Jump to content
Dogomania

malagos

Members
  • Posts

    44500
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    27

Everything posted by malagos

  1. No własnie, przecież po to ludzie biorą owczarki, jako stróże. A Kama spokojna, nie szczeka, tylko do ciepłego domu...
  2. Zostawiam ciepłe pozdrowienia, oby Was nie zasypało - jednak wschód Polski najbardziej zimowy tej zimy...
  3. A teraz, jak teraz wygląda?
  4. Z ogłoszenia na OLX cisza, z kilku ogłoszeń na Owczarkowych forach tez totalna... A i Skarpeta Owczarkowa miała się odezwać?......
  5. Już mi się wydawało, że Kama z Dianą mijają się w domu bezkonfliktowo, choć nadal smycz przypięta do Kamusiowej obroży, ale kolejna próba na dworze - nie bardzo... Diana unika Kamy, odchodzi, a ta małpa ją goni z zębami :( Czyli nadal u nas system mieszany - pół dnia w kojcu, popołudnie w domu, w zamkniętej kuchni. Ale dzięki temu wiem, co mówić potencjalnym osobom chętnym adoptować Kamę: dom bez kotów, najlepiej i bez psów, a Kama idealnie zachowuje się w domu, aucie, na smyczy.
  6. To by dla mnie był luksus: wszystkie psy w domu, rano wypuszczam na siusiu, same wychodzą i wracają, ja w tym czasie robię poranną toaletę, ubieram się, przygotowuję psom śniadanie, karmię koty, szykuje ptasią stołówkę... Od wiosny drzwi na taras otwarte od rana, całe towarzystwo wchodzi i wychodzi kiedy chce, łącznie z kotami... Ale nic to, jakoś sobie radzimy.
  7. Wpłynęło 35 zł z bazarku Nadziejki -dzieki!! I 50 zł od wujka Nuncek :)
  8. Dokarmiam ptaki, dwa - trzy razy dziennie wysypuję im ziarno, słonecznik i orzechy włoskie - mam skrzynkę orzechów sprzed roku, tylko je rozgniatam dziadkiem i kładę do karmnika. Kawki mają raj!
  9. Dopisuję do wydatków tabletki od robali - 3 dni po 3 tabletki po 7 zł = 63 zł. Codziennie zabieram Kamę do domu, na razie do kuchni, po południu. Na koty wyraźnie poluje, a nie mogę im takiej traumy fundować. Więc Kama siedzi w kuchni, koty w pokoju, i smycz w pogotowiu. Do Dianki przestała się rzucać, ale widzą się przez chwilkę. Z każdego spaceru Kama po prostu idzie do domu...ciągnie mnie jak lokomotywa... Ale musi trochę i w kojcu pobyć, podczas mojej nieobecności. Noce nadal w garażu, bardzo chętnie zostaje na kocach i piernatach, z miską chrupek i wodą. Wczoraj po raz pierwszy dałam Kamie potężną kość, obrabiała ją dobrą godzinę w kuchni, w ciepełku. Zobaczę, jak reaguje na kości, rano zrobiła niewielkiego kupala, normalnego. Trzeba się przyzwyczaić, że po 3 dniach normalnego załatwiania jest jeden dzień rozwolnienia, a karma zawsze ta sama (i puszki, i chrupki, i gotowane). Dziś ma być najchłodniejsza noc, u nas cały czas -15 stopni. Zimno, cholera!.......
  10. No, bardzo jestem ciekawa tego pierwszego wejrzenia :) I to z obu stron, he, he :)
  11. Rudasek uroczy! Bardzo się cieszę, ze do Ciebie, Maryś, trafi, bardzo!
  12. A jak to jest u wilków? Moze teraz rzeczywiście cieczka, a młode się rodzą w kwietniu, wiosną?.......
  13. Czy to jakiś sezon cieczowy?? Dziś rano na naszej ulicy nieznana mi suka i jej kawaler, potem widziałam ich przy mojej pracy, a jak wracałam-kolejna i dwóch kawalerów. Dwa domy dalej ONka ma cieczkę i też kilka psów się kręci.
  14. Próby udomowienia Kamy ... na razie testujemy na inne psy i koty. Do Bezi Kama odnosi się fajnie, a Beziolek zachęca do zabawy, kręci wokół Kamy kółeczka, odskakuje, merda ogonkiem. Ale do Dianki... nie układa się na razie. Zabrane obie na spacerek na smyczach przeze mnie i Tomka nie dogadały się. Kochana Dianka ucieka wzrokiem, nie szuka zaczepki, odchodzi, a Kama atakuje. Są zęby, szczekanie, skakanie na grzbiet. Ale spotkany na spacerze ONek, który podszedł zaciekawiony, to okazał się fajnym kumplem W takie mrozy zabierałam Kamę na noc do garażu -ciepło, dużo miejsca, woda w misce nie zamarza, miękkie posłanie. Od niedzieli wprowadzam Kamę też do domu, bo widać, że bardzo chce wejść, ze spaceru ciągnie do schodów i czeka pod drzwiami, jakby to znała z przeszłości. W kuchni zrobiłam kolejne posłanie i tu się uczy "domowości". Bo nie byłoby problemu, gdyby Kama była jedynym psem w domu. Jednak koty to nie jej bajka... Zwiedza mieszkanie na smyczy, ciągnie jak lokomotywa, chce zapoznać się z kotami (jak 4 lata temu Diana, polowała na Borysa ze 3 tygodnie!), ale jak Szara Koteczka, która absolutnie nie boi się psów, a owczarki wręcz kocha, wskoczyła na blat w kuchni i jadła, Kama bardzo reagowała- szczekanie, wskakiwanie na blat. Dobrze, ze cały czas ciągnie za sobą smycz i można ją przytrzymać (ale rękę urywa). Reasujmując: dom bez kotów, bez stromych schodów (normalne pokonuje bez trudu), pies - wg uznania Kamy. I Kama na pewno jest młodsza, niż ma wpisane w tej karcie ze schroniska, jest o wiele młodsza od Dianki. Nawet 10 lat bym jej nie dała.
  15. Pozdrawiamy i my z zasypanych sniegiem Kurpi - a śnieg nadal pada...
  16. Widzę, ze problem "nagłego nieposłuszeństwa" jest nieobcy wielu właścicielom psów :) Po prostu czasem może wyskoczyć nieprzewidywalna sprawa, ot co....
  17. Ale co do czipów ma ucieczka tych moich suniek ?Oczywiście, że mają czipy zarejestrowane.
  18. Ależ ja tak robiłam - wyszłam do nich na ulicę, próbowałam zwrócić na siebie uwagę wołając, ale małpy nawet się nie odwróciły! Wołając, biegłam w drugą stronę, tupiąc nogami, by mnie goniły, ale to też nic nie dało.... No, nerwów ta historia nas kosztowała, rzeczywiscie ...
  19. To taka historia, od teraz nigdy nie powiem, że zagubienie się psa to wina właściciela, że pies/suczka sama z siebie się nie gubi... Kiedyś dalszy sąsiad miał hodowlę berneńczyków, i czasem szukał wieczorami po wsi swoich psów, bo "bramę ktoś otworzył i one poszły w siną dal", inny często szukał swego bernardyna, który jak spokojne wielkie cielę kroczył po ulicach idąc po prostu przed siebie... No co za głupie psy, myślałam... Wieczór, godzina kilka minut po 22. Mróz -13, śnieg, to i ostatni przed snem spacer będzie krótki. Wypuściłam Dianę i Bezię, oczywiście bez obróżek, bo tylko przy domu pochodzimy, sama powoli się ubierałam, czapka, szalik, buty... Wyszłam do ogrodu, wołam psy. Cisza. Poszłam do sadu, bo tam ulubiony kącik na psie sprawy. Ciemno, zimno, wołam - cisza. Sprawdzam na wszelki wypadek furtę przy lecznicy - zamknięta. Wracam przed dom, wołam, gwiżdżę. Patrzę, furtka uchylona! (Do tej pory nie wiem, jak to się stało, wydaje się to niemożliwe!). Wyszłam na drogę i widzę te dwie moje larwy, jak sobie idą ulicą do głównej szosy na Ostrołękę. Oczywiście zawołałam, zaćmoktałam, licząc raczej na reakcję Bezi, bo Dianka głucha. I pędzę w ich kierunku, a ulica aż się skrzy, takie lodowisko! Im szybciej chcę je dogonić, to one szybciej uciekają!... Jak zobaczyłam je przed sobą u wylotu naszej uliczki na tę szosę wojewódzką, wróciłam do domu, obudziłam Tomka, szybko się ubrał i wyprowadził samochód. Pojechaliśmy na tę wojewódzką, cisza, spokój... Krążyliśmy po okolicy, kamień w wodę. Ja wreszcie poszłam w stronę dzikiego sadu, zadupie totalne, a Tomek pojechał do ryneczku naszej wsi. I tu obie panny namierzył. Ale też, im bardziej je wołał, tym szybciej się przemieszczały. Aż weszły na dawny placyk targowy, i Tomek zastawił autem wyjście. Dopiero dały się złapać, po kolei brał na ręce i wsadził do auta. Spotkaliśmy się pod bramą. Trwało to równo godzinę. Psy zachwycone wycieczką, jeszcze do kuchni się zameldowały, że może coś by zjadły?... I teraz co by było, gdybyśmy ich nie namierzyli? I nie szukali - przez ogłoszenia, plakaty, stronę gminy (a na wsi nie szukają, biorą kolejnego od sąsiada)... Poszłyby dalej, do innej wsi, pewnie za dwa dni by chłop zgłosił do gminy, ze się plączą jakieś psy, inny by dodał, ze pewnie wyrzucone z samochodu, i jakaś pani Małgosia by się musiała nimi zająć :(
  20. Odłowiona, jak to się mówi, przez Hycla w Wyszkowie, jakoś tak na początku grudnia, bo już 16 grudnia odwiózł ją do schroniska w Ostrowi Mazowieckiej.
  21. Wczoraj do gminnego kojca przywieźli psa - chłop ze wsi zgłosił, że od 3 dni siedzi u niego na podwórku :( Podobno duży, czarny.
  22. Aha, w kale u Kamy stwierdzono nieliczne jaja Strongyloides sp. czyli węgorka.
×
×
  • Create New...