ja nigdy nie mialem problemu z ciagnieciem. na psie moglem jezdzic. (nufka) tylko siodla brak. zamiast obrozy pies mial wielgarne szelki z tasmy bo obroze wygladaly na niej mizernie ( przerosniete to to bylo) a zadna kolczatka sie nei nadawala bo sie futro platalo. i jak nie chciala isc wystarczylo burknac. a chodzic przy nodze naumiala sie w 2 tygodnie odkad zalozono jej smycz. za to w wodzie szelki spisywaly sie znakomicie ;-) tylko jeden fakt .. jej nigdzie sie nie spieszylo nigdy...
A co do linek to polecam udac sie do sklepu zeglarskiego albo z sprzetem do wspinania. sliczne liki fajne karabiczyki i samemu mozna sobie zrobic smyc ( nieautomatyczna ) o dowolnej dlugosci i grubosci a lina zeglarska prawdopodobniej o wiele dluzej wytrzyma niz skora czy tasma w zebach najwiekszej besti.
pancelot