-
Posts
29378 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
177
Everything posted by agat21
-
Petycja w sprawie ograniczenia bezhołowia myśliwskiego podpisana już z tydzień temu. Trzymam kciuki, żeby to coś pomogło. Skrzacik biedny.. Niech uszko się goi. To rzeczywiście może być od stresu. Oby minął jak najszybciej. Może trzeba go częściej tulić? :) Ładnie napisałaś Joanko, że wszystkie zwierzęta chcą jakoś żyć - ano właśnie. Wczoraj widziałam na takim małym pokazie dokumentalny film "Cowspiracy" - i mogę tylko krótko powiedzieć: nasza planeta ginie z powodu miliardów zwierząt hodowanych przez człowieka, żeby je potem zabić i zjeść. Całe zanieczyszenie środowiska spodowodowane przemysłem, spalinami, gazami cieplarnianymi emitowanymi przez fabryki itp. to mały pikuś w porównianiu z truciem gleby, rzek, mórz i oceanów i powietrza przez wielkie fermy przemysłowe, żeby bogata mniejszość ludzkości na tym świecie - do której i my, Polacy należymy, mogła jeść te ogromne ilości mięsa. Zresztą w Polsce ilość ferm przemysłowych (boże- jakie to w ogóle określenie dla miejsca, w którym całe swoje życie spędzają czujące i inteligentne zwierzęta :( ) rośnie w zatrważającym tempie. Jest już ferma, na której jest 25 tysięcy świń! Każna z nich codziennie produkuje 5-6 kg moczu i kału. Policzcie sobie ile tego wychodzi i pomyślcie co się potem z tym dzieje... Dodam jeszcze tylko, że fermy przemysłowe nie mają (bo nie muszą) żadnych oczyszczalni ścieków. Film można obejrzeć w necie. Polecam. Kto, jeśli nie my - miłośnicy zwierząt - możemy ratować naszą wspólną z nimi planetę?
-
Ledwo je odnalazłam w kocyku :D
-
Czyli telefon od nie tej osoby, co trzeba?
-
Cieplutkie myśli w stronę kociaczków..
-
ETNA – DUŻA, PRZERAŻONA!!!ZBIERAMY NA HOTELIK!!!
agat21 replied to Zofija's topic in Już w nowym domu
Dawno mnie nie było u Etny, nie wiedziałam, że taką ma złą sytaucję finansową. Posłałam grosik na konto fundacji. -
Ale pięknie się dzieje :) Gratulacje dla wszystkich, którzy na tym zyskają - a zwłaszcza kotów :D
-
Krabunio odszedl za Teczowy Mostek Domku Domeczku Krabusiowy-Dziekujemy sercem Klaniamy za Zycie Nowe! od 17 marca w wysnionym domku!3 lata w hoteliczku u papryczkow! Dziekuje wam Dogomaniacy za lata cale z Krabuniem! Sciskajmy ile sil za wszytko!
agat21 replied to Nadziejka's topic in Już w nowym domu
Stała dla Krabika wysłana :) -
Aiszunia, nasze słoneczko zgasło [*]
agat21 replied to AgusiaP's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Moja stała dla Aiszy - fotomodelki na medal - poleciała :) -
Pozdrowienia dla Duni i całej jej rodziny :) Fajna psineczka się robi coraz bardziej ;)
-
Dziękuję Wam bardzo za wszystkie dobre słowa. Bardzo ich potrzebuję. Joanko, masz rację, że Kitka to pewnie charakterologiczna kopia Twojej kotki. Takie koty są naprawdę wyjątkowe. Ja moją nie tylko kocham, ale i podziwiam. Widziałam niejednokrotnie jak "ustawiała" sobie inne zwierzaki podwórzowe - bez cienia lęku. Nawet czasem żartowaliśmy w domu, że Kitka "rządzi na dzielni" ;) A swoją drogą Twój Misio kapitalnie też sobie poradził - sprawdził do kogo jest podobny, wyczekał aż ten ktoś wyjdzie, aby wśliznąć się potem do domu "w jego przebraniu" - genialne :) To musiał być też wyjątkowy kot. Ciekawe, czy Luśkot wie ile rzeczy się wypisuje o innych kotach na jej wątku?;)
-
Oj, żeby to było wiadomo jak sprawić, aby ktoś o dobrym sercu i odrobinie miejsca w domu wypatrzył psiaka czy kociaka, to dogomania czy miau nie byłyby potrzebne ;) Trzeba liczyć na odrobinę szczęścia - jak to w życiu bywa. Ergo pół tej odrobiny już dostał, że go wypatrzyłaś i zainteresowałaś się nim. Dzięki tej pierwszej połowie ma teraz szansę na drugą :)
-
Śliczne towarzystwo :) a między nimi ewu - najfajniejsza ;)
-
Ja też nie planowałam kotów - ba! nawet jednego kota! Miałam królika, świnkę morską i psa. Ale kota (właśnie Kitka) po prostu któregoś dnia stwierdziła, że będzie u mnie pomieszkiwać i się stołować. Moje jedenastoletnie dziecko miało szkolne ferie i było samo w domu. W pewnym momencie zadzwoniło do mnie do pracy i z uciechą w głosie zapytało: "Mamusiu, wiesz kto u nas jest?... Kotek!!!" A było to tak, że w czasie południowego spaceru nasza suńka wariatka zabrana z meliny pijackiej uciekła mojej córci, jak to miewała czasami w zwyczaju robić. Zawsze potem sobie spokojnie wracała i piszczała pod drzwiami, żeby ją wpuścić (mieszkamy na parterze, i wyjście z mieszkania jest bezpośrednio na taras i na dwór - powojenne słynne warszawskie "galeriowce" ;)) No i właśnie jakieś szmery pod drzwiami skłoniły moją córcię do wyjrzenia za drzwi. I nie pies to był, a kot! Stał w pewnym oddaleniu na tarasie i gapił się na dziecię moje, które nie kazało długo kotu czekać, tylko dobrym sercem powodowane usypało na tarasie ścieżynkę z psiej karmy do mieszkania, po której koteczek wszedł - jak po sznurku - do mieszkania. Potem zwiedził wszystkie cztery kąty naszego czterdziestometrowego apartamentu ;) i wkoczył na kanapę, na której już pozostał aż do powrotu psa marnotrawnego ze spaceru. Jeśli by jednak ktoś myślał, że przeląkł się zjawionego psa, to byłby w błędzie. To pies zbaraniał na widok kota w jego własnym najwłaśniejszym psim mieszkaniu! Nawet nie próbował go gonić (z wrażenia!), jak to czynił z innymi kotami.. Po bliższym zapoznaniu z pazurzastą łapką kocią nabrał ogromnego respektu i szacunku do nowej lokatorki ;D Na mój powrót do domu kot również zareagował bez zbytnich emocji. Owszem, dał do siebie łaskawie podejść i nawet się pogłaskać, ale z kanapy absolutnie nie zamierzał zejść. A jak się już wyspał, zaczął koncerty pod drzwiami wyczyniać, coby go wypuścić. Wyszedł na noc, i myślałam, że kot tylko sobie przystanek taki u nas zrobił, i już się nie pokaże. Ale bladym świtaniem wrócił i tym razem zaczął drzeć się wniebogłosy, żeby go wpuścić. Co też skwapliwie uczyniłam, bojąc się reakcji sąsiadów na te koncerty :) I tak sytaucja zaczęła mniej więcej się powtarzać co dzień i co noc :) Zaczęłam rozpytywać w okolicy, czy to nie czyjś kot, ale okazało się, że zna go okoliczna karmicielka. Koteczka po prostu kiedyś zjawiła się w naszej okolicy i została tu na dłużej, dokarmiana wraz z innym piwnicznymi kotami. Nie wiadomo skąd przyszła - tak, jak to u kotów bywa. Pokochaliśmy ją wszyscy szybko mimo jej upartego i nie znoszącego sprzeciwu charakteru. Kotka nie dawała się brać na ręce, czasem podeszła, aby łaskawie przyjąć nasze pieszczoty. Oczywiście w pierwszych dniach jej pobytu czekało mnie wyzwanie nie lada - złapać ją i zawieźć do zaprzyjaźnionego weta na sterylkę - co przy jej nocnych eskapadach wydało mi się wielce wskazane. Moja podróż z kotem zamkniętym w koszu na bieliznę (nie miałam pod ręką nic innego, nawet wtedy jeszcze - ciemna tabaka - nie słyszałam o specjalnych kontenerkach dla kotów, byłam prawdziwą kocią tabulą razą) przeszła do legendy. Kot wydostał się z kosza w ciągu 10 sekund i miaucząc przeraźliwie zaczął chodzić po mojej głowie, plecach i ramionach oraz - co najgorsze - po desce rozdzielczej samochodu! Co chwila zgraniałam kotkę na siedzenie obok mnie, żeby móc jakoś prowadzić samochód, a ona wracała jak bumerang. Widziały mnie koleżanki córy idące do szkoły i rozpowiedziały w całej szkole, że mama Gosi jeździ z kotem na głowie! Zostawię to bez komentarza. Ale dowiozłam zołzę do weta i zapobiegłam jej rozmnażaniu w samą porę, bo podobno już właśnie jakieś pierwsze objawy ciąży zaczynała okazywać. Tyel tylko, że podrapana byłam jak po nocy w stogu ostrego siana :) I tak Kitka została z nami na długich 13 lat, a wkrótce po niej zaczęły się pojawiać inne piwniczniaki (bo dzięki Kitce zaczęłam baczniej rozglądać się wokół i mój wzrok wyostrzył się na koty żyjące na osiedlu, a i karma dla kotów stała się żelaznym zakupem w naszym domu), a to wzięte tylko na chwilę, żeby wyleczyć koci katar albo zapalenie brzuszka, a to wystarczająco ciekawskie, aby zajrzeć do nas do domu i zaglądać tam coraz częściej. Teraz, po odejściu Kitki mam jeszcze 2 kotki, które spędzają w domu sporo czasu - zwłaszcza zimą, i dwa które przychodzą tylko na jedzonko pod drzwi, natomiast domu boją się i nie chcą przekraczać nawet progu. I tak to wygląda. Staram się jak mogę, aby ich życie było jak najlepsze. Nigdy nie przypuszczałam, że będę kiedykolwiek mieć coś do czynienia z kotami, bo raczej psiara byłam, ale Kitka postanowiła to zmienić - i za to bardzo jestem jej wdzięczna, bo dzięki temu poznałam fascynujące stworzenia. Przepraszam za ten przydługi wpis, ale Kitka jest codziennie w moich myślach, i śni mi się nawet i chciałam Wam też przybliżyć początek jej historii z nami, dopóki ten okropny nowotwór, a potem wyjście z domu bez powrotu, nie przerwało jej.