-
Posts
151 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by shadow1
-
Piękny onek Lemon wygrał ze śmiercią! Już w kochającym domku :)
shadow1 replied to Lemoniada's topic in Już w nowym domu
na razie się tylko wetnę ku pamięci bo nie mam czasu czytać od dechy do dechy -sorki. poźniej pewnie się zaktywizuję.pa,pa-zdrówka Mały Książę życzę -
druga noc bez ciepłego futerka wtulonego w moje ramiona. nie wysypiam się-brak mi tych naszych wieczornych mizianek i przeszkadzania Miszy w robieniu notatek. Tyle życiowej mądrości odeszło wraz z nią.Moja mała Scarlet O`Hara -miała dystans do każdego problemu.Uczyła mnie nie tylko szacunku ,tolerancji ale i cierpliwości, umiejętności spojrzenia z boku na niektóre sprzawy. Niemożliwe? Ależ nie -tak było. Pustka boli i nie jest prawdą ,że z czasem to minie.W tym roku pożegnałam już drugiego swojego oddanego przyjaciela.... W domu żałoba-reszta futrzaków jeszcze przed kilka dni będzie cicha i skupiona.Tak się zachowują kiedy jedno z nich odchodzi za Tęczowy Most. To dobrze ,że takie miejsce istnieje.Możemy wierzyć ,że jest im teraz dobrze naszym przyjaciołom i wiernym druhom.Ale pewnie tęsknią tak jak i my. Nie miałam siły uprzątnąc jej rzeczy.Zrobiła to za mnie rodzina.Ale co z tego kiedy cały czas słucha czy pustka przestanie być pustką.....
-
odeszła dziś w południe..... nie mogę jednak pisać ..może jutro ....dziś serce mi krwawi ,i będę ryczeć i wyć.. żegnała się wczoraj wieczorem ze mną.....
-
kurcze,że ja niestety nie mogę zaopiekować się dziewczyną :(
-
Kasiu, to niekoniecznie wolenie kotów ma wpływ na nasze relacje z psami :)) . Ja chyba też wolę koty-bo takie miękkie i miłe w dotyku są.....(żartuję oczywiście). Literatura mówi o osobniku alfa.Pewnie coś w tym jest.Może Asza jest bardzo wyczulona na nastroje i wyczuwa twoje zdenerwowanie.Ale nie będę kadzić bo nie jestem psychologiem tylko ileś lat mam okazję żyć wśród zwierząt. Opanowanie,konsekwencja ,zdecydowanie i zrozumienie psiej psychiki-tak to bardzo ważne jest. Ja kibicuję Aszce cały czas od początku.I pewnie dałabym jej dom ale niestety nie dziś,nie tylko dlatego ,że jeszcze moje serce nie zagoiło się po stracie wiernego i oddanego przyjaciela, z którym byłam do samego końca,po ostatnie uderzenie serca i ostatni oddech... Ale też dlatego ,że żegnam dziś inną moją wierną przyjaciółkę i oswajam się z myślą ,że jutro moge już nie mieć przy sobie czegoś miłego w dotyku.No i jeszcze diagnoza z wtorku,że nasz Maks ma padaczkę. Także moja sytuacja rodzinna nie pozwala na dziś na ofiarowanie miejsca w moim domu czterem łapom.Niestety. usiądź spokojnie w fotelu z filiżanką herbaty i przeanalizuj zachowanie swoje,tz,Aszy i kotów.Relacje,zachowania w różnych sytuacjach.Postaraj się to zrobić jak najbardziej obiektywnie.Może coś zauważysz. Bo tak na odległość to przecież trudno postawić diagnozę. A co do steryzlizacji-napewno jej charakter się zmieni,ale w którą stronę tego nikt nie zagwarantuje.To hormony muszą się uspokoić po takim zabiegu. Ale bądź dobrek myśli. Trzymam kciuki.
-
dziś wydaje mi się ,że jestem pogodzona z faktem,że jej już za kilka dni nie będzie. Widać oznaki niewydolności krążeniowo-oddechowej.Póki co nie dusi się,jest spokojna,lezy w łóżku.Źrenice źle reagują na światło. Ale reaguje na moją obecność. Staram się odnajdywać radość w naszych codziennych rytuałach-podawanie leku i karmienie,nasze rozmowy o tym ,że przyjaciele czekają na nią za Tęczowym Mostem,że nie będzie sama i samotna. reszta futrzanych domowników chyba też wie jaka jest sytuacja bo od tych dwóch bez mała tygodni nie ma harców po domu , bijatyk i wariackich pościgów. Wszyscy są tacy stonowani ,poważni.czasem nawet wydaje się ,że lepiej przygotowane są zwierzaki na to co nieuchronne i ostateczne.
-
jeszcze jest ze mną-cieszy każde przytulenie i dotyk miękkiego futra.... I tak się trudno rozstać.........to prawda. Taki mały kłębek ciepłego ,miłego w doktyku futerka a tyle miłości i oddania. I guzik mnie obchodzi czy inni się śmieją i pukają w czoło,że to tylko zwierzę. Może i tak, ale to prawda,że im dłużej człowiek żyje tym bardziej kocha zwierzęta-oddane ,kochające bezwarunkowo........ Chodząca miłość ,oddanie, zakaceptowanie moich wad........ Anioły Przemijania........uczą nas ludzi miłości,cierpliwości,tolerancji, oddania,poświęcenia i przemijania........ Dziękuję............
-
u nas był w ruchu mały rondelek,ale ja mam dom z ogrodem więc prowadzać sobie moge w nim psa jak chcę i na smyczy i bez i z rondlem w ręku lub z wiatraczkiem :evil_lol: i nikogo to nie dziwi. a "złapany" mocz to przechowałam w lodówce żeby nie starcił walorów do badania :cool3: może wypróbuj mój sposó z garczkiem w ustronnym miejscu,żeby sąsiedzi nie byli zbyt zdziwieni;) co robisz z psem i garnkiem....
-
piąta noc czuwania- oddycha ciężko, ale jeszcze jest ze mną.... sterydy działają..... dlaczego to robię? nie,nie z miłości-po pierwsze nie mam psychicznej siły żeby podjąć ostateczną decyzję ( te 3 w tym roku to chyba zbyt wiele na mnie jedną...),po drugie to płuca a one nie bolą...... jestem po długiej rozmowie z naszym vetem,wszystkie za i przeciw... nie cierpi, nie boli-to mnie usrawiedliwia.gaśnie bardzo wolno,codzienny rytuał-steryd, karmienie z ręki,odpoczynek w pościeli. Leży sobie słodko,odpoczywa....... w ciągu dnia kamienie.wieczorem-steryd, karmienie. Kuweta od wczoraj sucha. Może nerki przestaną wcześniej pracować i uśnie.....(mocznik zatruwa organizm) Płuca prawie całe zajęte przez nowotwór, ciężki oddech, spacer po sypialni z kilkoma przerwami i odpoczynkiem..... Nowotwór jest podstępny i nieprzewidywalny... Zycie darowało nam dodatkowe 3 lata po operacji wodniaka.Ileż ja się naczytała-literatura daje 1,5 roku przedłużenia życia po zabiegu. A my dwa razy dłużej. Jakiś rok temu nawrót choroby-ponownie guzy,brak możliwości powtórnej operacji.No i te płuca na których już przy pierwszym zabiegu zdjęcie pokazało plamki-to zaczątki guzów...decyzja-zapewnić komfort dożycia. te dwa ostatnie tygodnie-wszystko tak szybko się dzieje-jeszcze w czwartek 29 października biegała dziarska i wesoła,Terroryzowała mnie wieczorem-nie czytaj, miziaj,posuń się.........zgaśśśś wrzeszzzcie to światłooooo!!!! w następny czwartek zaczęło się-oddech krótki i taki ciężki..... tylko 7 dni........ Cóż -dziś będę czuwać i żegnać się .............
-
Kiedyś myslałam,że na odejście przyjaciela można się przygotować. Tak, być gotowym ,że ten ostatni dzień nadejdzie ........... Niestety za każdym razem kiedy oddany przyjaciel odchodzi moje serce rozpada się na biliony bilionów kawałków.Gdyby tak można zakuć je w stalową obręcz żeby nie czuło bólu i żalu.Tej pustki ,która później snuje się po domu jak cień.Wypełnia każdy kąt i każdą szczelinę. Gotowym być nie można ,ale można dostać od losu możliwość pożegnania z naszym przyjacielem.Można przeżyć z nim ten moment kiedy przechodzi przez Tęczowy Most i ostatni raz zwraca w się naszą stronę swoją..... Jego oczy mówią -nie smuć się przecież będę czekać, nie ma już bólu i starości,ciesz się z tego mojego szczęścia.Nie tęsknij tylko myśl o mnie ciepło.Kocham cię.... Ja miałam ten zaszczyć -odrpowadzić moich oddanych przyjaciół do Tęczowego Mostu. Oczywiście ,że bolało i boli do dziś. Ale wiem,że zrobiłam to z miłości i przywiązania do nich i oni gdyby byli Ludźmi (tak właśnie przez duże L ) zrobili by to samo dla mnie.
-
hmmm-może ona ma swoje sympatie ;) moje futra tak mają-z jednymi kotami baraszkują pół dnia a za jedną "ofiarą losu" bardzo tchórzliwą lubią poganiać. Ale staram się nad tym panować-nie można rasistą być ta drobinka strachliwa też musi mieć spokój.
-
Tęczowy Most wirtualnie - Dla niepogodzonych ze śmiercią przyjaciela....
shadow1 replied to Manu's topic in Tęczowy Most
to dobrze ,że mamy możliwość wspierana się w tak trudnych momentach kiedy odchodzi bliski przyjaciel.Nikt kto tego uczucia nie zaznał nie zrozumie ogromu bólu ,złości i czasami nienawiści ,że obcy ludzie mogą cieszyć się bliskością futrzastego przyjaciela a my już niestety nie........ Ale to prawda ,że czas leczy rany. W sobotę minie 6 miesięcy kiedy Rity nie ma przy mnie......... Ale dziś już mogę spokojnie opowiadać o jej żartach i swawolach ,o dziwnych pomysłach, o tym jak po mistrzowsku potrafiła kopać doły w ogrodzie i o tym jak musiałam ją pożegnać wyjąc z bólu i żalu wtulona w jej ciepłe futerko. Ale wiem też ,że już jest szczęśliwa za Tęczowym Mostem spotkała swoich przyjaciół dawno nie widzianych. I mam nadzieję ,że czasami spogląda w strone Tęczowego Mostu ,że czeka.... -
cały czas kibicuję Aszce-dziś tylko tyle mogę zrobić. Kasiu jeśli potrzebna jakaś pomoc to napisz na pw -niestety nie mogę pomoc w poszukiwaniu domku bo to takie specyficzne środowisko w którym jestem obecnie :placz:
-
:buzi: dla Aszki i uściski od mła
-
uff-sobie przeczytałam cały temat-niestety mam żałobę po mojej On-ce Ritce i niestety sytuacja domowa nie pozwala mi na dzień dzisiejszy zaopiekowac się dużym futrem ale jesli bedzie trzeba się przetransportować do Wa-wy z Pułtuska to walcie do mnie jak w dym.Mam ciężarówkę specjalnie dla Onków zakupioną więc mogę pomóc. I żałuję ,że mogę tylko kibicować .............................rozsądek górą niestety
-
na razie wpisze się bez komentarza żadnego-co by do mnie informacje przychodziły o tym temacie-bo kibicuję na ten czas tylko. Pa, pa....:razz:
-
w czwartek wieczorem przeprowadziłam ją za Tęczowy Most -była taka spokojna i ufna. To tu ją znalazłam.Cztery szczęśliwe lata. Tak szybko minęły. Teraz pozostał ból. Mówią- czas leczy rany. Ja to wiem ,ale jeszcze nie teraz.....................
-
6-tygodniowa Malinka odeszła [*] ŻEGNAJ KRUSZYNKO...
shadow1 replied to AśkaK's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
zrobiłaś wszystko co było możliwie-zanała uczucia miłości i to jest najwazniejsze. Teraz pewnie biega sobie i skacze z naszymi przyjaciółmi -nie jest samotna.I czeka na ciebie......... -
nie zdążyłam cię uratować -wybacz.......[`] teraz już nic nie boli.
-
Aaaa...jak czytam o jego uszach to zastanawiam się co ten ktosiek powiedziałby o mojej suni. Kiedy słyszy rozmowę telefoniczną ze swoją p.doktor to momentalnie przestaje rozumieć po polsku, a jak spi na sofie w salonie to zupełnie traci słuch.Czasem też szczypie jak ktos próbuje ją siłą wywalić z fotela lub sofy właśnie-ale żeby to były rzuty choroby na mózg? No nie wiem.Każdy sądzi według siebie.