Od razu mówię. Mój pies nie wie co znaczy głód. On je tylko w tedy kiedy daję mu do miski jedzenie i jest coś tam typu parówka czy mięsko z zupki.
Dzisiaj byłam na spacerze i co mnie zaskoczyło usiadł, ale kiedy chciałam go nagrodzić popatrzył się na mnie jak na idiotkę wziął do ciastko, ale zaraz je wypluł.
Tak naprawdę to co tydzień zmieniam mu smakołyki. W domu jak tylko słyszy wyciąganie ciasteczka z koszyka już jest przy mnie. Nie reaguje nawet na mięso. Nic, kompletnie. Usiadł, ale tylko w tedy jak powiedziałam głośniej. Jak mówię normalnie to nie słyszy. Tylko żeby nie było, że go zastraszam i że krzyczę na niego. Po prostu podniosłam głos, ale nadal mówiłam miło.
Z atrakcyjnością też próbowałam, ale on uważa, że krzak jest ciekawszy niż zabawa, akurat teraz. Tak wygląda jakby bał się że nie zdąży wszystkiego wywąchać, a ja jestem najbliższa do zniszczenia jego trudnego do wykonania planu.
Szłam z nim na pole, ale żeby tam dojść musiałam przejść koło budowy. Zobaczył faceta tnącego deski, podkulił ogon pod siebie i w długą. Całe szczęście że go utrzymałam. Nie mogłam dalej iść bo się cały trząsł ze strachu. Wróciłam i dopiero kiedy znaleźliśmy się na wysokości znajomego domu, gdzie zawsze dochodzi mój brat z Brunem i wraca ( dalej nie idzie - nie wiem czemu ), podniósł ogon i zaczął normalnie iść. Nawet jak mu powiedziałam ( żeby wyminąć pana ) noga, to szedł równo przy nodze. Nie wiem o co chodzi.