Jump to content
Dogomania

inka33

Members
  • Posts

    17196
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by inka33

  1. Ubytek zrywek w plakacie na (zamkniętych) gofrach bez zmian - 3 sztuki. Pogoda nie sprzyja rodzinnym spacerom po parku... :shake:
  2. Bafiś jest taki grzeczniutki*, a tu się go czepiaja, ludziska! :mad: *) jak śpi. ;)
  3. Opowiastki z gatunku: Thriller jesienny. ------------------------------------------------------- Część 2. Thriller weekendowy - niecodzienny Pewnej soboty czy niedzieli parę tygodni temu (wspominałam o tym zaraz po...)* Część 3. Thriller sezonowy - wysypno-matujący No, dobra... Przyznam, że to wcale nie taki znowu thriller... ;] To wręcz włochaty horror! :eek2: Ok. m-c temu Bombie zmatowiała trochę sierść, ale wówczas złożyłam to na karb mojego niefachowego przycinania jej futerka tu i ówdzie (portki i brzuchol - zbierające różne "skarby" trawnikowe, szyja - plącząca się pod obrożą i trochę grzbiet - dla wyrównania fasonu). Zaczęła się też troszkę mocniej sypać, ale było to w momencie, gdy najpierw zrobiło się zimno, więc zaczęłiśmy troche grzać kaloryferami w mieszkaniu, a potem znów się ociepliło na zewnątrz, więc sadziłam, że tak organizm reaguje na za ciepło. Ale od ok. dwóch tygodni zaczęła się sypać jeszcze bardziej... Tam, gdzie jest goła podłoga (klepka lub pcv) codziennie kłępią się przy i pod meblami czarne puchate złogi, jako te złe duchy jakoweś!, których nie nadążam "egzorcyzmować"... Tam, gdzie podłoga jest ubrana (dywan lub wykładzina dywanowa), codziennie pojawiają się pęczki czarnych puchatych pukielków, jako te gąsiennice jakoweś!, których nie nadążam "dezynsekcjować"... Gdy się siedzi na kanapie, to Bomba uwielbia przechodzić z przedpokoju na swoje posłanie nie tak zupełnie zwyczajnie, środkiem pokoju, tylko po swojemu bombowemu, czyli pod krawędzią kanapy, z której - o, zgrozo! - nieco zwisa koco-narzuta. Wobec tego, zarówno spodnia strona krawędzi kanapy, jak i zwisająca część koco-narzuty jest udekorowana (bardzo skutecznie i równie malowniczo) zarówno puchatymi duchami, jak i puchatymi gąsiennicami, doprowadzajac mnie - wybiórczo-naprzemienną bałaganiaro-pedantkę - do cowieczornego, a nieraz i do co-w-dziennego szaleństwa...! Głaskanie Bomby dłużej niż 3 sekundy - o co przecież terroryzuje nas nieustannie i czego domaga się, gdy tylko może, gdy nie może, gdy nie powinna, gdy jest to miłe, gdy jest to niedopuszczalne, czyli niemal z wyjątkiem okresów spania - skutkuje fruwaniem mini-duszków wszędzie, gdzie tylko zdołają dolecieć, np. w nos lub w talerz zupy (o co przewredny Murphy stara się nieustannie!)... A jak łatwo jest się ich pozbyć, to sami już wiecie najlepiej :mdleje: Upraktycznienie thrillera sezonowego - wysypno-matującego Poprzednio Bomba dostawała Gammolen od ok. 13 V do 15 VII, potem przerwa, a potem znów od 15 VIII do ok. 30 IX. Sierść wyładniała, pierwsze efekty było widać (bodajże) już po dwóch tygodniach stosowania. Przedwczoraj byłam z Bombą u wetki, żeby pokazać brzydactwo i się poradzić. Nie jest w stanie powiedzieć, czy zmatowienie i nasilone wypadanie sierści jest związane z taką "urodą" Bomby w okresie linienia, czy może z tym, że za długo ciurkiem jadła jedną karmę (15kg Markus-Muhle wystarczyło na ok. 4,5 m-ca). Sądzi, że skoro poprzednio Gammolen pomógł tak skutecznie, to warto go zastosować ponownie. Mam podawać ok. 6 tygodni i zobaczymy, co dalej. W moim zooligiku opakowanie 150 kapsułek (czyli na 2,5 m-ca) kosztuje 35zł. Maciek777 podpowiada też Dermatex, który na alegro można kupić za ok. 25zł z dostawą (też 150 tabl. na 2,5 m-ca). Ma zupełnie inny skład niż Gammolen, ale też ma te Omegi 3 i 6. W kilku osiedlowych zoologach pytałam i nie mieli, ale nie obeszłam jeszcze wszystkich. Wetka sugerowała też, że można poszukać Roboran H z biotyną (dla zwierząt futerkowych, psów i kotów - proszek dodawany do karmy), który daaawno temu się stosowało i podobno był skuteczny i tani, ale nawet nie wiedziała, czy istnieje nadal. :/ Poszukałam - istnieje. Jest to zestaw witamin i minerałów. Mnie osobiście nie za zbytnio przekonuje suplementowanie witamin w ciemno, bez sprawdzenia konieczności ich użycia, więc cen za bardzo nie sprawdzałam... Jak myślicie - co wybrać? :hmmmm: Część 4. Thriller potencjalny - awaryjny** Część 5. Thriller jednorazowy - niewidzialny* *) To jednak następnym razem, bo się zmęczyłam egzorcyzmowaniem i dezynsekcjonowaniem... :ghost_2: → :wallbash: **) To takoż następnym razem, ale trochę z przyczyn ode mnie niezależnych, a trochę z powodów kciuko-niezapeszających, więc najwcześniej w niedzielę póóóźnym wieczorem. Nie, nie - nic się "domowego" mi w zanadrzu dla Bomby nie kroi, oprócz... potencjalnego thrillerka. ;) ---------------------- Papa! :hand:
  4. No, to jutro (tak?) Ty się będziesz stresować :siara:, a my Tobie do towarzystwa! :kciuki:
  5. Też jestem ciekawa... :nerwy:
  6. Fanki i fani, dopisałam sobie do sygnaturki post rozliczeniowy Kajtuna - "zł Kajta". Teraz nie trzeba będzie ciągle go szukać czy pamiętać nr postu. :) Dzięki, dzięki, dzięki! :buzi: Zapiszę, jak będę aktualizować rozliczenie. Tylko mi jeszcze powiedz, jak Ci się udało przebrnąć przez te tony postów Kajcinego wątasa... :-o
  7. Tym razem (jak zazwyczaj) bez złych intencji. :buzi:
  8. Opowiastki z gatunku: Thriller jesienny. ------------------------------------------------------- Część 1. Thriller powszedni/codzienny od-letni prze-ciągły Już latem na naszym osiedlu zaczęły się różne miejskie remonty, jak np.: przebudowa starego zmizerniałego placyku zabaw pomiędzy trzema blokami (w jednym z których my mieszkamy) na nowoczesny, w sumie też dość skromny, ale za to ogrodzony, wymiana międzyblokowych chodniczków z powypaczanych i popękanych płyt na równiutkie kostko-Baumowe, czy wreszcie wymiana schodków do klatek schodowych. Niemal jak "warszawiacy odbudowują stolicę" albo budowa metra - tylko wszystko na mniejszą skalę. Niemniej co i rusz pojawiały/-ją się i znikają nowe wykopki, nowe o(d)grodzenia i inne (za) utrudnienia (przepraszamy). Nie wyobrażam sobie tego całego galimatiasu w pierwszym m-cu pobytu Bomby u nas... Kiedy jednak się przyzwyczaiła do nowego miejsca, to bez większych trudności, czasem tylko z lekkim niepokojem, ale w sumie dzielnie znosi te codzienne zmiany. Niby mamy urozmaicenie - no, bo ile można chodzić w kółko po tych samych ścieżkach, zmieniając tylko nieco kolejność, tymi samymi trasami, tylko zamiennie od pory dnia itd.? Urozmaicenie urozmaiceniem, ale od ok. tygodnia mam serdecznie dość! Zaczęło się niespełna m-c temu od remontu schodów na klatkę schodową (jedyną w naszym bloku) z przodu bloku. Karteczka: "Bla, bla, bla, prosimy korzystać z tylnego wejścia, za utrudnienia ...szamy". Jak dla mnie: "No OK, przeżyjemy." Jak dla Bomby: "Ale o co kaman? Dlaczego po wyjściu z windy mam iść w zu-peł-nie in-ną stro-nę?! Prawa to nie ta sama, co lewa, czyż nie?" Po kilku dniach mieszania się w łepetynce, jak również i w mym łbie, jakoś ogarnęłyśmy temat - wychodzimy w prawo, wracamy z tyłu bloku. Ale, ale! Nie ma za dobrze! No bo jeszcze wcześniej zaczęli budować od tylnej strony też nowe schodki z pochylnią dla niepełnosprawnych. No, super przecież, nie? Schodki śliczne nowością, pochylnia zaczęta, to pora na schodki z przodu, nie? Po co najpierw dokończyć jedno? No to ok. 3 tygodnie zamknięte z przodu, prawie skończone, ale niezupełnie (brak barierki i kawałka "podłogi", bo będą przesuwać drzwi i robić dodatkowe, czyli wiatrołap - super, a i owszem!), kiedy to "śliczni" panowie biorą się znów za pochylnię - walą młotami (po cholerę?!), piłują, spawają (bez masek, a jakże!). No to ja się zapytuję: Którędy, do jasnego ciorta, mają wychodzić ludzie (o pieskach nie wspominając, bo te to se na rączki można wziąć, co nie? niezależnie od wagi pieska i niezależnie od ilości błota na psich łapkach, co nie?)...?!?!?! Owszem, jak śliczni panowie łaskawie usłyszą prośbę o przerwę w spawaniu, to nawet łaskawie ją uczyniają... Ale zanim łaskawie usłyszą, to piesek się zastanawia, czy może ma się jakoś teleportować na trawnik-sikalnię, czy jednak raczej uciekać z powrotem na klatkę. No to się - w związku z kontynuacją budowy pochylni - dla odmiany na tylnych drzwiach pojawia karteczka: "Bla, bla, zaleca się korzystanie z przedniego wejścia." No i git-majonez, co nie? Jakoś się przeżyje brak kawałka podłogi, co to ma się w wiatrołapie znaleźć, a i barierka jakoś się w końcu z przodu pojawiła, więc o co chodzi? A, no nic takiego, drobiażdżek taki nieistotny - ani dla wysportowanej młodzieży spieszącej do szkoły, ani dla ludzi w sile wieku spieszących, w bądź co bądź, zazwyczaj porządniejszym obuwiu, co pracy, ani dla staruszek/szków ledwie chodzących (z laskami czy bez) i ciągnących wielkie wypchane "wózki emeryckie", bo o ludziach z pieskami, co to w byle czym wychodzą, bo piesek ma łapki, a łapki maja błoto i na trawnikach są psie kupy, więc się w nie wchodzi, jak się zbiera (no, jak się zbiera!) po swoim piesku kupę, to już całkiem nie ma co wspominać. Ano drobiażdżek taki oto, że właśnie jednocześnie zaczęli wymianę chodniczka tuż pod przednim wejściem do naszego bloku! Zerwany asfalt i nawet szybko sprzątnięty, wysypany piach, rozpięte cieniutkie żółte (żółte! czyli widoczne dla wszystkich na tle niemal żółtego piaseczku, no nie?!) sznureczki dla równości szerokości chodniczka, miejscami piach już ubity, a miejscami rozjeżdżony... No to nam się nie nudzi, bo przy każdym wyjściu na psacer, przy każdym wychodzeniu do sklepu, itd. itp. szkoły czy innych fanaberii najpierw trzeba przejść się do jedego i drugiego wyjścia, by zobaczyć, gdzie mniej niedobrze będzie akurat w tym momencie wyjść, natomiast przy każdym powrocie ze psaceru, przy każdym powrocie ze sklepu itd. itp. szkoły czy innych fanaberii najpierw trzeba przejść się do jedego i drugiego wejścia (dookoła bloku!), by zobaczyć, gdzie mniej niedobrze będzie akurat w tym momencie wejść! Przynajmniej piesek się nauczy jeszcze lepiej pilnować się pani-przewodnika, no nie? No, chyba, że uzna, że pani-przewodnik oszalała lub/i sama nie wie, o co jej chodzi i tak se chodzi wkoło bloku...! Część 2. Thriller weekendowy - niecodzienny Pewnej soboty czy niedzieli parę tygodni temu (wspominałam o tym zaraz po...)* Część 3. Thriller sezonowy - wysypno-matujący** Część 4. Thriller potencjalny - awaryjny*** Część 5. Thriller jednorazowy - niewidzialny *) To jednak następnym razem, bo się zmęczyłam tym chodzeniem w te i nazad... :question: / :pissed: → :mdleje: **) To też jakimś następnym razem, ale może nawet wcześniejszym niż część 2. - powiedzmy w ostateczności, że dla zmyłki, ale bardziej jednak z praktyczności... ***) To takoż następnym razem, ale trochę z przyczyn ode mnie niezależnych, a trochę z powodów kciuko-niezapeszających, więc najwcześniej w niedzielę póóóźnym wieczorem. Nie, nie - nic się "domowego" mi w zanadrzu dla Bomby nie kroi, oprócz... potencjalnego thrillerka. ;) ---------------------- Dobranoc! :hand:
  9. Dobrze, że znów ma koleżankę! :)
  10. Czyli jakby...majtki w sumie? :hmmmm: Bo jak Vega jest na wózku, to ja - ślepota jedna :roll: - widzę, jakby tylko na górze zadka była ta uprząż, czegoś mi brakowało... Ale myślę, że teraz już rozumiem. Pewnie dolna część "majtek" schowała sie w futrze. :] Tak czy siak - dla obu panienek moc buziaków! :hand:
  11. Chyba Ci oczy zwilgotniały, bo literki tu i ówdzie zbrakło... :siara: :calus: Powodzenia Nesca! :thumbs:
  12. To i ja pokciukiwuję! :kciuki: Impas bardzo podobny do Wigi. :)
  13. Caaaałyyyy...?!?! Jestem w szoku. :eek2: Za deklarację przeogromnie dziękuję! :buzi: :Rose: Od grudnia 2014 do kiedy mam zapisać? Konto to samo, tylko pisz, proszę, w tytule przelewu Usiata i że to deklaracja (albo krócej: 'stała') na Kajtuna. Prawda? :] Ja myślę, że jednak to: lepiej oddaje upodobanie do szaliczka... ;] Ładnemu we wszystkim ładnie! :]
  14. Kula-smakula z Bombą wypróbowane. :) Wynik jeszcze średni. :roll: Fot brak. :( PS. Coś mi się chyba wreszcie wenInka powoli zbiera.
  15. Ewentualnie tak. :grins: Tylko na 3 tygodnie - do Otwocka. Ale jeszcze najpierw :kciuki: za... kocie Katowice.
  16. Tym razem udało Ci się, Mureczko mnie rozbawić! :klacz: I ciągle gdzieś ta/ten podwinięta/y fafla/fafel... :megagrin: A to drugie to Milka kozienicka...? :hmmmm:
  17. Przepraszam... :oops:, to już nie proszę... :sad: Po prostu nie rozumiem (nie widzę dokładnie), jak ta uprząż podtrzymuje...
  18. Kcd, wywiało mi net na pewien czas, a wiedziałam, że nie bardzo w dzień można do Ciebie dzwonić, więc rozmawiałam z ewu. Masz jeszcze awaryjne dt ;) - na te 3 tygodnie wyjazdowe (minus jeden dzień świąt), czyli do 6 I, max do 8 I po południu. Stracha mam, ale i wsparcie TŻ, który uważa, że panikuję na zapas. :roll: Zmieniło sie tylko to, że w razie takiej ewentualności muszę poprosić o symboliczne 2zł dziennie - na pomocnicę spacerową. :oops: Aha, mam tylko napoczęte opakowanie KalmAid (dla Bomby), więc dla Oriego by się coś przydało, bo to Sylwester będzie... :pissed: A i tak najbardziej będę trzymać kciuki za kocie Katowice!!! :happy1: :thumbs: :kciuki:
  19. Ja też plus to pod balkonem. No, może bez tych zmrużonych oczek (na siedząco, z bliska), bo jakoś to groźnie wygląda. :hmmmm:
  20. Co do tekstu ogłoszenia - do zdania : "Chcemy wierzyć, że znajdzie się ktoś, kto w tym magicznym, przedświątecznym czasie otworzy dom i serce dla zmarzniętego, porzuconego psiaka i" proponuję końcówkę: '...i już nigdy swego domu ani serca dla niego nie zamknie?' czy jakoś tak... - żeby było, że już na zawsze, a nie na święta tylko... :roll: i jeszcze gdzieś tam w środku, że narażony nie tylko na mróz, ale i na pogryzienie. No bo na brak jedzenia to nie, skoro jest dobrze dokarmiany i się zaokrąglił nawet.
  21. Też bym wolała! :facelick: (Dla siebie, oczywizda, nie dla psiaków! :megagrin: )
  22. Kasiu, znalazłam wreszcie wątek, przypadkiem. Rozmawiałyśmy, próbowałam do Ciebie dzwonić kilka dni temu, nie oddzwoniłaś... :hmmmm: Chyba muszę najpierw doczytać wszystko.
  23. I jak tu się nie dać terroryzować żółtą piłeczką takiej słodziznie...? :evil_lol:
×
×
  • Create New...