-
Posts
3916 -
Joined
-
Days Won
3
Everything posted by sue
-
To jest 10-letnia Zebra, kotka spędziła dotychczasowe życie jako działkowa, jest już po kastracji Nie jest to miziaczek ale nie jest też dzika. Czeka ją powrót na działkę jeśli nie znajdzie domu, a dla kotki w tym wieku to już niezbyt dobra opcja. Średnio lubi inne koty ale może akurat te konkretne, na działkach nie było problemów z towarzystwem kocim. Szuka domu tymczasowego lub stałego. Jest raczej spokojna, dużo śpi, siedzi, nie dokucza w domu.
-
Szukamy domów i wirtualnych opiekunów dla kotów z lecznicy
sue replied to sue's topic in Koty w potrzebie
Uzupełnię na dniach, nie było praktycznie żadnych wpłat w międzyczasie ale dziś wysłałam 100, dlug w zakresie 5-6 tysięcy -
Puszka jest bezdomniakiem z ulicy jak wszystkie inne, nie prywatnym kotem oddanym do hoteliku. W tym drugim przypadku nie byłoby o niej mowy na wątku... Wiem ze jej utrzymanie w hoteliku kosztuje i są to spore pieniądze, ale my również mamy koty i psy w hotelikach, nie stać nas więc robimy bazarki czy zbiórki. Niestety nieraz to jedyna szansa by pomóc jakiemuś zwierzaczkowi. Zobacz, załóżmy ze Puszka znajdzie dom wychodzący i po tygodniu ucieknie albo dom napisze, że kotka wpadla pod auto nie żyje lub jest sparaliżowana i trzeba ją uśpić. Nie żałowałabyś wtedy tych 800 zł wydanych na nią? Poświęcamy tym kotkom i pieniądze i czas i serce, szkoda więc wydać je byle gdzie...
-
Nie ma czegoś takiego jak bezpieczny dom wychodzący. Uważam że zawsze warto przynajmniej próbować wyadoptować kota do domu z zabezpieczeniami, zwłaszcza młodego, który nie ma nawyków do wychodzenia. Są koty które w zamknięciu cierpią, ale przeważnie to odłowione dzikusy/dorosłe włóczęgi w wieku przynajmniej 2-3 lata. Osobiście widziałam (i zbierałam nierzadko) mnóstwo zwłok kotów wprasowanych w jezdnię albo pofragmentowanych przez jakieś dzikie zwierzę. Widziałam koty postrzelone w kręgosłup i z rok temu opłakałam jednego, którego nie dało się uratować, bo jakiś .uj postanowił sobie postrzelać a SZCZĘŚLIWY KOT WYCHODZĄCY akurat był na jego drodze. Sporo ostatnio siedzę w lecznicy i niestety ludzie często przychodzą z kotem zatrutym trutką na szczury, pogryzionym przez psa, potrąconym przez auto. A przecież z wieloma nikt nie przychodzi i gdzieś tam sobie giną, podczas gdy właściciel bierze kolejnego i dalej wypuszcza. Przepraszam jeśli brzmi to drastycznie, ale to prawda.