Jump to content
Dogomania

Losiek1990

Members
  • Posts

    102
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Losiek1990

  1. Sugerujecie się jedną stronką : [URL]http://dobrypies.eu/dominance.html[/URL] tak jak ja opieram swoje spostrzeżenia na poradach i doświadczeniach innych i też mogę się posłużyć jedną stroną o dominacji. Wierzycie ślepo jednej stronie a drugiej nie chcecie, komiczne to jest dla mnie... Bo wierzycie w to co Wam wygodniej. Jeden kierunek obraliście i tego się trzymacie i nie dopuszczacie nawet innej teorii do siebie. Nie mój problem, hejtujcie dalej aż Wam żyłki popękają a ja wybiorę się na 2 godzinny spacer ze swoimi pupilami.
  2. [quote name='PaulinaBemol']Nie ma czegos takiego jak york miniaturka. Wzorzec jest jeden. Psiaki w typie sa mniejsze czy tam wieksze znacznie wiec sprzedajacy wymyslaja jakies odmiany zeby usprawiedliwic odstepstwa od "prawidlowego" wygladu TO jak niby odróżnić te 2 Yorki? to to samo ale normalnego yorka kupisz w hodowli w tego "mniejszego" żeby nie było mini to u pseudo sprzedawców. Może to nie jest oficjalna nazwa ale skoro nie ma miniaturek to i nie ma pinczera miniaturowego;>
  3. Ja z kolei swoje teraz karmię Fit minem a wziąłem go jako drugiego największego w miocie bo ten największy był zarezerwowany już. Teraz jest zima, więc pieski szybciej będą przybierać na wadze.
  4. Dokładnie. Nie możesz ingerować w dzieło natury i ograniczać psu jedzonka. Urośnie taki jaki ma być. Mój mieszaniec spaniela w wieku 4 tygodni ważył 2,3kg. Weterynarz powiedział że ok 15kg będzie ważył a waży dokładnie 19,7kg a wczoraj go ważyłem. Ma 49cm w kłębie. Istotną rzeczą o której zapomniałaś dodać jest to czy to jest York czy miniaturka:) jeżeli miniaturka to waga ok 3kg będzie prawidłowa. Jeśli normalny to ok 6-7 kg. Ale Twój może być wyższy np. i ładnie prezentować się z taką wagą. Wszystko to tylko wzorce wystawowe a piesek ma być zdrowy i przede wszystkim mamy go kochać przez całe jego pieskie życie :) Szczeniaki wielkich ras rosną do 2 lat, średnich do ok 10 miesięcy a malutkich ok 6 miesięcy a potem sobie masują, także ogólnie szczeniaczki rosną bardzo szybko, waga Twojego może niedługo stanąć. Taka jest natura i nic na to nie poradzimy :)
  5. A ja na temat swojego psa [URL="http://www.dogomania.pl/link/zapodaj*net|06033b5bc5c7f*jpg*html"]http://zapodaj.net/06033b5bc5c7f.jpg.html[/URL] - [URL]http://zapodaj.net/7dd5672bac9ad.jpg.html[/URL] - [URL="http://www.dogomania.pl/link/zapodaj*net|4e718771ef577*jpg*html"]http://zapodaj.net/4e718771ef577.jpg.html[/URL] usłyszałem czy to nie czasem seter gordon zmieszany ze spanielem hahaha i czy on nie ma czasem farbowanej czyt. rozjaśnianej sierści na głowie hahahah. Spaniel to on jest ale nie wiem z czym pomieszany szczerze mówiąc. W kłębie ma 49 cm i waży 19.5 kg :)
  6. Na pewno go nie głaszcz i nie mów czegoś w stylu: "nie bój się" bo tylko chwalisz i tym samym utrwalasz lęk psa, ponieważ odbiera on to jako pochwałę za swoje zachowanie, w tym przypadku strach. Praca z psem jest czasochłonna i bardzo absorbująca. Grunt to zrównoważony psiak. Może miał tylko złe wspomnienie z tamtym osiedlem? gorzej jak boi się hałasu... Pies lękliwy jest gorszy w ocenie zachowania, niż agresywny/terytorialny, ponieważ nie wiesz, czego możesz się podziewać. Istnieje coś takiego jak agresja lękowa. Praca, praca i jeszcze raz praca. Nic na siłę. Bądź spokojna i asertywna. Zwierzę wyczuwa wszystkie Twoje emocje :)
  7. [quote name='PaulinaBemol']Jednego psa trudniej nauczyc zamknac dzioba, innego nie jeść pobratymców jeszcze innego wracać na zawołanie :p co nie znaczy ze sie nie da wiec olejmy sprawę albo jeszcze zachęcamy :)[/QUOTE] Wiesz on go nawet nie zaatakował, tylko zaczął szczekać na niego a że oberwał gówniarz drzwiami to wydaje mi się że o to chodziło bardziej :)
  8. Hehe to ja też miałem różne sytuację już związane z innymi właścicielami czworonogów. Mamy jakieś 50 metrów dalej taki parczek parę drzew, 3 dróżki i trawa w sumie standard. Jeśli jestem tam ze swoimi 2 psami i biegają, bawią się bez smyczy to jest okej. Moje nie lecą do żadnego psa bo są tego nauczone żeby się mnie pilnowały. Najlepsze jest to że jak wchodzi inny właściciel i puszcza psa bo się Moje bawią, piesek podbiega i 1 z moich go atakuje(uznał to prawdopodobnie jako zaburzenie porządku w Naszym trójkowym stadzie) złapał go za pysk i nie chciał puścić to baba się do mnie drze żebym zabrał psy bo po policję zadzwoni i że mam agresywne psy i ona tak tego nie zostawi.... Mam kaganiec zawsze przy sobie i smycz. Nie rozumiem tej baby. Nie znając psów, puszcza swojego a potem pretensję. Pies zwierzęciem stadnym i będzie pilnował porządku w swoim gronie. A najlepsza była sytuacja taka jeszcze, słuchajcie :) Nade mną w bloku mieszka taki gówniarz z rodzicami i w sumie tylko na niego mój pies szczeka jak się tłucze na klatce. Ostatnio wychodziłem z klatki z psami i uderzyłem tego gówniarza drzwiami ledwo je otwierając (musiał się opierać głową o drzwi) gdy już je otworzyłem, mój pies wyrwał się do przodu i szczekał ostrzegawczo na niego a gość do mnie żebym psa uspokoił a jego żona, już był problem z tym pieskiem(ciekawe jaki) ale to można coś poradzić na to. A ja na to, niech pani robi, proszę bardzo gość do mnie, nie pyskuj a ja bo co? a on jajco hehehe taka przepychanka słowna ale to pokazówka przy żonce bo jak jest sam to mi z drogi schodzi i nawet nie słyszę że wchodzi na górę... Doczepili się mnie a to była ich ewidentna wina bo nie upilnowali sobie dziecka i zarobił drzwiami. Od tamtej pory jest cisza, nawet złego słowa na temat moich psów. Widzicie jaka to bezmyślność jest ludzka, nie tylko właścicieli czworonogów :) A jak reaguję na chamstwo? hmm jak mam gorszy dzień to odpłacam chamstwem i wchodzę w dyskusję ale przeważnie to zlewam.
  9. [B]Wydaje mi się że w ogóle nie czytaliście tego. Napisałem co oznacza dominacja. Nie terror i destrukcje, tylko dominacja to klucz do zgranej i dobrze istniejącej sfory. No i co z tego że gorączka? każdy w stadzie dba o każdego i dominacja ustala pewien porządek co sprzyja np. przy polowaniu, nie burzy porządku w stadzie. Dominowane są osobniki wychylające się, agresywne... Nie będę więcej pisał bo ślepo wierzycie w tą swoją fikcję i nawet nie przyjmujecie innej teorii do wiadomości. Nie Moja sprawa. Każdy ma własne zdanie i ja je tutaj przedstawiłem. Nie próbujcie na siłę obalić dominacjęi bo kiepściutko Wam to wychodzi... Proszę o zamknięcie tego tematu bo się spam robi przez niektórych tutaj...A Ty soko dopieprzasz się do nie wiadomo czego... niektórzy tutaj napisali ze instynkt już zanika w psach a ciągnięcie na smyczy czy wychodzenie przez drzwi jako pierwszy to znak przewodnika, który chce poprowadzić swoją sforę na polowanie lub wybadać teren. Bardzo często alfa w stadzie wilków wyruszał sam w dalekie tereny po zdobycz, tylko po to żeby nie ciągnąć całej sfory za sobą, może nawet na próżno... Więc zacznij najpierw interpretować dobrze, niektóre zachowania bo mam wrażenie że pieprz*sz tylko po to żeby hejtować kogoś. Macie czarno na białym i ja zdania nie zmienie a te Wasze docinki i wypociny są po prostu komiczne. Proszę o wypowiedzenie się kogoś doświadczonego w tym temacie... Bo przeistaczacie fakty, moje słowa - chcąc na siłę udowodnić światu jakiej to Wy racji nie macie, szukając tylko sposobu żeby obalić teorię dominacji a prawda jest taka że takowa byłą jest i będzie. Człowiek z psem może stworzyć stado i hierarchia obowiązuje... Szkolicie psy wobec czego? wobec poduszki? czy wobec hierarchii panującej w stadzie? I w każdym stadzie znajdzie się dominujący samiec alfa. Dominacja to nie walka. Wilk alfa rozdziela walczące ze sobą wilki, zachęcając do zabawy... Więcej czytajcie i lepiej interpretujcie. Nie będę się tutaj więcej wypowiadał bo szkoda czasu na to.[/B]
  10. Mam Cocker spaniela mieszanego ale z czym to nie wiem. Nie znoszą one samotności. Mój jest bardzo przywiązany do mnie i nie wyobrażam sobie żeby teraz został sam. Zawsze ktoś jest w domu.
  11. [B]Teraz sytuacja opisana na stronie pewnej bardzo mądrej pani: " Podczas zabawy z Lusią w wodzie, na zupełnie obcym nam terenie, pojawiły się nagle 4 duże psy. Początkowo tylko się przyglądały. Lusia poczuła się trochę niepewnie lecz brak mojej reakcji pozwolił jej znów wrócić do zabawy i też nie zwracała na nich uwagi. Chwilę później dwójka z nich ruszyła na Lusię wchodząc za nią do wody, odsłaniając zęby i groźnie warcząc, szykowały się do ataku, pozostała dwójka sfory stojąc parę metrów dalej obszczekiwała zajście... II) Powrót ze spaceru, na mało uczęszczanej drodze pojawiły się dwa duże psy (samce) – łupkowe umaszczenie, wielkość gdzieś między dobermanem a rottweilerem, silne, masywne i zadbane, jeden z nich posiadał grubą obrożę, prawdopodobnie komuś zginęły lub uciekły. Gdy zobaczyły nas, szybko ruszyły w naszą stronę, bez agresji, szczekania, ale bardzo zdecydowanie i pewnie. Ta ich pewność siebie zdominowała tym razem równie pewną w takich sytuacjach Lusię. Nie czekałem więc na konfrontację między psami, tym bardziej, że ich zachowanie poważnie wystraszyło inne dwie osoby spacerujące w pobliżu... III) Przechodzimy z małą Lucy przez polanę w lesie, gdy nagle ujadając nadbiegły dwa psy, średniej wielkości kundelek oraz pies rasy owczarek kaukaski. Pierwszy głośno ujadał drugi szczerzył zęby i co pewien czas szarżował w naszym kierunku. W pobliżu nie było nikogo... IV) Pomiędzy lasem a zabudowaniami mieszkalnymi, wyskoczyły na nas 3 różnej wielkości psy. Otoczyły nas półkolem, szczerząc zęby i ujadały, co pewien czas próbując rzucić się do nóg, przy których jak przyklejona stała wystraszona Lucy... V) Osiedle mieszkaniowe, „wataha”, „sfora”, „stado”, „banda” (jak kto woli) sześciu psów, dostrzegając spacerującego mnie z psem ruszyła biegiem w naszym kierunku. Niektóre psy szczekały, inne tylko zjeżyły sierść, ale wszystkie gnały prosto na nas... Podobnych przykładów można by jeszcze podać wiele, ale istotą tych zdarzeń było to, że w żadnym jak dotąd przypadków, ani ja, ani żaden pies nie został nawet draśnięty, a ze wszystkich tych opresji wyszliśmy bez najmniejszego uszczerbku tylko dzięki wiedzy o zachowaniach psów, wynikających z niczego innego jak teorii dominacji, która znalazła swe praktyczne zastosowanie. Wszystkie te historie skończyły się odejściem psów, które zrezygnowały z ataku i jego dalszych konsekwencj[B]i."[B] [B]Czy naprawdę należy wierzyć w to, że gdyby zabrakło na świecie ludzi, to zgodnie z założeniami behawiorystów, psy nie poradziłyby sobie same bez człowieka, bo przecież wygasły w nich pierwotne instynkty warunkujące ich przetrwanie – polowanie, życie w stadzie, przemierzanie przestrzeni, rozmnażanie, podporządkowanie lub przywództwo? Czy rzeczywiście w zachowaniach psów trudno jest dostrzec ich naturalne pragnienie obcowania z naturą? Czy naprawdę pies jest szczęśliwszy leżąc całymi dniami na kanapie, niż wówczas, gdy wychodzi na spacer? Jako homo sapiens sami przecież dążymy do integracji z naturą – hodujemy rośliny, wyjeżdżamy nad wodę, do lasu, w góry, idziemy na spacer do parku, podglądamy zwierzęta żyjące na wolności, przyjmujemy je pod swój dach, by być właśnie bliżej tego co naturalne i prawdziwe. Skąd więc pomysł, że pies wygasił w sobie tą pierwotną potrzebę życia w zgodzie z naturą, tylko dlatego, że zaczął żyć z człowiekiem w jego domostwie? Skąd też pomysł, że różnice anatomiczne między psem a wilkiem, wykluczają jednocześnie podobieństwo w ich pierwotnych instynktach? Uczłowieczając psy tak naprawdę wyrządzamy im wielką szkodę, gdyż próbujemy odebrać im prawo do bycia psem, a tym samym prawo do obcowania z naturą zgodnie z ich naturalnymi potrzebami, które niezaspokojone tworzą psa niezrównoważonego i nieszczęśliwego. Próbując udowadniać swoje racje, behawioryści bardzo często też posługują się dość wytartym argumentem "brutalnego powalania psa" i przytrzymania dopóki się nie uspokoi. Rytuał ten znów tłumaczą czysto po ludzku. W zachowaniu ludzi jeśli jeden człowiek przewraca drugiego, to narusza on nie tylko jego nietykalność, ale również godność i wartość jako istoty ludzkiej. Jednak w zachowaniach psów takie postępowanie ma zupełnie inne, a przynajmniej dwa główne powody; zdyscyplinowania i uspokojenia wyłamującego się z hierarchii osobnika, który dezintegruje stado lub wygaszenia w nim zachowań agresywnych, niestabilnych w stosunku do innych członków stada. Behawioryści próbują tłumaczyć, że w zachowaniu tym, jeden osobnik nie jest przewracany przez drugiego, ale respektując siłę i przewagę przeciwnika, sam przewraca się pokazując uległość. Ma to być argument przeciwko celowemu kładzeniu psa przez jego przewodnika. Bez względu jednak na to, czy przewraca się sam, czy w wyniku reakcji dominującego zachowania drugiego osobnika, nie zmienia to faktu, że leży w pozycji nieruchomej ukazując podporządkowanie do chwili, gdy dominujący osobnik pozwoli mu na dalsze ruchy. Należy tutaj podkreślić, że rytuał ten jest stosowany zarówno przez człowieka jak i same psy zawsze jako ostateczne rozwiązanie, na dodatek tylko w sytuacjach, gdy pies zachowuje się agresywnie w stosunku do innych lub jest tak mocno pobudzony, że nie reaguje na jakiekolwiek gesty i bodźce. Zanim dojdzie do takiej konfrontacji psy wysyłają wcześniej wiele sygnałów, które mają je uspokoić; pisała już o tym Turid Rugaas w swojej książce (zob. zakładka "Literatura"). Znajomość tych sygnałów ułatwia w wielu przypadkach zapobieganie sytuacjom konfliktowym. Wiemy jednak, że istnieją takie momenty, w których psy potrafią zareagować nagle w sposób agresywny, nieprzewidywalny i nawet sygnały uspokajające drugiego psa nie przeszkodzą mu w ataku. Jeśli ktokolwiek widział walczące ze sobą psy, doskonale wie, że smakołyk, kliker, czy komendy słowne wtedy nie pomogą. Sprawa jest tym bardziej trudna, gdy dodatkowo oba te osobniki są dominujące. Co zaproponują wówczas behawioryści? Teoria dominacji wskazuje na zdecydowaną interwencję przewodnika w sposób wyżej opisany w stosunku do agresora. Zaznaczyć trzeba, że celem tej interwencji jest wyciszenie i uspokojenie takiego czworonoga, a nie poniżenie, czy naruszenie jego "psiej godności". Gdyby tak było powinniśmy również zrezygnować ze smyczy, gdyż ogranicza ona wolność psa, a przez to ranić może jego uczucia. Pies, kiedy leży będąc unieruchomiony i wyciszony, nie racjonalizuje myśląc: "ale zostałem poniżony, chyba się obrażę". Otrzymuje jedynie pierwotny sygnał, który najlepiej rozumie w swoim języku – języku gestów i zachowań. Doświadczony przewodnik doskonale wie jak, w jakiej sytuacji, w jakim czasie oraz w stosunku do których psów może tak się zachować. Niedoświadczony właściciel z dużym prawdopodobieństwem zrobi to w niewłaściwym momencie i w niewłaściwy sposób. I w tym miejscu należy zgodzić się z behawiorystami, że skutkiem tego może być utrata zaufania do przewodnika, strach przed nim, wycofanie lub nasilenie agresji. Pamiętać jednak należy, że istnieje niezliczona liczba psów, które od początku będąc wychowywane w oparciu o zasady dominacji/przewodnictwa, poznały swoje miejsce w stadzie i nigdy nie musiały być w ten sposób potraktowane. Te natomiast, którym od urodzenia dawano sygnały (świadomie lub nieświadomie), by to one przewodniczyły w "ludzkim stadzie", stawały się niezrównoważone, nieprzewidywalne, agresywne lub lękliwe, nadpobudliwe, nieposłuszne, do których człowiek nie mógł mieć zaufania. Przeciwnicy teorii dominacji/przywództwa twierdzą, że pies ponieważ żyjąc z człowiekiem nie tworzy już stada, nie tworzy też hierarchii. Pokazywanie mu zatem, kto jest przywódcą staje się w opinii behawiorystów bezzasadne i bezsensowne. Człowiek (też jako gatunek) wszędzie, gdzie żyje z innymi tworzy określoną hierarchię (prezes, dyrektor, kierownik, instruktor, menadżer, "głowa rodziny"); ssaki morskie (np. delfiny, orki, słonie morskie) mają hierarchię; żubry, lwy, jelenie, hieny, wilki, niedźwiedzie, kozy, bawoły itd. mają hierarchię; nawet owady (np. pszczoły, mrówki) tworzą zhierarchizowane społeczności, ale pies już nie (???). Otóż przywódca stojący na szczycie hierarchii nie jest po to, by rządzić i oddawać mu hołd, by karcił i zabijał członków stada, ale dlatego, że jest on gwarantem przetrwania stada, chroni je przed niebezpieczeństwami, wprowadza rytm, nie pozwala krzywdzić najsłabszych, zapewnia pożywienie, daje poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. Sami przecież czujemy się bezpiecznie, gdy znajdujemy się w towarzystwie człowieka, który jest pewny siebie i potrafi kontrolować nawet trudne sytuacje. Spada z nas wówczas brzemię odpowiedzialności, bo dźwiga ją ten, który w swoim działaniu i decyzjach przewodniczy innym. Nie ma więc powodów twierdzić, że jedynie pies tego nie potrzebuje, bo jest jakimś wyjątkowo innym gatunkiem. Brzemię odpowiedzialności za stado możemy zdjąć z naszego psa tylko wówczas, gdy sami staniemy się przewodnikami. W przeciwnym razie przewodnictwo przejmie pies, a ponieważ nie rozumie on świata ludzi i nie potrafi tego robić w ludzkim języku, robi to w swoim własnym, który źle interpretowany przez człowieka tworzy napięcia i różnorakie problemy zarówno dla psa jak i jego właściciela. Oczywiście ludzie, którzy traktują swoje psy jak własne dzieci, z tą "drobną" różnicą, że mają cztery łapy i są pokryte sierścią, nigdy nie będą w stanie przyjąć zasad związanych z dominacją i byciem przewodnikiem. Nigdy też nie przyjmą do wiadomości, że za określone zachowania psa zawsze odpowiada właściciel, a nie pies. Tacy ludzie chętnie przyjmują teorie behawiorystów, którzy odpowiedzialność za zachowanie psa przerzucają na samego psa lub czynniki zewnętrzne i okoliczności, prawie zawsze pomijając odpowiedzialność właściciela. Tymczasem zwolennicy teorii dominacji muszą pracować przede wszystkim nad swoim zachowaniem chcąc wpływać na zachowanie czworonoga. Efektem różnicy w takim podejściu będzie dla pierwszej grupy w wielu trudnych, psich przypadkach faszerowanie psa lekarstwami o działaniu uspokajającym bądź psychotropowym albo sugerowanie kastracji lub sterylizacji, jako antidotum na zmiany w zachowaniu, jak również odsyłanie na długie terapie do innego "specjalisty" behawiorysty, który swoje usługi zawsze ceni wysoko. W sytuacjach tzw. "beznadziejnych" proponują trzymanie psa w klatce, oddanie lub uśpienie. Tymczasem dla drugiej grupy ludzi przewidziana jest przede wszystkim praca nad własnym postępowaniem w relacjach z psem, a więc zmiany we własnym zachowaniu, które dla większości ludzi mogą okazać się wręcz niemożliwe lub ich po prostu przerastają. Skłonni są więc wtedy szukać winy w samym psie, niż dostrzegać własne słabości, niekonsekwencję, brak wysiłku, samodyscypliny, samokontroli itd. czyli czegoś, co również dostrzega pies. W jednej z recenzji książki Barego Eatona "Dominacja u psów, prawda czy mit", która podważa zasadność teorii dominacji, możemy przeczytać: "Najskuteczniej uczymy się poprzez kwestionowanie starych teorii. Ta książka bez wątpienia to robi". Kwestionowanie zatem tego co "stare" stawać się ma słuszną podstawą wszystkich twierdzeń, które z tego wynikną, a jednocześnie stanowić przepustkę dla nowo tworzonych koncepcji. Jest to chyba najlepsza opinia o behawiorystach jaką mogli sobie wystawić. Filozofowanie, rozważania i snucie odkrywczych teorii niewątpliwie należy pozostawić im samym. W tych kwestiach zawsze pozostaną daleko lepsi od praktyków (takich jak np. Jan Fannell, Cesar Millan), którzy swoją pracę z psem opierają przede wszystkim na zdroworozsądkowym przyjęciu faktu, że pies jest psem, zwierzęciem stadnym, reagującym instynktownie, który nie myśli i nie czuje kategoriami ludzkimi (jak większość właścicieli by chciała), że ma naturalne, pierwotne potrzeby przemierzania przestrzeni, poszukiwania, walki o przetrwanie, posiadania swojego terytorium, bycia przy przewodniku lub bycia przewodnikiem. Skoro tak jest, należy te potrzeby zaspokajać, a nie oczekiwać od psa zaspokajania jedynie ludzkich, często wygórowanych, egoistycznych i nie realnych do spełnienia przez psa pragnień, które są dla niego nienaturalne i niezrozumiałe. To właśnie będzie przejawem braku prawdziwej miłości do psa, "łamaniem" jego natury i niehumanitarnym traktowaniem. W teorii dominacji nie szuka się bliźniaczych podobieństw psa do wilka, mające udowodnić, że udomowiony pies to w rzeczywistości wilk w psiej skórze – co stale próbują wmawiać przeciwnicy teorii dominacji. Teoria ta tłumaczy jedynie wiele z psich zachowań, którym współcześnie próbuje się doklejać różne, często absurdalne, wręcz śmieszne teorie. Udomowiony pies posiada wiele cech bardzo odmiennych od wilka, co jeszcze wcale nie oznacza, że wyzbył się zupełnie pierwotnych instynktów, które często determinują jego zachowania. Można wygasić w psie wiele z jego pierwotnych zachowań, ale z pewnością dadzą one o sobie znać jeśli tylko zmienią się czynniki, które na to wpływają; środowisko, otoczenie, inne osobniki, czy w końcu sam przewodnik. W przypadku metod opartych na dominacji i przewodnictwie koncepcje te nie tylko są teoretyczne, ale przede wszystkim praktyczne, oparte na obserwacjach i realizowane w bezpośredniej pracy z psem w różnych trudnościach, które przejawiał. Przeciwnicy opisanej tu teorii dominacji często sami wykazują wiele nieścisłości we własnym podejściu do powyższych zagadnień. Sprzeciwiają się samej teorii jednak w realiach życia (świadomie lub nieświadomie), wiele z niej stosują w bezpośrednim zachowaniu i postępowaniu wobec psów. Uważny obserwator zauważy to wielokrotnie bez większego trudu. Taką niekonsekwencję poznawczą próbują tłumaczyć znów czysto teoretycznie na zasadzie; „robię tak, ale naprawdę tak nie robię”. Np. nie ma stada i hierarchii, ale staram się być przewodnikiem (???); pies wygasił pierwotne instynkty, ale działa instynktownie (instynktownie do czego?); tłumaczymy ludziom co mają poprawić - ale to przecież psa, a nie człowieka faszeruje się lekami lub zamyka przy prawie każdym problemie w klatce; jesteśmy tacy spontaniczni w relacjach z psami, ale szkolimy je z posłuszeństwa - wobec kogo? partnera czy przewodnika? Jeśli na zasadach partnerskich to pies i człowiek powinni być we wszystkim równi: w swobodzie poruszania się w przestrzeni (bez smyczowych ograniczeń), w jedzeniu wszędzie, zawsze, wszystkiego i o każdej porze, w rozmnażaniu, w różnorakich zachciankach, a więc nie wskazywaniu co wolno mu robić a czego nie, bo to jest domeną przewodnika. Właściwie interpretowana i realizowana teoria dominacji pozwala odnaleźć się psu w świecie człowieka i we wzajemnej przyjaźni cieszyć się z faktu współistnienia. W takim obszarze pies może żyć z nami w poczuciu bezpieczeństwa dzięki zaspokajaniu wielu jego potrzeb: miłości, konsekwencji, ćwiczeń, zabaw... Teorie behawiorystów z pewnością pięknie brzmią i wywołują zachwyty, ale bardziej pasują do pracy z dziećmi niż czworonogami. Obie strony łączy jednak wspólna cecha: psia pasja. Skoro istnieje więc wspólny fundament, to może istnieją też drogi, na których razem można się spotkać ze swoimi psami, by pospacerować po ścieżkach różnych teorii. To my potrzebujemy psów, a nie one nas. Pozwalając im być psami, przybliżamy się nie tylko do nich samych, ale i natury, która czyni nas i nasze psy szczęśliwszymi i spełnionymi we wzajemnej przyjaźni.... I co teraz powiecie na to? Dziękuje za natchnienie i życzę miłej lektury...[/B][/B][/B][/B]
  12. Poświęcę trochę czasu ale zaraz obalę te Wasze feministyczne poglądy. Przeciwnicy teorii dominacji (nazwijmy ich behawiorystami – choć oni sami, zresztą w sposób nieuprawniony, tak siebie właśnie określają) nie mają nawet nazwy dla swoich teorii, ograniczając się przede wszystkim do krytyki teorii wyżej przedstawionej i na tej krytyce budują swoje kontrargumenty. Behawioryści twierdzą np., że "teoria dominacji wzięła się ze złej interpretacji typowych wilczych zachowań w sforze". Sami więc odrzucając ją, dokonują własnych interpretacji, które ogłaszają jako te prawdziwe, nowoczesne, jedynie słuszne, oparte na rzetelnej analizie. Swoimi publikacjami przyszywają zwolennikom teorii dominacji/przywództwa cechy, zachowania, które z prawdą i rzeczywistymi faktami mają niewiele wspólnego. Twierdzą też, że wiara w dominację i stado wszystko upraszcza i ułatwia. Nie potrafią zrozumieć, że świat psa jest właśnie prosty i nieskomplikowany, dopóki sam człowiek nie zacznie tego zmieniać swoim własnym, czysto ludzkim rozumowaniem. Behawiorystom samo pojęcie dominacja kojarzy się z tym, z czym każdemu przeciętnemu człowiekowi skojarzyć się może: przemoc, siła, brak partnerskich relacji, brak zabaw, wykorzystywanie, musztrowanie, wymuszanie, zastraszanie itd. itp. Oczywiście wiemy, że ludzie z takimi tendencjami istnieją i w ten właśnie sposób traktują swoje zwierzęta, ale nie ma to nic wspólnego z metodami zawartymi w teorii dominacji i przewodnictwa. W relacjach z psem "dominacja" jest przede wszystkim ustalaniem norm i reguł, zasad i ograniczeń, które wskazują czworonogom, w sposób najbardziej dla nich czytelny, jakie zachowania są dobre i jakie akceptujemy, a jakie są niewłaściwe i nie znajdują naszej aprobaty. Jest też wyraźną informacją dla psa, kto je ustala. Nie może być tu mowy o jakiejkolwiek przemocy, a jedynie praca oparta na wzajemnym szacunku, zrozumieniu, miłości i akceptacji. Znamy rodziców, którzy swoim dzieciom nie dają jasno wytyczonych granic i zasad, którymi powinny się kierować np. w relacjach z innymi. W imię miłości i błędnie interpretowanej wolności, pozwalają im na wszystko zawsze i wszędzie, nawet jeśli naruszają one swobodę i wolność innych. Wcześniej czy później tacy rodzice proszą o pomoc np. Supernianię, która rozpoczyna pracę nie tyle z dzieckiem, ile jego opiekunem, chcąc by zmienił przede wszystkim swoje postępowanie, rozpoczynając od wyznaczenia nowych zasad i reguł wzajemnych stosunków. Nie mówi wówczas "nie kochaj", "nie baw się z nim", "zastraszaj" "stosuj siłę". Powie jednak "zmień się" "bądź konsekwentny" "dawaj jasne komunikaty" "kochaj i wymagaj". Dominacja nad psem oznacza więc człowieka konsekwentnego i/bo kochającego, a nie terroryzującego, zniewalającego czy "łamiącego" swojego psa, jak próbują wmawiać przeciwnicy teorii dominacji. Jej zwolennikom często niesłusznie zarzuca się grubiaństwo w relacjach z psem, stosowanie przymusu i siły, brak wrażliwości, miłości, uczuć, terroryzowanie i tłamszenie psa, brutalność i niezrównoważenie. To, że człowiek taki uznaje teorię dominacji za słuszną, wcale jeszcze nie oznacza, że prawidłowo ją stosuje. Ponadto nie oznacza również potrzebę odrzucenia założeń tej teorii tylko dlatego, że "zły" człowiek twierdzi, iż stosuje metodę opartą na dominacji. Często można odnieść wrażenie, że behawioryści nie przyjmują do wiadomości, że pies to pies. W ich interpretacji to zwierzę z myślami, emocjami i odczuciami podobnymi do ludzkich, bez istotnych różnic w postrzeganiu otoczenia i języka w jakim należy się z nim komunikować. W potwierdzaniu swoich tez, często używają określeń: najprawdopodobniej, ja uważam, można przypuszczać, tak naprawdę, wynika z tego, ewentualnie, moim zdaniem, z moich obserwacji. Własne sugestie i przypuszczenia zamieniają na fakty, które sami tworzą w analizowanych teoriach. Przy okazji dokonują licznych nadinterpretacji i fałszywych analiz, co wskazuje na całkowite niezrozumienie tego, o co tak naprawdę w tej teorii chodzi. Behawioryści odrzucają np. założenia stadne, twierdząc, że pies żyjący w warunkach domowych z człowiekiem wygasił w sobie pierwotne instynkty przywództwa, polowań i terytorializmu, że z człowiekiem nie tworzy już stada, gdyż stado mogą tworzyć jedynie osobniki tego samego gatunku. Wszystko to jednak pozostaje tylko w sferze czystej teorii, na której potwierdzenie przytaczają różnorakie badania. W historii możemy znaleźć wiele przypadków, gdzie osobniki jednego gatunku nie tylko przyjęły do swego stada osobnika innego gatunku, ale także troszczyły się o niego, chroniły, karmiły i wychowywały np. wilcze stado, wśród których żył i wychowywał się mały chłopiec lub suka która odkarmiała kocięta czy nawet wiewiórkę, świnia opiekująca się szczeniakami. Choć jest to fikcja literacka, to nawet w powieści Tarzan uwzględniono taką możliwość. Twierdzenie więc, że stado tworzyć mogą tylko osobniki tego samego gatunku, nie zawsze jest potwierdzeniem jej słuszności. Tak jest w relacjach człowiek-pies. Dwa zupełnie inne gatunki, a przecież żyją ze sobą, troszczą się o siebie i chronią w sytuacjach zagrożenia, potrafią okazywać czułość i przywiązanie, wspólnie rewirują tereny (spacery), określają granice zachowań we wzajemnych kontaktach, nawiązują więzi, które trwają nawet po śmierci jednego z nich. Podobnie dzieje się w stadach innych gatunków. Czy ktoś wierzy czy nie, czy ktoś przyjmie prostą rzeczywistość czy też będzie teoriami ją podważał – nie zmieni to faktu, że pies żyjąc z człowiekiem tworzy stado, a stado zawsze tworzy hierarchię, zasady, reguły i ograniczenia, które ustala przywódca. Najlepiej dla psa, by był to człowiek, a nie sam pies. To ludzie zaprosili psy do swoich domów, to ludzie je udomowili, dali miejsce do spania, jedzenie, wodę i bezpieczeństwo, więc i oni muszą wziąć na siebie trudną czasem odpowiedzialność przewodniczenia w trudnym i dziwnym dla psów "świecie człowieka". Kim bowiem jesteśmy w oczach naszego psa, skoro nie tworzymy z nim stada? Rywalami, zagrożeniem, innym obcym stadem? Jeśli tak, to jak ma przeżyć w tej rzeczywistości, jeśli się z nami nie porozumie? A jeśli się z nami porozumie, to na czyich zasadach i w jakim języku? Idąc tą myślą dalej behawioryści, słusznie zresztą podkreślają, że pies należy do innego gatunku, dokonują jednak przy tym interpretacji zachowań psa, w oparciu o nasz ludzki język, przykłady: pies ciągnie na smyczy, bo spieszy się do celu, gdzie czekają na niego atrakcje, a nie przewodniczy; pies skacze na człowieka, bo się cieszy, że go widzi, a nie ogranicza jego swobodę, by zaznaczyć, że tutaj on kontroluje teren; pies warczy przy misce na właściciela, bo miska jest przecież jego, a nie dlatego, że jako dominujący osobnik nie zezwala innym osobnikom, które uznaje za niższe w hierarchii na zbliżanie się do pokarmu należącego wyłącznie do niego; pies gryzie meble pod nieobecność właścicieli, bo one tam po prostu są i może je sobie pogryźć, a nie dlatego, że może być to objaw lęku przed rozchodzącym się stadem, nad którym stracił kontrolę lub przejaw niespożytkowanej energii, gdyż jedyny jego spacer to wyjście przed dom na smyczy; psy wciąż walczą ze sobą w domu, bo mają małą przestrzeń i są sfrustrowane, a nie dlatego, że walczą o dominację i przewodnictwo w stadzie, które w ich oczach jest słabe.
  13. Tak na prawdę to codziennie pies rzuca Ci wyzwanie, sam zaczynając zabawę z Tobą a Ty nawet o tym nie wiesz. Tak samo jak pies kończy zabawę a nie Ty, uważa wtedy że wygrał i jego pozycja niestety rośnie. Położenie łapy psa na ręce człowieka, też jest oznaką dominacji. Hejtuj Beatrx dalej, niech Ci będzie na zdrowie... Beatrx nie masz pojęcia to nie pisz. Miałem Rottweilerke która zaatakowała gościa z gazowni który wszedł do domu, pies był konsekwentnie wychowywany przez 7 lat i w cale z tą codzienną walką to nie głupota( nie akceptowała w pełni przywództwa człowieka). Widocznie nie widziałeś jeszcze dominującego psa...Spraw sobie Cane Corso lub Dogo Canario to pogadamy inaczej. cziczi - To że akceptuje przywództwo człowieka, tzn. że jest uległy i nie dąży do dominacji nad domownikami bo jest na właściwej pozycji (najniżej) w hierarchii. Pies ma życie w stadzie we krwi już. W każdym stadzie jest przywódca. Jeden pies to akceptuje, drugi nie chce szefować a trzeci będzie Ci rzucał wyzwania codziennie... Ot cała filozofia. Poczytajcie książki mądrych ludzi i nie próbujcie tutaj obalić na siłę teorię "dominacji" bo takowa istnieje w każdym stadzie. Dominacja = wyznaczenie pewnych granic psu. Zakazów i obowiązków. Nawet nie wiecie o tym a dominujecie psa na co dzień nie pozwalając mu się "wysrać" w przedpokoju tylko np. w kuchni... Gdy spożywacie jakiś posiłek to jecie pierwsi (najpierw najada się alfa a potem reszta ) a nie piesek, bo ten posiłek konsumuje ostatni.
  14. heheheh aż tak?:) wybacz ale jestem nowy na forum i jeszcze nie wiem ocb :) Jak to w stadzie bywa... Jeden alfa a reszta słucha :)
  15. Seter angielski na pewno ale nie mam pojęcia z czym. Sylwetka wyżla niemieckiego.
  16. ............
  17. Nie polecam Ci na pewno shi-tsu, pekińczyka... Oba nie znoszą samotności. Mojemu znajomemu samotny pekińczyk wywalił doniczkę z kwiatkiem, pogryzł buty a najlepsze jest to że zrobił to ponieważ znajomy się z nim nie pożegnał :)
  18. Jest już jeden taki sam Twój temat. Mój terier po prostu nie lubi hałasu i zamieszania dużego, podkula ogon i idzie po prostu.
×
×
  • Create New...