To i ja powiem slowo od siebie. Mam za soba juz dwie eutanazje.
W pierwszym przypadku moja sunia bokserka miala 13 lat. Nie doszla do siebie po kolejnym ataku padaczki. Odeszla w maju, 4 lata temu. Bolalo bardzo, w koncu to byla moja "siostrzyczka". Niestety znowu w maju - tego roku - zmuszona bylam poddac eutanazji kolejna, niespelna 2 letnia suczke. Oxanka - jak sie okazalo - miala wiecej chorob niz moglo pomiescic jej malutkie, poltorakilogramowe cialko (yoreczka). Robilam wszystko, co tylko bylo dla mnie mozliwe zeby ja ratowac. Mimo, iz stan jej zdrowia pogarszal sie, tak naprawde odeszla w ciagu tygodnia. Ostatnie 3 dni lezala sparalizowana, nekana atakami padaczki i atakami serca. Lypala powietrze jak ryba bez wody. Lekarz i ja za nim dalismy jej 3 dni na sterydach, na chocby "pol kroku do przodu". Niestety nie zrobila ich. Najgorsza byla wlasnie decyzja.... a ja bylam z nia do konca, glaszczac i szepczac "spij malutka, bedzie dobrze...."
Teraz mam kolejna sunie, zupelnie innej rasy - to dobry sposob. Chyba nie moglabym miec "takiego samego" psa jednego po drugim. Mimo, iz Oxa byla zupelnie inna, porownan nie da sie uniknac. Tym bardziej, ze wciaz zywe sa w pamieci obrazy Oxanki jako szczeniaka. Wciaz wieczorem potrafie ryczec i myslec "po co mi nowy pies, ja chce Oxanke" by za chwile sama siebie przywolac do porzadku. Oxanka do mnie nie wroci, a ja mam kolejna istotke, dla ktorej jestem calym swiatem. I wiem, ze tesknota kiedys sie zmniejszy, porownania sie skoncza....
Zastanawiam sie czasem, czy nie za szybko wzielam nowego psa... ale czy teraz, czy pozniej... i tak bym przez to musiala przejsc...