-
Posts
10073 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
9
Everything posted by Hope2
-
Tak sobie przychodzę się pokazać, żeby nie było, żem umarta tudzież pokonana...skonana? Urlopuję się już tydzień-jeszcze dwa dni tego nic-nie-robienia. Później trochę pracy i znów dwa dni urlopu. A później...później najprawdopodobniej "szczesliwej drogi,już czas" (kto to śpiewał???)
-
Jako optymistka nie_napra_wialna wierzę, że ten telefon to pierwszy z wielu,a każdy kolejny będzie sensowniejszy ;)
-
mari, wierzę,że jednak nie będziesz samotnym balonikiem. I że nikt nie zrobi Cię w balonika ;) Ja też wiele razy słyszę-po co ci te psy? czasem boli,czasem złości (częściej złości). Szeptane za plecami "ona MUSI coś z tego mieć"...ano mam-radość, miłość, spełnienie,beczkę śmiechu i czasem łzy i rozsypujące się z bólu serce... Teraz mam tylko swoje psy, tymczasów chwilowo nie mogę wziąć-choć jak się pojawi na mojej drodze futerko...cóż, wezmę, bo tak już jakoś dziwnie mam. Za chwilę pojawi się wątek Baloniarek-z linkiem do wątku Prekursorek (dobór słów fatalny, wiem...) Kurna, jak nigdy słów mi zabrakło...stara się robię ;)
-
Jeżeli chodzi o deklarację, to na chwile obecną nie mogę obiecać żadnej kwoty. Może napiszę tak-dopóki nie znajdę pracy, będę robić bazarki (przynajmniej jeden w miesiącu), z którego % będzie na KWB. Z chwilą podjęcia pracy może wyjść tak,że bazarek zamienię na deklarację (z braku czasu). Jak mi powiesz jak krowie na rowie jak wkleić sygnaturkę (zwłaszcza podlinkowaną), to zrobię to z przyjemnością. I oczywiście nie mam nic przeciw temu,żebyś została skarbnikiem. Jeśli potrzebujesz kogoś do grona-tymczasowo możesz dodać mnie (jeśli chcesz/chcecie) Dlaczego tymczasowo? dlatego,że wierzę,że z biegiem czasu znajdą się osoby o lepszych predyspozycjach niż ja.
-
Nie! mestudio, proszę Cię...na pewno nie głupia, no! Może zmęczona (przemęczona),może zniechęcona, może trochę naiwna, może romantyczka... Ale nie głupia! Ja na dogo trafiłam przypadkiem, KWB udzielił pomocy mojemu pierwszemu dogomaniackiemu tymczasowi (karma). Gdyby nie ta pomoc, pewnie nie wiedziała bym,że istniejecie. Przyszłam na wątek podziękować, zaczęłam czytać...zaimponowałyście mi wszystkie bardzo. I wiedzą i zaangażowaniem. mestudio kochana-odsapnij, złap oddech, zadbaj o siebie. Bo jakoś tak...nie wierzę,że nie wrócisz (nie,że podstępem wyłudzam obietnicę, czy zgodę na coś_tam. Myślę o pomaganiu).Wiele osób, które odeszły z forum udziela się na fb, jeszcze więcej działa na własną rękę. Nawet nie umiem myśli ubrać w słowa...ale nie zgadzam się na to,żebyś myślała o sobie tak jak napisałaś. Bo to nie prawda
-
Jak ja Cię dobrze rozumiem mestudio. Z przyjmowaniem tymczasów pauzuję już prawie rok. Muszę iść do pracy, moje stadko mogę zostawić na osiem godzin (raczej mniej, bo młody szybciej ze szkoły wraca). Tolo może się zsikać (dziadek w końcu, gaci nie lubi), jamnik może zeżreć wszystko co jadalne, a i nie jadalnym nie pogardzi...Ale jakichś mega zniszczeń spodziewać się nie muszę-ot, kubek samobójca sam ze stołu spadnie,kałuża na podłodze, czy nie wyniesione rano śmieci odnajdywane w pościeli. Przyjęcie tymczasa to mega odpowiedzialność. Wiem,że karma, wet się zwróci (prędzej czy później. Pies fundacjyjny-raczej szybciej), ale jak nie ma kasy, to dokładam swoje. Są też koszty, których nijak nie rozliczysz-no bo jak? To,że BDT są uważane za naiwniaki-to norma. To,że BDT musi, zwyczajnie MUSI klaskać z radości uszami, być na każde zawołanie-też norma. Ma gorszy dzień? never! Ale moim zdaniem generalnie w świecie pro źle się dzieje.Nie mam już ochoty czytać o kolejnej awanturze. BDT giną. Powstają hoteliki i PDT (potrzebne, bo bezdomniaków nie ubywa).Czy mnie dziwi,że część BDT zmienia się w PDT? chyba nie.W zasadzie co raz mniej mnie dziwi. Za to mega irytuje mnie posądzanie BDT o żerowanie na bezdomności. O lansowanie się na bezdomności Tak, ja też łapię doły od jakiegoś czasu...może jak w końcu przyjdzie wiosna, słońce i ciepło-będzie lepiej?
-
a posłanko to gdzie? powinny być przynajmniej 3 tylko dla niej, no! Żartuję :P Fajna psica, fajnie jej z oczu parzy, taką zadziornością :) ludwa, zgubiłam Twój bazarek, jak coś to kopnij mnie smsem co bym nie zapomniała poszukać i wpłacić
-
no i jakoś tak...cool było omijać ekhm....pieski ;) ....no właśnie-jak? i zespół z moich stron-Kluczbork i Bakszysz
-
lubię...bardzo lubię
-
Halinka wracając do domu musiała mnie ukąsić...że pewna byłam,że dzisiaj jest czwartek-to nic dziwnego. Często gęsto nie wiem czy jest piątek czy wtorek, dni miesiąca też jakoś tak-wiadomo, szczęśliwi czasu nie liczą. Ale dzisiaj to już po całości pojechałam: wracamy z US, patrzę sobie przez szybkę w aucie-szaro, buro i ponuro i w dodatku pada.I mówię przygnębionym tonem :popatrz, dopiero co święta były, a znów trzeba będzie choinkę kupować" W aucie zapada głucha cisza...i "ale jaką choinkę?!" "no jak to jaką...jesień się kończy, za chwilę znów przyjdą mrozy" "Anka, jaki miesiąc według ciebie mamy?" "no jak to jaki? LISTOPAD"
-
O nowym hicie internetu słyszeliście? piosenka się nazywa Poka sowe (ę?), dzieło niejakiej sexmasterki. Młody mi pokazał-i mówi, nie słuchaj, tylko komentarze czytaj. Nie wkleję,żeby popularności nie przysparzać...ani muzyka ani tekst...Pytam Młodego-jak myślisz, dlaczego ta dziewczyna jest tak popularna? "mamoooo....ja cię proszę. Nie zadawaj pytań, na które odpowiedzi są jasne jak słońce". Hm...My Słowianki popularne tez były. Chłopaki za choinkę zacytować nawet tytułu nie umieli-ale o walorach aktorek mogli debatować godzinami :P
-
To się pochwalę-w zeszłym roku zabrałam się z kumplami na koncert Kultu. Młody nigdy mi nie wybaczy tego,że zła matka go nie zabrała. Tylko,że matce nie przyszło do głowy, że żona kolegi może NIE CHCIEĆ jechać... I z innym kumplem poszłam się zapoznać z Kazikiem-bo się znają z dawnych lat....kurna, ja z reguły wyszczekana zapomniałam prawie języka w buzi....No...ale...poznać kogoś, kogo się podziwia chyba od przedszkola? (wujek dbał o mój gust muzyczny...) I Big Cyca poznałam osobiście, byli kiedyś u nas-w Byczynie. Płyta z autografami w prezencie-bo akurat urodziny miałam. Wyszło jakoś tak jak kupowałam koszulkę dla TZ-on ma urodziny w ten sam dzień co ja. No i stojąc sobie w kolejce grzecznie poznałam Skibę. A on ma urodziny dzień przede mną-życzenia, bla bla....I już stoję pomiędzy zespołem :P Glany...kurna, na pierwsze całe wakacje zasuwałam.A,że się sprężyłam to i na cudną kurtkę skórzaną starczyło :D Jaka ja dumna z siebie byłam! A jak zęby zaciskałam zakładając te glany, które (kto nosił, ten wie) raniły stopy bezlitośnie.... Jabol-czyli wino marki Vino...skłamałaby, gdybym powiedziała,że nie spróbowałam. Jeden łyk sprawił,że nigdy więcej tego trunku nie ruszyłam. Pierwszy "dorosły" sylwester, który nauczył mnie paru rzeczy, w tym-wódka "zabija" niedoświadczonych, mieszanie różnych trunków to głupi pomysł i...jakoś tak to wino było ostatnim trunkiem....nigdy więcej ;) Wybywanie na koncerty i imprezy-dzieki Bogu nie było wtedy telefonów komórkowych! no i mało kto stacjonarny miał-a to wybitnie pomagało w realizowaniu planów :) Powroty....oj....najgorzej było, jak rodzice uznali,że zamieniamy się z nimi pokojami...i wpadłam do łóżka rodziców i z "ciiii, bo starzy usłyszą" zasnęłam snem sprawiedliwego...Rano-kac, ból głowy i awantura jakby nie wiem co się stało.
-
Z telefonu,więc nic nie wstawię, bo albo osiołek jestem i nie umiem,albo się nie da (obstawiam opcję nr.1), ale SE posłucham, o!
-
kiedy jest mi tak źle,że bolą włosy i paznokcie słucham tej płyty...zamykam drzwi, telefon wyłączam, chowam sie pod kołdrę i...po prostu mnie nie ma przez jakiś czas.
-
Jeszcze piosenki, które już zawsze będą mi się kojarzyły z Zośkiem jak wracaliśmy do domu od weta i już wiedzieliśmy,że tak naprawdę przegraliśmy i nie wyrwiemy jej z objęć Szefa...i już tylko kradliśmy dni, godziny, minuty...słuchałam i wyłam i pierwsze co usłyszałam, jak już Zosia była po Drugiej Stronie....
-
zawsze lubiłam...od trzech lat wyję jak słucham...ostatni bazarek dla Zośki pod tym samym tytułem...
-
Czesia słuchałam razem z tatą-z płyt winylowych...kocham faceta (Cześka) Z ciekawostek-tato długo nosił fryzurę "na Niemena" ku rozpaczy mamy ;) I nawet podobny do niego był (jest)
-
Hendra, dzięki...już dawno nie słuchałam...wrzucam już do ulubionych
-
lata mijały, zastanawiałam się nad oddaniem, tudzież porzuceniem syna ;) Załamana żaliłam się kolegom (pocieszali-wyrośnie z tego!). Przerobiliśmy Dodę, Mandarynę itp cuda... Na szczeście młody pokochał tę samą muzykę,co jego rodzice :D Teraz, kiedy słucha, drę się "głośniej! zrób głośniej"