Jump to content
Dogomania

Jakaranda

Members
  • Posts

    204
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Jakaranda

  1. Wind właśnie wczoraj otrzymałam od nich wiadomość, że już nie prowadzą.
  2. Tam już zaglądałam. Chyba najbliższy jest w Krakowie a to za daleko.
  3. To ja mam pytanie: gdzie na Śląsku można uprawiać agility? Szukam i szukam i chyba NIGDZIE? Najbliższa możliwość to chyba Kraków. A piszecie, że ośrodki powstają jak grzyby po deszczu. To ja chcę znaleźć chociaż jednego takiego grzyba dla mojej suczki. Ale nie 100 km od domu.
  4. Ludzie! co ja czytam! Przecież chodzi o to, żeby pies bawił się dobrze i bezpiecznie. Pies bawi się z psem a nie z jego rodowodem! Niedawno wyszukiwałam na Dogomanii nazwy preparatów do zabezpieczenia psich łap na zimę dla właścicielko znajomego kundelka, bo ona już teraz pomyślała, że solony śnieg może zaszkodzić jego łapkom. Ciekawe ilu właścicieli rasowców pomyślało o tym we wrześniu? Kara nie przejmuj sie ludzie to debile :D
  5. E, jak tylko pies kradnie to jeszcze nie jest taka zabawa. Ileś lat temu miałam taką dobrana parę, że kot kradł i pies się z nim dzielił. Nie wiem ile po tym podziale dostawało się biednemu kotu, który przeciez się napracował. Kiedyś zostawiłam na noc kawał pieczeniowego do rozmrożenia a na drugi dzień na talerzu było tylko troche krwi i ani śladu mięsa. Pies tam się z pewnością nie dostał. Nawet folia zniknęła ale żadne zwierzę się nie rozchorowało. Mój obecny pies nie lubi sie z obecnym kotem więc chyba nie będą współpracować.
  6. Godelaine, kolega miał kiedyś sukę podobną do twojej i też Dianę. To było bardzo eleganckie zwierzę i ludzie często sie dopytywali co to za rasa. Kiedyś pytanko padło gdy suka była na spacerze z siostrą kolegi. A ta bez namysłu odpowiedziała, że zapomniała jak się ta rasa nazywa bo to brata. Ale jakaś ZAGRANICZNA. :lol:
  7. Malawaszka, jestem ze Świętochłowic. Mam czteromiesięczną pinczerkę, średniaczkę. Energia ją rozsadza. Agility byłoby świetne ale do Krakowa to jednak za daleko. Zajrzyj na stronę http://www.ovari.ipon.pl/ tam można się zorientować jaka jest skala trudności w zorganizowaniu czegoś takiego. Przedsięwzięcie byłoby możliwe gdyby któryś z istniejących ośrodków szkoleniowych był zainteresowany rozszerzeniem dotychczasowego zakresu szkoleń. Być może nikt nie wierzy, że przedsięwzięcie się powiedzie. Sprawa wydaje się beznadziejna a jednak takie kluby w Polsce powstają.
  8. Ostatni post sprzed 3 miesięcy, wtedy dopiero planowałam zakup psa. Teraz mam szczeniaka i w przyszłym roku będę zainteresowana szkoleniem agility. Rozumiem, że na Śląsku "rozeszło się po kościach"; klubu nie ma i nie będzie? Czy najbliższy klub jest w Krakowie? Czy ktoś coś wie o czymś bliżej? A może już gdzieś ćwiczycie tylko nikt się nie chwali?
  9. Borri przynosiła temu drugiemu psiakowi zabawkę, żeby się z nią potarmosił ale tamten pies też miał zabawkę i nie chciał się bawić więc odchodziła obrażona :cry: . Teraz już wie, że tamten taki nieużyty więc nie zwraca uwagi.
  10. Borri przynosiła temu drugiemu psiakowi zabawkę, żeby się z nią potarmosił ale tamten pies też miał zabawkę i nie chciał się bawić więc odchodziła obrażona :cry: . Teraz już wie, że tamten taki nieużyty więc nie zwraca uwagi.
  11. Sześć lat nie mieliśmy psa Mamy od niespełna miesiąca. Jutro szczenię skończy trzy miesiące. Jak dobrze mieć znów psa :D . Zburzenie przyzwyczajeń? I dobrze, niech się coś zmienia. Każda zmiana mobilizuje. Wzięłam sobie urlop, żeby skorzystać z ciepłych dni i pilnować malucha, żeby jak najczęściej załatwiał się na polu. Jest O.K. Kooopska nie zrobiła w domu ani razu. Siku się zdarza sporadycznie, jak nie upilnuję. Zimą byłoby gorzej: zanim się pan zdąży ubrać to pies już zdąży co innego. A jaka to radość szczeniak w domu :D . Nie ma na co czekać. Po co odkładać przyjemność na później? Jak czegoś nie będziesz wiedziała, to przecież jest Forum, książki i właśnie psie przedszkole. Następny pies to nawet po przerwie nie to samo co pierwszy pies. Nie przedłużaj tej "bezdzietności".
  12. Moja (niecałe 3 miesiące) też nagle zaczęła nie na trawce tylko na kostce brukowej, która wyłożony jest chodniczek. Dotychczas robiła na trawce. Teraz idzie po trawce i nagle siup - już jest na chodniczku i przykuca. A od początku konsekwentnie wyprowadzana jest na trawkę. I co ją do tego skłania? Nie potrafię wymyślić.
  13. Takich ekspertów pełno chodzi po świecie. Wczoraj moja maleńka 2,5 miesiąca pinczerka została sklasyfikowana jako młody amstaff :o ! Śmiać się czy płakać?
  14. Amika a nie możesz przestawić kuwety w inne miejsce? Tak, żeby kot miał do niej dostęp a pies nie. To oczywiscie nie rozwiąże problemu na spacerach ale w domu tak. Takie przestawienie kota do załatwiania się w innym miejscu nie da się przeprowadzić w ciągu jednego dnia; trochę czasu na to trzeba. Ja dopiero za kilka tygodni odbieram szczeniaka i właśnie jestem w trakcie przyzwyczajania kota do innego miejsca. Już są widoczne rezultaty. W miejscu dotychczasowym postawiłam mniejszą kuwetę, otwartą. Moja kotka takich nie lubi. Starą kuwetę postawiłam w nowym miejscu i bardzo pilnuję, żeby było w niej zawsze bardzo czysto. Najpierw była zdezorientowana i korzystała z obu. Teraz już prawie nie korzysta z dawnego miejsca i nowej kuwety. Chodzi przeważnie do starej kuwety w nowym miejscu. Może u ciebie też sie tak da zrobić?
  15. Masz rację Alojzyna, przerwa była szczególnie długa podczas pierwszego porodu; to było kilka godzin. Pierwsze cztery urodziły się jedno po drugim. Potem przerwa, w czasie której wyniosłam ją na rękach z piątego piętra w egipskich ciemnościach, żeby się załatwiła i później wniosłam. W mądrych książkach pisało, że w czasie dłuższego porodu należy sukę wyprowadzić, żeby się załatwiła. Bałam się, żeby tak szła tyle schodów więc ją niosłam. Jak się zaczęła burza i zgasło światło, nałapaliśmy trochę wody, którą nagrzałam przed wyniesieniem suczki i po wniesieniu umyłam sukę w wanience niemowlęcej, żeby taka ubłocona nie weszła do szczeniąt. Urodziła zaraz po wejściu na powrót do kojca. Jak widzisz to było najcięższe szczenię z tego miotu. Upłynęło juz kilka lat ale nie pamiętam żebym zauwazyła w jej zachowaniu coś niepokojącego. Na pewno nie było takiej sytuacji, że szczenię było widoczne i nie mogło się urodzić. Ani takiej, że ona się wierciła, męczyła i nie umiała urodzić. Jak zaczynała rodzic kolejne szczenię to już potem szło szybko. W czasie drugiego porodu nie robiłam takich eksperymentów z wyprowadzaniem suki na siusiu i też w połowie była przerwa i po przerwie martwe. Jednocześnie jej zachowanie po urodzeniu martwego szczeniaka było takie, że ja widziałam że nie ma co ratować. Może odezwą się bardziej doświadczeni hodowcy, którzy odebrali już wiele porodów i moga porównać jak liczne i jak cięzkie były noworodki u tej samej suki ale po róznych reproduktorach i czy miało to wpływ na przebieg porodu.
  16. Odpowiadam, chociaż inni mają znacznie większe doświadczenie niż ja z tymi dwoma porodami. Moje notatki tez sa niekompletne: I poród pocz. około 14,00-14,30 315g 295g 275g 260g przerwa - nie zanotowałam jak długo 340g, martwy suka go nawet nie lizała 250g 240g 245g około 23,00 240g średnia waga szczenięcia (razem z martwym) - 273g II poród 15,03 330g s 17,25 280g p 20,15 300g p 21,20 300g p 21,43 250g s 01,25 280g p - martwy 01,35 320g p 01,40 310g s średnia waga szczenięcia (razem z martwym) - 324g Suka była kryta róznymi reproduktorami, pochodzącymi z różnych linii. Drugi miot był znacznie spokojniejszy.
  17. Witam Weron ciau, to była sznaucerka sredniaczka. W swoim poście pominęłam jeszcze pewne perypetie, jakie miały wtedy miejsce ale nie chciałam sie rozwlekać. :o Tobie zycze i suni i szczeniąt, bo jak pisałam odchowanie zdrowego miotu daje wiele satysfakcji jeżeli nie przydarzy sie nic z "książkowych" kłopotów. :D Pozdrawiam
  18. Palatina masz 200% racji, że trzeba wydać następną komendę. Napisałam w poście, że po "dość" było "siad". Tak było w domu. Ktoś inny pisze, że odsyła psa na miejsce i to też wydaje mi się sensowne. Mieliśmy też sytuacje kiedy się darła na dworze bo za mijanym płotem coś jej nie pasowało. Wtedy było "dość" i "noga, równaj". Pamiętam jedne wczasy kiedy nie dawało się wyminąć takiego płotu i już jak się zbliżaliśmy to dostawała "noga, równaj" i jakoś się przechodziło na spokojnie. A turlania nigdy jej nie uczyliśmy. A szkoda, to tez niezły sposób. Gratulacje za pomysł!
  19. Palatina masz 200% racji, że trzeba wydać następną komendę. Napisałam w poście, że po "dość" było "siad". Tak było w domu. Ktoś inny pisze, że odsyła psa na miejsce i to też wydaje mi się sensowne. Mieliśmy też sytuacje kiedy się darła na dworze bo za mijanym płotem coś jej nie pasowało. Wtedy było "dość" i "noga, równaj". Pamiętam jedne wczasy kiedy nie dawało się wyminąć takiego płotu i już jak się zbliżaliśmy to dostawała "noga, równaj" i jakoś się przechodziło na spokojnie. A turlania nigdy jej nie uczyliśmy. A szkoda, to tez niezły sposób. Gratulacje za pomysł!
  20. Zdołowaliście mnie! :cry: :cry: :cry: Wydawało mi się, że to takie proste skoro się udało. Jestem jeszcze bez psa i rozglądam się dopiero za nową suczką. Żyłam cały czas w przekonaniu, że zwyczajnie powtórzymy to co już wypróbowaliśmy - i z takim samym efektem - a z waszych postów wynika, że jest niewielkie prawdopodobieństwo bisu. :cry: :cry: :cry: Kubeł zimnej wody ale i tak będziemy się starali. :) Pozdrowienia
  21. Flair ona nie była niezwykła. To był zwyczajny sznaucer sredniak kupiony z przeceny. Kuzynka miała wtedy roczną suczkę wielorasową i tamta suczka była rzeczywiście niezwykła. To co tamta suka (wyszkolona po domowemu) umiała w wieku 6 miesięcy to inni mogą tylko pomarzyć, bo i tak nigdy tego nie osiągną. Kuzynostwo twierdzili, że wszystko zawdzięczają konsekwentnemu postępowaniu całej rodziny więc u nas też się wszyscy spężyli. Znam tylko te dwa przypadki, że pies przestawał szczekać na komendę ale jak się udało z dwoma to z innymi też może się udać. Zastosowana metoda jest stara jak świat: nagroda a później już tylko pochwała za wykonanie polecenia. Pozdrowienia
  22. Flaire, nie potrafię ci wytłumaczyć jak wyglądało to z punktu widzenia suki, która juz zresztą nie żyje. Ale smakołyk dostawała z początku, podczas nauki. Później już wyłączała się na hasło "dość". Sytuacje były takie jakie zna przecież każdy z nas; ktoś stanął na naszej wycieraczce - suka podnosiła jazgot, i słusznie; po to jest pies, żeby pilnował. Jazgot był szczególny jeżeli za drzwiami stał ktoś kto chodzi od domu do domu: żebrak, listonosz, akwizytor, handlarze dywanami... Otwierałam drzwi trzymając sukę za skóre na karku i wyglądało to bardzo groźnie. Jeżeli byli to tacy ciemnej karnacji np z dywanami, to suki nie uciszałam a oni sami zmywali się na drugi koniec korytarza. :D Jezeli był to np listonosz czy kurier, mówiłam: dość, siad. Suka zamykała jadaczkę :cry: siadała przy nodze a ja załatwiałam sprawę. :D Co ona przy tym myślała tego naprawdę nie wiem ale sądze, że to samo jak w sytuacjach kiedy ją np odwoływałam od zabawy. :( Suka należała do tych szczekliwych ale dało się ją "wyłączyć". O ile po szkoleniu musimy niektóre komendy ćwiczyć od czasu do czasu, żeby pies ich nie zapomniał to tu akurat trening był ciągły i reakcja się umacniała. A tam gdzie to nikomu nie przeszkadzało mogła szczekać do woli. Pies często robi to na co nie ma ochoty ale pan kazał więc pies robi. :cry: Przewaznie pan go za to pochwali :) Pozdrowienia
  23. Małe pytanko dla tych, którzy podają na zmianę gotową karmę i domowe jedzonko: czy wasze psy nie "odświeżają" wam za bardzo powietrza? :x
  24. A nie prościej nauczyć psa, żeby przestawał szczekać na komendę? Tak jak uczymy wszystkiego innego - metodą pozytywnego kojarzenia. Ja moją sukę nauczyłam szczekać na komendę "daj głos" i przestawać na komendę "dość". Jedno i drugie tak samo: komenda i coś dobrego do dziuba. Właściwie żeby włączyć stosowałam dwie komendy: słowną i pstryknięcie palcami, bo czasem chciałam żeby szczekała ale żeby sasiedzi nie wiedzieli, że to ja ją prowokuję. Była taka sytuacja, że chciałam sąsiadów oduczyć pewnych zachowań więc najpierw wyszkoliłam sukę a potem, za sprawą suki wyszkoliłam sąsiadów. Z suką poszło mi o wiele szybciej. Może ktoś spróbuje tej metody? pozdrawiam
  25. Witam, panele są niedobre, bo jak ktoś napisał pies się po nich slizga i to mu nie wyjdzie na zdrowie. Jeszcze maja inna wadę - zostaje w nich zapach jak się od razu nie sprzątnie. Wiem co piszę, bo miałam kota, który chorował i czasem go przeczyściło w czasie naszej nieobecności zanim doleciał do kuwety. Kot już dwa lata nie żyje a jeszcze czasami przy wycieraniu czuję zapaszek. Pies będzie go czuł jeszcze lepiej chociaż powycierasz. Od hodowcy KONIECZNIE weź kawałek szmatki czy kocyk z legowiska; pies będzie się czuł bezpieczniej czując zapach suki i rodzeństwa. Zresztą hodowcy przeważnie o tym pamiętają wydając szczenięta z domu. Przejdź się też na czworakach po mieszkaniu i zobacz co pies może dosięgnąć swoimi ząbkami; to wszystko trzeba usunąć lub zabezpieczyć. Niegłupie wydaje mi się też kupno smyczy i obroży i przyzwyczajanie psa do tych rekwizytów już w czasie kwarantanny, żeby pierwsze wyjście z domu nie łączyło się z pierwszym założeniem obróżki. Życzę powodzenia w wychowywaniu maleństwa
×
×
  • Create New...