Jump to content
Dogomania

nefesza

Members
  • Posts

    2909
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by nefesza

  1. Poddalam zagadnienie pod dyskusje. Po prostu. A nuz moze ktos o tym "poczuciu czasu" slyszal takze. Wiem, ze niewiele jest psich szczesciarzy, co maja pana caly czas w domu i jeszcze zeby ten pan je kochal i opiekowal sie nimi. Moja poprzednia sunia (jak i obecna) niestety dosc dlugo zostaje sama. I nawet, jak przychodzil weekend i bylam z nia caly dzien, to ozywiala sie poznym popoludniem. Czyli nawet dluga nieobecnosc moze "znormalniec" dla psa. Szukalam tez na to potwierdzenia. W takim razie glosy "pies moze zostawac sam tylko tyle-a-tyle" nie maja racji bytu.
  2. Mam troche watpliwosci. Wiadomo, ze pies jest zwierzeciem stadnym i nie znosi samotnosci, podobnie jak czlowiek. Jednak slyszalam (czytalam?) gdzies, ze psy nie maja poczucia czasu i to, czy pana nie ma pol godziny, dwie, piec czy dziesiec nie ma dla niego znaczenia (roznicy). Czy tak jest? Jesli tak, to w takim razie skad glosy "psa mozna zostawiac samego do 5 godzin"? Druga watpliwosc - nie ulega watpliwosciom, ze psy sa inteligentnymi stworzeniami i potrafia sie dostosowac do panujacych warunkow. I znow to samo pytanie - czy nie potrafia sie w takim razie dostosowac do samotnosci w ciagu dnia? Moim zdaniem potrafia. Co do pierwszego pytania - ciekawa jestem Waszych opinii.
  3. Nie wiem, dlaczego jestescie az tak bardzo "anty". Az boje sie powiedziec, ze mialam psa, ktory zalatwial sie glownie do kuwety wlasnie. Owszem, troche to trwalo, nim sunia zrozumiala, ze "kuweta-tak, reszta mieszkania-nie" ale udalo sie. Co nie znaczy, ze na spacerkach sie nie zalatwiala takze, ale to bylo przeze mnie ignorowane wiec "niezauwazalne" dla psa. I nie uwazam, ze robilam tym psu krzywde. OK, teraz czekam na lincz. Ale mimo wszystko, kolejnego psa tez bede tego uczyc.
  4. To i ja powiem slowo od siebie. Mam za soba juz dwie eutanazje. W pierwszym przypadku moja sunia bokserka miala 13 lat. Nie doszla do siebie po kolejnym ataku padaczki. Odeszla w maju, 4 lata temu. Bolalo bardzo, w koncu to byla moja "siostrzyczka". Niestety znowu w maju - tego roku - zmuszona bylam poddac eutanazji kolejna, niespelna 2 letnia suczke. Oxanka - jak sie okazalo - miala wiecej chorob niz moglo pomiescic jej malutkie, poltorakilogramowe cialko (yoreczka). Robilam wszystko, co tylko bylo dla mnie mozliwe zeby ja ratowac. Mimo, iz stan jej zdrowia pogarszal sie, tak naprawde odeszla w ciagu tygodnia. Ostatnie 3 dni lezala sparalizowana, nekana atakami padaczki i atakami serca. Lypala powietrze jak ryba bez wody. Lekarz i ja za nim dalismy jej 3 dni na sterydach, na chocby "pol kroku do przodu". Niestety nie zrobila ich. Najgorsza byla wlasnie decyzja.... a ja bylam z nia do konca, glaszczac i szepczac "spij malutka, bedzie dobrze...." Teraz mam kolejna sunie, zupelnie innej rasy - to dobry sposob. Chyba nie moglabym miec "takiego samego" psa jednego po drugim. Mimo, iz Oxa byla zupelnie inna, porownan nie da sie uniknac. Tym bardziej, ze wciaz zywe sa w pamieci obrazy Oxanki jako szczeniaka. Wciaz wieczorem potrafie ryczec i myslec "po co mi nowy pies, ja chce Oxanke" by za chwile sama siebie przywolac do porzadku. Oxanka do mnie nie wroci, a ja mam kolejna istotke, dla ktorej jestem calym swiatem. I wiem, ze tesknota kiedys sie zmniejszy, porownania sie skoncza.... Zastanawiam sie czasem, czy nie za szybko wzielam nowego psa... ale czy teraz, czy pozniej... i tak bym przez to musiala przejsc...
×
×
  • Create New...