Ostatnie dwie noce miałam nie przespane...niby z Zoską wszystko ok-ma apetyt, biega na wózku, cieszy pychola...ale jakoś tak coś mi mówi,że...coś się dzieje...trudniej odsikiwać, zołza ucieka...od wczoraj robię jej głodówkę-daję siemię lniane (kleik na wodzie+mleczko do smaku), karmy minimalnie (całkowita głodówka została oprotestowana zdecydowanie i głośno)...no i...coś mi się zdaje,że jędzunia ma jelitka zapchane....koo jest duże...i dzisiaj już trzy razy było...pewnie to przez to mała mnie niepokoi...TZ mówi "dla ciebie ten pies to jak niemowlę-na rączkach...bujasz, lulasz"...no ale jak inaczej? to taka maluda...patrzy tymi czarnymi ślepkami...ufa bezgranicznie...liże po rekach, po twarzy...wtula się-jak dziecko...i tak fajnie sapie w zagłębieniu szyi....ja się martwię, a ona jakby mówi tymi ślepkami-nie bojaj, dobrze będzie,przecież wiesz...i nie spuszcza wzroku ze mnie, śpi-a jak się tylko ruszę, to już oczka otwarte, jak ma wózek, to człapie po całym mieszkaniu za mną...
Może już dzisiaj wszystko wróci do normy? może to pogoda tak na nią wpływa? eh...żałuję,że ona nie może mi powiedzieć czy i co ją boli...