , bywało i tak, że przez cały spacer nie musiałam odzywać się do niej nawet słowem. Żadne „stój!”, „chodź!”, „zostaw!”, „do nogi!” nic takiego. Wystarczyło gwizdnąć, a pies juz był przy mnie, wpatrzony swymi cudownymi oczami... strasznie mi brak tych oczu...:-( mimo, że to już ponad 12 lat odkąd jej nie ma... do ostatniej chwili patrzyłyśmy sobie w oczy, ja powstrzymując łzy, starając się uśmiechać na tyle na ile było to możliwe, Ona z ufnością i ... jestem tego pewna, z miłością.[/SIZE] [SIZE=2][IMG]http://manu.dogomania.pl/emot/1luvu.gif[/IMG][/SIZE] [SIZE=2]Kochała mnie. Tego jestem pewna. Gdy wyjeżdzałam na kolonie, Joko zakopywała się w moja pościel, wtulała się w moją piżamę i znosiła do mojego łóżka smakołyki. Tak było za każdym razem, chociaż, tylko za pierwszym udało jej się te „smakołyki” przechować aż do mojego powrotu :razz: ... za pierwszym razem pies przez 3 tygodnie skutecznie znosił do mojego łóżka wszystko co dostał od mamy, i na dzień przed moim powotem, gdy mama postanowiła zmienić pościel, znalazła tam: kości, kawałki mięsa, kanapek, białego sera (już co prawda nie białego...) ba! Nawet truskawki.... to wszystko leżało sobie zakopane w odmętach pościeli przez 3 tygodnie... :mdleje:[/SIZE] [SIZE=2]Za każdym kolejnym moim wyjazdem, mama robiła codziennie kontrolę zawartości mojego łóżka, co nie spotykało się z zachwytem mojej Joko, jednak z uporem codziennie mama odkrywała tam coś nowego :evil_lol: .[/SIZE] [SIZE=2]Podczas tych moich wyjazdów, albo gdy byłam chora Joko odbywała najkrótsze spacery pod słońcem. I bynajmniej nie z winy moich rodziców, a raczej z własnej woli. Gdy wyjeżdzałam, ochoczo wychodziła na dwór, ale zaraz przy klatce rozglądała się, łapała wiatr i... już chciała wracać do domu. Gdy natomiast byłam chora, wyciągnięcie jej na dwór graniczyło z cudem. Przecież ona też była chora... przecież ona powinna leżeć ze mną w łózku i ciężko wzdychać, a nie głowę jej zawracaja jakimiś spacerami! No i dochodziło do tego, że żeby mój pies normalnie mógł się załatwić, zwlekałam się z łóżka i wychodziłam z nią na dwór...:roll:[/SIZE] [SIZE=2]Joko miała jedną słabość. Była nią działka. I to był jedyny moment, kiedy dopuszczała wyjście beze mnie. Wystarczyło, żeby mój tata powiedział „Joko, jedziemy na działkę” a pies już cały w merdaniach i z uśmiechem na kudłatej mordzie siedział przy drzwiach. :lol:[/SIZE] [SIZE=2]Wychodzili potem razem, mój tata i mój pies, noga w łapę, maszerowali dziarsko do tramwaju. Tramwajem Joko również podróżowała bez smyczy. Były to czasy, gdy za psa należało skasować bilet, jednak mój tata miał swoje "zasady" :cool3: ... i pies jeździł na gapę ;) wskakiwała do tramwaju, lokowała się pod siedzeniem i tak spędzała całą drogę na działkę. Jakimś szóstym zmysłem doskonale wyczuwała gdzie się właśnie znajduje, bo gdy dojeżdzali do przystanku, na którym powinni wysiąść, Joko wynurzała się spod fotela i ustawiała przy drzwiach. Nigdy się nie pomyliła.:p[/SIZE] [SIZE=2][COLOR=white]...[/COLOR][/SIZE] [SIZE=2][IMG]http://manu.dogomania.pl/emot/shit.gif[/IMG][/SIZE] [SIZE=2]Ta jej miłość do działki stała się kiedyś powodem wypowiedzenia wojny pomiędzy nią a moim tatą. [IMG]http://manu.dogomania.pl/emot/kijem_grozi.gif[/IMG] [/SIZE][SIZE=2]Pewnej soboty, tata ubrał się w kurtkę, w której zwykle wybierał się na działkę, zapakował swoją również „działkową” torbę i poszedł... na dach, ustawiać antenę telewizyjną. O tym drobnym fakcie Joko nie wiedziała :roll: . Prawdopodobnie odczuła silne wzburzenie na myśl, że mój tata wybrał się sam na działkę, zapominając o niej, i w akcie zemsty otworzyła sobie szafę w przedpokoju, wyciągnęła wszystkie jego buty i skutecznie wyżarła mu pięty we wszystkich „wyjściowych” butach. Co ciekawe, jej ofiarą padły buty tylko lewe... ale za to od 6 par... :mdleje:[/SIZE] [SIZE=2]W tym czasie mój tata zakończył swoje podniebne działania i zszedł do domu z zamiarem zabrania grzecznego pieska na działkę, który to zamiar zamarł z momentem przekroczenia progu mieszkania... nie wiem co się wtedy działo, bo mnie tam nie było, ale gdy wróciłam do domu, 5 razy usłyszałam dokładną historię butów, zakończoną za każdym razem pytaniem „i co ja teraz k... będę nosił?!” :motz: a sukę znalazłam głęboko zbunkrowana pod moim biurkiem. Oczywiście za karę na działkę nie pojechała...[/SIZE] [SIZE=2]Podsumowując niszczycielskie zapędy mojej Joko, nie było tego wiele :evil_lol: , przez całe swoje życie, na swoim koncie miała zaledwie: w sumie 8 butów męskich pojedyńczych, zawsze lewych; połowę moich maskotek; banknot 100 złotowy z Waryńskim (to było w 87 roku) oraz 3 smycze skórzane, ale to moja wina, bo naszą ulubioną zabawą było szarpanie się na tych smyczach podczas spacerów. Do czegoś w końcu trzeba smycz zużytkować nie? ;)[/SIZE] [SIZE=2]Czy to dużo? No fakt, te buty ... jak łatwo zauważyć „dobiła” do 8-miu... na przestrzeni lat zdołała bowiem wykończyć mojemu tacie dodatkowe 2 pary, ale nie wywarło to już na nim takiego wrażenia jak tamto zajście, gdy za jednym podejściem w zaledwie 40 minut stracił wszystkie swoje „wyjściowe” buty, w tym od ślubnego garnituru... na mnie natomiast największe wrażenie wywarł ten banknot 100-złotowy, bo to było kurka moje kieszonkowe :roll: ... ileż to ja się mamie naściemniałam, że mi taki wydali w sklepie... ech.... a wszystko by bronić honoru swojego „już zdążyłaś wydać?!” i psa ... jej się upiekło, ja się nasłuchałam, ale stówe odzyskałam :p[/SIZE] [SIZE=2]Joko nie chadzała na smyczy, nie dostępowała również zaszczytu noszenia kagańca poza jednym malutkim wyjątkiem... otóż Joko, moja ostoja spokoju, moja owieczka w psim ciele, na codzień zrównoważona i raczej romantyczna, w obliczu wizyty u weterynarza zmieniała się w komandosa podczas akcji z jednym tylko celem „zabić każdego kto się zbliży” [IMG]http://manu.dogomania.pl/emot/Kamikadze.gif[/IMG], i jedynym sposobem zabezpieczenia weterynarza było założenie jej kagańca. [/SIZE] [SIZE=2]Tym samym zasłużyła sobie na miano „Doktor Jekyl Mister Hyde”, tyle, że dla niej bodźcem do „przemiany” były drzwi wejściowe do Gabinetu. Na szczęście niemal przez całe jej życie weterynarza odwiedzaliśmy rzadko. Głównie były to szczepienia, zatem trudno się dziwić, że reagowała taką awersją do kogoś, kto za każdym razem wbijał jej w tyłek igłę.:niewiem:[/SIZE] [SIZE=2]Raz jednak Joko miała znacznie poważniejszą przygodę z weterynarzem. Było to podczas letnich wakacji, u mojej babci, gdy Joko wówczas zaledwie 1,5 roczna wybrała się z moją mamą i jej przyjaciółką na spacer celem zakupu truskawek. Oczywiście truskawki miała zakupić moja mama, dla Joko miała to być zwykła miła przechadzka po wsi, niestety taka nie była... na wsi, jak to na wsi, chodniczki są wąskie, podwórka otwarte, ulicami z rzadka coś jeździ – tak było przynajmniej te kilkanaście lat temu. W pewnym momencie, Joko na swoje nieszczęście weszła na czyjeś podwórko, gdy nagle zza domu wyleciał na nią ogromny „wilczur” ze straszliwym jazgotem, zapewne w jej mniemaniu pałający żadzą krwi. Joko tak się przelękła, że w dzikim pędzie wyskoczyła z terenu nieprzyjaciela wprost na ulicę... pech chciał, że ulicą którą "nigdy nic nie jeździ" akurat przejeżdzała żółta skoda... babka za kierownicą nawet nie zahamowała :angryy: , zatrzymała się za to kilka metrów dalej, wyskoczyła z auta i zaczęła oglądać swój zderzak... podczas gdy na środku jezdni w kałuży krwi wiła się i skowytała moja sunia, a moja mama po chwilowym wmurowaniu w ziemię rzuciła się jej na ratunek, babsko ze skody zakończywszy ogląd swojego "uszkodzonego" auta zaczęło domagać sie od mojej mamy odszkodowania za wgniecenie... to był zdaje się pierwszy raz gdy moja mama wyrzuciła z siebie pełną wiązankę słów powszechnie uzywanych za niecenzuralne, nawet sie nie powtarzając... Joko została przyniesiona do domu przez moją mamę i jej przyjaciółkę, a ja wówczas rozkoszująca się słodkim porannym lenistwem ośmiolatka zostałam wyrwana z łóżka rozpaczliwym krzykiem mojej mamy „otwórz drzwi!!!”... [/SIZE] [SIZE=2]Joko miała szczęście, wiejski ale za to prawdziwy z powołania weterynarz, przyjechał najszybciej jak mógł, pozszywał i stwierdził, że nie ma uszkodzeń kości! Jedynie mięśnie uległy rozerwaniu. Przez kolejne 3 tygodnie suka dochodziła do siebie, zakazane były długie wycieczki, pies dostąpił zaszczytu spania w łóżku i zajadania swojego największego przysmaku – szprotek w oleju... [IMG]http://manu.dogomania.pl/emot/dogdrink.gif[/IMG][/SIZE] [SIZE=2]Czas leczy rany, zarówno te na duszy jak i na ciele. Ale nie w przypadku mojego psa... Rana na duszy nie zaleczyła się nigdy. Od tamtej pory Joko starała sie omijać wszelkie psy, poza swoimi starannie wyselekcjonowanymi przyjaciółmi. Wydaje mi się, że dla niej, skojarzenie było proste - pies, atak, uderzenie, ból... Co do ran cielesnych, przez wiele miesięcy przy dłuższych spacerach Joko przystawała, podnosiła nogę i popiskiwała cichutko patrząc na nas z niemą prośbą w oczach. Widać było że ją boli, więc braliśmy ją na ręce i tak kontynuowaliśmy spacer. Nawet w kilka lat po wypadku, Joko zachowywała się tak samo, więc za każdym razem, bez dyskusji była brana na ręce, co przy jej gabarytach (15 kilo) na dłuższą metę nie było takie łatwe, jednak czego się nie robi dla zdrowia i szczęścia ukochanego pieska :p ... ale do czasu... [IMG]http://manu.dogomania.pl/emot/027.gif[/IMG] pewnego dnia prawda bowiem wyszła na jaw... okazało się, że ta cholera jest cwańsza niż przewidują to podręczniki o psach... otóż pewnego dnia miało miejsce zadziwiające zjawisko. Podczas spaceru, w nieco niesprzyjających warunkach atmosferycznych Joko jak zwykle „zakulała” kilka razy, przystanęła, pisnęła i wpatrzyła się tym cierpiętniczym wzrokiem „booli”... już miałam wziąć na ręce gdy nagle spojrzałam i spostrzegłam coś dziwnego... [IMG]http://manu.dogomania.pl/emot/gruebel.gif[/IMG] .... podniosła nie tą nogę co trzeba! Tej cholerze się pomyliło!!! [IMG]http://manu.dogomania.pl/emot/ysz.gif[/IMG] [/SIZE] [SIZE=2]Od tamtej pory zyskała ksywkę symulantka-wyzyskiwaczka...[/SIZE] [SIZE=2][/SIZE] [SIZE=2]Ech... długo bym mogła opowiadać o mojej Joko. O tym jak sama sobie wyrywała marchewkę na działce, o tym jak „upiła” się wiśniami wyrzuconymi na kompost, o tym jak wyczekiwała powrotu mojego taty siedząc na stole na działce, bo tam miała lepszy widok, o tym jak to naprawdę było z gonieniem kotów, o tym jak zaciekle broniła swej cnoty, o tym jak wychowała małego kociaka na porządnego psa, o tym jak zawsze siadała przed sklepem bez żadnego hasła z mojej strony i czekała... o tym jak bardzo bardzo ją kochałam i o tym jak straszliwie mi jej brak. [/SIZE] [SIZE=2]Mam teraz trzy psy, mam swój Klan Czarnych, ale żadne z nich nie jest nią... żadne z nich nie jest w stanie uleczyć tej dziury w sercu, którą ona pozostawiła... i tak jak z reguły jestem sceptyczna wobec takich opowieści, tak mam nadzieję, że jest choć trochę prawdy w słowach „powróci do mnie w innym futerku”[/SIZE]
  2. Brunet Bruno - piękne! :)
  3. sama dłubiesz? :crazyeye:
  4. alinka, nie ma za co przepraszać! :lol: a jak tam rekonwalescenci?
  5. no i co? Iga Warszawianką???
  6. [quote name='alina71']No faktycznie Malawaszka wszak to rekonwalescenci :)[/QUOTE] :-o oo Wasia, już nas mylą :evil_lol:
  7. o rajciu, jaki maluch... zaniedbana straszliwie, ale pomijając to - miodzio suńka!
  8. jak tam Bibulec mój kochany się miewa? :loveu:
  9. [quote name='alina71']Jeszcze zapomniałabym napisać jak Suzi traktuje inne psy. Dziś spotkałyśmy rano jamnika. Zaczęła koło niego skakać jakby była na trampolinie. W windzie warknęła na sunie sąsiadki. No zadziora z niej niezła. :evil_lol:[/QUOTE] to tak jak moja Mała Mi :evil_lol:.... obskakuje psy jakby miała sprężynkę w du.ce, a nie daj Bóg, żeby jakiś pies na nią krzywo spojrzał... no, cóż... sznupa :p [quote name='alina71']Napisalam bardzo długiego posta i w tym czasie wylogowało mnie. Jutro napisze jeszcze raz. Tak Monika proszę zrób.[/QUOTE] ja zawsze przed wysłaniem na wszelki wypadek kopiuję, bo już mi pare razy dłuuugie wypowiedzi w kosmos poszły, a tak ctrl+a kopiuj i gotowe ;) [quote name='alina71']Jedni pracują inni odpoczywają [IMG]http://lh6.ggpht.com/_AC1QDA5zcXs/TLuYfbnVJJI/AAAAAAAAJGs/l9zG7vtsIwg/s400/2010-10-18%2002.42.58.jpg[/IMG][/QUOTE] no co? przeciez oni chorują :evil_lol: bosssskie :loveu:
  10. [quote name='malawaszka'] rozmawialam z Panią Gajusi :loveu: Gaja z prędkością światła zwiedza swój nowy dom :evil_lol: wszystkie fotele, kanapy jako pierwsze, ukochała Panią, Pana i Dziadka się jeszcze obawia, ale pomalutku i będzie super - teraz jest bardzo dobrze, Pani zachwycona, Gaja zachwycona, wszędzie się jeszcze spieszy, ale to emocje podrożowo-przeprowadzkowe :lol: [/QUOTE] no tam będzie miała sporo zwiedzania :lol: kilka pięter, mnóstwo schodów, na każdym "coś", nie będzie sie nudzić :lol: a to Dziadek pewnie lekko zawiedziony, bo on najbardziej oczekiwał na Gajuszkę z utęsknieniem ;)
  11. no proszę, kilka dni absencji a tu takie wieści! :) Diament w domku!!!! jjjjjjupiiiiiiiii! :laola:
  12. malawaszka, no Sprocket jak żywy! Bosssski :loveu: [quote name='Dogo07']Chodziło mi o tą osobę AgaJot, czy ona jest tam wolontariuszką bo ja próbowałam pisać tam do osób z tego Józefowa ale jak chciałam ogłaszać Sierściucha to kontakt się urwał :roll:. Tak że nie wiem jak pomóc tym kudłaczkom. Dogo, to informacja od AgaJot: a gdyby był potrzebny kontakt do mnie to podaję: 503708395, tylko tak jak pisałam w innym temacie ja jestem tam od niedawna, Ewa na pewno jest bardziej zorientowana w sytuacji poszczególnych psiaków
  13. no i co? upiekło jej się... :evil_lol: pewnie jej zazdrościłaś co? :razz:
  14. przeziębienie może być jak najbardziej aaaa! zmieńcie ten tytuł - nbie dwie tylko jedna :) nie w schronisku tylko w DT :) Karma Urinal nie potrzebna :) Pomoc tak
  15. Ania, kurde, za dużo!!! odkąd zrobiła się koniunktura na małe sznupy, to każda gnida rozmnaża, wystarczy na aledrogo spojrzeć... ludzie kupują, botem im nie wyrasta to co chcieli, albo nie dają sobie rady albo czasu nie mają, albo im przeszło a z psem trzeba coś zrobić nie? kurde ja bym reglamentacje na rozród wprowadziła i równowaga by była...
  16. no i co? jakie dalsze losy?
  17. ledwo Gaja wyszłą , weszłą druga Gaja... kuźwa, a ja słyszałam, że ten świat nie jest aż tak uporządkowany... :(
  18. to ogłoszenie w Wyborczej to było w wczorajszej?
  19. na Ojca Dyrektora???? śmiała??? odważna...
  20. jakieś wieści o Gutku? otworzył się?
  21. to moje krolestwo...zamienie na domek [URL="http://gis4.wrzuta.pl/obraz/powieksz/6L6ELd0xe77"][IMG]http://gis4.wrzuta.pl/sr/d/6L6ELd0xe77/spay_336[/IMG][/URL] :shake: no kurde no!.... :placz: ja już nie moge ... moje ukochane olbrzymy :placz::placz: ja nie mogę... za każdym razem jak to widzę to mi się robi buzia w podkówkę i łzy mi w oczach stają... piękne te boksy, ale idzie zimno, one nie powinny siedzieć tam, powinny grzać tyłki na własnych posłaniach... Diament, Birman, Gustaw...
  22. Pies ideał mówisz? no fakt, z Twojego opisu [B]alina[/B] wynika że tak :) super! ale ja myślę, że ona się jeszcze rozkręci :lol: dobrze, że ma taki stosunek do kotów, do dzieci widzę, że również bardzo dobrze :multi:
  23. [quote name='Dogo07']Biedny Sierściuch, teraz go obcięli jak tak zimno :( ? Czy tam jest kontakt z kimś ze schroniska ?[/QUOTE] Dogo07, kontakt do wolontariuszek: Ewa (+48 608 839 495 [EMAIL="ewa@psy-warszawa.pl"]ewa@psy-warszawa.pl[/EMAIL] Beata (+48 501 060 381 [EMAIL="beata@psy-warszawa.pl"]beata@psy-warszawa.pl[/EMAIL]
  24. ja moge do Ciebie zadzwonić chesz? ... wiem, wiem, głupi żart... wybaczcie, ja dziś strasznie niedospana jestem...
×
×
  • Create New...