Jeden z moich dwóch psów załapał się na zarażonego kleszcza już w tym roku...właśnie miałam dostać w najbliższym tygodniu preparat a tu dziś nagle okazało się, że pies ma babeszjozę. Wczoraj wyglądał marnie, wydawało się, że coś ma z żołądkiem, wymiotował. rano dziś pojechałam do przychodni.
Na szczęście weterynarze z przychodni na Śreniawitów natychmiast zrobili badania krwi i stwierdzili bardzo wczesne stadium zakażenia. Kufi jest po trzech zastrzykach, ma dostać jeszcze dwa razy antybiotyk i weci są dobrej myśli. Czuje się teraz już nieco lepiej, pije, ale nie chce jeść sam, dostaje kaszkę łyżeczką.
W okolicy Białołęki żyje masa zarażonych kleszczy i dziś było już kilku psiaków z tym rozpoznaniem.
Kufi jest bojowym kundelkiem o ogromnej woli przetrwania, więc wierzę że z tego wyjdzie...ale proszę, jeśli ktoś ma swoje doświadczenie z walką z tą chorobą, niech to opisze, abym nie popełniła błędów....