Czytam historię Misia i mam przed oczami mojego Czarusia. Tyle, że on miał silną niewydolność lewej komory serca, którą niestety wykryto bardzo późno, wcześniej ciągle podejrzewano u niego to zapalenie krtani, to jakąś inna infekcję dróg oddechowych, bo kaszlał, a jakoś nie było słychać szmerów w sercu. W pewnym momencie wet zdecydował się zrobić prześwietlenie płuc i jak zobaczyłam to zdjęcie rentgenowskie to mało mi serce nie stanęło. Lewa komora wielka jak balon. EKG i USG serca potwierdziły diagnozę. Wet nie dawał nam żadnych nadziei. Mimo to stwierdzilismy, że nie poddamy sie bez walki. Co drugi dzień zastrzyki, tony furosemidu, bo zbierała się woda w płucach i innych sprowadzanych z zagranicy leków. Po tych zastrzykach odzyskiwał siły, zachowywał się jak młody pies mimo swoich 12 lat i cieszyliśmy się z każdego dnia, myślelismy, ze może jednak zdarzy się cud. Dokładnie rok temu, w Święta Wielkanocne nastąpiło znaczne pogorszenie. Tak samo, jak Ciebie nie cieszyły nas ciepłe dni, to, że wszystko się zieleni, wszystko jakos traciło sens. Mimo wszystko jeszcze jakoś próbowalismy. Chcieliśmy wiedzieć, że zrobiliśmy wszystko, co było możliwe, tym bardziej, że wet zapewniał nas, że nic go nie boli, tylko szybko się męczy. W końcu pod koniec maja zauważyłam, jakby Czarek prosił nas, żeby już mu odpuścic, że on już nie ma siły walczyć, jakby mówił "dajcie mi już spokój". Na spacerach kładł się co jakiś czas i zasypiał na trawie. Zdecydowałam się więc na ten najtrudniejszy dla każdego własciciela krok. I choć myślałam, że nie będę w stanie być przy tym, teraz jestem szczęśliwa, że byłam przy nim do końca, że zobaczyłam w jego oczach: "dziękuję za wszystko, za to, że daliście mi nowe życie, za te 7 lat, odkąd wzięliście mnie ze schroniska. Kiedyś jeszcze się spotkamy" I tak spokojnie zasnął, nic sie nie sprzeciwiał, jak lekarz wstrzykiwał mu srodek usypiający w żyłę, po prostu położył sie i zamkął oczy.
Teraz mamy od 4 miesięcy małego rozbujnika, ale czasem wydaje mi się, ze to jest kolejne wcielenie Czarusia, że patzry na nas tak samo, wybiera te same miejsca w domu do spania, w ogóle jakos tak podobnie się zachowuje.
Trzymajcię sie więc w tych trudnych chwilach, które będziesz na pewno wspominać do końca swoich dni...