Mój Misio sam mnie wybrał, było to 5 lat temu, sierpień, upał, w budynku, w którym pracuję były pootwierane drzwi, ja też miałam uchylone drzwi do pokoju i pewnego popołudnia w tych drzwiach stanął piesek i merdając ogonkiem zaczął się do mnie zbliżać. Nie wyglądał dobrze, wychudzony, z poranioną łapką, ale pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy, że pewnie za kimś przyszedł, zgubił się, chodzi i szuka Pana, więc powiedziałam uciekaj stąd piesku, no i sobie poszedł. Wychodząc do domu już go nie widziałam, ale następnego dnia rano biegał po ulicy, jak go zobaczyłam to już wiedziałam, że Pana to on raczej nie ma. Cały dzień siedziałam jak na szpilkach, wyglądałam przez okno, a piesek cały czas kręcił się po ulicy. Gdy wychodziłam do domu, piesek w przedsionku spał sobie, był taki biedny, że pochyliłam się i pogłaskałam go a on się obudził i zaczął za mną biec, dobiegł za mną do samochodu i jak otworzyłam drzwi poprostu wskoczył mi ma tylne siedzenie. Trochę się przestraszyłam bo w sumie nie wiedziałam co to za pies i w ogóle jak domownicy zareagują na tą niespodziankę, jednak miał takie błagalne spojrzenie, że nie miałam sumienia go nie zabrać. I tak mój Miś jest już ze mną ponad 5 lat i jest najwspanialszym psem na świecie.;)