-
Posts
121 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Ludi
-
Dziękujemy za wszystkie Wasze wizyty :3 Trochę teraz przeżywamy trudny czas jako stado, mianowicie, zaczął się rok akademicki, co oznacza, że Luna zostaje codziennie w domu sama, w miejsce mojej wcześniejszej nieprzerwanej atencji. Radzi obie ślicznie, a w zamian za to staram się poświęcić jej więcej uwagi będąc już w domu. W dodatku, wiadomo - początek roku to zwykle nerwówka (każdy kto miał do czynienia z USOSem i uczelnianą administracją dobrze wie) i pies też wyłapuje emocje. Mam nadzieję, że szybko się w tym wszyscy ogarniemy. Zdjęcia jeszcze z początku września, postaram się zrobić nowe w jesiennej scenerii. [IMG]http://pics.tinypic.pl/i/00453/vmfnjv7bitbm.jpg[/IMG] [IMG]http://pics.tinypic.pl/i/00453/12crjp8r1t6z.jpg[/IMG] Ja widać, wchodzenie do wody jednak zostało uznane za fajne... [IMG]http://pics.tinypic.pl/i/00453/u6znqcdbnmnc.jpg[/IMG] ... jak i wchodzenie gdzie się tylko da. [IMG]http://pics.tinypic.pl/i/00453/0vcpevuj14qr.jpg[/IMG] I z największym patyczkiem na świecie!
-
No, trochę mnie nie było. Po rekonwalescencji nie ma śladu, pies jak nowy :3 ewaw, i jak, udało się już adoptować pieska? Pozdrawiam również!
-
Dziękujemy ;) Wszystko się ładnie zrasta ;u; Szwy rozpuszczalne puszczają, ale ma też jeden zwykły, który niestety trzeba będzie wyciągnąć. Grunt, że energia wróciła i nic już nie boli :loveu: Powoli, ale postępy są. Zabieram na spacer smakołyki, trzymam w prawej dłoni, a w lewej smycz. Ładnie reaguje na komendę "noga" i nawet sama z siebie chodzi tak, jak powinno to wyglądać ;) Ale niestety długość skupienia zależy od "dnia" - raz cały spacer pięknie idzie koło mnie i nawet nie szarpnie, a czasami muszę ją "ustawiać" dziesiątki razy, bo wszystko jest ciekawsze i fajniejsze...
-
Udało się najwyraźniej, bo do jeża podchodzi, no, jak do jeża ;) A jeży w tym roku wysyp D: U Was tak samo? Długo niczego nie wrzucałam, ale dziś mam kilka fotek ze spaceru nad wodę - mała co prawda pływać nie chciała, ale pomoczyła sobie łapy. [IMG]http://oi44.tinypic.com/24pjo1j.jpg[/IMG] [IMG]http://oi40.tinypic.com/ka67pd.jpg[/IMG] [IMG]http://oi44.tinypic.com/ohljz9.jpg[/IMG] [IMG]http://oi42.tinypic.com/aca2r8.jpg[/IMG] A aktualnie pełnię dyżur przy psim brzuchu, bo w sobotę była sterylizacja. Najadłam się nerwów (w kilka miesięcy po usypianiu psiego przyjaciela człowiekowi żołądek podchodzi do gardła w chwili podawania psu narkozy...), ale cieszę się, że mamy to za sobą. Luna całe dnie przesypia, próbuje się wylizywać, trochę marudzi, tylko na dworze przed domem się ożywia. Dzisiaj w nocy zdjęła opatrunek (skubana, a tylko na dwie godziny zasnęłam i to ułożyłam ją koło siebie, żeby słyszeć mlaski) i już więcej jej nie zakładałam - za bardzo się tym stresuje, więc tylko psiknę czasem Octeniseptem albo pioktaniną. Nie liże szwów, bo tego pilnujemy. Mam nadzieję, że brzuszek szybko się zrośnie.
-
Hm, boję się używać kantara - obawiam się, że mogłabym tylko zrobić jej krzywdę, bo nie potrafię się nim poprawnie posługiwać. Podobnie jeżdżąc konno nigdy nie używałabym hackamore, po prostu nie ufam na tyle pewności swoje ręki. Za to ostatnio sprawiłam jej szeroką, bardzo miękką obrożę półzaciskową, ale dopasowaną tak, że na maksymalnym ściśnięciu nie poddusza, tylko ciasno przylega. Do tego narzucam tempo, wołam ją, zajmuję sobą, wyprowadzam na krótkiej smyczy... postępy nie są ogromne, ale są - rozumie już komendę "noga", potrafi wyrównać i iść spokojnie koło mnie. Tylko po chwili ponosi ją temperament i znów zaczyna szarpać... ale jestem dobrej myśli. Dziękuję za rady!
-
Aw, tak :loveu: Oglądałam nosek - nic się nie stało, widocznie tylko się trochę dziabnęła.
-
Rośnie bardzo szybko, a uszyska razem z nią :loveu: Myślałam początkowo, że te wielkie uszka są wynikiem "szczeniackiej" dysproporcji ciała, ale one po prostu są takie ogromne... :loveu: Dziękujemy za komplementy ^^ Dzisiaj na spacerze Luna wsadziła nos w jeża. Podbiegła do niego, przyjęła pozycję "ZABAWAAAAA!" i przytknęła nochal... odskoczyła chyba na pół metra.
-
Rozumiem :) Miałam bardziej nas myśli sytuację, kiedy deszcz nie przeszkadza samemu psu, tylko... właścicielowi, więc ten wciska go na siłę w ubranko przeciwdeszczowe.
-
Nigdy nie używałam ubranek dla psa, bo też nigdy nie miałam takiej potrzeby. Ale uważam, że jeśli pies marznie zimą albo występują inne okoliczności, kiedy ubranko podniesie mu komfort życia, to jest jak najbardziej ok. Za to nie rozumiem za bardzo wciskania psa w ubranko latem, albo "z okazji" deszczu - psa można wytrzeć, to nie jest wielki problem, a jeśli jemu plucha nie przeszkadza, po co go wciskać w płaszczyki przeciwdeszczowe, butki, może kapelusz z parasolem? No ale ja należę do ludzi, którzy idąc tylko na spacer sami nie wezmą parasola, bo ich wkurza, a potem wrócą do domu mokrzy i szczęśliwi - więc nie odmawiam tego samego mojemu psu. Tak samo - po co właściwie maniakalnie chronić psa przed brudem? To nie jest niemowlę. Jeszcze taka ekstremalna sytuacja jak rasa posiadająca futro zbierające wszystko co popadnie i wymagająca godzin kąpania i czesania - dobra. Ale krótkowłosy psiak? Po to się go wyczesuje i kąpie, żeby był czysty.
-
Wrzucam obiecane fotki z dziś, z działki znajomej ;) [IMG]http://oi39.tinypic.com/30j1una.jpg[/IMG] [IMG]http://oi43.tinypic.com/2r2ri90.jpg[/IMG] [IMG]http://oi41.tinypic.com/2n6rx21.jpg[/IMG] [IMG]http://oi44.tinypic.com/119zebp.jpg[/IMG] [IMG]http://oi42.tinypic.com/9svt4p.jpg[/IMG]
-
Postaram się poszukać szerszej obroży, ona ma dość cienką szyję, więc może być niejaki problem u mnie na miejscu, ale da się obejść, znajdę we Wrocławiu. Zwrócę też większą uwagę, żeby nie obgryzała smyczy. Od wczoraj próbuję właśnie tak spacerować - skracam smycz, ustawiam sobie psa po lewej, wybieram cel, do którego chcę dotrzeć i idę szybko. Fakt, przedtem robiłam to zupełnie na opak, starałam się spacerować powoli i spokojnie, żeby ją wyciszyć, teraz po zastanowieniu i po Twoich uwagach sama widzę, że to faktycznie bez sensu w przypadku smarka z wieczną ochotą na skakanie i bieganie. Nie jest łatwo, co prawda już momentami idzie bardzo ładnie koło mnie i nie napina smyczy, wtedy daję jej w nagrodę to, co trzymam w drugiej ręce (bo wydaje mi się, że jeśli przez cały spacer tego nie dostanie, to stwierdzi w końcu, że to pic na wodę fotomontaż, skoro i tak nie ma szans tego zjeść?). Ale też całkiem sporo czasu spędza próbując po prostu szarpać i oddalić się ode mnie w bok, czasem nawet pokazanie jej smakołyka nie działa... Pracujemy też nad tym siadem. W domu bardzo ładnie reaguje nawet na gesty bez komend głosowych, ale na dworze nieraz ma młodzieńczy bunt, nie usiądzie, bo nie i już. Teraz staram się co jakiś czas (nie za często) zatrzymać się, wydać komendę "siad" i wyegzekwować, żeby rzeczywiście usiadła. Szkolenia, fajna sprawa... już nawet mnóstwo ofert przejrzałam, niestety, nie mam na to na razie pieniędzy ._. Dlatego staram się jak najwięcej się da osiągnąć sama. Dzięki za cenne wskazówki! Nadal proszę każdego, komu pies nie urywa ręki o dzielenie się tajemnicą sukcesu ;)
-
Witam się! Oskar ma śliczny pyszczek, taki łaciaty :) Sama raczej nie myślę o ASTach, ale bardzo mi się one wizualnie podobają ;u;
-
Czyli jest nadzieja, że coś się uda wypracować :loveu: Naprawdę jestem gotowa próbować i zrobić dużo w tym kierunku, bo marzą mi się udane, długie spacery, a tego z szarpiącym potworem nie osiągnę, bo i się boję, i wkurzam :roll: "Drzewo" już wypróbowane, doprowadziło mnie lekko mówiąc do szewskiej pasji. Zwłaszcza, kiedy stałam i żarły mnie komary, albo przypiekało słońce, a Luniak hasał dookoła nie zrażając się wcale... x) Będę próbować ;) Ok, postaram się dzisiaj wybrać na dwór z aparatem :cool3:
-
Dziękuję :loveu: Tak, nawet nie zauważyłam, jak charakterny szczenior zaczął mi rękę wyrywać D: Też tak teraz próbuję - ogólnie co spacer, to wyzwanie, bo robię wszystko, żeby skupiać jej uwagę na sobie i żeby szła koło nogi, nawet nie o to chodzi, że ma chodzić jak na obedience, łopatka równo, ale niech ja za nią nie frunę...! ... mówisz, stanąć na rzęsach i klaskać uszami? :D
-
Często wyprowadzam ją na takiej lince, jako "namiastce wolności" - niestety, nie słucha za Chiny Ludowe ^^' Pewnie mam paranoję, ale boję się, że ucieknie mi, wpadnie pod samochód, albo ktoś zrobi jej krzywdę, albo nie wróci do domu... :no-no-no: magdabroy - jest większa, ale mój gałgan jak szarpnie to mi nieraz rękę z zawiasów prawie wyrwie D: Siłę ma.
-
Dziękuję serdecznie, zmierzyłam się z programami do obróbki, bo tak zupełnie na co dzień, to grafik ze mnie żaden ; >
-
... tak POWAŻNIE, to czasami się zastanawiam, czy tak nie zawołać, bo cierpliwość mnie opuszcza :diabloti: O, no to była fajna sytuacja wyjściowa... <3 Ja się boję swoje diablę puścić pierwszy raz ze smyczy, bo mam duże problemy z panowaniem nad nią i obawiam się, że byłby problem ze złapaniem jej ._. Wróciłaby do mnie na pewno, ale nie wtedy, kiedy bym tego chciała.
-
Słusznie :D Nie mogę się doczekać aż mój urwis będzie mógł pobiegać bez smyczy .u. Jak uczyłaś swoją Lunę przychodzenia na zawołanie?
-
O, to też super pomysł :3 Niestety, my cierpimy na ogólny brak miejsca w mieszkaniu, na podwórku, zabetonowali mi osiedle tak, że nie mam gdzie wyjść z psem v.v I mówię to zupełnie na serio, bo najbliższy teren niezabetonowany, niezaśmiecony i względny mam kawałek od domu... więc łazimy. Przynajmniej staramy się - bo ostatnio mam problem ze spacerami ._. Właśnie go opisałam w "wychowaniu".
-
Co prawda istnieje już w dziale podobny wątek, ale sprawa, którą chcę poruszyć wygląda trochę inaczej - nie chodzi mi mianowicie o to, że szczeniak staje jak wryty albo nie wie, o co chodzi z tym paskiem na jego szyi i sznurkiem do tego. Pierwszy raz w życiu staram się od początku ułożyć psiaka, a zależy mi, żeby nasza współpraca odbywała się miło, spokojnie, bez nerwów i z przyjemnością, dlatego pozwolę sobie znów pytać o radę, korzystając z Waszego doświadczenia. W kwestii lęku trzymiesięcznej Luny przed odchodzeniem od domu bardzo mi pomogliście, to może i tym razem... ;) Luna ma już pół roku. Urosła, zrobiła się silna i nie boi się już niczego, co bardzo mnie cieszy, ale... no właśnie. Na spacerach ciągnie mnie jak szalona. Skacze, rzuca się i nie zwraca na mnie uwagi, dla odmiany w domu bardzo ładnie wykonuje polecenia i przychodzi, kiedy ją wołam. Sposoby, które wypróbowałam to te, które najczęściej i powszechnie się powtarzają, czyli: 1. Przystawałam kiedy szarpała, "dopóki pies się nie uspokoi". Tak, jasne... bywało, że stałam jak kołek kilka minut, a ona hasała dookoła mnie, szarpiąc na wszystkie strony. 2. Starałam się zwracać jej uwagę na siebie wołając, podając smakołyki za grzeczne zachowanie i bawiąc się. "Udowodnij psu, że jesteś tak atrakcyjnym obiektem, że nie warto się skupiać na innych, a jeśli zawołasz, zawsze warto przyjść..." Problem w tym, że na dworze ona pod ogonem ma moje smakołyki, musiałabym ją chyba przywlec do siebie na siłę, żeby jej taki podać, a gdzie tu sens? Nie mogę jej też nagrodzić za "chwile, kiedy idzie spokojnie", bo takich nie ma. Nie chcę jej na siłę szarpać i przytrzymywać. Możliwe, że ma trochę za mało ruchu - niestety nie mam ogrodu, gdzie mogłaby pobiegać, a na dłuższy spacer bardzo rzadko uda nam się wyjść, bo w chwili, kiedy ona szarpie, wyrywa się i szaleje, ja nie czuję żeby ten spacer był dla nas obu bezpieczny i raczej zastępuję go kilkoma krótkimi. Wiedziałam od początku, że wyrośnie na psiaka z masą energii i nastawiłam się na robienie z nią kilometrów, bardzo chciałabym też nauczyć ją posłuszeństwa po to, żeby czasem mogła gdzieś w bezpiecznym miejscu pobiegać spuszczona ze smyczy, ale jeśli nawet na lince treningowej (mam 10 metrów - może za mało?) nie chce do mnie przychodzić, a ja już nie mam pomysłów jak ją tego nauczyć, to jak tu ją puścić? Myślałam już o obroży uzdowej, ale nie mam doświadczenia z takim sprzętem, nie wiem, jak tego poprawnie używać, nie chcę się bawić w super tresera z wypasionym sprzętem, bo to nie sztuka schrzanić coś, zrazić siebie i psa. Przyznam, że momentami nie mam już cierpliwości - a bardzo mi zależy, żeby spacery były przyjemnością i dla niej, i dla mnie! Chciałabym z nią spacerować godzinami i wszędzie zabierać, tylko jak to osiągnąć? Błąd na pewno leży po mojej stronie, bo nie uznaję argumentu "mój pies jest niepodatny". Jeśli w zachowaniu psa jest problem, to na pewno ja coś źle robię, i mogę lepiej ;) Macie może jakieś pomysły? Serdeczne dzięki każdemu, kto dobrnął do końca i wyrazi swoje zdanie!
-
Śpię z psem odkąd pamiętam, lubię i nie wydaje mi się to ani trochę niehigieniczne, chociaż pewnie w jakimś stopniu jest ;) Spójrzmy na to tak - dawniej w niedogrzanych zameczkach i dworkach całe szlacheckie rodziny spały obłożone swoimi niejednokrotnie olbrzymimi i nigdy niekąpanymi czworonogami, wszystkim było cieplutko i panowała symbioza, a jeśli ludzie szybciej umierali, to bynajmniej nie "z powodu brudnego psa" :diabloti: dlaczego mnie miałoby zaszkodzić? Tym bardziej, że uwielbiam, jak pies śpi koło mnie.
-
Zazdroszczę serdecznie terenów spacerowych ;) Zielono, dużo miejsca, spokojnie i ładnie :loveu: A co do porannego prysznica - pies prowokuje do radości z życia jednak ;)
-
Zdecydowałam się - wzięłam koniczynkę ;) Zobaczę, jak się sprawdzi, jeśli dobrze, za jakiś czas dokupię i kostkę, bo to taki fajny pretekst do przepuszczania pieniędzy, których się nie ma... xD
-
Cześć, [B]rashelek[/B], miło, że nas odwiedzasz :) Dziękuję, też uważam, że mój szkrab jest cudny :loveu: Uczy się, uczy, w ekspresowym tempie ;) Na razie to są takie sztuczki które raczej służą rozczulaniu się, ale chciałabym nauczyć ją chociaż paru kroków z dog dancingu, albo podchodzenia do kilku przeszkód w agility... tylko nie wiem, czy dam radę ._. Na agi po prostu nie mamy warunków, ani pół podwórka, a najbliższy tor kilka kilometrów dalej i zero dojazdu. Musiałabym mocno improwizować, może stworzyć coś sama, ale już o tym myślę, bo ogromnie mi się ta dziedzina podoba. Jednak w tej chwili skupiam się najmocniej na tym, żeby smark nie wyrywał mi z zawiasów ręki na spacerze i zechciał zwracać na mnie poza domem uwagę ;)
-
Jeśli chodzi o koszty utrzymania psa z gatunku "co będzie, jeśli", to moim zdaniem większości ludzi nie stać na leczenie dla siebie w przypadku poważnej choroby, jeśli to leczenie miałoby wynieść ogromne sumy... tak samo nikt decydując się na dzieci nie zakłada, że będą chore i nie upewnia się, że posiada na koncie setki tysięcy na ewentualne leczenie czy rehabilitację. Smutne to i beznadziejne, że tak się dzieje, ale nie mamy wyjścia, musimy być optymistami. Wiadomo, że byłoby lepiej czuć się zawsze gotowym i ubezpieczonym, ale no. Zgadzam się z tym, że karygodne jest decydowanie się na psa kiedy się wie, że będziemy skąpić na jego utrzymanie, bo nam zwyczajnie ledwo starcza na życie, albo po prostu uważamy, że co to tam pies. Z drugiej strony, jest wiele karm, które ja bym chętnie wypróbowała, ale moja Luna nie będzie ich dostawała, bo są zwyczajnie za drogie. Jeśli miałabym wystarczająco pieniędzy - żaden problem, ale po prostu nie mam. Kombinuję, żeby karmić ją zdrowo, jedzeniem dobrej jakości i nie bankrutować przy tym, droższą karmę wydzielam, żeby starczyło na dłużej, raz dziennie daję jej gotowane mięso z odrobiną ryżu i warzyw zamiast suchej. Jestem zdania, że da się, trzeba tylko trochę się wysilić. Bywają i takie sytuacje, jaka przytrafiła się Maron, no i wtedy to już oczywiste, że pies jako członek rodziny zaciska pasa równo z resztą. Jednak jeśli ma odpowiedzialnego i dobrego właściciela, nie ubędzie mu nawet na jedzeniu gorszej karmy. A tak z ciekawostek altruistycznych - pan, u którego w zoologicznym zawsze kupuję opowiadał mi, że przychodzi do niego po karmę właściciel, który sam, będąc chory, utrzymuje się ledwo z renty i zbierając złom, i tam inne surowce wtórne, ale zawsze ma odłożone pieniądze na porządniejszą karmę dla swojego psa. Wiadomo, nie stówa za kilo, ale zawsze coś lepszego... dobrze, że właściciel sklepu jest człowiekiem o tak wielkim sercu, że gdyby nie jego żona pilnująca finansów chyba puściłby ich z torbami rozdając wszystko na biedne pieski i kotki, bo zawsze temu panu dosypuje przynajmniej o pół kilo więcej gratis. Taka tam historia ku pokrzepieniu serc i podniesieniu wiary w psiarzy.