Joanko, dobra i dzielna kobieto, wiem, że ględzenie w necie w niczym nie pomaga, ale podziwiam Twoją odporność i determinację. Moje zwierzaki nie są pampersowane, a i tak czasami mam ochotę je zamknąć w piwnicy (oczywiście tylko koty, bo pies jest zazwyczaj bardzo grzeczny - chyba wie, że nie może tego mi robić i być paskudem jak kocidła). Dziś w nocy przespałam może ze 3 godziny, bo koty źle znoszą zmianę pogody na chłodniejszą i same nie wiedzą co ze sobą zrobić w nocy - to znaczy wiedzą na pewno, że nie chcą spać. A najstarsza kociczka musiała być dziś na czczo przed badaniem krwi (wczoraj miała dziwny atak drgawkowo - padaczkowo i trzeba ustalić przyczynę) - i dla niej sytuacja, że chce jeść i natychmiast nie dostaje michy jest absolutnie nie do zaakceptowania. Szaleństwo i wścieklizna trwały od 5 rano. O 7 się poddałam i pojechaliśmy do całodobowej lecznicy. Także i moja miłość do kotów jest dziś nieco słabsza ;)) Ale jak pomyślę, co Ty przechodzisz, to mi wstyd.