Jump to content
Dogomania

Marmasza

Members
  • Posts

    692
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Marmasza

  1. Długo by dyskutować, ale mnie przekonał Adam Janowski pisząc w książeczce "Tajemnice wystaw psów": [B][FONT=Bookman Old Style][SIZE=5]Co to jest pies rasowy?[/SIZE][/FONT][/B] [FONT=Bookman Old Style][SIZE=3]Najprostsza definicja: pies rasowy to pies należący do jakiejś rasy, w kynologii zupełnie się nie sprawdza. Organizacje kynologiczne na całym świecie ogromnie zawęziły pojęcie psa rasowego.[/SIZE][/FONT] [FONT=Bookman Old Style][SIZE=3]Wedle FCI, a więc według przepisów obowiązujących w naszym kraju, psem rasowym jest pies, który spełnia następujące warunki:[/SIZE][/FONT] [FONT=Symbol][SIZE=3]·[/SIZE] [/FONT][FONT=Bookman Old Style][SIZE=3]pochodzi od rodziców, którzy uznani zostali za psy rasowe tej samej rasy (i czasami – odmiany),[/SIZE][/FONT] [FONT=Symbol][SIZE=3]·[/SIZE] [/FONT][FONT=Bookman Old Style][SIZE=3]może wykazać się rodowodem, wystawionym przez organizację kynologiczną uznaną przez FCI,[/SIZE][/FONT] [FONT=Symbol][SIZE=3]·[/SIZE] [/FONT][FONT=Bookman Old Style][SIZE=3]jego właściciel jest członkiem organizacji kynologicznej,[/SIZE][/FONT] [FONT=Symbol][SIZE=3]·[/SIZE] [/FONT][FONT=Bookman Old Style][SIZE=3]pies został zarejestrowany w księgach organizacji kynologicznej.[/SIZE][/FONT] [FONT=Bookman Old Style][SIZE=3]O ile pierwszy warunek jest oczywisty, o tyle drugi i następne są już dość wątpliwe. W wielu krajach do dziś funkcjonują tzw. rodowody własne, wystawiane przez hodowców, zaręczających własnym sumieniem i nazwiskiem, że pies pochodzi właśnie od tych rodziców, jakich podano w rodowodzie. Związki kynologiczne zazwyczaj nie uznają tego typu dokumentów, żądając by poświadczenia pochodzenia psa dokonała jakaś uznana przez nich organizacja. Kiedyś, być może, wynikało to z chęci podniesienia wiarygodności psich papierów, od dawna jednak związane jest tylko z obecną na całym świecie chęcią zmonopolizowania wszystkiego, co da się zmonopolizować i wyciągnięcia z tego jakichś pieniędzy. Widać to jak na dłoni przy następnych dwóch punktach: pies rasowy musi mieć właściciela, który należy do jakiejś organizacji kynologicznej i regularnie płaci w niej składki – inaczej przestaje być rasowym! [/SIZE][/FONT] [FONT=Bookman Old Style][SIZE=3]Wbrew pozorom z punktu widzenia związków kynologicznych ma to jakiś sens: daje im możliwość wpływania na warunki, w jakich trzymane i rozmnażane są psy i – teoretycznie – dopuszcza do hodowli tylko najlepsze egzemplarze. Jeśli właściciel psów rasowych nie spełnia wymogów narzuconych przez organizacje kynologiczną, zawsze można jednym ruchem usunąć go z niej i odgórnie zmienić jego rasowe psy w nierodowodowe kundle. Gdybyż zasada ta stosowana była rzetelnie, pewnie nie byłaby taka głupia, w praktyce, niestety, bywa różnie. Z pewnością napędza ona związkom rokrocznie kilkanaście tysięcy nowych zazwyczaj formalnych członków (i najzupełniej formalnych składek…) [/SIZE][/FONT] [FONT=Bookman Old Style][SIZE=3]Wyłącznie organizacyjno-finansowe podłoże ma zasada rejestrowania każdego konkretnego psa w organizacji kynologicznej: po pierwsze ułatwia organizacjom orientowanie się w mnóstwie biurokratycznej roboty, po drugie pozwala ściągnąć z właściciela psa kolejne wcale niemałe pieniądze (rejestracja kosztuje!).[/SIZE][/FONT] [FONT=Bookman Old Style]Doprawdy, dla osoby patrzącej z zewnątrz wszystko to wydaje się dość skomplikowane, podejrzane i moralnie wątpliwe. Może dlatego rokrocznie w każdej organizacji kynologicznej na świecie dochodzi do jakiejś frondy, jakiegoś wyłomu, mniej lub bardziej aktywni członkowie „zabierają swoje zabawki i idą na inne podwórko”. Zaletą tego systemu jest jednak to, że z reguły jest to podwórko niedalekie i wewnątrz tej samej organizacji. Gdyby „rebelianci” zechcieli wyjść z organizacji na dobre, to automatycznie ich psy przestały by być psami rasowymi i bramy wszelkich wystaw psów rasowych byłyby przed nimi zamknięte nieodwołalnie i na zawsze. Oczywiście, są też na świecie „dysydenckie” organizacje, ale żadna z nich nie osiągnęła rangi i powszechności FCI, która tępi je bezlitośnie. Jeśli jakikolwiek członek jakiejkolwiek organizacji należącej do FCI spróbuje choćby nawiązać kontakty z dysydentami lub nie daj Boże wziąć udział w jakiejkolwiek organizowanej przez nich imprezie, to bezapelacyjnie wyleci z FCI, a jego psy w mocy prawa uznane zostaną za psy nierasowe. Urzędnicy kynologiczni nie znają litości dla jakiejkolwiek konkurencji.[/FONT]
  2. Pozwól, że przedstawię teraz mój punkt widzenia na to co napisałaś. Jednocześnie przepraszam innych za ten off-topic i prywatną wymianę zdań, ale mam nadzieję, że po tym poście co niektórzy będą mogli (i mam nadzieję, że to zrobią) wyrazić swoją opinie w kwesti relacji uczeń-instruktor. Zgłosiłem się do ośrodka K-3 wiosną 2002 roku z 14-miesięczną sunią celem ćwiczenia agility (w tym czasie był to bodajże jedyny ośrodek, ktory oferował agility w Szczecinie). Od razu jasno przedstawiłem swoje oczekiwania: "pracuję klikerowo i jestem zainteresowany wyłącznie agility." Ty, MusliStracciatella, zaakceptowałaś to i zaprosiłaś mnie na treningi. Od początku widziałaś co potrafi (a raczej jakie braki w posłuszeństwie ma Masza) - początkowo ćwiczyliśmy indywidualnie, dopiero po jakimś czasie dołączyły inne psy. I tutaj moja pierwsze uwaga: [B]instruktor decyduje o tym, czy pies może ćwiczyć czy też nie. Dopuszczając psa do ćwiczeń odpowiada za organizację ćwiczenia i sytuację na placu.[/B] Zawsze ma możliwość niedopuszczenia psa ze względu na nie spełnianie wymogów, które określa. Ty pozwoliłaś nam na ćwiczenie. Moje treningi pod Twoim przewodnictwem trwały do jesieni - wtedy zakomunikowałaś mi o powstaniu Oxera i zaproponowałaś dalsze treningi w tym klubie - jednocześnie usłyszałem, że w K-3 nie będzie agility acz Sylwia zaproponowała mi samodzielne korzystanie z placu - wtedy dostałem klucze. Późną jesienią wraz ze swoją grupą przeniosłaś się do hali poza Szczecinem - ale już wtedy ja nie ćwiczyłem u Ciebie. Zawody w Poznaniu były jesienią 2003 roku a więc rok później (czy to tak "grubo później" - nie wiem). Wtedy o ile pamiętam widzieliśmy się poraz ostatni. I druga uwaga: odnośnie szkolenia klikerowego wtedy w 2002 roku nie miałaś mi praktycznie niczego do zaoferowania. Również nie zaproponowałaś mi zadnej, konkretnie sformułowanej alternatywy. Pomysł z taśmą (acz nie skonkretyzowałaś jakie to miałyby być ćwiczenia) nie miał zastosowania podczas treningu agility, a problemy z odbieganiem Maszy (podczas naszych ćwiczeń) przejawiały się praktycznie tylko na torze (poza torem była trzymana na smyczy). Zresztą takie przypadki zdarzały się również małej silky. W naszym przypadku powodem najczęściej były inne psy biegające po placu podczas treningu (również te, które miały mieć później zajęcia PT). Niestety organizacja zajęć pod tym względem nie była idealna. Nie będę pisał co robiłem później (od jesieni 2003 roku) ani w międzyczasie. Podam tylko, że nasza znajomość (a tym samym Twoja wiedza o mnie) była pobieżna i zbyt krótka abyś mogła formułować swoje sądy na mój temat - równie dobrze mógłbym oceniać Ciebie na podstawie tamtych kilkunastu spotkań... I jeszcze jedna uwaga: czasem jeden lub dwa przypadki (piszę o współżyciu i pracy z psem) zmuszają przewodnika do dużo większego wysiłku i uczenia się (a tym samym dają większe doświadczenia) niż kilkadziesiąt "bezbarwnych" podopiecznych. I proszę nie myl doświadczenia z rutyną, która często staje się "wrogiem" szkoleniowca po setnym psie i jego właścicielu. I na koniec chciałbym wrócić do kwestii uczestnictwa (bądź nie) w szkoleniu suk w okresie cieczki. Zastanawia mnie dlaczego wiele osób (w tym szkoleniowców) traktuje suki przedmiotowo jako źródło rozproszeń dla psów. I nie zwraca uwagi na to co się dzieje w tym czasie w organizmie suki i jaki wpływ na jej zachowanie ma ta "rewolucja hormonalna". Są suki, które mogą pracować w tym czasie a są takie, które nie są zdolne do jakiejkolwiek pracy - i to powinno decydować a nie jak będą reagować inne psy.
  3. [quote name='MusliStracciatella'] ciekawa jestem tych postepów może się spotkamy? z przyjemnością popatrzę jak Masza przybiega na zawołanie;) [/quote] Niestety spóźniłaś się, gdyż Masza od prawie roku nie żyje... I jeszcze jedno - moje uwagi (we wcześniejszych postach) dotyczyły szkolenia i szkoleniowcow w ogóle - w ogóle nie brałem Ciebie jako punkt odniesienia. Więc Twoja odpowiedź mocno mnie uderzyła z jednej strony, ale i pochlebiła, że mimo tylu lat pamiętasz mnie i Maszę. No i jeszcze cieszy mnie, że jednak przekonałaś się do klikera ;) Pozdrawiam
  4. MultiStracciatella, po co zwracasz się o uwagi na temat szkolenia, skoro wszystko przyjmujesz jako krytykę Twojej osoby? Nie znam obecnie stosowanych przez Ciebie metod i organizacji szkoleń. Ostatnio spotkaliśmy się jakieś 6 lat temu - chyba, że widziałaś mnie przypadkiem. Owszem chodziłem przez pół roku na zajęcia agility prowadzone przez Ciebie (ale nie do Twojej szkoły jak twierdzisz - wtedy było to K3). Tyle tylko, że wtedy mieliśmy wyraźną umowę - biorę udział w ćwiczeniach agility, ale szkolę klikerowo i zgodnie z własnymi poglądami! Ponadto o ile pamiętam to nie tylko Masza sprawiała kłopoty wychowawcze na placu... I jeszcze jedno - korzystanie z placu zaproponowała mi Sylwia po tym jak stworzyłaś Oxer i odeszłaś z K3. Więc proszę daruj sobie osobiste wycieczki - mijasz się z faktami (no cóż lata lecą i pamięc nie ta), nie miałaś okazji widzieć postępów w pracy z Maszą - odeszłaś od Sylwii dość nieoczekiwanie. PS. Naprawdę cieszę się, że znalazłaś sobie miejsce - ciekawe czy na dłużej...
  5. [quote name='Mrzewinska']Jesli w roku na szkoleniach zwiazkowych na ponad 100 psow w roznych grupach bylo troje-czworo ludzi, ktorym zalezalo i pracowali takze poza terenem zajec - to bylo super. [/quote] W takim razie jakie były motywy (uczestnictwa w kursie) pozostałych osób? Rozumiem, że jakaś grupa (być może nie mała) potrzebuje "papier"... Czy to przypadkiem nie jest "układ zamknięty" - ludzie mając problem z psem idą na kurs - forma im nie odpowiada, nie znajdują odpowiedzi na nurtujące ich pytania - brak widocznych efektów - zniechęcenie do pracy? Aż dziw, że ciągle są chętni na uczestnictwo w szkoleniach i są ludzie, którzy płacąc nie wymagają...
  6. [quote name='ulvhedinn']A skąd :shake: to są własnie pułapki fotografowania, szczególnie komórką. Przeciez on jest niższy od trawy i mieści się w koleinie... A swoją drogą osobiście miałam w domu kota "do kolana", 17 kg. No potwór i dzikie zwierzę normalnie!!!! A to był bury mix. P.S.Widziałeś dorodnego Maine Coona?[/quote] Tak tylko, że na innym zdjęciu trawa sięga do pasa policjantowi, a na drodze (mieści się w koleinach) stoi spory samochód terenowy.
  7. [quote name='ulvhedinn']A tak na poważnie, to ja nie wiem, co za "znaffcy" filmik ogladali, bo na nim wyraźnie widac dorodnego rudego kota domowego. [/quote] Biorąc pod uwagę odległość, to... kotek ma jakieś 60 cm w kłębie:evil_lol:
  8. No tak, ale wykłady w sali chyba nie są najodpowiedniejszą formą przekazywanie tej wiedzy tej grupie osób - dlaczego nie robi się tego na szkoleniu omawiając kolejne ćwiczenia. Druga sprawa - która przyszła mi na myśl podczas oglądania zdjęć ze szkolenia MusliStracciatelli - ludzie a właściwie ich postawa i zaangażowanie a raczej brak takowego i coś w rodzaju znudzenia - czy to nie wynik braku zrozumienia dlaczego coś robią? A ponadto - dobór metod - wielu szkoleniowców (a MusliStracciatella także) mówi, że są dobierane do psa. A dlaczego nie do predyspozycji i charakteru człowieka-przewodnika? I na koniec pytanie do MusliStrataccielli: dlaczego niektóre psy są szkolone w halterach?
  9. [quote name='MusliStracciatella']Interesuje mnie to co jest dla włascicieli psów istotne w szkoleniu poza podstawami , które są wpajene wszym psom za pomocą RÓŻNYCH METOD psom na szkoleniach. Co to są według was ciekawe i pouczające zajęcia, podzielcie sie spostrzeżeniami ,czy te metody pomogły wam i waszym psom.[/quote] Odnoszę wrażenie, że większość szkoleniowców zapomina iż ma pracować z ludźmi a nie z ich psami. Chodzi mi o brak omawiania ćwiczeń (zarówno przed - jaki ma cel, jak ma być wykonane - jak i po). Brakuje podstaw teorii uczenia się psów. Tak aby po szkoleniu uczestnik potrafił samodzielnie pracować z psem (zaplanowanie i przeprowadzenie ćwiczenia). Brak przedstawienia podstawowych technik (metod) szkolenia z porównaniem i wskazaniem istotnych różnic (a również zalet i wad). W zdecydowanej większości szkolenie polega na nauczeniu psa pewnych zachowań a przewodnik ma "trzymać smycz". I o ile można mieć mniejsze lub większe zastrzeżenia do umiejętności instruktora w zakresie "pracy z psem", to metodyka pracy z ludźmi jest dla większości szkoleniowców zupełnie obcym pojęciem...
  10. A gdyby nie miała takiej możliwości?
  11. OK, ale zauważ, że we wszystkich tych przypadkach dochodziło najpierw do wyraźnego spadku liczebności - o staffiku pisałem, buldog angielski - tak samo, wilczarze praktycznie wymarły i zostały odtworzone, borzoje - te polujące na wilki w Rosji były bardzo agresywne - po rewolucji praktycznie wyginęły w ZSRR, rasa odtworzona na bazie osobników, które trafiły na Zachód Europy (należy oczekiwać, że były w miarę łagodne). Boksery - sama pisałaś, że 30 lat temu miały złą opinię, to fakt. Jeszcze w latach 60-tych były to psy służbowe w wojsku i policji. Ale potem ich popularność wyraźnie spadła - w latach 80-90-tych były dość rzadkie. Z tego co wiem na początku obecnego wieku w ZKwP było zarejestrowanych kilkaset bokserów (może 300). W takich warunkach można pracować nad wizerunkiem rasy. A ile AST mamy w Związku? Przy braku testów, gdy jedynie ocena z trzech wystaw stanowi podstawę do uprawnień hodowlanych, gdy cenione są psy o wysokim poziomie testosteronu - jaka to praca? I na koniec (ciekawostka odnośnie przodków boksia - psów na "grubego zwierza"): w "Panu Tadeuszu" Mickiewicz opisuje polowanie na niedźwiedzia. Oczywiście w polowaniu uczestniczą ogary (które grają), ale są jeszcze dwa psy ("pijawki"), które tak są dostarczane na polowanie: "Dwie pijawki, które w całej okolicy słyną, Pies zowie się Sprawnikiem, a suka Strapczyną; Zakneblować im pyski, zawiązać je w miechu I przystawić je tutaj konno dla pośpiechu." I opis śmierci niedźwiedzia: "Otwierał jeszcze oczy, lecz głowy nie ruszy; Pjawki Podkomorzego dzierżą go pod uszy, Z lewej strony Strapczyna, a z prawej zawisał Sprawnik i dusząc gardziel krew czarną wysysał. Za czym Wojski rozkazał kij żelazny włożyć, Psom między zęby i tak paszczęki roztworzyć."
  12. I jeszcze jedna uwaga odnośnie "odwracania" cech rasy (podaję, że wydaną w latach osiemdziesiątych niemiecką Hunderassen) historię staffika: w 1836 roku ogłoszono zakaz organizowania walk zwierząt (w tym psów). W 1936 doszło do uznania rasy przez angielski kennel club i zarejestrowano 310 osobników. Tak więc po 100 latach wyselekcjonowano 300 psów i w ten sposób "odwrócono" cechy rasy.
  13. To, że likaony się nie zmieniły jest (tak sądzę) wynikiem tego, że w ich wypadku (tak jak w przypadku większości zwierząt) dobór był nakierowany na jak najlepsze dostosowanie do środowiska, w którym żyją (taka wąska specjalizacja). Środowisko (sawanna) nie zmieniło się istotnie w ciągu ostatnich dwustu lat (a tam gdzie się zmieniło nie ma likaonów). To samo dotyczy wilków. Natomiast dobór nas ludzi w pewnym okresie nakierował się na "różnorodnych umiejętności" - dzięki czemu człowiek opanował cały świat. Pies też jest efektem doboru na "różnorodne umiejętności". Ale byłbym ostrożny z tym "odwracaniem" - być może w niektórych przypadkach jedynym wyjściem będzie pozwolenie na wymarcie rasy i odtworzenie jej od nowa. Kto wie jakimi psami dzisiaj (w sensie zachowań agresywnych) byłyby wilczarze czy borzoje, gdyby swego czasu nie wymarły i nie zostały odtworzone (ale pod względem wyglądu a nie charakteru).
  14. W badaniach Tellegena, w niektórych przypadkach były te same preferencje polityczne :evil_lol: A badania dotyczyły głównie cech osobowości związanych z towarzyskością, impulsywnością i witalnością. Podobne badania prowadził również Pederson i też podkreślał wpływ czynników genetycznych na osobowość.
  15. Czy możesz podać szczegóły tych badań, gdyż z badań Tellegena (też Amerykanin) z 1988 roku (badania 44 par bliźniaków jednojajowych, które krótko po porodzie zostały adoptowane przez różne rodziny) wynika, że podobieństwo cech osobowości, w niektórych przypadkach jest taka sama jak u bliźniąt jednojajowych wychowywanych razem. Z innych badań (Henderson i Lykken) wynika, że dla niektórych cech osobowości zgodność u bliźniąt jednojajowych jest dwukrotnie wyższa niż u bliźniąt dwujajowych. Ponadto jeszcze jedna uwaga (już Pani Zofia to sygnalizowała): gdyby cechy charakteru u psów się nie dziedziczyły (zależały od środowiska i wychowania) to nie było by mowy o szczególnych cechach charakteru w poszczególnych rasach i nie miały by sensu jakiekolwiek testy psychiki czy dobór pod względem psychiki. A skoro cechy psychiczne są brane (przez najlepszych hodowców) pod uwagę, to znaczy, że są dziedziczne i wrodzone (cechy nabyte się nie dziedziczą). Acz zastrzegam - tutaj nie mamy do czynienia z prostymi prawami Mendla (tymi dotyczącymi groszku i muszki owocowej).
  16. Sorry, za off-top, ale mała uwaga: Powszechnie uważa się, że suka Meta von Passage jest jedną z "matek rasy bokser" ale nie wszyscy wiedzą, że matka Mety - suka Blanka von Angertor była... biała. I jeszcze jedno: nie ma genu białego umaszczenia u bokserów - to byłoby proste do eliminacji. To pewien zestaw genów stanowi, że białe znaczenia pokrywają część ciała (a czasem całe). A że wszystkie boksery mają geny po Meta, to od czasu do czasu objawiają się geny "babci" Blanki. I tyle z mojej strony...
  17. Poproszę o uściślenie pojęcia "kształtuje". Może czepiam się słówek ale "diabeł tkwi w szczegółach" i często nieporozumienia rodzą się na różnym rozumienie pewnych pojęć. W przypadku genetyki zachowań wolę określenie, że środowisko wpływa na rozwój cech wrodzonych. Jak czegoś "nie ma", to nie się nie pojawi "z powietrza". Możemy rozwinąć cechy korzystne i wpłynąć na obniżenie poziomu cech niekorzystnych - ale to takie sobie dywagacje laika:lol:
  18. Vectra, a gdzie ja to napisałem:roll: Piszę wyraźnie - cechą wyróżniającą psa (udomowionego) jest właśnie dziedziczona zdolność do współpracy z człowiekiem.
  19. Psy dingo to nie wilki. Z tego co wiem wszelkie próby "udomowienia" wilka spaliły na panewce. Potomstwo oswojonych wilków musiało być oswajane (to jest stosunkowo łatwe pod warunkiem, że młode wilczki zanim skończą 3 tygodnie mają stały kontakt z człowiekiem). Ale problem pojawia się później - wilk nie znosi ograniczeń o ile nie są one zgodne z jego "zasadami" socjalnymi. Powiem więcej jest klasztor buddyjski, w którym mnisi prowadzą "schronisko" dla tygrysów. Zbierane są tam osierocone młode tygrysy i wychowywane wśród ludzi. I co z tego - te zwierzęta żyją razem z ludźmi, ale nie współżyją. Brak jest tego czegoś, co pozwala naszym psom być właśnie psami. Tym czymś jest pewnego rodzaju "nakierowanie" na człowieka.
  20. [quote name='PaulinaT']Mam wrażenie że się kompletnie nie rozumiemy. Zdolność do nauczenia się życia z człowiekiem a znajomość zasad to zupełnie co innego. Tak apropos dzikich zwierząt. Lew, wypuszczony na wolność po latach spotyka swoich opiekunów: http://pl.youtube.com/watch?v=c1t5r4T8AnA Masz rację, nie rozumiemy się - gdyż ja piszę o zdolności do współżycia, współpracy a nie życia obok czy razem pod jednym dachem. Związek emocjonalny (jak w przypadku tego lwa) to nie wszystko - taki się tworzy dość łatwo jeśli odpowiednio młode zwierzę ma pozytywny kontakt z człowiekiem. Ale pies to nie tylko związek emocjonalny...
  21. To proszę spróbuj tego kodeksu nauczyć oswojoną wydrę czy też wilka. Kura - to zupełnie inny poziom, ale i ona ma zupełnie inne zachowania (odnośnie ludzi) niż na przykład oswojony wróbel czy sikora. A odnośnie "kodeksu" - coż to takiego - jakież to uniwersalne zasady obowiązują?
  22. Z tego co wiem, to kwarantanna i obserwacja jest prowadzona z mocy prawa (przepisy weterynaryjne) pod kątem wścieklizny a nie zachowania! Poza tym wniemam, że psy nie zostaną odebrane właścicielowi, a jeśli nawet to tylko decyzją sądu a nie prokuratora.
  23. [quote name='Vectra']OK , ja rozumiem to co napisałeś :) Tylko powiedz teraz na jakiej podstawie wnosisz , że TTB są genetycznie uwarunkowane na agresję do człowieka ? Vectra, ja nie wnoszę, że psy mają genetycznie uwarunkowaną agresję na cokolwiek. To byłaby bzdura i głupota z mojej strony. Twierdzę tylko, że efektem (ubocznym) selekcji psów do walk jest genetycznie uwarunkowana skłonność do zachowań agresywnych o podłożu "łowczym", które mogą się objawić w nieprzewidywalny i niekontrolowalny sposób. Natomiast jeśli pies nie ma wyuczonego celu, to celem może stać się cokolwiek (człowiek, pies, kot czy drzewo). To zachowanie jest typu FAP (czyli wrodzonego wzorca zachowania, samonagradzające) i jak twierdzi K.Lorenz jego objawienie jest kwestią zbiegu okoliczności (stan zwierzęcia + namiastka bodźca wyzwalającego). Przykładem FAP jest też kopulacja (a właściwie ruchy kopulujące) - pies, który nie ma okazji rozładowania napięcia seksualnego (popędu płciowego) może będą ogólnie pobudzonym przejść do "kopulowania" z innym psem, nogą człowieka czy nawet jakąś pluszową maskotką a czasem wręcz ze zwykłą poduszką czy kawałkiem szmaty. To nie jest jego wybór czy celowe działanie. To po prostu "chemia + genetyka".
  24. [quote name='agata-air']i[SIZE=3] przez was byłam zmuszona popracować ;p [SIZE=3]Jako, że bardzo często pojawia się tu argument, że TTB były wykorzystywane do walk wypisałam najpopularniejsze rasy które w przeszłości walczyły z psami, niekiedy ludźmi, bykami, lwami itp. To proszę jeszcze abyś postarała się dotrzeć do informacji kiedy to było. Dla przykładu podam: Anglia (ojczyzna bullterriera i staffika) - zakaz walk zwierząt w 1836 roku (bodajże). Co daje nam jakieś 170 lat na zmianę genetyki tych psów. USA - oddzielenie AST i pitt bulli (oficjalne) 1936 rok. Czyli 70 lat temu. Pitt bulle używane do walk jeszcze dużo później (niektórzy twierdzą, że do dzisiaj). To tak na marginesie postu Twojego i Babybulla (odnośnie pracy hodowców i tego, że w przypadku bullterriera i staffika się udało).
×
×
  • Create New...