Jump to content
Dogomania

scarlett37

Members
  • Posts

    102
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by scarlett37

  1. Pani prawdopodobnie już nie weźmie Luny, a tak w ogóle opiekę nad nią przejął toz, moim zdaniem to jest chora sytuacja
  2. Wetka powiedziała, że surowica jest już zbędna, ponieważ organizm zdążył już wytworzyć przeciwciała. Luncia ponoć ma się już o wiele lepiej, podobno zaczęła już jeść, ale ile w tym prawdy to nie wiem
  3. Zebrałam sie na siłę, nie było łatwo ale musiałam to zrobić dla mojego kochanego stwora. Musiałam zamówić taxi, bo niestety jestem bez samochodu, a nie miałam już siły aby nieść na rękach mojej kluchy. Pojechałam na Sanocką okazało się, że to parwo, byłam normalnie w szoku bo ostatni raz na wirusówki szczepiłam psa w lipcu zeszłego roku. Dodatkowo wetka zrobiła badanie krwi, wyniki były dobre tylko przez parwo leukocytów sunia ma za mało. Dostała parę zastrzyków i kroplówkę, dzisiaj muszę jej jeszcze podłączyć dwie jedną za godzinę, drugą na noc. Jurto rano znowu musimy jechać do weta na kolejne zastrzyki. Pani doktor powiedziała, że jeśli mała przeżyje do jutra to jest szansa. Kurcze było już źle bo stwora miała okropną krwawą biegunkę
  4. Dziewczyny bardzo Was przepraszam, ale ja już nie mam nawet siły pisać. Jeśli chodzi o Lunę to czekam na wyniki badań ( oby nie potwierdziło się najgorsze), w całą sprawę został juz zamieszany TOZ. Jutro mamy się spotkać i zapadnie decyzja co dalej stanie się z psem. Mam strasznie chorą moją biglę, w poniedziałek wieczorem zaczęła się biegunka i wymioty, we wtorek po lekach stan się poprawił, a wczoraj rano zaczęło się na nowo. Wetka podejrzewa ostre zapalenie jelit, zrobiła suni usg na którym wyszła powiększona macica, a w niej jakieś małe pęcherzyki. Wyciągła ode mnie tyle kasy, że szok, a dzisiaj rozłożyła ręce i powiedziała, że nie wie jak ją leczyć. Z psiną jest co raz gorzej, nie reaguje już na leki, nie je, nie pije, cały czas wymiotuje, już nawet nie ma czym. Mnie dzisiaj tak pozamiatało po ostatnim tygodniu nerwów, że nie jestem w stanie dojść z sunią do innego weta. Próbuję się jakoś pozbierać, ale mi nie wychodzi :(
  5. Nie zostawię jej na pewno, o ile mała przeżyje :( TOZ zainteresował się sprawą w piątek mamy się spotkać, nie wiem czy Agnieszka będzie na spotkaniu i nie wiem czy oddadzą mi psa
  6. Dzięki Amiga :) Jak dla mnie temat możecie zamknąć, bo ja już nie mam siły. Wychodzi na to, że to właśnie ja jestem ta najgorsza. Nic więcej już nie napiszę bo szkoda po prostu słów :(
  7. Apolonia nie dawno zarejestrowała się na forum i to nie ja ją poprosiłam o pomoc. Powiedziała, że postara się znaleźć dla Luny dobry tymczas, zanim coś znalazła dużo z nią rozmawiałam, ona też bardzo zaangażowała się w całą sprawę, wydała mi się bardzo sympatyczną dziewczyną i zaufałam jej. W środę zadzwoniłaa do mnie i powiedziała, że jej przyjaciółka może zabrać lunę do siebie na kilka dni, Apolonia oczywiście ręczyła za nią. Po Lunkę miały przyjechać do mnie do domu, jednak w dzień przekazania okazało się, że rozchorowało się dziecko pani Agnieszki i dziewczyny poprosiły abym podwiozła psa pod jubilat. Tak też zrobiłam, uzgadniając z przyszłą opiekunką, że pies jest u niej tylko na parę dni. Na drugi i trzeci dzień jeszcze było w miarę dobrze miałam kontakt, jaja zaczęły się w niedzielę i trwają do dziś. Właśnie dzisiaj się dowiedziłam, jakie brednie opowiada o mnie Pani Agnieszka, normalnie szok, napiszę o tym wtedy gdy sprawa się zakończy. Na Apolonię nie można liczyć, ponieważ strasznie broni swojej przyjaciółki nie odpowiada na moje sms-y i telefony Być może akcja nie będzie potrzebna, pomoc nadeszła teraz z niecierpliwością czekam na info
  8. Z tego co sie dowiedziałam to Pani Agnieszka nie potrafi się opiekować zwierzętami, nie napiszę publicznie od kogo to wiem, tak , że zostawienie jej w tym domu nie wchodzi w grę. Pani, która zdecydowała się na adopcję nadal czeka na Lunę ale nie wiem jak jeszcze długo. Wcale bym się nie zdziwiła jak po tym co się wyrabia zrezygnuje i przygarnie innego psiaka. Najgorsze jest to, że po jutrze pani Agnieszka wyjeżdża i nie wiadomo co dalej stanie się z Luną. Będę trochę później na forum bo lecę teraz z moją beagielką do kontroli
  9. Oczywiście, że chcę ja wziąć tylko nie wiem jak to zrobić. Robić zadymę z TOZ-em i policją to nie taka prosta sprawa, to ostateczność. Miałam wczoraj tam jechać ale wiem, że kobieta mnie nie wpuści do mieszkania. Zresztą ja sama z moją córką nic nie zdziałamy. Myślę,że jak by poszło się do niej w grupie to była by szansa na odebranie psa
  10. Luna dotarła jednak do weta. Pani doktor właśnie do mnie dzwoniła, mała już czuje się lepiej, ale jutro ma przyjść do kontroli, czy przyjdzie nie wiadomo. Obecna opiekunka naopawiadała wetce ze psa zatrzymuje, innym mówi że go nie chce, sama już nie wiem co o tym myśleć. Wetka tez pytała mnie o zachowanie Lunki, powiedziała, że mała nie zachowuje się jak większość szczeniaków, ponieważ wszystkiego się boi jest tak jak by zastraszona i okropnie się trzęsie
  11. Muszę coś z tym zrobić i to jak najszybciej, nawet nie wiecie jak bardzo chcę ją odzyskać. Teraz jeszcze w domu jestem uwiązana bo moja beagielka złapała wirusa. Wczoraj wieczorem zaczęły się wymioty i biegunka, a dzisiaj rano kloca 20 kilogramowego na rękach do weta niosłam bo była tak słaba, że nie chciała iść. Dostała kroplówkę i leki i jutro też rano muszę iść na wizytę kontrolną. Jak na razie nie doczekałam się telefonu od wetki, która prowadzi Lunkę, wygląda na to, że opiekunka nie doszła z psem do lecznicy. Mam już dość od 48 godzin jestem na nogach nie śpię, nie jem i z nerwów jestem cała obolała, normalnie koszmar jakiś
  12. I jeszcze jedno, poprosilam pania doktor aby po wizycie lunki zadzwonila do mnie, zgodzila sie :) Jak cos bedzie juz wiadomo to napisze
  13. Nie, nie zrezygnowala, tylko jest problem z odebraniem psa
  14. Udało mi się skontaktować z weterynarzem prowadzącym Lunę. Pani doktor powiedziała, że widziaała psa tylko raz pies wymiotował, miał biegunkę i bóle brzucha. Dostała kroplówkę z glukozy, preparat witaminowy, gastrolit i antybiotyk. Luna miała być wczoraj na kontroli, jednak nie dotarła do lecznicy, ponoć ma być dzisiaj, ale czy tam dotrze to tego nie wiadomo
  15. Przed chwilą dowiedziałam się, że Lunce jest bardzo źle na tymczasie, nikt tam się nią nie zajmuje, pies jest smutny i cały czas leży na legowisku. Pani, która chciała zabrać Lunę do siebie na zawsze nie ma takiej możliwości, a pani Agnieszka też jej nie chce zostawić u siebie. Normalnie koszmar i ja już nie mam siły :( Marysiu dzisiaj Luna jedzie do lecznicy na Piłsudskiego o 18.00
  16. Mam zamiar zadzwonić do TOZ-u i naświetlić całą sytuację. Myślicie, że coś to pomoże? Dowiedziałam się, że Luna jest leczona na ul Piłsudskiego, prowadzi ją ponoć dr. Koza. Sunia pierwszy raz była w lecznicy w niedziele wieczorem, tylko ciekawe jakim cudem bo lecznica w niedziele jest otwarta tylko do 12.00
  17. Z wybraniem się nie ma problemu tylko czy ona mnie wpuści do mieszkania. Coś muszę wymyślić
  18. Apolonia z Agnieszką miały przyjechać do mnie do domu po lunę. Jednak okazało się, że córka Agnieszki się rozchorowała i nie miała ona czasu przyjechać do mnie, więc umówiłyśmy się pod Jubilatem na przekazanie Lunki. Umowa była ale ustna, Lunka miała zostać u Agnieszki maksymalnie do 18 lutego i ani dnia dłużej, co Agnieszka wyraźnie podkreśliła, ponieważ wyjeżdża na ferie. Świadkiem rozmowy była moja 16 letnia córka, która pojechała ze mną. Na Apolonię nie ma już co liczyć, nie odbiera już nawet telefonu. Do dzisiaj nie moge sobie darować, że oddałam im psa, tym bardziej, że moja córka wyczuła cos dziwnego po spotkaniu z Agnieszką i później cały czas mi powtarzała, że nie ma do tej kobiety zaufania i, że psince będzie tam źle. Dziewczyny proszę Was, pomóżcie mi ją odzyskać bo normalnie zwariuję z nerwów
  19. Znam nazwisko pani, która ma Lunkę, wiem też, że mieszka ona na ul Nawojki. Osiedle nie jest duże więc nie będzie problemu z odnalezieniem dokładnego adresu. To co zrobiła Apolonia i Agnieszka to jest po prostu przegięcie. Cholera dzisiaj znowu nie spałam całą noc bo myślałam o suni, nawet nie wiem czy mała żyje, ta niepewność jest okropnie dobijająca. Rozmawiałam wczoraj z panią, która chciała dać Lunie DS. Powiedziała mi, że Agnieszka na pewno mnie nie wpuści do domu i nie odda psa bo pies do mnie nie należy. Postanowiłam odebrać sunię za wszelką cenę, jeśli zajdzie taka potrzeba, zadzwonię do TOZ-u. Luncia była bardzo do nas przywiązana, zawsze bała się obcych ludzi, nigdy nikomu obcemu nie pozwoliła się pogłaskać, nawet jak byłam na spacerze z nią i beagielką to luna nie dość, że nie pozwoliła nikomu się do siebie zbliżyć to broniła też beagieli, jej też nie pozwoliła nikomu pogłaskać. Wiem na pewno, że Luna nas pozna kiedy nas zobaczy i wiem jak będzie jej reakcja to będzie wystarczający dowód na to ,że psina jest moja. Mam już dość tych nerwów i nie przespanych nocy czas najwyższy działać
  20. Sorry, że tak post pod postem [QUOTE]Wiec z braku formalnosci mysle, ze Agnieszka podejmuje w tym momencie decyzje. [/QUOTE] Przypominam, że Agnieszka zabrała małą tylko na tydzień i nie ma prawa podejmować decyzji bez konsultacji ze mną. Ona nie chciała dać małej domu stałego. Robicie z wszystkiego tajemnice, ale tak jak napisałam wyżej nie odpuszczę!!!
  21. Nie wiesz czemu pretensje no to posłuchaj to, że oddałam psa na dt to nie znaczy że mam go gdzieś i jest mi obojętne co się z nim stanie. To u mnie pies był przez trzy miesiące, to ja się nim opiekowałam, karmiłam, tuliłam i dbałam o niego. Nie rozumiem dlaczego dziwisz się, że ja mam pretensje, wczoraj gdy rozmawiałyśmy telefonicznie powiedziałaś mi, że mam już nie dzwonić do pani Agnieszki po informacje o psie. Pani Agnieszka też mnie zbywa i nie odpowiada na moje pytania. Gdyby nie pani od DS to nawet bym nie wiedziała czy Luna żyje, a tak w ogóle to kto mądry czeka ze szczeniakiem, który cały czas wymiotuje, nie je i ledwo chodzi tyle dni i czeka na cud samowyleczenia. Cholera cały czas się denerwuję bo nie wiem co dzieje się z psem, pani Agnieszka już nawet nie raczy odpisać mi na proste pytanie JAK DZISIAJ CZUJE SIĘ PIES, tylko się żali pani z DS pokazuje jej sms-y ode mnie jak to ja jestem zła, niedobra i jeszcze nie wiadomo co bo chciałam się dowiedzieć co z psem Miałaś nas na bieżąco informować co z Luną i co? praktycznie zero informacji, a jak już się jakieś pojawiły to nie były prawdziwe. Napisałaś ostatnio, że z psem jest już prawie dobrze, a pani od DS powiedziała mi dzisiaj, że próbowała postawić lunę na nogi i sunie na nich nie ustoi bo od razu się kładzie, przy każdej próbie napicia się wody ma odruch wymiotny. I to ma być dobrze?. Nie jestem jakąś głupią małolatą i nie dam sobie wciskać kitów, oraz nie pozwolę sobie na takie traktowanie. I jeszcze jedno Apolonia co innego mówisz do mnie, co innego do Marysi, a jeszcze co innego piszesz na forum. Teraz już wiem, że wszystko co piszesz to stek kłamstw i bzdur. Wiem, że robisz to po to aby bronić Agnieszki, ale ja nie odpuszczę i Luna wraca do mnie to macie jak w banku, pies jest mój i potrafię to udowodnić
  22. Z tego co wiem to wetka, ktora leczy sunie nie wyrobila jej ksiazeczki
  23. Tragedia, na glowie stawalam aby pies znalazl dom. Dom znaleziony a sunia nie moze do niego isc, normalnie szok
  24. Oczywiście, że tak. Mój mąż jak się wczoraj dowiedział co się dzieje z psem to kazał przytachać od koleżanki klatkę dla staruszki i zabrać Lunę z powrotem. Pani u której jest teraz Luna niechętnie udziela mi informacji co dzieje się z psem, jak by nie pani która chce adoptować psa to bym nawet nie wiedziała czy sunia żyje. Normalnie szok, przecież do cholery mam prawo wiedzieć jak wygląda sytuacja i co dzieje się z moim psem
  25. To nie Apolonia maa Lunę, tylko pani polecona przez Apolonię. Pani która chce zabrać psa jest zdecydowana i sunia miała by u niej rewelacyjne warunki. Ta pani jest zdecydowana na dalsze leczenie suni i podpisze umowę. Sama ma pięć kotów, które uratował przed śmiercią. Kotki są teraz zdrowe i zadbane
×
×
  • Create New...