-
Posts
17196 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by inka33
-
Zameldowywuję się. ;)
-
DUSZEK cieniusi jak kartka papieru. Waży 5 kg, powinien 10 kg. Pomocy !!!
inka33 replied to togaa's topic in Psy do adopcji
Popieram Poker! :D http://i62.tinypic.com/24bqnfa.jpg Cud Duch! :wub: :wub: :wub: I to kanapowe, co podpisałaś, że sierotka, uważam, że też jest super fajne - ja tak widzę Dusia i IMHO na tym zdjęciu jest jego Dusiowatość. -
Kulcia zjadła wczoraj ok. 2/3dziennej porcji na 6kg psa tylko suchej karmy i jest to całkiem nieźle, jak na chory brzuszek i jej tryb życia - głównie leżący i 4 krótkie spacerki + kawałeczek przy okazji wizyty u weta. Przecież nie zużywa tyle energii, co normalnie funkcjonujący pies.Jedzenia mokrej w zasadzie już całkiem odmówiła, udaje mi się jej używać tylko do zapakowania leków w oporny pysiol, który najpierw musi obowiązkowo dwa razy kulkę z niespodzianką wypluć, a dopiero za trzecim razem łaskawie zjeść. ;] Dziś (tak samo, jak wczoraj) - kupol na pierwszym spacerze porządniejszy i ładniejszy, a na dwóch w dzień - średni (glut w musztardzie). Wczoraj na wieczornym spacerze nie zrobiła wcale, a dziś dopiero pójdziemy (chodzę ok. północy), to zobaczymy. Skończyła dziś te tabletki, co były na 3 dni (Attapectin). Nadal ma brać 1x dz. Trilac i 3x dz. 2,5ml Nifuroksazyd - do niedzieli. W poniedziałek rano mam się pokazać u weta i jeśli do tego czasu kupole się nie poprawią, to zamówi (do odbioru po południu/wieczorem) Procox ( http://internet.hovet.pl/index.php?ramka=opis-towaru&id_smb=34107 ) - silniejszy odrobaczacz (Skład: 0,9 mg/ml emodepsydu i 18 mg/ml toltrazurylu → "Do stosowania u psów z podejrzeniem lub stwierdzonym mieszanym zakażeniem pasożytami wywołanymi przez robaki obłe i kokcidia: Isospora ohioensis complex, Isospora canis."). Jeżeli chodzi o badanie kału na robale, to wet uważa, że wynik jest 50% /50%, że to jest "losowanie" a nie badanie, bo może być tak, że robale są, ale się nie ujawnią, nawet jeżeli kał zbiera się przez 3 dni, jak w przypadku poszukiwania np. włosogłówki (zależy od momentu cyklu rozwojowego). Jeśli chodzi o ranę na boku, to goi się bardzo dobrze. Ponieważ pytałam o te żelowe opatrunki, to widział tą ranę również chirurg, (który w tym gabinecie jest akurat w czwartki), który uważa, że Aqacel Ag w obecnym stanie nie jest zupełnie konieczny. Można go jedynie zastosować wyłącznie dla wygody własnej, bo nawet to lekkie przylepianie się gazy nie jest ani niebezpieczne, ani bardzo bolesne, bo te tkanki już "jej nie chłoną" (czy jak to on tam powiedział). Gdyby nie to, że po 1. Kulcia chce tam gmerać, a po 2. kładzie się również na lewym boku, to by można już ją zostawić na zupełnie goło i tylko pryskać kilka razy Octeniseptem. Ja jakoś "ogarniam temat" tak, jak jest, czyli gaza wszywana w kaftanik, wobec tego decyzję pozostawię Mazowszance. Nie udało mi się dziś dodzwonić do Mysza 1 (nie zajęte, ani nie odbierane, tylko mi "odbijało" łączenie..), spróbuję jutro. W aptece kosztują one ok. 20zł-25zł za sztukę. Ta opuchlizna, czyli niby trzecia rana zmieniła trochę kształt (brzegi kółka nierówne) i strukturę (twardsza nieco), ale wet po dokładnym obmacaniu nadal twierdzi, że to tylko opuchlizna bez żadnych niepokojących objawów. Ze względu na bliskość rany nie można zastosować okładu z sody. Co do humorku Kulceczki, to nie jest on jakiś rewelacyjny, ale czego się spodziewać przy takim osłabieniu. Natomiast zdecydowanie się ożywia przed spacerkiem i w trakcie (zazwyczaj tylko na samym jego początku, a czasem dłużej - wiadomo, zmęczenie), węszy, rozgląda się ciekawie, chce się witać z pieskami (pozwalam jej w bardzo ograniczonym zakresie), uśmiecha się do mnie z uchylonym pysiem. :] Nawet zaczyna już rozumieć trochę moje gadanie: "Chodź, Kuleczka, idziemy na spacerek!", a nie tylko to, że założenie obróżki oznacza spacer. :] Gdy się zmęczy i chce na rączki, to się zatrzymuje i wpatruje we mnie wielkimi oczyskami, lekko poruszając ogonkiem. Jak na "wiejskiego burka", który niewiele jeszcze zażył życie w mieście, to jest całkiem odważna. Tylko duże samochody, autobusy itp. oraz 'taaacy duzi' ludzie (wyżsi, grubsi, z dużymi zakupami, parasolem) lekko ją niepokoją - wtedy się zatrzymuje i obserwuje. ;] Aha, i fotki z gojenia: - 5 V ok. 23:30 → https://py26sw-ch3302.files.1drv.com/y2peCg9OL5JiArhgIMN935dUES9Oavb3Ij5lvh_T8cS1uoezjivSx1Ho5NUDSQNUfLYcQEFJg8buno2k7ueCI8Nwb6s6X2rJGdupvDYZZzupdpeCbrM_d2njwstQoXc1Rzqzt73wK0Brc_7TlhUBLbAxIWBHvLF5xCnDMXyTaBdaFU/KULCIA-adt-inka33-2015-05-05-01%28rana%29.JPG?psid=1 - 6 V ok. 18:00 → https://py26sw-ch3302.files.1drv.com/y2paLl_dLFf6r6v5Iwcwii_vaMvIwu_OFS0dtH-KitgAPEMSpLUMPfVnbpU9Oa4ws3YAm1nqlySXgM50IydOG1dIEnI17-y3SK2WRIVd3dNWyn-fVytYpqBx71Ga257kSzU58Y3WgJGWV913Szo9ne9Ps65GC3B5-YP3fgceNR53EM/KULCIA-adt-inka33-2015-05-06-01%28rana%29.JPG?psid=1 - 7 V ok. 8:00 → https://py26sw-ch3302.files.1drv.com/y2pcdIoOIZsnaeeXDaMavP2f17s3b4WMB3WW_uugK2CFm8pUVMCnq4AzSga2mmtLXxFcqXhsfJEfY5rzwi42IjG80KxOvsA4AhIvYbsJuj42HujKeGDI49-d81OuZ9njS9WoGp0hcVcmZxue-S1Xbb03BvTOfE9RLGHzXeQuCNWVFU/KULCIA-adt-inka33-2015-05-07-01%28rana%29.JPG?psid=1 (przepraszam, że nieostre) PS. Hehe, właśnie Kulcie mi przypomniała, że miałam Wam napisać, że wiem, że umie szczekać. ;] Tak zwyczajnie, to jeszcze nie słyszałam, ale czasem szczeka przez sen, np. teraz. :]
-
Dzielna to jest Kuleczka, a ja nie! Jesssu, dobrze, że moja wyobraźnia nie jest aż tak rozbuchana i nie podsuwa mi "dokładnego" widoku... Współczuję ogromnie i Suni, i Tobie... :( Dzięki za dobre słowo! :] Co do Aqacela, zaraz napiszę. Dzięki, Zeberko kochana za przekazanie wieści! :] Na myśl o siadaniu do kompa robiłam się wczoraj jeszcze bardziej zdechła... :wacko: A dziś...? ;] Padłam, dlatego zebrazebra napisała za mnie. Dzięki za info! Decyzję zostawię już Mazowszance, a zaraz wszystko napiszę. Czekamy! :] Za kilka dłuższych chwil będą. ;] A na czas oczekiwania - mordulka: która akurat dziś rano nie miała fantazji pozować i wyszła trochę nieostro... :/
-
Semik - moja miłość - 13 września o godzinie 16:20 pobiegł za TM
inka33 replied to Ewa Marta's topic in Już w nowym domu
Semiczku, super, dzielny chłopaku! :wub: -
Najpierw o mnie, bo należy się Wam wyjaśnienie. To wszystko nie jest aż tak tragiczne, jak by mogło wynikać z moich wczorajszych wpisów. Ja tak okropnie reaguję na rany, panikuję, wpadam w czarnowidztwo. Koniecznośc zajmowania się ranami, więc wielokrotnego oglądania ich wprawia mnie w przerażenie niemal. Że urażę i sprawię ból, że nie będę w stanie czegoś zrobić, czym zaniedbam pielęgnację ich, co doprowadzi do paprania się i większego bólu itd. Przykład: Klucha, której historię pogryzienia i leczenia niektórzy z Was znają... W efekcie - wyolbrzymiam problem. Przepraszam Was, że przez to zdenerwowałam Was więcej niż gdybym to widziała w realnych barwach... ----------- Co do ran na boku: - ta "trzecia", czyli opuchlizna dziś nie obmacana, żeby nie poruszać bez potrzeby skórą przy dużej ranie. - u weta też zmieniliśmy opatrunek gazo-w-kubraczkowy i wet popsikał Octeniseptem (ten raz mi oszczędził) - gaza była minimalnie przyklejona, odeszła bez Kulkowej paniki, tylko z lekkim "miauknięciem" - goi się prawidłowo - na dziś wet ocenia zmniejszenie się żywej rany od wczoraj o 15% - potem, gdy się zasklepi można pomyśleć o czymś przyspieszającym gojenie i nawilżającym jednocześnie, by delikatny naskórek nie pękał (już teraz nie pamiętam nazw, które jak działa i które najlepsze, ale jeszcze zapytam, jak już będzie trzeba; chyba to, co mi nazwę podała Auraa by było dobre, tylko maść, a nie żel) Co do brzuszka: - czekamy do czwartku na efekt działania leków - nie zmieniamy teraz karmy, bo może być gorzej - namawiamy do jedzenia, ale nie za wszelką cenę - nie dodajemy kolejnych elementów, jak suplementy - można jednak kupić to Carnello, przyda się za chwilę - nie ma na teraz wskazań do badania kału na włosogłówkę, bo odrobaczenie powinno by dać radę - jak się nie poprawi do czwartku, będziemy kombinować dalej, wtedy ew. badanie kału, - prędzej to by mogło być zakażenie grzybicze od wyjałowienia antybiotykami niż włosogłówka - RumenTabs nie zastąpi Trilacu, bo to inne bakterie, teraz nie trzeba, może potem (tak zrozumiałam...) Szew na brzuszku jest w porządku, wygląd brzuszka się nie zmienił, minimalne rozlizanie przy cipce niegroźne. Czasem lizana łapka w miejscu golenia do wkłucia w klinice bez niepokojących zmian. Uszy w środku czyste, małżowina do przeczyszczenia (mam płyn, przemyję na dniach). O oczkach trochę zapomnieliśmy... Gorączki brak. Co do słabości dupki: - zdaniem weta najbardziej winna jest ciągnąca skóra po operacji, bo przez konieczne wycięcie jest jej za mało - do tego dochodzi ogólne osłabienie i osłabienie mięśni, które zostały - przez nieużywanie - no i kolanko, przez którego bolesność trudniej jest utrzymać równowagę - z czasem dochodzenia do siebie, nabierania sił i częstszego chodzenia skóra się rozciągnie i będzie mniej problemów z dupką Co do żywienia: - gdy już będzie można wychodzić z RC Gastro, potrzebna będzie dobra karma bytowa na wrażliwy żołądek - wcale nie trzeba Kulki podtuczać, to mi się jawi ona jako straszliwy chudzielec (chociaz ja jestem raczej z tych, co zauważają grubość psów i odchudzają) - jest szczupłej budowy, a tą szczupłośc podkreślają mizerniutkie mięśnie, warstwa tkanki tłuszczowej jest zachowana, więc karma jakaś wysoko energetyczna nie będzie konieczna, a po sterylce nawet niewskazana, raczej te mieśnie trzeba będzie odkarmić - można mieć w zanadrzu właśnie to Carnello (które dla weta brzmi obiecująco, a sam go nie zna), skoro Kulcia jest wybredna, ten Gastro też będe mogła nim dosmaczać aby dodać energetyczności pokarmowi bez dodawania zbytnio objętości, gdy nie będzie chciała jeść Co do mastocytomy: - trzeba być dobrej myśli, bo wcale nie musi to być tragedia - regularne usg brzuszka i rtg klatki, chociaż... - rtg wykaże dopiero duże (ok. cm) zmiany, czyli może być za późno, za to lepszy jest tomograf, bo juz malutkie zmiany "widzi" - w tym momencie - najważniejsze, co wykaże badanie histopatologiczne i co z węzłami chłonnymi - czy był z nich wycinek brany? Wymęczyłam Weta okropnie (co widać po powyższym wpisie choćby, a to przeciez nie cała rozmowa), a wizyta była gratis! :D Mamy się pokazać pojutrze - chyba, żeby kupy były gorsze pomimo leków albo coś mnie niepokoiło, jeśli chodzi o ranę. ----------- Uff. Idę się zdrzemnąć, bo spałam dziś z tych nerwów aż 3,5 godziny... A jeszcze spacerek, napakowanie psiczki tabletką i syropkiem, namówienie na kolację, wszycie nowej gazy i zmiana kubraczko-opatrunku z psikaniem...
-
Tak jak już Ci mówiłam - adt u mnie możemy przedłużyć do wczesnego popołudnia 12 maja (wtorek za tydzień). Więcej się nijak nie da, bo by Bomba zostawała przez 3 dni po 15 godzin sama i kolejne 2 dni po 11. Co nie tak miało być? Stan Kulki czy moje detowanie...? Ceregiele były, bo trudno jest zakladać kubraczek, jak trudno jest tak chwycić, by nie bolało - a to brzuszek, a to kolanko... Jednak nie było paniki (ani mojej, ani Kulkowej), więc powoli, ale dzielnie tego dokonałyśmy. :] Małgoś, już nie strasz... :[ Inka się zachowuje, jakby była "biedniejsza" od Kulci, bo tak okropnie reaguje na rany... :( --- Zaraz napiszę więcej.
-
KAJTUN po 3 latach w hoteliku u Murki - czy odnajdzie się w DS...?
inka33 replied to inka33's topic in Już w nowym domu
Przepraszam, jestem wyzuta z sił przez zmęczenie psychiczne trudną dla mnie opieką na Kuleczką (awaryjne dt), więc boję się zająć teraz liczeniem konta, bo bym coś pokręciła, ale postaram się jak najszybciej ogarnąć... -
Kupy dziś (pon.) były brzydkie, małe, glut i smród, jak musztarda z kisielem (niewymieszane), a w wieczornej większy skrzep krwi niż poprzednio. Przez cały dzień zjadła ok. 1/2 dziennej porcji wg dawkowania na 6kg (wg ważenia ze mną jako tarą waży 6,3kg), tzn. ok. 15ej troszkę, ok. 20ej do 1/3 (suchej) i ok. 23:30 niespełna 1/4 mokrej. Byłyśmy wieczorem u weta - na szczęście! - Mojego Weta. Część strupa rano przyklejonego i do psa, i do kubraczka była przyklejona już tylko do kubraczka, a część tylko do psa. Tą resztę wet usunął całkowicie - większość odeszła prawie sama, tylko końcówka była bolesna, ale wet wolał jej nie zostawiać. Tzn. chyba jeszcze kawałek został, taki z boku jakoś, ale nie byłam w stanie się bardzo porządnie temu przyjrzeć (pomimo, że zrobiłam nawet zdjęcie)... Teraz jest to żywa rana mniej-więcej ok. 2cm na ok. 6cm, trochę z ropą niestety... Na czas powrotu do domu Kulka miała założony prowizoryczny opatrunek (jakiś żelowy czy coś, nie pamiętam nazwy), który się nie chciał trzymać sierści (i tak dziś troszkę podgolonej dodatkowo po wczorajszym przycinaniu), więc z wierzchu przylepiony wielkim (ale też mało lepkim) plastrem jak wierzch flizelinowy plastrów z opatrunkiem. W domu musiałam to zdjąć, zmienić kubraczek na świeży z przyfastrygowaną od wewnątrz wielką gazą, uprzednio popsikawszy ranę Octeniseptem. Okazał się on chyba szczypiący albo tylko samo psikanie nieprzyjemne okropnie, wobec tego nie wiem, czy wystarczająco dużo i równomiernie nim popsikałam. Samodzielne zakładanie kubraczka piesce z pociachanym brzuchem, bolesną łapką i żywą raną to dla mnie była ekwilibrystyka wręcz, trwająca niemiłosiernie długo... Przez cały czas zabiegów zarówno u weta, jak i w domu, usilnie starałam się nie zemdleć, co było o tyle szczególnie niewskazane, że Kulce mogłam przy tym zrobić mniej lub bardziej poważną krzywdę, a ona już cierpienia ma aż nadto, a jeszcze ich przecież nie koniec. :[ Zalecenia: - nadal Trilac 1 x dz. - Attapectin 3 x dz. 1 tabl. /3 dni (wet nam dał 9szt.) - Nifuroksazyd 3 x dz. 2,5ml /7dni - 3-5 x dz. zmiana gazy i Octenisept na ranę - nie mam pojęcia, jak mam tego dokonać... :[ Wydatki: - wizyta u weta (tylko!) - 40zł - nowy kubraczek (na zmianę) - 30zł - Octenisept 250ml - 43zł - gaza 4 x 1m² - 10zł - Nifuroksazyd 100ml - ok. 13zł * ----------- RAZEM 136zł + 2kg RC GI (30.04) 78zł ----------- RAZEM 214zł + kolejne wizyty (?), ew. leki(?), ew. suplementy(?) *) Muszę jutro wziąć receptę i go kupić, bo myślałam, że jeszcze mam w domu, a nie mam, a na dodatek zapomniałam, że jest na receptę Zdjęcie "gołej" rany: https://py26sw-ch3302.files.1drv.com/y2pPrHB-S9L6hDgKgbzTaq3aNYidO_gekU3mKGmZvNhZCKPiQ6sG-hPl0pMzqih0e6bq5MPGPZIlb9F8xqT2btZtgPDQ9vCraDHh5c0pjHM5eQ44QKxbTQXFGTif5h6VgS2Yl0UpoMm1-Mze3C3OOm74k7f36yRirSAMmyq_MGOjL0/KULCIA-adt-inka33-2015-05-04-01%28rana%29.JPG?psid=1 Brzuszek tutaj wygląda dziwnie, ale nie umiem powiedzieć, czy dlatego, że Kulka dziwnie leży, czy od wczoraj coś się zmieniło, bo przez tą okropną ranę już nie byłam w stanie męczyć Kulki (i siebie) układaniem jej w taki sposób, by go móc dobrze obejrzeć - postaram się jutro poprosić o to Weta. A tak Kulcia odpoczywa po trudach całego dnia, już po spacerku i kolacji: Troszkę tu wystaje spod kubraczka podgolenie. ----------- Błagam, niech mi tu któraś z Was dokończy ściągawkę, o co mam Weta zapytać, jak jutro (dziś...) pójdę z tą raną... :wacko: - obejrzenie brzucha - ? badanie kału → włosogłówka - ? suplementy → wzmocnienie (Carnello?) * - - ... - zajrzenie do uszu (troszkę brudne) - obejrzenie oczu (ciągle zapłakane) Dziękuję z góry! :] *) Zastanawiam się nad zakupem dla Kuleczki tego: http://www.zooplus.pl/shop/psy/karma_specjalistyczna_alternatywna/zoladek_jelita/karma_na_zoladek_i_trawienie/189918 →suszone zmielone mięso wołowe (250g proszku z 1kg mięsa), paczuszka 250g teraz za 13,80zł Gosia 3 x może jutro zamówic ze swoim zamówieniem, to by było bez kosztów wysyłki.
-
Może i jestem kochana, ale lepszą opiekę niż ja wiele osób by zapewniło, ale się takie dla Kulki nie znalazły... :[ Zapytam jutro (dziś). Nie, nie wspaniale, bo nie daję sobie rady z raną. :[ Co do reszty, to wiem, że potrzeba czasu i cierpliwości i po prostu trafienia w lek/przyczynę. Wiem, że szczypie, ale 1. odkaża, 2. powinna zadziałać szybciej niż sama woda, a ja nie miałam czasu... :[ Rivanolem miała przemywane/przymaczane. Możliwe, że za wcześnie zawiązałam kubraczek właśnie po zmoczeniu Rivanolem... :[ Siemię mielone zagotowałam, wypróbuję rano. Diety na razie nie będę zmieniać, potem zobaczymy. Rumen Tabs znam, to ze żwaczem/ze żwacza - jak pies zjada odchody itp. Ad. Rivanolu - właśnie to robiłam wg zaleceń weta, pisałam o tym wcześniej. Kuleczka dzielna, inka zupełnie nie... :[ Jest silna, pomimo, że słabiutka. Dzielna bardzo! Piszczy tylko, gdy bardzo zaboli, (już?) nie histeryzuje na zapas, a cierpi wciąż. Nie jestem dzielna! Kompletnie nie radzę sobie z zajmowaniem się raną. Przerasta mnie to!!! :( Miałam pilnować prawie zagojonego, zrośniętego szwu (bez szwów) na brzuszku i obserwować ew. zmiany okolic sutków. O ranach na boku dowiedziałam się niemal w ostatniej chwili (2 dni?) przed przyjazdem Kulki i ich stan "miał być" inny niż jest... Zresztą, pisałam o tym chyba. "Miały być" to rany wyglądające jak otarcia skóry, ładnie gojace się, z suchymi wykruszającymi się samoistnie strupkami, nie wymagajace ingerencji - w moim rozumieniu: bez konieczności 'zawracania sobie nimi głowy'. A jest, jak jest. Nie wiem, jak było. Domownicy też nie za zbytnio dzielni, choć pomocni w miarę swoich możliwości - trochę przymałych, jak na stan i potrzeby Kulki... Zapytam o badania kału. Mam nowe zalecenia (napiszę zaraz), więc chyba nie będę znowu kombinowac inaczej, tylko spróbuję po Mój-Wet'owemu. Ale postaram się pamiętać o tym Amyladolu i poproszę, jak by co, ok? Nad zmianą karmy pomyślimy za chwilę - w zależności od wyników leczenia. Wzięcie psa do domu, bo "nie ma co z nim zrobić" owszem, jest jak najbardziej pozytywne i (przyznam, pomimo, że mówię tu poniekąd o sobie) chwalebne, ale to za mało, by uznać to za Dobrą Opiekę. Kulka potrzebuje "psiej pielęgniarki" - osoby, która delikatnie, ale pewną ręką wykona konieczne zabiegi, pomimo świadomości, że mogą one zaboleć, a nawet, że na pewno przez kilka chwil zaboląbo przesadne "cackanie się" tylko przedłuża niepotrzebnie to, co i tak musi zostać zrobione i dodaje stresu obu stronom, a rekonwalescentom stres nie pomaga, tylko szkodzi. Ja nie jestem taką osobą z całą pewnością. :[ Szczegóły zaraz. PS. Auraa straciła dostęp do internetu - nie wiem, na jak długo.
-
Chyba jednak będzie chciała, bo może nie jest bardzo towarzyska (raczej bardzo nie jest), ale jednak ze znajomymi psiakami lubi sie czasem przywitać, a takich znajomości w Otwocku nie ma. Bo ja, to jak ja, TŻ też może dawać michę, głaskać, drapsiać, rzucać piłkę itp. ;] Tak czy siak, Bomba się rozkręca spacerowo - szczególnie odkąd TŻ pojął jest bierno-protestowe tłumaczenia, że lepiej sie chodzi znanymi trasami zamiast jakimiś wydumanymi po nowemu. ;] Do chleba na trawnikach się "modli", długo podejmując decyzję, czy sprobować zjeść, chociaż nie wolno, czy zrezygnować i dostać smaczka za właściwą decyzję. :] Więc dupka od tosta jest bardziej kusząca niż to by się mogło wydawać. ;] Prawda...? :]
-
Wieści gorsze... :( Na wieczornym spacerze kupa była wprawdzie w dwóch ratach (chyba mięśnie nie dają rady, żeby tak długo kucała i tak długo się napinała...), ale za to na 4. Natomiast dziś rano znowu glutowata i śmierdząca... :[ Dałam jej znów dodatkowo Taninal. Wczoraj, zaraz po wieczornym spacerze, Kulcia podniosła prawą tylną łapę (więc stała na tej z chorym kolankiem), bo chciała się podrapać w ucho i wtedy trochę moczu popuściła, chociaż na dworzu zrobiła dużo... :[ Wydaje mi się, że z tymi mięśniami w tylnej okolicy (usunięcie sporo tkanki przy wycinaniu guza i oszczędzana łapka) zgodnie z przewidywaniami będą jednak spore problemy... :[ Teraz nie chciała śniadania, ani mokrego, ani suchego, nawet z ręki mi się nie udało jej namówić na więcej niż na dwie kulki mokrej - z Trilac'iem i z Taninalem. Ja zaraz wychodzę, więc ojciec będzie próbował ją nakarmić z ręki (wróci ok. 10ej). Jeszcze do tego wszystkiego strup na całej (albo prawie całej) powierzchni przykleił się do kubraczka... :[ Próbowałam odmoczyć przy użyciu wody utlenionej, ale był płacz straszliwy, więc w końcu dałam spokój. :/ Do weta mogę dopiero ok. 19ej iść i jeszcze w dodatku nie wiem, czy będzie Mój Wet czy wetka... :[ Nie wiem już sama, czy moje awaryjne dt dla rekonwalescentki pociachanej było dobrym pomysłem... :( Mam wrażenie, że nie umiem się nią właściwie / wystarczająco dobrze zaopiekować... :( Przepraszam, dzielna Kuleczko. :/ PS. Zapomniałam zapytać wczoraj Weta o suplementy, bo byłam tą raną zaaferowana... :/ Rozmawiałam też czy zakroplić tym, co mam (Bob Martin - substancja: Dimethicone) czy Fiprexem. Są za i przeciw do jednego i drugiego, nie zdecydowaliśmy jeszcze.
-
DUSZEK cieniusi jak kartka papieru. Waży 5 kg, powinien 10 kg. Pomocy !!!
inka33 replied to togaa's topic in Psy do adopcji
Kochane Duszydło! :) -
Maleńka Tosia (obecnie Gaja) już w swoim domku:-)
inka33 replied to Ewa Marta's topic in Już w nowym domu
Kochaniutka dziewczynka... -
Też tak sądzę, że: "O matko"...! :wacko:
-
~ Psiaki z naszej wsi ~ szczesciarz Sonek na swój domek :)
inka33 replied to malagos's topic in Już w nowym domu
Łorety, to numerant... :/ A nie byłaś w stanie się zorientować na co w Twoim zachowaniu tak zareagował...? Może się do niego wyszczerzyłaś, znaczy... uśmiechnęłaś? ;) -
A co u tej Harli...? ;)
-
DUSZEK cieniusi jak kartka papieru. Waży 5 kg, powinien 10 kg. Pomocy !!!
inka33 replied to togaa's topic in Psy do adopcji
Świetny ten Duszek wpatrzony w człowieka! :wub: I fajny macie park. :) -
Spróbuję się streścić... :wacko: ----------- Na porannym spacerze kupa była na 4 minus...! :] Wygladała już całkiem psio, a nie jak niewiadomoco i rozmiarów słusznych. Minus za to, że pojawiła się odrobineczka krwi, jakby nitka skrzepu maleńkiego i znalazłam (grzebałam przez torebkę!) takie 3 okruszki z 1,5mm jakby kamyczki czy z mokrej karmy coś zmielonego. Po wecie (o tem za chwilę) była "dokładka" taka średnio brzydka z lekkim glutem. Po południu... nie było wcale kupy. Wnoszę z tego, że się normuje po trochu. :] Śniadanka delikwentka kategorycznie odmówiła, ledwie wepchałam w nią Trilac zapakowany w kulkę mokrej karmy... Potem, ok. południa wszamała suchej prawie 1/3 dawki dziennej. Po południu wmusiłam w nią - karmiąc z ręki... - ok. 1/4 puszki, która chyba juz jej się znudziła, a mam otwartą (w lodówce). Na noc/w nocy pewnie wszamie drugą 1/3 suchego. Z czego wnoszę, że apetyt wraca i zwiększa się wybredność. :] Samopoczucie z jednej strony ma chyba lepsze (humorek) lub takie samo jak wczoraj, a z drugiej strony chyba dziś więcej odpoczywa niż wczoraj - ale to może dlatego, że dziś ją więcej "męczyłam", bo i gmeranie u weta, i w domu przemywanie boczku - i jakby tylne łapki mają dziś mniej siły, tzn. dupka częściej sama opada zamiast siadać... :[ Natomiast jest lepiej, jeśli chodzi o rany na boku. :) Wiecie, jest ogromna różnica między "moją" wetką a Moim Wetem. (Jak chcecie, to dokładniej wyjaśnię przy okazji.) Nie chciałam iść do wetki (z którą zwyczajnie nie umiem się dogadać i nie bardzo mi się podoba jej podejście...), a chciałam pokazać ten bok i już w desperacji rozważałam pójście do innego gabinetu. No i mnie tknęło, i zadzwoniłam, i okazało się, że dziś jest (był) Mój Wet...!!! :D Poszłyśmy (no, kto poszedł, ten poszedł, a kto został zaniesiony na rączkach, żeby było szybciej...) więc. Streściłam sytuację, wet próbował obejrzeć i w końcu pierwsze, co zrobił, to przyciął futerko wokół i wreszcie wszystko było dokładnie widać. Okazuje się, że dlatego nie widziałam 3 ran tylko jedną, bo tam są 2w1, a trzeciej nie ma. To trzecie, to jest tylko podskórna opuchlizna, która wcześniej była bolesna (i mówiła mi p. Agnieszka, i mi Kulka nie dawała się tam dotknąć, jak szukałam). Wet sprawdził i mnie zapewnił, że nie zbiera się tam ropa, a jest tylko obrzęk. Futerko tu już odrasta, więc pewnie strupek był cienki i odpadł dawno. W tej 2w1 wet pogmerał, obskubał martwe (suche) fragmenty, pozadzierał brzegi. Kazał przemywać/przymaczać Rivanolem, obskubywać (pewnie będę po to chodziła do niego...), a jak całkiem zejdzie strup, to zabezpieczać Octaniseptem. Zerknął też na szew na brzuszku i orzekł, że jest dobrze, tylko muszę bardziej pilnować, żeby Kulka nie przesadzała z higieną cipuli, bo tam ciut rozlizała (wystaje spod fartuszka, rzecz jasna). Generalnie mocno mnie uspokoił tym, że się porządnie zajął i mi wytłumaczył, co i jak. :] Na zdjeciu ta podwójna rana na boku nie wygląda za pięknie, ale wg weta nic strasznego tam się nie dzieje. https://py26sw-ch3302.files.1drv.com/y2pTwGeR8nrKU2R50n18qRi4f5p5IFSSmadAdEEj2IIiHaxbDHbjmhCpN6m9Kz5uVnTsmnlL-oxgduPYgMcB2Jz_SuuezsylKn0kwkALVFz8nu41cn6ToUKvQcztDGj8OreSynTkMBhsT-7ut2hktk1KT14XphrhxbHQ6A172U2l_U/KULCIA-adt-inka33-2015-05-03-01-zbl.JPG?psid=1 Kulka dziś nie za bardzo współpracowała jako modelka, więc zdjęcia brzuszka nie wyszły. :/ Jutro idę na długo do pracy :[, więc Kulcia zostanie pod okiem mojego ojca, a córka wyjdzie z nią na spacer po szkole. Oboje zostali przeze mnie w miarę możliwości "poinstruowani", ale i tak jakiś tam niepokój będzie... ----------- No i z tym moim streszczaniem się wyszło, jak wyszło, czyli... jak zwykle... :wacko:
-
DUSZEK cieniusi jak kartka papieru. Waży 5 kg, powinien 10 kg. Pomocy !!!
inka33 replied to togaa's topic in Psy do adopcji
Śliczny uśmiechnięty grubaśny(!) Duszek! :) -
KAJTUN po 3 latach w hoteliku u Murki - czy odnajdzie się w DS...?
inka33 replied to inka33's topic in Już w nowym domu
Oj, no przecież wiesz, gdzie jest mój optymizm w kwestii DS dla Kajtuna... :( Rety, mmd...! Jak miło Cię "widzieć"! :D I to z jaką wieścią! :blink: Dziękuję!!! :wub: Mmd to wierna fanka i deklarowiczka Kajuna, która tu z nami zawsze jest, nawet jak jej nie ma. ;) -
Edit: Bazarek zakończony.
-
No bo się mało ruszała i obolała po operacjach, to bez apetytu, i jeszcze biegunka, to i schudła... :( A że w ogóle ma szczupłą budowę, to zaraz kosteczki na wierzchu, chociaż tak bardzo nie widać pod futerkiem lekko długim. Sierść ma taką... lekko błyszczącą, lekko matową, delikatniutką, na uszku sporą łysinkę (ale skóra tam ładna, zdrowa). Sypie się dość mocno, ma też łupież, odrobinkę ją wyczesałam ostrożniutko, jak była bez fartuszka. Oczywiście omijałam lewy bok. Podobało się jej, jak głaskanie. :)
-
DUSZEK cieniusi jak kartka papieru. Waży 5 kg, powinien 10 kg. Pomocy !!!
inka33 replied to togaa's topic in Psy do adopcji
O matko, też mi to przyszło do głowy jakiś czas temu, ale w końcu zapomniałam chyba napisać... :wacko: Wiosna, czy Duszek był testowany na obrożę feromonową?