Jump to content
Dogomania

Instant

Members
  • Posts

    209
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Instant

  1. [quote name='Naevia']Tak użyłam raz sformułowania "zły inbred", do którego jedna z osób się "przyczepiła" i specjalnie dla niej zmieniłam w wyjaśnieniu na "wysoki inbred", to jest po prostu łapanie za słówka, a pisząc tak nie miałam nic złego na myśli (proszę o dystans)...szukam po prostu informacji...! A dlaczego mam nie pisać o rekompensacie finansowej skoro jestem na forum, w którym inni doświadczeni ludzie mogą mi pomóc w tej sprawie?? w sensie wyjaśnić kiedy mogłoby mi się należeć, a kiedy nie, a kiedy sprawa jest przegrana mimo wszystko itp...przepraszam, ale hodowca by mi tego nie powiedział, zważywszy nawet na to jak umowa wygląda i w co się wkopałam...nie twierdzę, że nie pomógłby mi itd...ja szukam informacji...i znalazłam. Hmmm...ty to tak nazwałaś..."nieprzemyślanym skojarzeniu"...ja przedstawiłam historię i jak wygląda rodowód...możesz jeszcze raz główny wątek przeczytać...nie ma tam moim zdaniem żadnych obrażających hodowcę treści. A to, że mówię o inbredzie często to wynik moich obaw...nie mówię, może inbred był przemyślany, może nie, może przypadek... O złamanej łapce hodowca został poinformowany...i wtedy "nie panikowałam"...dopiero jak zobaczyłam na zdj., że braciszek też miał złamaną i po tym jak moja ogon w kołdrze złamała zaczęłam się bać i owszem być podejrzliwa...dlatego tutaj szukam info...a hodowcy nie chcę niczym obrazić. Ja myślę też, że łatwo jest pisać o tym, iż hodowca mógłby pomóc, wysłać zdj. do znajomych wetów...itd...to przecież od tegoż hodowcy wzięliśmy szczenie i choruje...więc szukamy co jest na rzeczy...a tak poza tym...hodowca nawet nas "nie prześwietlił"...nikt nikogo nie prześwietlił...[/quote] Nie stwierdziłam, że obrażasz hodowcę, to trochę co innego niż stawianie w złym świetle. Od początku szukasz kogoś, kto potwierdzi, że problemy zdrowotne Twojej suni to wina hodowczyni. Zrozum, ja nie piszę, że z hodowlą wszystko jest w porządku, ale że od samego początku się nastawiasz "mój piesek cierpi, to wina hodowcy, chcemy pieniądze". Nie udowodniłaś jeszcze winy hodowcy (nie twierdzę, że jej nie ma - ale nie wiem czy jest; hodowcy nie są w stanie przewidzieć absolutnie wszystkiego!), ale już mówisz o rekompensacie finansowej. W takim razie jak hodowca zareagował na wieść o złamaniu łapki? Na pewno nie obrazisz dobrego hodowcy pytaniem go o radę, co zrobić w takiej sytuacji - masz prawo nie wiedzieć. Czasami i w bardzo dobrych hodowlach zdarza się, że szczeniaki chorują i hodowcy bardzo często czują się za to odpowiedzialni i służą właścicielom radą. No ale Ty szukasz tylko rady na temat tego, jak uzyskać rekompensatę finansową i oburzasz się, że hodowca ukrył przed Tobą wysoki inbreed. [quote name='Naevia']Masz rację. U mnie wzięły górę emocje...nie stać nas było na szczenię z innej hodowli w danym momencie, a i czas był idealny, bo akurat odbiór szczeniaczka przypadał na nasz urlop...no i tak emocjonalnie się napaliłam, że nie sprawdziliśmy nic...o inbredzie nie miałam pojęcia...a szczerze nie interesowało mnie to jakie championy się tam znajdują...teraz wiem, że to błąd. Nigdy nie myślałam na 100% o hodowli...najpierw chciałam "zrobić" małej sukę hodowlaną bądź championa i później miało się rozwiązać czy chcę aby urodziła jeden miot, kilka lub wcale...ja chciałam żeby moja sunia mogła legalnie w przyszłości mieć szczeniaki. Teraz już wiem na co uważać...[/QUOTE] Ja sobie życzę przede wszystkim, żeby mój szczeniak był zdrowy, a jeśli przy okazji trafię na takiego psa (bo akurat u mnie rozchodzi się o psa, a nie o sukę), który będzie wart rozmnażania, to wtedy pomyślę o uprawnieniach hodowlanych. W momencie, w którym brałabym sukę "żeby kiedyś mogła mieć szczeniaki" to na pewno nie wybierałabym hodowli bo akurat mi w urlop odbiór szczeniaków wypada... Szukałabym takiego skojarzenia i takiego szczeniaka, żeby był wart dalszego udziału w hodowli :) Naprawdę radzę Ci zadzwonić i porozmawiać z hodowcą, ale bez emocji i zarzutów - wyjaśnić sytuację, poprosić o pomoc, a nie od razu krzyczeć o tym, że chcesz pieniądze z powrotem. Może wcale nie będzie tak źle :)
  2. Wiesz co, wydaje mi się, że odbierasz to ze złej strony ;) Nikt niczego Ci nie zarzuca, po prostu tutaj wielu forumowiczów (wiadomo, nie wszyscy) ma świetny kontakt z hodowcami swoich psów, a znajomość ciągnie się na długo przed wzięciem szczeniaka. Czasami udział hodowców w życiu psa jest znaczny i to właśnie w tych "gorszych okresach", kiedy jest potrzebna diagnostyka - służą radą jak i doraźną pomocą, mają doświadczenie z problemami charakterystycznymi dla rasy, znajomych wetów, którym ufają... To naprawdę może pomóc właścicielowi psa. Dodatkowo, od samego początku stawiasz hodowcę w złym świetle - piszesz o "złym inbreedzie", o rekompensacie finansowej, o kosztach finansowych i nieprzemyślanym skojarzeniu. Nie pomyślałaś, że hodowczyni mogłaby Ci polecić weta? Wysłać zdjęcia/wyniki pieska na konsultacje do jeszcze innych lekarzy? Jednocześnie rozumiem i nie rozumiem Twojego rozżalenia - wymarzony szczeniaczek ma problemy, choruje, boicie się... Z drugiej strony, ja za czas jakiś też będę miała swojego, no i nie wyobrażam sobie nie zerknąć do rodowodu matki, ojca, nie porównać ich obu ze sobą, nie poczytać... Owszem, wszystkie te informacje dostałam od hodowcy, ale znalezienie ich nie zajęłoby wiele i nie wyobrażam sobie tego nie zrobić. Zwłaszcza w momencie, w którym myśli się o wystawach i rozmnażaniu. Życzę wam, żebyście szybko doprowadzili sunię do pełni sił i zdrowia i cieszyli się życiem ze swoim psem :)
  3. [quote name='Maron86']Nie wiem czy zauważyłaś, ale to co tu /napisałeś było już tyle raz na tym wątku przewałkowane że aż do obrzydzenia. Do tego nie cytowałam cię więc nie możesz powiedzieć że wyrwałam zdanie z kontekstu, moje zdanie było bardziej 'informacyjne'.[/QUOTE] Nie, w ogóle mnie nie cytowałaś, to tylko moje przywidzenia. :???: I mnie nie interesuje, jak ktoś będzie to udowadniał czy dochodził swoich praw - przez chipa, umowę, tatuaż czy zdjęcia - ja tylko napisałam, co jest obowiązkiem jednej i drugiej strony i jeśli to nie było "informacyjne", to nie wiem co może być.
  4. [quote name='Maron86']To akurat nie problem jeśli jest się właścicielem (osoba adoptująca), jest przecież książeczka i nr chipa - który autorka wątku zna.[/QUOTE] Nie wiem czy zauważyłaś, ale nie tyle wyciągnęłaś zdanie z kontekstu, co 1/3 zdania...
  5. Dnia 3 stycznia 2014 napisałaś: [quote name='ladybird3']Znajomy 1-go stycznia znalazł śliczną sunie yorkshire. (...) [B]Suczka na 100 % zostaje u kolegi[/B], nie ma zamiaru jej nigdzie oddawać. Odwiedziła już fryzjera, kolejnego weterynarza(suczka ma około 4 lata, guzy to przepuklina pachwinowa i brzuszna bądź tłuszczak! Jest też blizna na brzuchu -możliwe, że po cesarskim cięciu) i jest zadowolona :) Moje pytanie jest takie: Skoro była w schronisku, tam na pewno mają dane osoby która ją zabrała. Czy jest sens szukać takiej osoby bądź zgłaszać to do schroniska żeby wyciągneli jakieś konsekwencje? Czy może się okazać że po zgłoszeniu ktoś będzie chciał odebrać pieska? Nie mam żadnych zdjęć dokumentujących stan suni, ewentualnie słowa fryzjera bądź weterynarza. Dodam jeszcze, że schronisko w którym była kiedyś nie cieszy się dobrą sławą w Polsce a psy "rasowe" w schroniskach są podobno rezerwowane od razu znajomym. Proszę o informacje[/QUOTE] Odpowiedź na Twoje pytanie: szukanie tej osoby "nie ma sensu" - jest [B]obowiązkiem[/B], wynikającym z polskiego prawa. Kodeks Wykroczeń: Art. 119. § 1. Kto kradnie lub przywłaszcza sobie cudzą rzecz ruchomą, jeżeli jej wartość nie przekracza 400 złotych, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny. § 2. Usiłowanie, podżeganie i pomocnictwo są karalne. Art. 125. Kto w ciągu dwóch tygodni od dnia znalezienia cudzej rzeczy albo przybłąkania się cudzego zwierzęcia nie zawiadomi o tym organu Policji lub innego organu państwowego albo w [B]inny właściwy sposób nie poszukuje posiadacza[/B], podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany. Kodeks Cywilny: Art. 174. Posiadacz rzeczy ruchomej nie będący jej właścicielem nabywa własność, jeżeli posiada rzecz nieprzerwanie od trzech lat jako posiadacz samoistny, [B]chyba że posiada w złej wierze[/B]. Z perspektywy prawnej Twój kolega przywłaszczył sobie psa i nie poszukuje jego posiadacza, a Twoje działania mogą zostać zakwalifikowane jako pomocnictwo. Nie chcę niepotrzebnie straszyć, ale są to czyny [U]karalne[/U]. W dodatku - jakby tego było mało, prawda? - zachowanie Twojego kolegi kwalifikuje go jako posiadacza w złej wierze. Korzysta on z rzeczy (psa) i traktuje jak swoją własność, dobrze wiedząc, że nie jest właścicielem. Pies w polskim prawie jest traktowany jako rzecz ruchoma; dlaczego jest to ważne? A dlatego, że [U]nie można nabyć własności do rzeczy ruchomej w złej wierze[/U]. Czyli Twój kolega nigdy nie będzie właścicielem psa (względem prawa). Dodam jeszcze, że gdy wartość psa zostanie wyceniona na ponad 400 złotych, nie mówimy już o wykroczeniu a o występku, podlegającym [U]karze więzienia do lat 3[/U] (Art. 284. Kodeksu Karnego). [quote name='ladybird3']Moi drodzy temat głównej sprawy posta chciałabym już zakończyć, znam wasze zdanie i w pewnym stopniu je podzielam. Ale nie jestem niestety w najlepszej sytuacji bo i tak dużo zrobiłam za plecami osoby która sunie teraz ma. Dalej będę przeglądać ogłoszenia, ale teraz to jego ruch czy to przemyśli czy nie i co zrobi dalej. Rozumiem go trochę bo człowiek który nigdy psa nie miał a bardzo chciał i dane mu było spotkać na swojej drodze akurat takiego w takim stanie doznaje szoku i to naturalne, że ma chęć się nim zaopiekować skoro ma warunki. Rodzicom którzy nigdy nie chcieli nawet słyszeć o psie w domu na widok takiej bidy od razu zmiękły serca. I dla niego to jest jak przeznaczenie. I to nie chodzi o to, że to jest york, nie raz moje yorki były u niego w domu i nie robiły na rodzicach żadnego wrażenia, to po prostu psia krzywda tak działa...[/QUOTE] Parę kołtunów i za długie pazury nie można uznać za krzywdę, naprawdę. Przy czym mnie nie chodzi o to, żeby Twój kolega tego psa gdziekolwiek oddawał - mam nadzieję, że zapewni mu dobry i odpowiedzialny dom - ale z prawnego punktu widzenia wygląda to jak wygląda. Tak naprawdę wystarczą tylko dwie rzeczy: zgłoszenie na policję/do schroniska, że dnia tego i tego na ulicy takiej i takiej znaleziono psa takiego i takiego - nie trzeba na nich wymuszać podjęcia działań, po prostu zgłosić suchy fakt; umieścić ogłoszenie na tablicy ogłoszeniowej/stronie internetowej z powyższą informacją. W wypadku zgłoszenia się ludzi twierdzących, że są właścicielami owego psa, to na ich barkach będzie spoczywało udowodnienie, że pies jest ich, a także wytłumaczenie się z zaniedbania oraz wyrównanie wszystkich kosztów poniesionych przez Twojego kolegę. Czy naprawdę sądzisz, że ktoś, kto się psem nie interesuje, przystanie na takie warunki?
  6. No ja całkowicie rozumiem, że się od razu zakochaliście, bo śliczny :loveu: P.S. W jednym poście może być tylko 5 zdjęć, no i chyba są trochę za duże ;)
  7. [quote name='Rinuś']Takie, że wiem, że możesz sobie nim podetrzeć tyłek :p bo w labradorach bywają hodowle, które nakazują w umowie , że repa dla suki wybiera sam hodowca ( tylko, że on wybierał przeważnie repa ze swojej hodowli), a właściciel suki miał to gdzieś i pokrył psem, którego on uważał za psa wartościowego i hodowczyni nic nie wskórała swoją umową :p[/QUOTE] Rinuś, nie każda umowa, którą podpisuje hodowca z przyszłym właścicielem szczeniaka jest umową kupna-sprzedaży, dlatego też większością "można sobie podetrzeć tyłek". Odpowiednio sformułowana - no, to trochę inna para kaloszy.
  8. [quote name='Okamia']Przykład z życia. Znajomi hodowcy sprzedali szczyla młodej parze. Była umowa, był kontakt rozmowy i w ogóle cud miód... po pół roku okazało się że pies jest wychudzony i zaniedbany bo się znudził - wyczaiła go hodowczyni na allegratce czy tablicy. W umowie punkt o odbiorze jak i prawie pierwokupu był i co z tego? GUNWO jak to mawia moja siostra ;) Na szczęście udało się odkupić sunie po dobroci i jest w hodowli. Ta sytuacja pokazuje, że wszystko zależy od człowieka a nie od tego co napiszemy w umowie... No bo przecież pisali o prawie pierwokupu a oni nie zadzwonili.[/QUOTE] W takim wypadku po co zamykamy drzwi do domów, skoro i tak można je wyłamać? Złodziej i tak nas okradnie. W niektórych przypadkach umowa jest po prostu zabezpieczeniem. Jeżeli taka bardzo podstawowa jej wersja, zawierająca rozsądne zobowiązania odstraszy człowieka, to hodowca powinien odpowiedzieć sobie na pytanie, czy aby na pewno to odpowiedni dom dla szczeniaka. Inni jeszcze poczytają, może czegoś się nauczą, a może odbębnią "bo trzeba". W każdym razie - na plus. Za to w stosunku do tych, którzy nie traktują umowy na poważnie... No cóż, taka umowa stanowi chociażby podstawę postępowania sądowego i może bardzo pomóc w procesie. Dalej nie widzę żadnej krzywdy, którą wyrządziłoby podpisanie umowy...
  9. [quote name='klaki91']Innymi słowy odebrałam twoją wypowiedź jako zarzut wobec sądownictwa, poprzez który sugerujesz że ma ono luźne podejście do kwestii przestrzegania umów (ustnych/pisemnych) gdy umowy te dotyczą psów. A gdy dotyczą majątku na 1 mln zł to już problemu nagle nie ma.[/QUOTE] Yup. Dokładnie tak. I dlatego umowa pisemna jest 'bezpieczniejsza' - tylko dlatego, że jest. Ładna. Spisana. [quote name='klaki91'][COLOR=#000000]I nie wynika to z faktu, że sędzia może sobie machnąć ręką i powiedzieć "to tylko pies". To samo miałoby miejsce w przypadku sprzedaży jakiejkolwiek innej rzeczy. Samochodu, telefonu czy czegokolwiek innego.[/COLOR][/QUOTE] Podczas gościnnego wykładu w zeszłym roku akademickim pewien pan sędzia opowiedział nam przezabawną anegdotkę, kiedy to jacyś "niepoważni ludzie" chcieli się o psa kłócić w sądzie. Nie pamiętam teraz dokładnych słów, ale wspomniał coś o "braku poszanowania dla instytucji" i "marnowania czasu", właśnie dlatego, że "to o jakiegoś niby rasowego kundla chodziło". I choć chętnie porozmawiałabym sobie na temat polskiego sądownictwa, to może nie róbmy offtopu z offtopu.
  10. [quote name='Okamia']Chyba wszyscy zapominacie o jednej ważnej kwestii... Najczęściej psa z hodowli chcą ludzie, którzy po prostu chcą psa. Zwykli Kowalscy, którzy lubią psy i tyle. Dopiero później na podstawie rozmów z hodowcom mogą lub nie skusić się na cały psi światek. I jeżeli oni słyszą o tym, że jest umowa i w tej umowie są takie a takie punkty to mogą się wystraszyć. I serio jeżeli te wasze umowy są przeładowane nakazami lub zastrzeżeniami to prędzej uciekną niż ją podpiszą. Dlatego chyba najpierw należy się poznać, porozmawiać a dopiero później rozmawiać o otoczce zakupu szczeniaczka.[/QUOTE] Czy naprawdę traktujemy rozmowy i umowę na zasadzie 'albo albo'? Przecież można się poznać, przedyskutować wszystko, nawet zaprzyjaźnić a na końcu i tak podpisać papierek. Umowa nie psuje relacji hodowcy z właścicielami szczeniaków... Nie wiem, Okamia, jak sobie wyobrażasz taką umowę, ale to zwykle jest kilka sformułowań o właściwym traktowaniu psa, zgodnym z ustawą, zakazie rozmnażania bez uprawnień ZK no i ewentualnie (z pewnością nie wszędzie) nakaz zrobienia kilku podstawowych badań (HD czy PLL), zależnych od rasy. Nic wielkiego.
  11. [quote name='klaki91']W przypadku zawarcia umowy, której warunki zostały złamane dochodzisz roszczenia w normalnym cywilnym procesie. To jest zwykła umowa, pies i warunki na jakich został sprzedany to jedynie jej przedmiot i postanowienia. I to, że akurat ta konkretna umowa dotyczy sprzedaży psa nie ma tu najmniejszego znaczenia. Umowa to umowa, trzeba jedynie dobrze ją skonstruować to będzie jak najbardziej do wyegzekwowania. Owszem, w żaden sposób nie zapobiegnie się temu, że dana osoba postąpi w nieodpowiedni sposób, złamie dane słowo, ale jak najbardziej można wówczas taką osobę "ścigać" na drodze cywilnej.[/QUOTE] Mówimy tu o umowie kupna-sprzedaży, więc chyba dla wszystkich jest to dość jasne, że na drodze cywilnej... Przy czym Vectra pisała, że umowa słowna jest równie wiążąca co pisemna. Wedle prawa - tak. W praktyce? Stają przed sądem dwie osoby - hodowca i właściciel psa, którzy nie sporządzili pisemnej umowy. Nie mają świadków, jest tylko słowo kontra słowo. I całym sensem tego zdania było to, że mając pisemną umowę kupna-sprzedaży istnieją silniejsze pobudki do rozstrzygnięcia procesu niż w przypadku umowy słownej, bo sędzia nie będzie sobie mógł machnąć ręką na zasadzie "to tylko pies, o co tyle szumu", bo jest papierek. I oczywiście podejrzewam, że zarówno ja i Rosiczka wspominałyśmy o prawidłowo stworzonej umowie.
  12. [quote name='Rosiczka']Konkretów to tu było bardzo dużo i jak ktoś umie czytać ze zrozumieniem to zrozumiał. Tekst o siekierze spadającej z dachu to już w ogóle MEGA. Bez komentarza. Ja nie muszę z nabywcami szczeniąt rozmawiać, o łańcuchu, bo są to ludzie na takim poziomie, że jest to zbędne. Ale to przez to, że ich straszę. [/QUOTE] Toż to tak mnie wystraszyłaś małymi piraniami, że nawet Argut się poczuł w obowiązku mnie bronić przed zagrożeniem ;) [quote name='Vectra']kątów się nie ogląda , wyciągów bankowych nie żąda rozmowa .... czasem jest po prostu tak , że odbierasz/wykonujesz telefon i wiesz że tu psa nie kupisz an tam nie sprzedaż rozmawia się na wszelkie możliwe tematy , opowiada o swoich obawach , wysłuchuje drugiej strony jakie ma oczekiwania jakie obawy , życzenia czasem nagle , okazuje się że zamiast o psie , wymieniacie się przepisami na ciasto ;) trzeba mówić , trzeba słuchać zaiskrzy albo nie [/QUOTE] Vectra, jak zwykle się zgadzam z tym co piszesz, tak teraz cię kompletnie nie rozumiem. Mimo wszystko zostałam wychowana w duchu, żeby "w razie czego" mieć wszystko na papierku. Być może właśnie dlatego, że polskie sądownictwo jest jakie jest w kwestii zwierząt i ciężej się wyprzeć (właściwie sporządzonej) umowie kupna-sprzedaży, chociażby dlatego, że się jej nie podważy tak szybko i skutecznie jak ustnej. I nie dlatego, że nie ufam - bo jakbym nie ufała, to nie byłoby nawet mowy o danej hodowli, gdyby hodowca mi nie ufał, nie miałabym najmniejszych szans na szczeniaka; przecież największym aktem zaufania w relacji hodowca-przyszły właściciel to nie podpisanie papierka. To ten mały szczeniaczek, którego (i tu się najwidoczniej - i na szczęście - z hodowcą zgadzamy) trzeba po prostu chronić, a jeśli to oznacza podpisanie umowy, to czemu nie? Jako przyszłego nabywcę umowa nie zdziwiłaby mnie wcale - za to niechęć do podpisania takowej, wzbudziłaby we mnie podejrzenia. Wszystko też zależy od sytuacji, te odrobinę wyśmiane w tym wątku trzy CACIBy jakoś też by mnie nie ruszyły, tak samo jak w przypadku fajnych miotów i dobrze rokujących szczeniąt zapis o zrobieniu uprawnień hodowlanych.
  13. Ojejku, jaki on wielki! I śliczny! I wielki! :loveu: Jak będziecie mieć chwilę, musimy się znowu umówić na spacer, żebym sobie mogła chłopaka obejrzeć :)
  14. [quote name='Koszmaria']czym się kopov różni od naszego rodzimego:cool3:?[/QUOTE] wielkością? :diabloti:
  15. [quote name='Szura']Ty takie pierdoły z wikipedii przepisujesz?[/QUOTE] Parę stron wcześniej: [quote name='kropi124']Muszę cię zaskoczyć... Nie znam opisu wszystkich ras. I zanim coś tutaj napisze czytam ich opisy.[/QUOTE]
  16. [quote name='dog193']Ale ja to wiem :) Instant jednak pisze, że u pinczerów uszu w ogóle się nie kopiuje, co jest nieprawdą.[/QUOTE] W porządku, pomyliłam się i przepraszam - nie ma sensu robić z tego wielkiej afery, dog ;)
  17. [quote name='dog193']Eeee, kopiuje się, a raczej kopiowało, przed wprowadzeniem zakazu. W zagranicznych hodowlach nie będzie problemu dostać kopiowanego pinczera.[/QUOTE] Miniaturze uszy zostawiało się zawsze naturalne, a one mogą stanąć same z siebie lub z pomocą ze strony właściciela, kopiowało się tylko ogony.
  18. [quote name='czi_czi']to jest myśl w sumie :) dzięki! Tylko czy można jeszcze w Polsce dorwać wersję kopiowaną? :razz: [/QUOTE] Z tego co mi wiadomo, miniatur się w ogóle nie kopiuje - uszka mogą stanąć same z siebie, ewentualnie trzeba kleić ;)
  19. [quote name='motyleqq']hehe ja często słyszę pytanie 'czy to na pewno jest wegańskie?' :cool3: albo coś jest smaczne, albo nie. twierdzenie, że coś jest niedobre, bo wegańskie, bez spróbowania tego, jest trochę głupie(znam takie osoby)[/QUOTE] To raczej nie było na zasadzie 'to jest niedobre bo wegańskie' a bardziej 'jakim cudem bez jajek, mąki i masła zrobiłaś takie coś' ;) O ile z wegańskim jedzeniem styczności nie mam, to spora część moich posiłków jest wegetariańska. Akurat tak się składa, że większość wege znajomych świetnie i często gotuje (i w dodatku się dzieli!) :razz: W dyskusję o krówkach i innych się nie wtrącam z prostego powodu, bo nie potrafię sobie odmówić sera. Nie mówiąc już o rybach...
  20. [quote name='motyleqq']kiedy karmię psy mięsem, nie jestem 'idealną weganką'. ale to i tak więcej, niż nie być weganką w ogóle. [/QUOTE] Według mnie to postawa mimo wszystko lepsza, niż usilne przestawianie zwierząt na karmy wegańskie, bo to jest główna przyczyna konfliktów między mną a moimi znajomymi, którzy są wege. O ile człowiek sobie poradzi bez mięsa, o tyle psy czy koty już nie i to też trzeba brać pod uwagę. A że wrócę jeszcze do dyskusji o słodyczach - na urodzinach, jako że część znajomych wege, kumpela zaproponowała, że w ramach prezentu upiecze ciasto. Przyniosła dwie okrągłe blachy czekoladowego ciasta z malinami i granatem (?), tak genialne, że zrobiło furorę wśród wszystkich, niezależnie od wyznawanych poglądów w sprawie tego, co mamy na talerzu i znikło w przeciągu pół godziny ;)
  21. [quote name='Yuki_']kurczę zdecyduj się co psu zakładasz. raz szelki, raz obroża, raz kolce, raz łańcuszek...Nie możesz wybrać jedno? np. obroży? tak ładnie w niej wygląda.[/QUOTE] :roflt: Dogo. Jedyne w swoim rodzaju :loveu:
  22. Co tutaj tak cicho? Ani widu ani słychu o was! :)
  23. [quote name='Szura']Instant, ja się zgadzam, choć nie do końca rozumiem, po co ktoś bierze psa, nad którym nie może zapanować fizycznie i musi go na kolce wkładać. ;) (wiadomo, różnie się w życiu składa, mam na myśli ludzi którzy ŚWIADOMIE biorą takie psy)[/QUOTE] Ja też czasami nie rozumiem ludzi... BARDZO nie rozumiem ludzi. Trzy przykłady z mojego osiedla (jakieś 170-180 mieszkań, pewnie w ponad połowie jest jakiś pies): - wariacja na temat foksteriera (albo baaardzo utuczony foksterier), który rzuca się na każdego faceta, jakiego mija (kobiety zostawia w spokoju), a właścicielka chyba nie wie, jak zablokować flexi - borderek, który ponoć nawet wygrywał jakieś konkursy, szczekający demon, zaganiający wszystko (np. liście) i startujący z zębami do dzieci, puszczany oczywiście luzem - sweterek irlandzki, ganiający z dzikim warkotem za WSZYSTKIM - nie ważne czy to liść, gołąb, jakiś inny ptak, mniejszy pies, kot... A nawet nie mieszkam w centrum miasta, gdzie natężenie głupoty ludzkiej jest większe. [quote name='a_niusia']nie no zajebiscie, super spoko. z tym ze teraz moze wysilmy wyobraznie i odpowiedzmy sobie, czy pelne panowanie nad takim kundlem jest w ogole mozliwe z roweru. bo moim zdaniem nie. i jezeli pies potrzebuje kolczatki, aby "bezpiecznie" biegac przy rowerze, to nie powinien byc na ten rower w ogole zabierany dopoki nie znikna jego behawioralne klopoty.[/QUOTE] Nigdy nie jeździłam z psem na rowerze, więc nie mam pojęcia. Możliwe, że nie jest i możliwe, że takie psy nie powinny być zabierane na rower. [quote name='asiak_kasia']Instant, ja o tym pisałam, ale chyba umknęło :eviltong: I przy całej miłosci do mojego mordercy, jakoś wolałam jego ból na kolcach niz moj przy wypłacie odszkodowania za pogryzienie. [/QUOTE] Przepraszam, nie zauważyłam :oops:
  24. Jeśli już mowa o kolczatce i jej użyciu w ogóle, jest też druga strona tej rzeczywistości, na którą nikt nie zwrócił uwagi. Nie interesuje mnie rasa psa, bo równie dobrze może to dotyczyć reaktywnego dobermana, który może ugryźć pijanego, zataczającego się człowieka czy zeschizowanego sweterka, ganiającego za kotami/mniejszymi psami, albo walniętego bordera, który będzie próbował zaganiać małe dzieci i je podgryzać w trakcie - kluczem jest świadomość i odpowiedzialność właściciela za zachowanie jego psa. I dlatego nieważne dla mnie będzie, czy ktoś potrzebuje kolczatki, OE, kagańca, czy metalowej klatki na kółkach; w momencie, w którym pies wykazuje agresję lub jest w jakikolwiek inny sposób niebezpieczny dla otoczenia, oprócz pracy z psem powinny być stosowane doraźne środki zaradcze, które zapewnią jak największe możliwe bezpieczeństwo wszystkim dookoła. I jeśli właściciel owego psa nie poradzi sobie z nim bez użycia kolców czy jakiejkolwiek innej metody awersyjnej, chwała mu za to, że zdaje sobie z tego sprawę. W momencie, w którym pies stwarza zagrożenie dla otoczenia nie interesuje mnie nic poza tym, że właściciel jest w stanie nad nim zapanować. Nieważne jak, czy słownie czy fizycznie, powinien panować nad swoim psem. Oczywiście (bo zaraz pójdzie w tę stronę) nie każdy pies musi chodzić na kolcach, czterech smyczach i w kagańcu. I jasne - jest masa łagodnych, cudownych, świetnie wychowanych, socjalizowanych/i milion innych rzeczy/ psów, które bez takich środków radzą sobie wśród ludzi, nawet kiedy ci je zaczepiają, miziają, głaskają i do nich mówią, tylko nie o takich pisałam powyżej.
  25. Jamnik ładniej trzyma ogon? :diabloti:
×
×
  • Create New...