-
Posts
3263 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by lavinia
-
Soema - są takie osoby i Twój post nie został niezauważony nie o wszystkim piszemy, z oczywistych przyczyn ;-)
-
ponawiam pytanie - zenobiusz - do ciebie skierowane ; dlaczego na Paluchu utrudnia się adopcje ?? Dorota Smith
-
Warszawa - miasta partnerskie Berlin (Niemcy) Chicago (Stany Zjednoczone) Düsseldorf (Niemcy) Haga (Holandia) Île-de-France (Francja) Londyn (Wielka Brytania) Oslo (Norwegia) Rio de Janeiro (Brazylia) Saint-Étienne (Francja) Tel Aviv (Izrael) Toronto (Kanada) Wieden (Austria) Wilno (Litwa)
-
zenobiusz, ale my się przecież znamy ...... :-) poczytałam dokładniej twoje posty i jestem przekonana, że się znamy. Tylko smutno mi, bo pamietam nasze kontakty sprzed kilku lat...pamietam, że mówiłam wszystkim, że z tobą można coś załatwić, jeśłi się spokojnie rozmawia i argumentuje. I załatwiłam kilka spraw, prawda ? Parę razy udało mi się ciebie przekonać, że jakiemus psu będzie jednak lepiej w domu niz w schronisku.... ale to było kilka lat temu.... dla mnie Paluch to też symbol, tylko nie Warszawy, a niedoli. A ludzie tacy jak ty, są symbolem tego miejsca Przeczytałam cały wątek od poczatku - te pytania, które zadała Leni w pierwszym poście są zasadne i odnoszą się do prawdziwego stanu rzeczy na Paluchu, i ty o tym doskonale wiesz... dlaczego więc stać cie tylko na klepanie formułek i ataki osobiste ? Odpowiedz na proste pytanie, zadawane tu wielokrotnie, z tylu juz stron - dlaczego na Paluchu utrudnia się adopcje ?? to nie jest pytanie o grunty, fundusze, czy ich brak. To jest pytanie zasadnicze, które jak do tej pory nie doczekało się odpowiedzi..... przejrzyj wątek - zobacz ile osób, zupełnie ze sobą nie powiązanych potwierdza ten fakt.....wszyscy kłamią ? piszą tę samą formułkę, podsuniętą im przez lavinię czy Leni ??? Chłopie, zdejmij te klapki z oczu, proszę..... dlaczego nikt z was nie spojrzał nawet na propozycję Leni, aby zorganizować spotkanie zainteresowanych stron i rozmawiać o możliwościach rozwiązywania problemów ? Czy nie rozumiecie, że tu nie chodzi o głowę p dyrektor, tylko o pomoc dla zwierząt, czyli generalnie o pomoc również dla was - dla Palucha ??? Dlaczego zdjęcia cierpiącego psa, są przez was wykorzystywane do kolejnego, bezsensownego ataku personalnego ?? Czemu pytania o utrudnianie adopcji, złe traktowanie zwierząt i wiele innych, są przez was ignorowane, zasypywane setką postów z bezsensownym bełkotem.??? Znasz taką bajkę "Nowe szaty króla" Andersena ? Bardzo mądra bajka.... Nikt nie przeczy, ze p dyrektor zrobiła wiele, by na Paluchu było lepiej niż kiedyś- to jest fakt niezbity. Jednak wiele to nie wszystko. Czasem trzeba też umieć wyciągnąć rękę po pomoc, a jeśli nawet nie samemu ją wyciągać, to przynajmniej nie odgryzać jej temu, kto pomoc proponuje, kto o mozliwość udzielenia pomocy prosi i błaga. I co dalej ?? Coraz więcej osób pisze, mailuje, dzwoni, opowiada swoje historie, przedstawia dokumenty, obdukcje weterynaryjne "zdrowych" psów, podaje daty i szczegóły. Czy naprawdę uważacie, że zaprzeczanie oczywistym faktom, to najlepsza droga ? A co będzie jeśli sprawą Palucha zajmie się ktoś, kto nie musi ogladać się na polityczne czy inne układy w tym Kraju ??? Ciekawe pytanie, prawda ??? Dorota Smith
-
z ogólnodostepnych for internetowych ; Take me home 18.11.08 Nie znam najnowszych danych dotyczących ilości bezdomnych zwierząt w Polsce. Jedno jest pewne - jest ich stanowczo zbyt wiele. Schroniska są przepełnione, w takim przykładowym Celestynowie koło Warszawy, przewidzianym dla 200 psów, jest non stop około 1500 zwierząt. Brakuje wszystkiego, i choć schroniska apelują o pomoc (mile widziane jedzenie i wszystko, co nadaje się na ciepłe legowiska - koce, kołdry, poduszki, ręczniki, czy stare kurtki), to odzew ciągle jest nieadekwatny do potrzeb. To nie jest typowo polski problem, ale chyba tylko u nas ciągle nie robi się nic, żeby coś w tej kwestii zmienić. Oprócz 1% nie kojarzę żadnej kampanii społecznej o tematyce prozwierzęcej. Schroniska na własną rękę organizują akcje adopcyjne, "dni otwarte" itp., ale bez poparcia mediów mają marne szanse na sukces. Tym bardziej, że często akcja swoją drogą, a schronisko swoją i np. na Paluchu, potencjalni właściciele psów czy kotów często traktowani są jak intruzi. Byłam tam trzy czy cztery razy, za każdym razem wyszłam zniesmaczona. A to wybrałam trzy nieodpowiednie psy, mimo ze wcześniej pytałam, do których boksów mogę zaglądać, a to "lekarza już nie ma i nie możemy wydać psa", a to "zapraszamy w innym terminie". Biada też temu, kto przyjdzie w nieodpowiednich godzinach... W końcu po coś ustalono, że psy można oglądać od 12 do 16. A że większość ludzi w tych godzinach jest w pracy, to już przecież nie problem schroniska. Najwięcej czarnej roboty "odwalają" wolontariusze i zwykli miłośnicy zwierząt, którzy na własną rękę szukają domów dla swoich "podopiecznych". Dorota Smith
-
z ogólnodostępnej strony www Urzędu Miasta Warszawa; Więźniowie na Paluchu W warszawskim schronisku Na Paluchu pracują więźniowie z Aresztu Śledczego przy ul. Kłobuckiej. - Nie ma znaczenia, jakie przestępstwo popełnili. Głównym kryterium jest pewność, że będą się dobrze zachowywać. Ważne jest też to, by mieli umiejętności przydatne w pracy - tłumaczy major Wiesław Rostkowski, zastępca dyrektora aresztu. - Nie miałbym oporów przed skierowaniem do schroniska skazanego, który dopuścił się przestępstwa wobec zwierząt. Wanda Dejnarowicz, dyrektorka warszawskiego schroniska, jest zadowolona z pracy skazanych: - Są wspaniałymi pracownikami, mimo że nie dostają za to pieniędzy. Czy przyjęłaby do pracy człowieka skazanego za znęcanie się nad zwierzętami? - Miałabym poważne wątpliwości, raczej nie - stwierdza. Przyznaje jednak, że nie wie, za co trafiły do więzienia osoby, które pomagają w schronisku.
-
z ogólnodostępnych for internetowych; tzw. kawarantanna na Paluchu to fikcja. nie dość, że sama osobiście brałam z Palucha rotkę która była na kwarantannie to jeszcze wydano mi agresywną do ludzi i nie sterylizowana suke z groźbą "ja panią znajde i odwiedzę" - tak usłyszałm w biurze 4 lata temu. ja robiłam za figurata praz transport do adopcji. suka trafiła do mamy mojej koleżanki więc dzień później mogliby jej szukac do upadłego. do kotów mnie nie wpuszczno, bo chciałam tam iśc z aparatem "na widok obiektywu i flesza kotki się zestresują"... powiedziałam, że zdjęcia będą bez flesza - tyż źle, "bo sama moja obecnośc tak zestresuje kotki, że im się pogorszy. no dobra, aparat zostawię w samochodzie. też niedobrze, bo aparat weźmie pan "Henio" (wyglądający jakby chwile wcześniej wydłubał się z kartonu na Dworcu Centralnym). ja mówię nie, bo jakoś nie wierzę panu Heniowi. a pani z biura, że skoro mnie widziała z aparatem to tylko jak pan Henio dostanie go w opiekę to wejdę (i wszytsko dla dobra kotków). a czy mogę ew. koty które zobacze ogóosić w necie, że są, że czekają? NIE.. bo? bo nie.... łącznie z ww. rotką byłam przy sześciu adopcjach psich na Paluchu. i albo wydawano sukę z zapisem "sterylizowana" (a nie była), albo wydawano psa agresywnego ludziom zupełnie niesprzawdzonym (ja go bede pilnował) a już szczytem wszystkiego było wydawanie psów "rasowych", które nigy nie pojawiły się w oficjalnej adopcji za 500 lub więcej złotych (opłata za opiekę, wyżywienie, leczenie...) ludziom z ulicy Ja wyadoptowywałam z Palucha psa i była to droga przez mękę. Najpierw pojechałam, wybrałam, była na dwutygodniowej kwarantannie, po skończeniu kwarantanny pojechałam - pies chory, więc nie wydadzą. Za jakiś czas pojechałam znowu - pies chory, jw. Pracownica schroniska ochrzaniła mnie straszliwie, że ona wie lepiej, że pies chory i nie wyda. Popłakałam się w tym schronsku, więc wolontariuszka zgodziła się wziąć ode mnie telefon, że zadzwoni jak można po nią przyjechać. Rzeczywiście za parę dni telefon na godzinę przed zamknięciem schroniska, żebym natychmiast przyjeżdżała po psa, bo jest weterynarz, który zgodzi mi się psa wydać. Nie mogłam tego dnia, bo było za daleko, żeby się wyrobić. Pojechałam następnego. Weterynarz ochrzanił wolontariuszkę, że poekazuje chore psy z kociarni (!). Ostatecznie zgodził się psa wydać. Nie dostałam żadnych leków, historii choroby, nic. W nocy pies kaszlał tak bardzo, że myślałam, że się udusi. Mama nie poszła do pracy, natychmiast z psem do wetrynarza. Przeziębiona, udało się wyleczyć. Pies na kwaranntannie siedział na gołej ziemi, w małej klatce z innymi szczeniakami (w tym z jednym ze złamaną łapką) pod koniec września. Dorota Smith
-
Kora, mam szacunek do tego co robisz, jednak sama wiesz, ze jest mnóstwo problemów "wewnątrzschroniskowych" - personalnych i innych i nie raz o tym rozmawiałyśmy, prawda ? I to, że utrudnia się adopcje, nie jest winą Urzędu... ile razy prosiłam Cię o pomoc przy próbach wyciągania z Palucha psów ?? Ile razy kilka lub kilkanaście osób angażowało się totalnie w nierówną walkę , po to, by uratować psa ze schroniska ??? Ile razy przegraliśmy, a psy odchodziły w smrodzie i brudzie, chore i umęczone, zamiast mieć przynajmniej szansę na godną śmierć, jeśli nie zycie ?? przecież Ty to wiesz Dorota Smith
-
z ogólnodostępnych for internetowych : Jakiś czas temu z siostrą zawiozłyśmy z wypadku potrąconego młodego kotka na Paluch, w nocy czekałyśmy na przyjęcie kotka do schronu jakieś 2 godziny, kocio miał pęknięta żuchwę, odgryziony języczek, nie był połamany, ale z nosa wystawał krwawy balon, wtedy w nocy nie umiałyśmy inaczej mu pomóc niż odwieść do schronu....... przyjął go w końcu weterynarz (młody chłopak) wsadził do kontenerka i postawił na szafce- wszystko to w gabinecie, dookoła chore konające koty z wypadków i zwłoki psa. Nic mu nie podał, miał obserwować, prosiłyśmy naiwne żeby mu pomógł, pan doktor odpowiedział: jeśli chcecie żeby wyzdrowiał musicie go stąd zabrać....... na drugi dzień wieczorem pojechałyśmy po Bąbla, był już w kociarni ( opiekunka zupełnie nie wiedziała o którego kotka nam chodzi, sama łaziłam wśród biedaków szukając naszego Bąbla) z masą innych kotów, nie muszę dodawać, że przez noc złapał wszystkie wirusy jakie tam były.... leczyłyśmy do dłuuugo.......i znalazłyśmy dom. Ogólnie widok kotów był zły, siedziały osowiałe i jakieś mokre
-
z ogólnodostępnych for internetowych: o kotach - i przy okazji pytanie - co się stało z kociarnią ????? Koty na Paluchu są dla mnie nie wiadomą. nie wiem dokładnie ile ich jest ale budynek kociarni zajmowany jest również przez psy, więc nie wiem gdzie mieszczą się wszystkie koty. Większość jest chora = nie do adopcji. Na Paluchu wychodzę z psami. W okresie letnim ze strachem wchodzę do biura bo boję się wypatrzeć jakieś kocie maluchy. Wydaje się że pp to nie jest odosobniony przypadek na Paluchu. Co do chęci współpracy z wolontariuszami (ja sama jeżdżę od 6 lat) - W zeszłym roku jakaś babka przywiozła kociaki (5 szt.), maluszki, na Paluch. Nie wiem ile miały, może ok. 4 tyg. Pomimo, że nie za bardzo miałam warunki na 5 kotów postanowiłam je wziąć. I kiedy przekonałam rodzinę schronisko powiedziało, że NIE. Nie mogę ich zabrać do siebie jako dt i nie mogę adoptować 5. Nie przemawiały do nich argumenty, że takie maleństwa szybko coś złapią, a w schronisku mają sporą szanse na zachorowanie w przeciwieństwie do mojego mieszkania... Do dziś żałuję, że po prostu nie wyszła z nimi ze schroniska. Paluch zrobił się popularniejszy w ostatnich latach, więc spodziewam się, że dużo osób będzie przynosić tam kociaki + eko patrol. Ale i dużo osób przychodzi tam PO kociaki. W ostatnią niedzielę widziałam dwa wyadoptowane maleństwa (mam nadzieję, że nie skończą jak kociak Nualla). Czy nie było by pięknie gdyby schronisko podpisało jakieś umowy z potencjalnymi dt, przeglądały u siebie (wet) kociaki zaraz po ich przybyciu a poźniej kontaktowali się z dt i jak najszybciej oddawały je. Można poświęcić ścianę w biurze na informacje o kotach z dt. Ale ja tam nie widzę chęci współpracy za to widzę chęć gromadzenia zwierząt. Skoro to napisałaś, to napiszę, że byłam tam już dość dawno.. Z jeszcze jedną osobą z Puchatkowa.. Proponowałam współpracę w odniesieniu do kotów długowłosych.. bo im jest trudniej.. Opowiadałam o tym co robimy i powiedziałam jak możemy pomóc.. Skutek jest taki, że lepiej nie mówić.. Dowiedziałyśmy się, nieco później że jesteśmy podejrzanym pseudozwiązkiem, który chce pokątnie zajmować się handlem persami ze schroniska.. i na tym zarobić.. Cytat dosłowny.. Dorota Smith
-
tegoroczny artykuł w ŻW - Paluch pęka w szwach Życie Warszawy | 10.3.2009 | rubryka: Wydarzenia | strona: 5 | autor: -Piotr Szymaniak ZWIERZĘTA Schronisko na Paluchu jest przepełnione, a zwierzęta żyją w skandalicznych warunkach - alarmują ekolodzy. - Daj Boże, żeby w innych schroniskach było tak dobrze, jak u nas - mówi szefowa schroniska. Na Paluchu przebywa 2,3 tysiąca zwierzaków, choć schronisko jest przystosowane najwyżej do 500. Rocznie przewija się przez nie 4,5 tys. kotów i psów. - To wszystko powoduje, że warunki, w jakich przebywają czworonogi, są skandaliczne -mówi Elżbieta Lipińska z Fundacji na rzecz Zwierząt Przytul Psa. - Maleńkie klatki, brak kontaktu z człowiekiem powodują, że stłoczone psy dziczeją. Dochodzi do pogryzień i zagryzień. Wolontariusze pomagający w schronisku przygotowali raport na temat sytuacji zwierząt. Zwracają w nim uwagę na fatalny stan pawilonów. „Nie spełniają one podstawowych wymogów higienicznosanitarnych oraz bezpieczeństwa. Złe odpływy skutkują gromadzeniem się szamba, w którym brodzą zwierzaki. W efekcie psy często chorują, co pociąga za sobą konieczność kosztownego i długotrwałego leczenia“ - piszą. Wanda Dejnarowicz, dyrektor Schroniska na Paluchu, przyznaje, że klatki wymagają modernizacji, ale twierdzi, że obrońcy zwierząt przesadzają. - Mamy problem z odwodnieniem, ale kałuże są też przy ratuszu - mówi. - Wiadomo, że po deszczu woda może stać w niektórych klatkach, ale ją odpompowujemy. Być może niedługo uda się ten problem rozwiązać. Po za tym przeprowadzane regularnie kontrole np. powiatowego lekarza weterynarii nie wykazują nieprawidłowości. Jak zaznaczają autorzy raportu, wielu z tych problemów można by uniknąć, gdyby proces adopcyjny w schronisku przebiegał sprawniej. -A ciągle jest tak, że więcej psów trafia do schroniska, niż z Palucha do adopcji -mówi Lipińska. W ubiegłym roku liczba adopcji w stosunku do przyjęć wynosiła83 proc. Pracownicy schroniska, w przeciwieństwie do wolontariuszy, uznają to za dobry wynik. -Nie możemy wpychać nikomu psów, to nie są rzeczy - wyjaśnia Dejnarowicz. -Przecież nie dam dresiarzowi groźnego amstafa. W momencie, gdy powiemy potencjalnemu chętnemu, że po adopcji będziemy robić wywiad środowiskowy, taki „miłośnik zwierząt“ jest już za furtką. Raport zamieszczony jest na stronie Strona o bezdomych zwierzakach.... Odpowiedź na artykuł Dyrektor Schroniska Na Paluchu: W artykule autorstwa Pana Piotra Szymaniaka pt. ”Paluch pęka w szwach” (śycie Warszawy, 10.03.2009r.) znalazły się nieprawdziwe informacje. Nie jest prawdą, że „schronisko jest przystosowane najwyżej do 500 (psów)”. Tylko część zmodernizowana /1ha/ należąca do m.st. W-wy jest przewidziana na 700 psów i 158 kotów , a na tym terenie przebywa ok. 860 psów i 72 koty. Ponadto schronisko „Na Paluchu” użytkuje dodatkowe 3ha terenu, użyczone bezpłatnie przez Porty Lotnicze. Przebywa tam 1387 psów w 529 boksach. Nieprawdą jest również, że w Schronisku psy „dziczeją”. Podlegają one socjalizacji - w trudnych przypadkach jest wzywany behawiorysta, a sam wskaźnik adopcji mówi , że psy są zsocjalizowane / 83% względem napływu/, a przecież wśród napływających są nie tylko stare i chore, ale także takie, które nigdy nie widziały smyczy. W ubiegłym roku zostało zaadoptowanych 2.930 piesków i 342 koty. W ramach wyjaśnienia, które nie wchodzi w skład sprostowania, chciałabym zaznaczyć, że na dzień dzisiejszy przebywa 426 psów, które muszą przebywać osobno - są to psy należące do ras agresywnych - dlatego też w niektórych boksach jest więcej niż 3 pieski. Średni wskaźnik zagęszczenia, który także sprawdza Powiatowy Inspektor Weterynarii - to 2,4. Schronisko posiada dokumentację jednostek nadzorujących, które mają do tego uprawnienia i kompetencje i potwierdzają dobry stan warunków przebywających tu zwierząt. Schronisko było wybudowane i zaprojektowane według standardów unijnych. Trudny teren powoduje, że czasami w boksach stoi woda, ale jest ona każdorazowo usuwana przez pracowników. Na dzień dzisiejszy, po wykonanej ekspertyzie – będzie wykonana korekta odpływu wody, która zbiera się po ulewnych deszczach. Na ilość zwierząt, która przybywa nie mamy wpływu. Zgodnie ze statutem musimy przyjąć każde zwierzę bezdomne z terenu m.st. W-wy. Dorota Smith .
-
ze strony wolontariuszy - 2008 rok !!!!!!! Dwa nasze rottweilery (942/08 i 601/08) nie żyją. Trzeci - 609/08 trafił do geriatrium - dlaczego? Dwa na raz... Ile jeszcze psów, o których nie wiemy zakończyło życie i dlaczego? W pawilonach wciąż przez rzadkie kraty okaleczają się psy. Nic się z tym nie robi. Tylko dokłada się psy - po 5, po 6, po8... Odgryzają sobie łapy i ogony. Cierpią a szpital zapełnia się cierpiącymi zwierzętami wymagającymi długiego i kosztownego leczenia. Gdy prosimy o zabezpieczenie słyszymy, że projektant nie zgadza się. Nie zgadza się też na pobudowanie wybiegów dla szpitala aby zwierzęta nie musiały załatwiać się w klatkach szpitalnych gdyż ważniejsze są trawniki niż dobro zwierząt. Zbudowano schronisko BUBEL Złe odprowadzanie wody w pawilonach, brak zadaszenia nad wybiegami, niebezpieczne kraty pozwalające na zagryzanie się i okaleczanie się zwierząt, łamiące się na ostre kawałki źle funkcjonujące bramki i wiele wiele innych wad... Po prostu bubel, za który parę osób wzięło gigantyczne pieniądze. 15 milionów złotych kosztowały nas podatników pawilony, które generują ogromne koszty i cierpienie zwierząt. JEŚLI CIERPIENIE ZWIERZĄT NIE PRZEMAWIA DO URZĘDNIKÓW TO POWINIEN PRZEMÓWIĆ RACHUNEK EKONOMICZNY. Protestujemy. Nie zgadzamy się na niegospodarność oraz obojętność władz miasta wobec nieprawidłowości w schronisku a także całkowite lekceważenie podstawowych praw zwierząt - w tym prawa do godnego życia i bezpieczeństwa ! Na Paluchu psy przebywają w maleńkich klatkach i i często w dużym zagęszczeniu. Jedynym ratunkiem dla ich psychiki i ulżeniem w ciężkiej doli, w tych nienaturalnych warunkach są wolontariusze. Niestety Dyrekcja nie jest specjalnie zainteresowana zwiększeniem liczby wolontariuszy. Już kilkanaście podań czeka... i wciąż przybywają nowe... A psy wyją z tęsknoty za trawą, dostają klaustrofobii z zamknięcia i braku ruchu oraz braku kontaktu z człowiekiem. Przepełnienie Na Paluchu jest ogromne. Prosimy aby w tej wyjątkowej sytuacji trochę poluzować surowe procedury adopcyjne. Dziś znowu byłam świadkiem odmówienia adopcji. A ten duży psiak, kaukaz zwolniłby całą klatkę. PROCEDURY SĄ ŚWIĘTE I NIEPRZYJAZNE - POWODUJĄ PRZEPEŁNIENIE. Widziałam dziś w pawilonie 4 duże psy stłoczone po 6 i 7 w maleńkich boksach. A tu bilbordu jak nie ma tak nie ma, za mało promocji i za dużo odmawiana i utrudniania adopcji.. Niestety, wróciłam z urlopu i czekały na mnie same złe wieści. Ogryzek zniknął.XXXX długo nie mogła dowiedzieć się co się z nim stało. Zbywano ją nieprawdziwymi informacjami. Często jesteśmy tak traktowani w biurze adopcji schroniska. Nie udziela nam się informacji lub po prostu oszukuje. A prawda jest smutna - zniknął. Tak po prostu rozpłynął się... Jak wiele innych piesków.... Oficjalna informacja - w czasie burzy uciekł... Domyślam się, że nie żyje. Ten biedny piesek wiele przecierpiał w schronisku. Wiele razy był gryziony przez inne psy gdyż tak go lokowano. Trafiał kilka razy do szpitala gdzie w maleńkiej ciemnej klatce czekał na nas jak na zbawienie a gdy przychodziliśmy odmawiano wydania go na spacer... Ogryzek tak dużo przecierpiał nie tylko przez tych, którzy go kiedyś porzucili ale i przez tych, którzy powinni mu pomóc, dać bezpieczeństwo i szansę na lepsze życie. Zawiedli go ludzie. Żegnaj Ogryzku. Schronisko to przecież bardzo niebezpieczne miejsce. A my nie zdążyliśmy ci pomóc. W ogóle w sobotę było Na Paluchu smutno. Mało wolontariuszy, zniechęcanie a czasami wręcz szykanowanie tych, którzy jeszcze są, mało adopcji i psy brodzące we własnych odchodach. To ostatnio coraz częściej się zdarza. Za mało pracowników, za mało wolontariuszy, za mało działań schroniska aby poprawić los psiaków. I tylko słyszymy wciąż od Dyrekcji - my nie usypiamy, jesteśmy dobrzy.... A przecież zagryzanie, ucieczki, nieleczone choroby... to ukryta i okrutna eutanazja. I w ten słoneczny czas dla ludzi, psom jest coraz smutniej. Pomóżcie. zródło www.psy.warszawa.pl Czy nadal będziecie usiłować nam wmówić, że całe zło na Paluchu to wina Urzędu ??? Bałaganu z gruntami ??? Dorota Smith
-
z forum TVP www.tvp.pl ; Jestem wolnotariuszem na Paluchu. Może wiele osób będzie miało pretensje o to, że wolnotaiursze nic nie robią, żeby pokazać jak naprawdę wygląda życie zwierząt na Paluchu, ale jesteśmy bezsilni. Mamy pod opieka swoje psiaki i "wilczy bilet" (nazwisk ujawniać nie możemy, dyrekcja może nam zabronić wstępu na Paluch a to dla nas, a raczej dla naszych podopiecznych będzie zbyt wuielki cios) to tragedia dla naszych podopiecznych. Schronisko na Paluchu to jedno z najgorszych w Polsce. Przepełnione klatki (zamiast 2 4, 6 psów) powodują, że: 1. nie wszystkie psiaki mogą wychodzić na spacery 2. nie wszystkie pieski jedzą, czy pija. W klatkach są dominatorzy, zabraniaja dostępu innym zwierzętom do misek poprzez gryzienie ich. 3. opiekunowie zwierząt, zatrudnieni na stałe to w większości oprawcy. O czym śiwadczy fakt, że jak wolnotariusz wchodzi do klatki psy do niego lgną. Jak wchodzi opiekun, 5 na raz ładuje sie do jednej budy ze strachu! Wszystkie informacje zawarte w Internecie są prawdziwe. Psy w ksiazeczki maja wpisane zdrowe, co nie jest prawda! Weterynarz "oglada" je na zewnatrz wydajac diagnozy. Pozniej czesto okazuje sie, ze psy sa schorowane, koszty leczenia ogromne. Psy w wiekszosci nie sa zaszczepione. szczepi sie je przy adopcji. Naraza to zycie i zdorwie osob odwiedzajacych je a przede wszystkim wolnotariuszy. psy w geriatrium oczekują na śmierć. Dużą część z nich umiera w meczarniach, bo za kadencji pani dyrektor żadne zwierze nie bedzie uspione....Nie moga wychodzic na spacery. Odwiedzajacym wydaje sie, ze schronisko jest nowoczesne, ze wszystko gra i psiaki sa w nim szczesliwe. Wystarczy tez posluchac p. dyrektor czy p. Dyrektora (jego praca to spacery po schronisku). Wszystkie zaslugi, wszelkie promocje schroniska naleza wylacznie do wolnotariuszy. Wystarczy spojrzec na strone Palucha a tam z mozliwych 2500 psow wyeksponowane 5 szt na 15 stronach. Żenada! Wszystkie bilbordy, i reklamy zwierzakow do adopcji to zasluga darczyncow i czas wolny wolnotariuszy! Duzo by pisac o tym wszystkim co sie tam dzieje. O biurze adopcji, ktore wrecz zniecheca do adopcji, zabrania ich w wielu przypadkach. O braku obslugi odwiedzajacych gosci, z czego duza czesc wychodzi z niczym. O opryskliwosci pracownikow i utrudnianiu pracy wolnotariuszom, o ich agresywnosci w stosunku do wolnotariuszy itp. itd. Błagam Was. Wyemitujcie ten program! To bardzo ważne dla psów, dla osób które chcą im pomoc a maja zwiazane rece. W Was jedyna nadzieja na poprawe warunkow w tej mordowni! Dorota Smith
-
nie ukazał się....to i dobrze !!!! ukaże się jeszcze lepszy, w innej może telewizji ?? najważniejsze jest to, ze coś się ruszyło i mogą wydzwaniać, protestować, grozić, znajdą się tacy, którzy się nie przestraszą a że dyrektorka ma plecy ?? a niech ma i dobrze - tym ciekawiej będzie, gdy te powiązania ujrzą swiatło dzienne i trzeba dalej pisać i pisać i mówić, że to hańba i skandal
-
PILNE - JESZCZE JEST CZAS !!!!! kontakt poprzez stronę Celownika: Celownik - Telewizja Polska SA tel: +48 (0-22) 507 01 18 najlepiej we wtorek od godziny 9:50 Hanna.Mentlewicz@tvp.pl celownik@tvp.pl SEKRETARIAT JEDYNKI - 0225476061 SEKRETARIAT REDAKCJI PUBLICYSTYKI 0225476555 REDAKCJA CELOWNIKA 0225473347 jest również forum Celownika - tam tez możemy się wypowiedzieć !!!!!!! Celownik - Telewizja Polska SA http://forum.tvp.pl/ - trzeba się zarejestrować Jest jeszcze czas !!!! __________________
-
zestawienie skopiowane z ogólnodostępnej strony www Bianka, czy chodzi Ci o to ? takie dane znajdziesz tu; Dane ze schronisk woj. mazowieckiego Dorota Smith
-
Buldożki w nowych domach :-)- Akcja zakończona - dziękujemy :-)
lavinia replied to lavinia's topic in Już w nowym domu
oooo świetne wieści :-) super -
Buldożki w nowych domach :-)- Akcja zakończona - dziękujemy :-)
lavinia replied to lavinia's topic in Już w nowym domu
dzięki wielkie :-) -
kontakt poprzez stronę Celownika: Celownik - Telewizja Polska SA tel: +48 (0-22) 507 01 18 najlepiej we wtorek od godziny 9:50 Hanna.Mentlewicz@tvp.pl celownik@tvp.pl SEKRETARIAT JEDYNKI - 0225476061 SEKRETARIAT REDAKCJI PUBLICYSTYKI 0225476555 REDAKCJA CELOWNIKA 0225473347
-
cieszę się, że wątek jest moderowany wracając do konkretów - emisja reportażu planowana jest na jutro wieczorem w programie " Na Celowniku" w TVP. Reportaż ze względu na olbrzymie naciski z wiadomych stron, miał się nie ukazać. Jednak ilość maili i telefonów popierających emisję tego materiału przerosła wszelkie oczekiwania - mnóstwo osób chce, by program został pokazany !! dlatego też uważam, że dyskusja z tymi trzema osobami na wątku, które usiłują za wszelką cenę jątrzyć i jak mantrę klepią "nikt nam nie powie, że białe jest białe, a czarne jest czarne" jest bezsensowna - o wiele lepiej bedzie, jeśli skierujemy naszą energię w stronę zorganizowania się i wykorzystania faktu, ze po raz pierwszy od długiego czasu zaczynamy jawnie i otwarcie mówić o tym, co naprawdę dzieje się na Paluchu. I nie chodzi tu przecież rzeczywiście o historię jednego psa z ogryzioną łapą. wszelkie inicjatywy, czy to z Poznania czy z końca Świata, jeśłi prowadzą do poprawy życia tych zwierząt, są zasadne i potrzebne i niech nikt się nie zraża tym, ze zostaje przez obrońców Palucha obrzucony błotem. Myślę, ze o ważnych decyzjach najlepiej dyskutować poza forum, z wiadomych przyczyn. i jak zwykle, ponawiam prośbę o głosy poparcia dla emisji materiału - namiary są w pierwszym poście dodatkowo są jeszcze numery telefoniczne - NUMERY GDZIE MOŻNA POROZMAWIAĆ Z KIMŚ NA ŻYWO : SEKRETARIAT JEDYNKI - 0225476061 SEKRETARIAT REDAKCJI PUBLICYSTYKI 0225476555 I WRESZCIE REDAKCJA CELOWNIKA 0225473347
-
ostatnia droga....zanim [B]ZDECHŁA Z SZOKU[/B] w schronisku z XXI wieku [IMG]http://img207.imageshack.us/img207/8321/img0209resizeym9resizee.jpg[/IMG] Dorota Smith
-
ta sunia [IMG]http://img133.imageshack.us/img133/5924/img0205resizege3.jpg[/IMG] [IMG]http://img133.imageshack.us/img133/2840/img0208resizexr7.jpg[/IMG] długo jeszcze będzie mi się śniła po nocach sunię zauważyłyśmy w poniedziałek o 12.30 - siedziała w zbiorczym boksie, niedaleko biura - w miejscu doskonale z biura widocznym. Siedziała w kącie, bez możliwości poruszenia się - wokół niej biegały psy reagujące agresją na najmniejszy ruch, psy całe we krwi - jej krwi Noga tej suni obgryziona była do kości - nie było na tej nodze ani mięsa, ani ścięgien, ani skóry - sama kość i zaschnięta już krew - bo sunia musiała tak siedzieć od kilku godzin, wbita w kąt boksu, a nie od kilku sekund. Ta sunia była biało - czarna, ale cała pokryta była własną, zaschniętą już krwią...taki czerwony, trzęsący się pies, z nogą obgryzioną do kości.... Pobiegłyśmy natychmiast do biura i do gabinetu weta błągając o pomoc...i [B] nikt nie miał czasu dla nas ani dla tej suni.[/B]..po może 15 minutach udało nam się znależć [B]wolontariusza[/B] ( nie pracownika, bo byli zbyt zajęci ), który krzycząc do psów [B]"a wy k....y znów to zrobiłyście"[/B] wpadł do boksu i bijąc inne psy na oślep pasem wyciągnął z niego naszą sunię..... sunia na pasku poszła za nim na trzech łapkach do szpitala...nie mogłyśmy jej zabrać, mimo tego, ze proponowałyśmy to i w biurze i u weta. Powiedziano nam, że już w szpitaliku się nią zaopiekują... zostawiłyśmy namiary na siebie, prosiłysmy, by pozwolono nam ją zaadoptować, nawet, jeśli łapa będzie amputowana...do szpitala nas nie wpuszczono.... następnego dnia rano, gdy przyjechałyśmy na Paluch, powiedziano nam, że - cytuję - [B]suka zdechła z szoku po doprowadzeniu do szpitala[/B] Czy nie wydaje się to dziwne. podpisuje się pod tym postem imieniem i nazwiskiem - [B]Dorota Smith[/B] - to co tu opisałam to fakty, z dnia 13 stycznia 2009 roku, ze schroniska na Paluchu w Warszawie. Oprócz mnie, w sytuacji tej uczestniczyła osoba towarzysząca mi i wolontariusz schroniska.
-
[B]Słuchajcie - bardzo, bardzo proszę - skupmy się na wysyłaniu maili do Celownika i na dzwonieniu tam !!!! Popierajmy emisję tego reportażu !![/B] Bardzo proszę, nie mogę więcej napisać, ale to co robimy i nasze słowa poparcia dla tego materiału wysyłane do redakcji są zauważane - [SIZE="5"][B]TO DZIAŁA !!!![/B][/SIZE]
-
list skopiowany z ogólnodostępnej strony www[I] Szanowna Pani Wanda Dejnarowicz Dyrektor Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt ul. Paluch 2 02-197 Warszawa Szanowna Pani Hanna Gronkiewicz-Waltz Prezydent m st. Warszawy Plac Bankowy 3 00-142 Warszawa Sprawa dla większości społeczeństwa będzie z pewnością nieistotna, gdyż odszedł tylko kolejny pies. Jednak odszedł, ponieważ nikomu nie chciało sie pochylić nad jego losem. Sprawa dotyczy psa z Palucha, o numerze 296/09. Dla mnie, dotyczy mojej ukochanej Dianki, która odeszła po 8 dniach od adopcji ze schroniska "Na Paluchu". Nie musiało tak być, a wystarczyło tylko trochę dobrej woli. Diana pierwszy raz trafiła na "Paluch" w październiku 2006 roku. Trafiła jako pies z problemami neurologicznymi. Była adoptowana kilkakrotnie i w końcu miała znaleźć swój ukochany dom 2 lata temu, w styczniu 2007 r. Wydana została przez schronisko jako pies specjalnej troski, ale nikt, przez te 2 lata, nie sprawdził tej adopcji !!! Trafiła znów na Paluch jako wyrzucony pies w dniu 28 stycznia 2009 r. Miała czip więc wiadomo było kto jest właścicielem, wiadomo było też, że pies jest psem przewlekle chorym. Gdyby nie mój upór pewnie nigdy by do mnie nie trafiła. Kiedy zadzwoniłam pierwszy raz w sprawie adopcji usłyszałam od pracownika schroniska o nazwisku Maj, że on nie wie, żebym mu głowy nie zawracała, ze pies ma niejasną sytuację prawną itd". Arogancja i brak wiedzy na temat psa spowodował mój telefon do Dyrektora. schroniska. I cóż, nagle okazało sie, że można wydać psa, że sprawy z poprzednim właścicielem da się szybko uregulować. [B]Zabrałam Diankę w niedziele 22 lutego br. Diana była w bardzo złym stanie, lekarz wypisujący psa dał mi wyniki badań sprzed 2 lat !!!!. Przez 3 tygodnie pobytu w schronisku nie zrobiono NIC !!!! Pomimo, że wiedziano po numerze czip co to za pies i jakie ma problemy zdrowotne. Pytam dlaczego??? Dlaczego nikt nie leczył i nie diagnozował tego psa???[/B] Schronisko utrzymuje sie z pieniędzy podatników, wiec chyba mam prawo zapytać dlaczego nikt nie podjął leczenia tego psa ??? Diana odeszła wczoraj, odeszła, ponieważ dla ludzi, pod których opiekę trafiła była tylko numerem 296/09. Sprawa Diany nie jest odosobnionym przypadkiem w schronisku Na Paluchu. Portera adoptowałam ze schroniska " Na Paluchu" latem 2007 roku. To był starszy, schorowany pies ..... schronisko go leczyło..... W sierpniu, po adopcji, miał jeszcze szwy po zabiegu, który lekarze w schronisku wykonali mu w maju !!!.Trzeba było zrobić mu kolejny zabieg żeby je usunąć, gdyż schronisko tego nie dopilnowało. Dla schroniska nie był Porterem, psem który czuje, ale kolejnym NUMEREM. Axxxx Pxxxxx; [/I]zródło [url]www.psy.warszawa.pl[/url][I] Dorota Smith [/I]
-
proponuję ignorowanie tych postów - są ewidentnie zaczepne, po to, by wywołać awanturę, żeby wątek mozna było wtedy zamknąć wracając do schroniska XXI wieku..... ze strony wolontariuszy [I][B]21 marca 2009 r. - Bullik już kolejnyi raz poraniony...[/B] Zdaniem wolontariuszy nie wygląda aby był pogryziony. W ostatnią sobotę gdy zobaczyłam 5 szwów na jego policzku powiedziano mi, że wybiegł z klatki podczas sprzątania... Dziś otrzymałam informację, że to usunięty guzek... [B]Naszym zdaniem to człowiek zadał mu te rany...[/B] Prosimy o bezpieczeństwo dla Bullika. Tak, jest energetyczny i nieznośny, ale to nie powód[/I] aby go krzywdzić. Bullik jest w niebezpieczeństwie. [IMG]http://img194.imageshack.us/img194/4554/bul6resize.jpg[/IMG] [IMG]http://img194.imageshack.us/img194/8320/bul5resize.jpg[/IMG] Dorota Smith