-
Posts
377 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by retmed500
-
I właśnie to jest najgorsze. Ja już setki razy mówiłam, że mojemu w końcu sciągnę kaganiec, bo to jakaś parodia jest, żebym ja dzień w dzień się z psem szarpała, unikając kundla o wadze max 10 kilo, za to bardziej agresywnego, niż 97 % psów ras dużych. W odpowiedzi słyszę, że mój ma mu dać nauczkę. Nie rozumieją, że ta nauczka byłaby dożywotnia. Ich pies jest w ogóle nie do odwołania. Nie zna żadnych komend, żyje sobie własnym życiem. W dodatku mam 10000% pewności, że nawet szczepiony nie jest. I co? I pstro. Ja sobie, oni sobie. Własnie ostatnio czepili się, że wina jest po mojej stronie, mimo, że mój pies był na smyczy i w kagańcu i tamten mu lata pod ogonem. Ale jak mu się tamten rzuca, gryzie po łapach i inne cuda wianki, to przecież nie mogę wymagać, żeby mu się mój położył, żeby było wygodniej gryźć. Jak grochem o ścianę. Mam ochotę czasem go tak rąbnąć, żeby się więcej nawet na nas nie spojrzał, ale to nie wina psa, że ma durnych włascicieli.
-
Może spróbuj ją wymęczyć porządnie przed wyjściem z domu? Jak będzie taka wymemłana, to prześpi Waszą nieobecność.
-
O jaa. Rozważac [U]porzucenie psa.[/U] Bleeeeh
-
Jest taki piękny. Mam nadzieję, że już nie ma tej drugiej obroży, czy co to tam mu się w szyję wrzyna
-
Wiesz Evas, inna sprawa jest też taka, że właściciele malizny często wręcz się proszą o pogryzienie ich psa. Mówię tu oczywiście o sytuacjach, w których duży jest na smyczy, a mały nie. Ja masę razy słyszałam, że mój ma dać nauczkę jakiemuś mini. Więc zaczęłam odpowiadać, że jak go złapie za gardło, to mu je wyciągnie z wątrobą. Część osób na tyle to sobie zwizualizowała, że trzyma pieski na smyczy. Ogólnie sytuacji bardzo Ci współczuję.
-
Najgorsze jest to, że cała masa ludzi myśli, że jak piesek mały, to mało mu do szczęscia trzeba. Weźmy np takie yorki. Rasa wybitnie mi się nie podoba, ale nie o mój gust chodzi. Na moim osiedlu jest ich ze 40, w tym dwa w klatce obok. Spacer tych psów nigdy nie trwał dłużej, niż dojście do trawnika. Natomiast na tej krótkiej trasie, rzucają się do nóg każdemu przechodniowi, ku wielkiej radości właścicielki.
-
A ja jedynie co mogę polecić, to to, że jak go spuszczasz ze smyczy, to nie rób tego gdy jest napięta. Jedyna rada, która poskutkowała na moim byłym psie, który ciągnął jak opętany. Popełniałam ten bład z dobry rok czasu. Po prostu tak szarpała, że marzyłam tylko o tym, żeby ją gdzieś spuścić. Ona najwidoczniej miała zakodowane, że jak szarpie, to szybciej dojdzie do wybiegu. A wtedy tylko mały klik sprzączki i już bieganie. A później zmieniłam taktykę. Kiedy mnie dowlekła do wybiegu, kazałam jej siedzieć tak długo, dopóki ta smycz nie była w pełni luźna. I dopiero bieganko. Może to Ci w jakimś stopniu ułatwi sprawę. Jak mi coś jeszcze przyjdzie do głowy, to dopiszę :)
-
W poniedziałek minęło 7 miesięcy od momentu przygarnięcia psa. Od tamtego incydentu z sąsiadem (byłam z wizytą, sąsiadowi nic się nie stało, nie żywi urazy, uważa, że nie powinien go zaczepiać i psa omija), zero problemów. Ludzi przez nasz dom przewija się masa i reakcja jest zawsze taka sama- merdanie ogonem z prędkością światła, lizanie po rękach i przynoszenie zabawek :) Na spacerach po prostu ignoruje dwunożnych. Inna sprawa, że oprócz jednej (nietrzeźwej zresztą) pani, nikt nie chce go głaskać. I dobrze nam z tym :) Dalej jednak jest problem z małym sierściuchem sąsiadów. Pies się rzuca na mojego, a wtedy ten dostaje szału. Ciekawostką jest jednak fakt, że gdy jakimś cudem tamten nie zaczepi mojego, to jest cisza, spokój i wąchanie trawki. Z tym jednak nic już chyba nie zrobię, bo to tacy ludzie, że dla nich prowadzanie psa na smyczy to abstrakcja. Jak się ostatnim razem wydarłam, że mają tego drania prowadzić na smyczy, bo mi się nie chce użerac przy każdym spacerze, to usłyszałam......ze NIKT MI NIE KAZAŁ BRAC TAKIEGO PSA. Ale to jest pies, który się rzuca na wszystkie duże. Ost. przez okno widziałam, jak się facet musiał szarpać z dobermanem, bo ta mała gnida wczepiła mu się w udo.
-
Witam poszukuję listy państw, w których obowiązuje zakaz wwożenia amstaffów. Na wzrok mi się już chyba rzuciło, bo nigdzie nie mogę tego znaleźć.
-
:/ Mój Azor niestety na psy marki facet reaguje koszmarnie (nawet kilkutygodniowe szczeniaki wyzwalają w nim agresję). Ale porozgłaszam po znajomych. Może akurat.
-
Diabli nadali z tymi psami :))) Agresja Ciapata względem innych ludzi zerowa od tamtej pory. Za to teraz uwziął się na psa sąsiadów. Albo raczej tamten na mojego. Azor chodzi zawsze na smyczy i od tamtego feralnego zajścia w kagańcu. Pies sąsiadów- mały kundel- nigdy na smyczy (własciciel chodzi o kulach) Pies upodobał sobie moje drzwi od mieszkania i namiętnie na nie sika. Przełykam to jakoś, chociaż doprowadza mnie do szału. Wydaje mi się natomiast, że to jest częściowym powodem agresji mojego, względem tamtego. Ale do rzeczy- Pies rzuca się na mojego ZAWSZE, gdy tylko się gdzieś mijają- na klatce, pod blokiem, na terenie neutralnym. Ostatnio ugryzł go w tylną łapę. Zanim zdążyłam zareagować, mój zdązył zbombardować go trochę kagańcem. Zaczęłam zauważać, że mój zaczął negatywnie reagować na jakiekolwiek małe psy. Rozmowa z włascicielem nie przynosi efektów. Twierdzi, że jest o kulach, więc nic nie może zrobić, a ja mam jego psa albo kopnąć, albo pozwolić, żeby mój dał mu nauczkę. Boję się, że przez jednego małego pchlarza, Ciapat ze swoim lekceważącym stosunkiem do jakichkolwiek psów, zmieni się w agresora na punkcie małych sierściuchów :/
-
Ktoś mógłby mi powiedzieć, gdzie na Prawobrzeżu odbywają się zajęcia Psiej Farmy? Bo chyba oślepłam i znaleźć nie mogę
-
Pomijając słuszne uwagi poprzedników, to ja się zastanawiam jak wygląda mix stafforda z jamnikiem. No nie mogę sobie tego wyobrazić. Można jakąś fotę poglądową prosić?
-
Dzięki wszystkim raz jeszcze za porady. Wzięłam sobie do serca. Odnośnie ubezpieczenia, to chciałam wykupić w PZU "Cztery Łapy", ale... dowiedziałam się, że amstaffów nie ubezpieczają :|
-
Doskonale. No to po kolei. Bądź uprzejma oświecić mój zacmiony umysł, co powinnam zrobić w sytuacji, kiedy próbował ugryźć T? Powiedziałam stanowcze NIE do psa i drugie do T. Zaszedł go od tyłu, znienacka i próbował go podnieść. Miałam mu przylać, czy tez zacząć trenować zaskakiwanie psa w różnych sytuacjach i próbę wymachiwania nim na wszystkie strony? Na zasadzie- śpisz sobie pieseczku, a tu nagle będzie BACH, pańcio będzie cię ciągnąć za ogon. Tak? W moim rozumowaniu nikt normalny nie podbiega do psa od strony zadu i nie próbuje go podnosić. No, ale co ja tam wiem. Co miałam zrobić z sąsiadem? Pies prowadzony na smyczy, idący przy samej nodze. Nie zainteresowany kompletnie nikim i niczym poza mną. Z naprzeciwka sąsiad, który na dzień dobry wyciąga rękę i psa głaszcze. Tu nawet nie mogłam zareagować w żaden sposób, żeby tego nie robił. Nagle pies rzuca mu się na rękę. Jaka powinna być moja reakcja? Nie jestem w stanie przewidzieć zachowań innych ludzi i jak się okazuje, nie jestem w stanie przewidzieć też zachowania mojego psa. Jestem w stanie za to prowadzać go w kagańcu po klatce i zainwestować w szkolenie.
-
Kaganiec zakupiłam dzisiaj, zanim pani w zoologicznym zdązyła sobie herbatę zrobić :) Jestem w pełni świadoma, że odpowiadam za swojego psa ZAWSZE i WSZĘDZIE. Nie mam tylko zielonego pojęcia, co w mojej chodzącej oazie spokoju spowodowało takie zachowanie :( Pies nie kastrowany.
-
Słuchaj, nie przeinaczaj mojej wypowiedzi. Poza tym przeczysz sama sobie. Raz piszesz, że psa dotyka ten, co go karmi, co jest równoznaczne z tym, ze Twoje dziecko nie pcha się do niego z rączkami, a Ty jako matka "panujesz"<-- Twoje okreslenie) nad swoim dzieciakiem. Dalej piszesz, że nie potrafię zapanować nad swoim psem-potrafię, bo mój pies nie biega samopas, nie terroryzuje sąsiadów i nie robi, co mu akurat w duszy zagra. Więc określenie chyba jednak kiepsko dobrałaś do sytuacji. Nie wiem, co jest dla Ciebie znakomitą rekomendacją, a co nie jest i szczerze średnio mnie to obchodzi, bo nie o to pytałam. Miało to na celu zarysowanie, że nie "bawiłam" się całe życie w jamniki, a tu nagle wyskoczył amstaff, tylko, że miałam zawsze psy duże, tym samym silniejsze i o większych możliwościach niż np cholera pekińczyk.
-
Dzięki za porady. Już się rozglądam za odpowiednim szkoleniem. U sąsiada byłam już chyba ze 20 razy- syn powiedział, że wyszedł i jeszcze nie wrócił.
-
Ależ ja doskonale wiem, że pies nie ma prawa gryźć ludzi. Czy ja go gdzie próbuję bronić, albo chociaż usprawiedliwić? Napisałam, że dla mnie to było przerażające, bo ugryzł kompletnie bez powodu. Mam naprawdę duuuuużą klatkę schodową, gdzie ludzi się przewija niczym na dworcu i nigdy zadnego problemu nie było. Wręcz przeciwnie. Pies wymachuje ogonem i lgnie do ludzi, tyle tylko, że ludzie go głaskać nie chcą, a ja ich do tego nie zachęcam. Każdy idzie w swoją stronę. Tu, śmiem teraz twierdzić (po szkodzie), że mogłam wcześniej zauważyć i jakoś zainterweniować (nie wiem jak- rzucić się na psa swoim ciałem?), bo pies był napięty niczym struna. Oczywiście, że pójdę do sąsiada. My się tu znamy od prawie 30 lat. Chodzi mi ciągle o jeden konkretny fakt- pies ugryzł, a nie miał do tego żadnych podstaw. I to mnie przeraża. Moje wcześniejsze psy, miały ogromny instynkt terytorialny i jeszcze większe przeswiadczenie o koniecznosci obrony mojej osoby. Tu człowiek był przygotowany na ewentualne akcje. W przypadku Ciapata, jeszcze pare godzin temu, takie rzeczy przyprawiłyby mnie o drwiący usmiech. W domu ma karę na łóżko. Patrzy się tak jakoś dziwnie. Nie wiem tylko, czy jest sens karać go w domu, czy on w ogóle łączy jedno zdarzenie z drugim. Rany, no jeszcze się uspokoić nie mogę :|
-
No to może od początku: Jestem włascicielką 3-5 letniego (różne są dane na ten temat) amstaffa, którego 01.09.12 wzięliśmy ze schroniska. Pies w zasadzie bezproblemowy od pierwszych dni. Az do dzisiaj. To mój pierwszy w karierze amstaff (wcześniej były 3 inne psy ras dużych, więc ten mi z choinki jako tako nie spadł). Pies do ludzi, do rany przyłóż. On wręcz potrzebował człowieka. Pies do łóżka, pod kołderkę, na kolanka. Zgłębiałam swoją wiedzę na temat amstaffów i wszędzie słyszałam to samo- amstaffy do ludzi się garną, potrzebują człowieka, zero agresji. Pierwszy jako tako przejaw agresji był jakieś 1,5 miesiąca temu. Do mojego tż-ta. Zaszedł go od tyłu (tż psa, dla jasności) i próbował go podnieść. Pies chciał go ugryźć w twarz. Temat szybko się skończył, bo doszłam do prostego wniosku- psa i konia od tyłu nie zachodź. Chłop przyznał mi rację i było dobrze. Wszak nie mogę winić psa, że zaskoczony od tyłu, zdezorientowany chciał się bronić. I teraz główny problem. Dla porządku- ja nie jestem zwolenniczką pchania się do obcych psów z rękoma. Mam sąsiada. Człowiek 50+ który całe życie miał psy i który tych psów się nie boi. Głaszcze kazdego napotkanego. Dzisiaj wracając ze spaceru mijam go na korytarzu. Głaszcze psa, jak gdyby nigdy nic, a tu nagle krótkie warknięcie i pies wczepił mu się w dłoń. Cała akcja nie trwała nawet 10 sekund. Moja reakcja, uważam najlepsza w tej sytuacji. Szarpnięcie smyczą do poziomu parter i głośne zapytanie, czy mojemu futrzakowi już całkiem odpie...liło. Pies struchlały. Ja po jednym zdaniu nie miałam mu juz nic do powiedzenia, a sąsiad w tym czasie w wielkim szoku uciekł na swoje piętro. Jestem zszokowana reakcją mojego psa. Sam fakt, że ugryzł kogoś bez powodu (nikt nie próbował mi/ jemu krzywdy zrobić, nikt nie wtargnął na jego terytorium), jest dla mnie rzeczą przerażającą. Nie wiem teraz, czy to jednorazowa sytuacja spowodowana diabli wiedzą czym, czy też może pies się poczuł na tyle pewny, że będzie pokazywał swoje rządy. Uprzedzając ewentualne pytania- nie, nigdy nie uderzyłam psa i takich rzeczy nie uznaję, więc ewentualnie takie rady, proszę zachować dla siebie. Nie, mój pies nie nosi kagańca i nosił nie będzie, bo mam na klatce i w okolicy zbyt wiele ogromnych, agresywnych psów biegających samopas, że nie będę narazać zdrowia mojego, prowadzając go w kagańcu, więc to tez nie jest porada. Ale tak tego zostawić nie mogę. A może przesadzam i w zasadzie nic się nie stało?