Jump to content
Dogomania

4Łapki

Members
  • Posts

    456
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by 4Łapki

  1. [quote name='Handzia55']Wyobrazcie sobie dumnie kroczącego boksera z wściekle różowymi majtkami w paszczy:D[/QUOTE] Gdybym takiego spotkała, pewnie padła bym ze śmiechu :loveu:
  2. Ja psa kąpię tylko w razie potrzeby. Viki ogólnie nie lubi wody (nawet po kałużach przechadza się tak, żeby się nie zamoczyć :lol:). Wyprawa do łazienki to wyzwanie i potrzebuję pomocy mojego chłopaka, by umiejscowić ją w wannie. Z całej procedury lubi tylko wycieranie. Wycierać ręcznikiem to by się mogła non-stop :) Myję ją płynem do higieny intymnej, ponieważ stwierdziłam, że nie ma sensu kupować szamponu - szybciej się przeterminuje, niż go (z)użyję.
  3. Oj, znaleziska na spacerach... Do tej pory "hitem" był różowy przedmiot sprzedawany w sklepach dla dorosłych. Viki zachwycona "nową zabawką", ja trochę mniej. Paczka chusteczek to za mało, by to wywalić do kosza :ekmm:
  4. [quote name='evel']Wiesz, jak masz jednego pieska interesującego się śmieciami to jeszcze spoko. Jak wychodziłam tylko z Zu to dało się ją odwołać od pysznej szamki krzaczorowej, ale jak teraz mam trzy głąby na spacerze to muszę wydać z siebie piekielny niecenzuralny ryk, żeby towarzystwo wzięło to na poważnie :evil_lol:[/QUOTE] No właśnie ten znajomy ma dwa psy. Raz musiałam oba na smyczach ogarnąć + moja i podziękuję. Każda w inną stronę, a ja prawie jak na krzyżu :-o Jedna z jego znajd to husky. Ludzie się go czasem pytają jak idzie bez smyczy, czy nie ucieknie, bo ich husky notorycznie uciekał i teraz tylko na smyczy. Ale to w ogóle dziwny przypadek, orientacja w terenie zerowa, więc się pilnuje.
  5. A propos dobermanów, u nas są aż dwa. I moim zdaniem, o jednego za dużo, chociaż uwielbiam tę rasę. Ale od początku - w bloku obok jest suczka, którą podziwiałam, gdy byłam szczylem. Nie wiem, co się stało, ale od jakiś dwóch lat to nie ten pies. Tzn, ten sam, ale nastąpiła diametralna zmiana w jej zachowaniu. Już nie podziwiam, tylko obchodzę szerokim łukiem, bo zaczęła rzucać się na wszystko, co się rusza, włącznie z ludźmi. Niedawno jej właściciele sprawili sobie coś yorkopodobnego i ten pies zachowuje się dokładnie tak samo, niezależnie, czy idą razem, czy osobno na spacer :roll: Niestety, na osiedlu mamy wąską ślepą uliczkę, przez którą muszę przejść by dotrzeć gdziekolwiek. I któregoś razu idziemy z Viki, a w połowie tej uliczki stoją z tym dobermanem i znajomymi, plotkując w najlepsze. Pies się wyrywa, moja Viki nie wie, co ze sobą zrobić. A babsztyl tylko się śmieje. Jakoś przeszłyśmy, zwracać uwagi już jej nie będę, bo ewidentnie głucha. Spuszczają tego psa na trawie przy parkingu. Może im się wydaje, że nikt tamtędy nie chodzi, ale nigdy nie wiadomo, kiedy ten doberman wyleci zza winkla. Wczoraj - wracamy ze spaceru, oni na tej trawie, a obok przechodziła jakaś pani z psem. Doberman oczywiście leci z zębami - udało się dziewusze go złapać na szczęście, ale pani od pieska gdy mnie zobaczyła następną, miała przerażenie w oczach i wcale jej się nie dziwię, po takim spotkaniu. Z kolei drugi, właściwie to suczka w typie dobermana, kupiona gdzieś na targu (ogon obcięty tak, że ma wklęsłą dziurę zamiast niego :angryy:). Właściciel z nią pracuje i naprawdę miło nam się chodzi na spacery, chociaż ludzie krzywo patrzą, bo to TEN PIES ;)
  6. [quote name='ewee'] No albo w umowie adopcyjnej dodać punkt że zobowiązują się "przeżyć " adoptowanego psa :) [/QUOTE] Hmm, z tym mogą mieć problem również osoby młode ;)
  7. [quote name='Yuki_']Boziu, że też są tacy ludzie. U mnie według babć kot który dla nas ma normalną wagę jest za chudy. Dobrze odzywiony kot dla nich, to dla nas wygląda jak kocia krowa. :mad:[/QUOTE] Jezu, u nas to samo, tylko że z psami. Babcia namiętnie dokarmia. A gdy zwraca jej się uwagę, robi z nas głodzące psa potwory i uspokaja się na może 5 minut. Ile razy słyszę, jak mówi do Viki "fe, pani nie kazała" trzymając w ręce smaczny kąsek, mam ochotę ją udusić. Mało brakuje by sadzała psa przy stole podczas obiadu :roll: Z historii spacerowych - znajomy karci psa, bo poszedł w krzaki za intensywnie pachnącymi resztkami z pobliskich fastfoodów. Na to facet idący z naprzeciwka "Ale masz pana, pewnie cię bije. Uważaj, piesku, bo zaraz cię zdzieli!". Oczywiście, każdy właściciel psa go katuje... Powinien psa pochwalić za szukanie resztek na dworze i pozwolić mu je zjeść, zwłaszcza gdy "miłośnicy zwierząt" na psim wybiegu niedaleko porozkładali trutkę zawiniętą w smakołyki :wallbash: Albo komentarze, że pies jest głodzony, bo je trawę. Niejednokrotnie to słyszałam, ale najbardziej mnie wkurzyła baba, której zachciało się mnie pouczać, gdy Viki miała zatwardzenie, a ja gorączkowo zastanawiałam się, przez co. Nawrzeszczałam na nią, chociaż zwykle ignoruję...
  8. Oprócz psa mamy jeszcze dwa przygarnięte koty - na gębę, bo pilnie potrzebowały domu, w jednym wypadku przez głupotę poprzednich właścicieli (żona gdy zaszła w ciążę przypomniała sobie, że jest uczulona!). Jadąc do schroniska po psa byłam zestresowana, że może nie spełnię warunków adopcyjnych, że ktoś stwierdzi, że nie mogę mieć psa. Wszystko wałkowałam kilkanaście razy... Wizyty poadopcyjnej nie było, choć jest zapisana w umowie. Wiem, że przy takiej ilości psów nie ma czasu i możliwości, ale to moim zdaniem farsa. Wzięłam psa na podstawie krótkiego wywiadu, a nikt nie sprawdził stanu faktycznego... Nie wiem, może ze mnie jest taka służbistka, ale poważnie podchodzę do pewnych rzeczy i czułabym się lepiej, gdyby wszystko odbyło się wg ustalonych zasad. Kilka miesięcy po nas szczeniaka z tego samego schroniska adoptowali sąsiedzi. Mieli już w domu wcześniej psa, zanim pojawiły się dzieci. Problem w tym, że tego szczeniaka trzeba było od początku wszystkiego uczyć, a oboje pracują w dość czasochłonnym zawodzie. Psiak nie miał żadnego autorytetu. Dzieci na spacerach z nim w ogóle go nie pilnowały i biegał sobie samopas ze smyczą przy obroży, gdy one grały w piłkę. Niestety, wrócił do schronu, bo stał się agresywny i zaczął atakować domowników. Z rozmów na spacerach wynikało, że dzieciaki chciały labka, a ten szczeniak miał być, że tak to ujmę, mniejszym substytutem tej zachcianki :shake: Wciąż zastanawia mnie jego los. Opinia, jak wiadomo, przylega, zwłaszcza jeśli chodzi o psy trudne i agresywne. Nadzieja w tym, że to był jeszcze młodzieniec i może znalazł się chętny, by z psem popracować. Viki (wtedy numerek w kartotece) też miała być psem bardzo zlęknionym, a wystarczyło poświęcić trochę czasu. Podobno w ogóle nie potrafiła chodzić na smyczy, a założenie obroży to była wielka gonitwa po boksie (widziałam to na własne oczy) - jakoś następnego dnia przypomniała sobie, że na smyczy spacerujemy, a nie owijamy się wokół nóg... Wiem, że schronisko to "ekstremalny przypadek", ale o tym, jaki naprawdę jest pies, dowiadujemy się dopiero, gdy trafia on pod nasz dach i mamy dużo czasu na jego obserwację. Może się zupełnie inaczej zachowywać w dwóch różnych środowiskach. Myślę, że nie każdy człowiek nadaje się na właściciela każdego psa. Ktoś, kto nie ma czasu się zwierzęciem zajmować, nie powinien go brać. I nie chodzi tu o wychodzenie do pracy na 8 godzin. Po prostu nie każdy tryb życia pozwala - przynajmniej w "fazie startowej", na przykładzie sąsiadów - na ułożenie poprawnych relacji. P.S. Co do młodzieży/nastolatek - Viki adoptowałam jakieś 2 miesiące po 18. urodzinach. Młoda jestem i może dlatego nie skreślałabym innych ;)
  9. [quote name='senitus'] Ja nie wiem tylko z kąd się tyle tych zwierzaków tam wzięło.[/QUOTE] Nie są kastrowane/sterylizowane, rozmnażają się (ktoś mówił, że chciał od niej wziąć szczeniaka). To chore, ale władzom jest to na rękę. Gdyby te psy trafiły do regularnego schroniska, samorząd musiałby wyłożyć kasę. Mnie zastanawia, kto miał odwagę podpisać pozytywną opinię na temat tego miejsca.
  10. Na swojej drodze spotkałam jednego jedynego yorka z którym wszystko (włącznie z właścicielką) było w porządku - nie szczeka, nie rzuca się. Mam uraz do tych psów od czasu, gdy jeden postanowił swoimi igiełkami sprawdzić, czy jestem smaczniejsza od suchej karmy :angryy: A inni napotkani przedstawiciele rasy jakoś mnie utwardzają w tym, żeby ich unikać. Swego czasu przychodziła do nas do parku dziewczyna, lat ok. 16. Nasłuchałam się, że mam swojego kundla zabierać, bo jej rasowy piesek, który bardzo dużo kosztował z roznosicielami pcheł bawić się nie będzie. Szkoda tylko, że mój "roznosiciel pcheł" zupełnie się nie interesował jej pieskiem i znajdował się dobre 8 m od niego, wąchając liściki :razz:. Kilka razy była w większej grupie i szczerze powiem, że aż strach było koło nich przejść. Nota bene, piesek chyba się znudził, bo teraz wyprowadza go jej mama.
  11. Z zostawiania psa pod sklepem wyleczyłam się już za pierwszym razem, gdy wyszłam z niego, a Viki zadowolona siedziała z... odpiętą smyczą. Nie wiem, czy ktoś tego nie robił specjalnie. Od tej pory do sklepu chodzę z nią bardzo rzadko i to tylko do osiedlowego, gdzie mogę zostawić ją w przedsionku i obie mamy się na oku. Kiedyś chodziłyśmy do zoologicznego w pobliskim centrum handlowym, gdy trzeba było coś przymierzyć - szelki, kaganiec. Stresowałam, czy jakiś ochroniarz nas nie zaczepi, bo moja Viki nie jest małym pieskiem i schować jej do nosidełka nie mogę. Dlatego zmieniłam sklep na mniejszy, gdzie chodzimy podczas spacerów. Może i wyboru tak dużego nie ma, ale w razie czego właścicielka zamawia to, co jest nam potrzebne.
  12. Moja Viki była chipowana w schronisku dwa lata temu. Oczywiście nie została dodana do żadnej zewnętrznej bazy danych, tylko przy adopcji dodano moje dane do bazy schroniskowej. Dopiero niedawno na Dogomanii znalazłam stronę tasso.net. Zarejestrowałam tam psa za darmo i w końcu po nitce do kłębka, można ją znaleźć np. w EuroPetNet... Nie wiem, jak sobie to samorządy wyobrażają. Pies może się zgubić np. w podróży albo po zmianie miejsca zamieszkania, a wtedy szukaj wiatru w polu, bo chip dodany jest do jednej bazy, do której ma dostęp bardzo ograniczona ilość instytucji. Viki ma adresówkę na szelkach, ale wiadomo - może jej się odczepić albo pies może się ich pozbyć. I co wtedy? :roll:
×
×
  • Create New...