Jump to content
Dogomania

Greven

Members
  • Posts

    7282
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Greven

  1. Zadzwoniła właśnie jakaś krzykliwa kobieta, żeby mnie opierd* że ja dzwoniłam do jej męża, że znalazłam ich psa. No to ja ją opier* że dzisiaj dzwoniłam do kilkunastu różnych mężów w sprawie psa i nie wiem, czy to o jej psa i męża chodzi, bo na razie nie sprecyzowała o co w ogóle jej chodzi i czemu do mnie z pretensjami. Na to ona, że chciała mi podziękować, ale widzi, że nie warto ze mną rozmawiać, po czym dodała znienacka: czy to był pies znaleziony w Modrzwiu. Mówię, że owszem, znalazłam wczoraj psa w tej miejscowości, a ona trzask słuchawką. Nie wiem, czym podpadłam :shake:
  2. W sytuacji, gdy ktoś czepia się (zwykle dość agresywnie) o kaganiec, którego pies nie ma ani obowiązku (prawnego), ani potrzeby (jest spokojny, na smyczy) nosić, to zazwyczaj rzeczowe i inteligentne odpowiedzi nie działają, bo czepiający się robią aferę, ponieważ... lubią. Mam jednego dużego psa i dwa psy rasy, która obrosła mitami. Nigdy nie zwrócił mi uwagi o kaganiec ktoś, kto faktycznie bał się psa. Byli pijaczkowie z puszkami taniego piwa (których minęłam w dystansie, psy się nimi nie zainteresowały, za to oni psami bardzo), były babcie o lasce - wcale nie takie niedołężne, bo laską wymachiwały całkiem zręcznie, wygrażając mnie i psom, znajdującym się np. po drugiej stronie ulicy... jakbym miała rzeczywiście agresywne psy, to wymachiwanie laską i wrzaski pijaczków raczej by je sprowokowały do ataku. A tak to tylko młodszą stresują i potem boi się nawet ludzi z łopatami, odśnieżających chodniki. O kaganiec mają także pretensję posiadacze niedużych podbiegaczy, a także bezsmyczowych yorków i shihtzu. Na pytanie, czy wie pan/pani, jakie rasy mają obowiązek noszenia kagańca, jakie rasy są na liście i w końcu jakiej rasy psy ja mam na smyczy, nigdy jeszcze nie otrzymałam rzeczowej odpowiedzi. Tylko jazgot i odgrażanie się. Trafiają się ludzie naprawdę bojący psów, niezależnie czy pies jest mały, duży, w kagańcu, czy bez. To trzeba uszanować. Gdy widzę, że ktoś zatrzymuje się na mój widok, chce prześć na drugą stronę ulicy, albo w ogóle nie wie, co zrobić, to zawsze ustępuję miejsca na chodniku/drodze, skracam smycze, albo ruszam w zupełnie innym kierunku. Wiele z takich osób mijając mnie, mówi że dziekuje i przeprasza za kłopot, ale bardzo się boi psów. Uśmiecham się, mówię że "mocno trzymam" i rozchodzimy się każdy w swoją stronę, jak cywilizowani ludzie. W mieście, przy takich śniegach, chodniki zamieniły się w wąskie ścieżki. Często biorę ze sobą na zakupy dużego, czarnego owczarka, którego niektórzy ludzie jakoś instynktownie się obawiają (pewnie dlatego, że duży i czarny), a inni paradoksalnie sami pchają się z rękami i pytają, czy to szczeniak (a pies posunięty w latach). Na tych wąskich ścieżkach czasem trudno się minąć, a na bok nie można zejść (hałdy śniegu), więc zwykle zatrzymuję się, odgradzając sobą psa od przechodzącej osoby i czekam, żeby nas spokojnie minęła. Ostatnio miałam zabawne spotkanie. Z naprzeciwka idzie starszy, zasuszony dziadek, taki co pewnie jeszcze wojnę pamięta. No to ja psa na bok i czekam. A on z oburzeniem "idź gupia, idź, myślisz że ja się boję tego twojego diabła?!" :evil_lol:
  3. Ania, mnie się wydaje, że to jest ten z ostatniego zdjęcia, ale pewności nie mam, bo z tyłu każdy mały szary kot wygląda mniej więcej tak samo. Ale to może być on, widać, że jest mniejszy niż te inne małe. Albo faktycznie wyszedł jeszcze jakiś, gdy Wy już poszliście do auta, tylko że to mało prawdopodobne. Miał zaschniętą zieloną ropę dookoła jednego oka? Justynka, ja mogę jeszcze dodatkowo zadzwonić tam i poprosić o pomoc, tylko kwestia dogrania daty odbioru kotka z Twoim przyjazdem do Szczecina. Wg mnie w miarę sprawny i cierpliwy człowiek da radę chwycić te maluchy w ręce, one są słabe i osowiałe, a ten najmniejszy to już szczególnie. Gdybym się uparła, to bym go wczoraj złapała... tylko, że nie było co dalej z nim zrobić.
  4. [quote name='A.R.S.']Może myśli (...)[/QUOTE] O myślenie bym go nie podejrzewała. Pies gubił się już kilka razy. Mimo to - jak sama dobrze wiesz - nie miał żadnego trwałego, ani nawet czasowego oznakowania. Wystarczył czip, wystarczyłaby głupia adresatka za parenaście złotych i zaoszczędziłoby to nam (a konkretnie Wam) czasu oraz paliwa. Nie piszę, że zaoszczędziłoby pieniędzy za tymczas, bo już uprzedziłam właściciela, że u p.Grzegorza ma zostawić 60 zł, które odbiorę przy okazji. Nie będziemy płacić za cudzą bezmyślność. Ciekawe, czy dzisiaj pofatyguje się po psa. [quote name='Nemi']Superasto - napisz koniecznie jak Ci się to udało. [/QUOTE] Przed południem obskakiwałam fora, portale ogłoszeniowe, dzwoniłam do TOZu i ponownie do schroniska, mimo że psa zgłosiłam już wczoraj wieczorem. Okazało się, że zgłoszenie... nie zostało odnotowane. Wg mnie zostało, bo jeszcze tego samego wieczoru zadzwonił pan w sprawie innego zaginionego labiszona, no ale pani z biura była bezradna, więc zgłosiłam Miśka ponownie. Po południu, po przerwie na moje psy, nadal przeszukiwałam internet, a na deser zaczęłam obdzwaniać goleniowskich weterynarzy z linku Cudak. Ostatnia była pani doktor, której Misiek od razu się skojarzył. Nie jest jej pacjentem, ale opis wskazywał na psa mieszkającego w tej samej miejscowości, co ona (dwie wiochy od Modrzewi, gdzie go znaleźliśmy). Uciekał ludziom już kilka razy, potem jeździli po okolicy i go szukali. Wtedy zapisała ich nr. Podała mi go, zadzwoniłam... Misiek nazywa się Dino i właściciel obiecał zaczipować go, wyposażyć w adresatkę oraz... po prostu pilnować. Ciekawe, z jakim skutkiem.
  5. Znalazłam właściciela, hurrrra :lol: Ale absurd, żebym to ja musiała go szukać.
  6. O, a jednak mam konto na labradory.info... Zupełnie o tym zapomniałam ;) Przejrzałam już wiele stron o psach zagubionych i mam wrażenie, że ja szukam właściciela, a nie właściciel psa. Do schroniska nadal się nie zgłosił, do TOZu też nie. Gdzie jeszcze ludzie szukają zaginionego psa?
  7. Znalazłam jedną lecznicę w Goleniowie i ten sam nr dla oddziału TOZu. Jakiś facet odebrał i zaczął mnie pouczać, że mam się przedstawić, jak do kogoś dzwonię... Nie no, ręce opadają. Ochłonę i zadzwonię ponownie.
  8. Czy widać tu moje ogłoszenie? Bo pojawiło się, a teraz nie mogę go znaleźć... [url]http://zachodniopomorskie.olx.pl/zagubione-znalezione-cat-413[/url] Już wchodzę w podane przez Ciebie linki. Schronisko jest tylko jedno - w Szczecinie. Informację zostawiłam. Był jeden telefon, ale chodziło o innego psa (z tatuażem, w kolczatce i zaginionego na terenie Szczecina, a Misiek został znaleziony jakieś 50 km za miastem). Właśnie staram się rozpuścić wieści na lokalnych forach, ale wszędzie trzeba się logować i strasznie długo to trwa. Zadzwonię do lecznicy w Goleniowie, dobry pomysł, dzięki za podpowiedź ;)
  9. Misiek na gazeta.pl [url]http://forum.gazeta.pl/forum/w,70,106764375,106764375,znaleziono_biszkoptowego_labradora_k_Goleniowa.html[/url] Nemi, dzięki! Jesteś zarejestrowana na któejś z tych stron? Jak nie, to zaraz się zarejestruję. Nie ma tatuażu, czipa, adresówki. Nic, co pozwoliłoby ustalić właściciela :(
  10. Misiek na NK [url]http://nasza-klasa.pl/#profile/28557363/gallery/album/19[/url] [B][COLOR="blue"]CZY JEST NA NK JAKIŚ DOGOMANIACKI PROFIL PSÓW ZAGINIONYCH?[/COLOR][/B]
  11. [quote name='Nemi'][B]Greven [/B]może napisać o nim do Basia i Barni ? Ona jest z labkowej fundacji.[/QUOTE] Czy mogłabyś wysłać jej link? Nie działa mi wyszukiwarka użytkowników.
  12. Zapomniałam napisać - jeśli chodzi o stan prawny, to Rita może iść do adopcji, tylko trzeba ją zaczipować, bo schronisko nie czipuje psów, które idą poza Szczecin.
  13. Podnoszę futra! POTRZEBNE TYMCZASY DLA CHORYCH KOTKÓW! POTRZEBNE WITAMINY!
  14. Sytuacja jest wbrew pozorom bardzo pilna! Mama i siostra przywiązują się do Rity, a ona do nich. Czym dłużej są razem, tym cięższe będzie rozstanie... Paulina, podziękuj rodzinie za to, że zgodziła się przytrzymać Ritę aż do czasu znalezienia domu docelowego, jestem wzruszona, gdy to czytam... Ty masz najbardziej aktualne inf. na temat Rity, więc myślę, że lepiej podawać Twój nr. PROSIMY O POMOC W OGŁASZANIU!! KTO POMOŻE?
  15. Jeśli nie interesuje się raną, to nie męcz jej kołnierzem. Są suki, które zupełnie nie interesują się brzuszkiem, albo zaczynają dopiero wtedy, gdy zaczyna swędzieć (po kilku dniach). A czym karmiłaś ją do tej pory? Przez pierwsze kilka miesięcy po sterylce trzeba bardzo pilnować diety, bo suka będzie miała tendencję do tycia. Trzeba to przeczekać, ograniczyć jedzenie, zapewnić dużo ruchu.
  16. Początkowo miało być 40 zł. W jedynym hotelu w okolicach Szczecina (pomijając Sierakowo), gdzie pies byłby w kojcu, a nie w mieszkaniu - 30 zł. Ceny zabójcze, ale skoro nie ma konkurencji... Aha, 30 zł, a karma oczywiście moja. Jak tylko się przeprowadzę, to otwieram hotel dla psów, poważnie. Od dawna nad tym myślę. ambird, dzięki! Możesz podlinkować?
  17. Jeśli cięcie jest krótkie i czyste, to nie ma potrzeby niczym go smarować, a wręcz mogłoby to zaszkodzić. Można ewentualnie przemyć rivanolem, lub zapryskać alusprayem, fatroxyminą, CCT... ale po co, jeżeli nie ma potrzeby? Suka powinna mieć na wszelki wypadek kołnierz, lub kubraczek (zależy co na którą działa), albo trzymaj ją cały czas, także w nocy, blisko przy sobie i kontroluj, czy nie próbuje rozlizywać rany, a w późniejszym okresie (2-3-4 dni) wyciągać szwów. Na początku cięcie jest dla suki niepokojące i albo je ignoruje (na wszelki wypadek, lub dlatego, że boli, czy wręcz przeciwnie - po środkach znieczulających nie czuje brzuszka), albo intensywnie się nim interesuje i trzeba bardzo pilnować, żeby nie rozlizała. Po paru dniach, jeśli dobrze się goi, to "ciągnie" i swędzi - więc znowu wzmożona uwaga. Jeśli suka źle znosi zabieg, to powinna dostać środki przeciwbólowe (zatrzyk, tabletki). Profilaktycznie antybiotyk (zastrzyk, tabletki).
  18. [quote name='__Lara']Cioteczki (...)[/QUOTE] Czytając to, Rafał pewnie po raz kolejny się zbulwersuje ;) Wyłapać raczej się da, bo są słabe i apatyczne. Ale co dalej?
  19. Ja też mam nadzieję, bo licznik włączony...
  20. Martwy kot był dorosły. Znaleźliśmy go pod śniegiem podczas przygotowywania miejsca pod budki. A teraz od początku... (mam nadzieję, że Cudak i A.R.S. także napiszą o swoich wrażeniach) W drodze do Stepnicy zatrzymaliśmy się w Selgrosie i zrobiliśmy zakupy za 260 zł. Głównie mięso, a także olej, biały ser, jajka, suche i puszkowe jedzenie. W Stepnicy odebraliśmy Cudak i we czwórkę pojechaliśmy na przystań. Ogromne zaspy śniegu, lodowaty wiatr (mimo, że dzień był stosunkowo ciepły, temperatura na plusie) i koty. Widać je od razu. Jeden wyszedł nam na przeciw, reszta - około 6 sztuk - trzymała się blisko kontenera, by móc się w każdej chwili schować, 2 czy 3 śmignęły przez otwartą przestrzeń na widok "intruzów" i wsiąkły w jakiś zakamarkach. Kilka obserwowało nas zza ogrodzenia sąsiedniej posesji. Pierwsze wrażenie? Koty wyglądają w większości dobrze. Ładne, grube futro, czyste oczy. Niestety, potem zaczęły wychodziś maluchy... jest naprawdę źle :( Chude, wszystkie kosteczki można policzyć, futra brzydkie, nastroszone. Oczy szkliste, czerwone, zaropiałe. Kotki są osowiałe. Podchodzą do misek i jedzą, starsze koty ich nie gonią, ale tu samo jedzenie nie wystarczy - trzeba je leczyć!! I to szybko... Ja naliczyłam 3 małe chore i jednego naprawdę maleńkiego, w dłoni by się zmieścił... Jest w najgorszym stanie :( A.R.S. wstawi zdjęcia, to wtedy się doliczymy, ile ich faktycznie jest, bo są podobne. Wracając do starszych kotów. Ten najbardziej oswojony, dający się głaskać, to kocur, na dodatek bardzo spasiony kocur. Roboczo nazwałam go Kić, bo wyglądem i zachowaniem przypomina mojego grubasa Kicia. Pierwszy jest przy miskach, pierwszy zwiedził budki, zawsze trzymał się w pobliżu i miał na nas oko. Z charakterystycznych i też trzymających się w pobliżu był jeszcze Kot w Kapturze, myślę że także kocur, z tym że on nie podszedł i nie dał się dotknąć. Dorosłe koty są większe i mniejsze, żaden nie wyglądał na wychudzonego. Jedna kotka trzymająca się za płotem miała łapkę w górze i wydawało nam się, że utyka. Były jeszcze dwa wielkie zbóje, na bank kocury, oba z pokancerowanymi uszami, bardzo nieufne. Cała reszta to masa czarno-białych, szarych i szaro-białych futer. Aha, jeden - cały czarny i piękny - pokazał się, ale jest dziki i nieufny, nie podszedł bliżej, niż na kilka(naście) metrów. A zresztą wszystko zobaczycie na zdjęciach. Zaczęliśmy od wniesienia na teren budek oraz odśnieżenia zacisznego kąta do ich ustawienia. Wyszedł do nas stróż, który nie robił żadnych problemów, nawet pomógł Rafałowi przenieść najcięższą budkę, bo ja nie dałam rady. Rafał poustawiał domki na paletach, więc izolacja od podłoża jest odpowiednia. Okazało się, że koty mają także do dyspozycji barak (uchylone i zablokowane drzwi), w którym jest podścielone sianem i kocami. Niestety zrobiły sobie tam przy okazji kuwetę - cuchnie moczem i są kupy. Wraz z Cudak zaczęłyśmy karmić koty... nie zbiegły się, obserwowały z pod baraków i zza płotu... tylko Kić raczył nas zaszczycić swoją obecnością i zdegustować co nieco ;) Powoli, ostrożnie zaczęły się schodzić inne koty. Najchętniej jadły biały ser i mięso, a także puszkę. Przy miskach nie czuły się komfortowo, wolały chwytać łup i wciągać go pod barak, żeby zjeść w spokoju. W tym czasie pojawił się dzierżawca przystani (prawdopodobnie zadzwonił po niego stróż). Myślałam, że będą jakieś kłopoty, ale nie - bardzo miłe zaskoczenie. Pan Leszek podziękował nam za jedzenie i domki, był bardzo zaskoczony, że ktoś interesuje się tymi kotami i chce im pomagać. Powiedział, że w miarę możliwości on i pracownik dokarmiają je psim jedzeniem, dają jakieś leki do mleka. Wyraził obawy, że wiosną stan kotów się powiększy, ale gdy powiedziałam o możliwości sterylizacji, był bardzo ucieszony. Ufff, kamień z serca! Pan Leszek zadzwonił po pracownika, który zajmuje się także kotami z drugiej przystani. Okazało się, że te "leki", to witaminy, ale dobre i to. Panowie podziękowali za pomoc i poprosili o więcej witamin, jeśli to możliwe. Chcieliby leczyć małe kotki, ale nie są w stanie ich złapać, aby podawać antybiotyk. Obiecałam, że doślemy witaminy. [b]Pomożecie??[/b] Na drugiej przystani kotów jest tylko 6, ale pojawił się problem ze schronieniem dla nich. Obecnie mieszkają w sieciowni, ale już wkrótce będą musiały się stamtąd wyprowadzić. A to oznacza, że... potrzebne są kolejne domki! Również te koty wyglądają bardzo dobrze, są same dorosłe, bez oznak choroby, piękne futra. Dzikusy. Jeden leciał w takiej panice, że prawie stratował mnie w drzwiach ;) a reszta szybko się gdzieś pochowała. Z przystani pojechaliśmy do pani dokarmiającej koty i zostawiliśmy u niej ryż, mięso, olej, jajka, ser oraz zgrzewkę puszek. Reszta puszek i torby z suchym jedzeniem jest u stróża na przystani, który będzie to sukcesywnie skarmiał. [u]Podsumowując.[/u] Mamy zielone światło dla sterylek. Małe, chore koty trzeba zabrać na leczenie na już!!! Potrzeba jeszcze więcej budek i co jakiś czas pomocy w żywieniu oraz dowitaminizowaniu kotów. Koty mogą tam zostać. Dzierżawca przystani, ani pracownicy nie uważają ich za problem. Wręcz lubią te koty. Zresztą i tak 90% z nich to totalne dzikusy, dorosłe dzikusy. Łapać na siłę, oswajać na siłę, gdy brakuje domów dla kotów w największej potrzebie? Uważam, że to bez sensu. Tam są bezpieczne, o ile kot wolnożyjący w ogóle może być bezpieczny. Trzeba je pokastrować i zostawić na miejscu, takie jest moje zdanie. Tylko te małe, chore... wciąż mam je przed oczami...
  21. Zróbmy tak: Ty ofujesz, a ja się wytarzam :diabloti:
  22. Rozczulające te zdjęcia Rity... Tak jej dobrze, uczy się ufać... Szybko nowy dom potrzebny, oj szybko... Przepraszam, że ostatnio mnie tu nie było, ale dzisiaj mieliśmy "akcję koty" [url]http://www.dogomania.pl/threads/178753-25-kotA-w-bez-dachu-nad-gA-owAE-bez-poA-ywienia-bA-agamy-o-pomoc-zachodniopomorskie[/url] a potem zupełnie niespodziewanie "akcję labrador" [url]http://www.dogomania.pl/threads/179223-LABRADOR-BISZKOPTOWY-znaleziony-w-okolicach-Goleniowa-Szczecina[/url]
  23. Zachodniopomorskie, okolice Goleniowa - biszkoptowy labrador! [url]http://www.dogomania.pl/threads/179223-LABRADOR-BISZKOPTOWY-znaleziony-w-okolicach-Goleniowa-Szczecina[/url]
×
×
  • Create New...