-
Posts
54 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by nataliakrilan
-
olga 7 wypowiadasz sie nie czytajac wogole informacji. jak tak mozna?wprowadzasz wszystkich w blad wiec droga"niedoczytana"olgo zirytowala mnie cala twoja wypowiedz, gdyz wypowiedzialas sie na tematy dawno wyjasnione. to bardzo nieodpowiedzialne w tak powaznym temacie. ale specjalnie dla ciebie jeszcze raz to samo... moja suke o imieniu spajk(chyba z dziesiec razy bylo to powyzej zaznaczane,ale niedoczytalas)wyprowadza najczesciej michal.nie osmiolatek.to tez juz kilkukrotnie bylo poruszane. suczka ma zostac wysterylizowana, a o mlodych mowy nie ma, czego tez nie doczytalas. poniewaz suczka byla slaba i schorowana, nie poddalam jej sterylizacji wczesniej. odnosnie tego tematu, zostalam poinformowana przez weterynarza, ktory odratowal moja psine, zebym sie zglosila, jak minie jej rok.tez powiedzialam o tym pani na wizytacji. i jeszcze... droga olga7, tez nie doczytalas o moich wyjazdach, ze sa krotkie, do klientek i niemal zawsze jest ktos w domu. mamy to szczescie, ze oboje mamy prace, ktora pozwala nam na normowanie samemu godzin pracy i dostosowania ich do obowiazkow [quote name='Mika31']ja pomyślałam i napisze tak Pani Natalio Atos to jedna starszy pies szczególnej troski a sunia to młody żywiołowy pies i nie wiem czy uda się Pani wytłumaczyć małej żeby zostawiła Atosa w spokoju on może się odgryźć lub co gorsza zacząć szaleć razem z nią i przypłacić to zawałem.po drugie jest pani matką proszę myśleć o Atosie jak o kilku miesięcznym dziecku on nie zejdzie z drogi wpadnie na każdą rzecz jak będzie nie na swoim miejscu.po trzecie jamniki to kochane inteligentne psy ale bywają wredne uparte dominują nie lubią dzieci lub je tylko tolerują ja spędziłam 27 lat życia z jamnikami jamnik to trudny indywidualista jamnik po przejściach bywa ciężko moje dwa dały nieźle popalić.Może lepiej adoptować młodą sunie tak do 5 oba zwierzaki będą lepiej pasować.Nam tylko chodzi o dobro Atosa i tylko oto[/QUOTE] tutaj akurat ze wszystkim sie zgodze. wiem ze chodzi o dobro atosa, dlatego zanim zglosilam sie jako osoba chetna do opieki nad atosem, wypytalam o niego, o jego zachowania. dowiedzialam sie, ze lubi sie bawic, jest zywiolowy jak na swoj wiek, lubi byc w centrum uwagi, jest dominatorem i przytulaczkiem jednoczesnie. i tutaj wszyscy bardzo neguja to ze mam suczke, ale dlaczego w takim razie wszedzie opisujac atosa podajecie, ze nie lubi psow, ale toleruje suczki. napiszcie w takim razie ze oddacie do domu, gdzie nie ma innych zwierzat, bo ich nie toleruje, bo teraz to juz i nawet ja sie zamotalam. a jesli chodzi o mojego spajka to jest pieskiem, ktory lubi inne psy-i pieski i suczki. jest pieskiem ktory raczej sie dostosowuje niz dominuje. a wracajac jeszcze do OLGA7 to widze ze wczesniej pisalas cos o kastrowaniu Atosa jestes nieodpowiedzialna. bo negujac osoby chetne do zaopiekowania sie zwierzakiem, nastawiasz negatywnie na nie inne osoby i tym samym w jakims procencie pozbawiasz zwierze mozliwosci pojscia w dobre rece. pomysl o tym na przyszlosc.nie tylko jesli chodzi o atosa, tylko wogole, wypowiadajac sie na jakikolwiek temat hmmm... a moj grozny spajk-spajczyca to ta sliczna laseczka na zdjeciu moim profilowym
-
cierpliwie poczekam na decyzje.wiem, ze obojetnie jaka bedzie, bedzie przemyslana i w trosce o pieska qa co do info poadopcyjnego, to nie ma problemu, bo z mila checia dzielilabym sie informacjami i zdjeciami jesli sterylizacja spajka bedzie mozliwa w najblizszym czasie to napewno sie odbedzie drogi/droga "taks" czuje, ze atakujesz mnie jako osobe. piszesz tak, jakbym oczekiwala pieska w nagrode za dobre serce i jako order uznania. a co mam napisac, ze jestem niewrazliwa suka, ktorej nic nie rusza??/ trudno..nie jestem nie oczekuje uznania tylko zainteresowalam sie zwierzakiem, ktory wydaje mi sie, ze ma male szanse na adopcje(obym sie w tej kwestii mylila) i chce mu pomoc i stworzyc normalny, prawdziwy dom. a to co pisze to nie proba pokazania mojej wspanialosci i dobrego serca, tylko wyjasnienia co do watpliwosci, ktore pojawiaja sie na forum
-
rozumiem obawy. tez je mam, bo slepego pieska nigdy nie mialam, ale mialam u mamy gluchego, ktory dozyl szesnastu lat. mial astme i jakies trzy ostatnie lata nie slyszal, mial tez problemy ze stawami i na koncu nie zawsze trzymal siku i kupe, wiec nie zawsze bylo super i przyjemnie, ale jakos nie stanowilo to wielkiego problemu. dalismy rade.poczekam za decyzja i mam nadzieje, ze atos znajdzie szczesliwy dom.u mnie lub jesli ma szanse na szczesliwszy, to w innym domu. tylko zastanawiam sie czy znajdzie taki dom. gdybym miala pewnosc, ze znajdzie dom pelen kochajacych ludzi, z wyjsciem odrazu na podworko , bez innych psow, to nawet bym sie nie pchala tutaj.ale boje sie, ze takiego domu nie znajdzie i ze do konca zycia nie bedzie mial swojej prawdziwej rodzinki aj... cos jeszcze... kolejne wyjasnienie... bo wczesniej gdzies pojawila sie rozbieznosc moich wypowiedzi. napisalam, ze w razie wyjazdu to mam mame, ktora moze zajac sie atosem, a tam bylby rozlelany, wycalowany i zaglaskany:)ale to chodzilo o wyjazd dluzszy, np wakacyjny, albo jak np pare dni temu bylam z michalem na slezy, wzielismy spajka-byl szczesliwy na takim dlugim spacerze calodziennym, ale na taki bym nie wziola atosa.o takie wyjazdy mi chodzilo z zawiezieniem pieska do mamy. a w domu praktycznie zawsze ktos jest, wiec jak pojade do klientki to nie bedzie potrzeby zawozenia pieska nigdzie. jego ewentualne samotne pobyty w domu bylyby gora dwugodzinne. dopuki by sie nie nauczyl, to napewno bym go nawet na chwile samego nie zostawila. a i zostawianie pozniejsze tez nie sadze ze byloby czeste
-
witam jestem "Pania":), ktora zainteresowala sie Atosem.napisze tutaj wyjasnienia do poruszanych tematow.mamusia nie ulegnie droga Kasia77, bo mamusia doskonale rozumie, ze mozna wziasc na siebie tylko tyle obowiazkow, ktorym sie podola. gdybym ulegala wszystkim prosba synka, to mialabym w domu male zoo.chyba jak kazde dziecko,jak tylko widzi pieska czy inne jakies zwierzatko, odrazu slysze:mamusiu, ja bym tak chcial....tylko, ze wlasnie mamcia nie ulega. jak juz pisalam do pani Magdy, w moim rodzinnym domu zawsze byly zwierzeta , mimo iz na wsi, to nigdy na lancuchu tylko w domu..stad chyba moja milosc do zwierzat. pisalam tez juz wczesniej, ale przypomne tutaj, bo chyba nie wszyscy widzieli tekst mojego maila do Pani Magdy, ze zdaje sobie sprawe, ze moj piesek jest zywotny, mlodziutki, dlatego jak moj synek bedzie z nim szalal, to ja moge posiedziec spokojnie z Atosem na trawie albo poprowadzic go wolnym spacerkiem. jesli chodzi o mojego partnera, to Atosa znalezlismy razem na waszej stronce. myslalam o kupieniu buldoga francuskiego, bo zawsze mi sie podobaly i zaczolam ogladac pieski do kupienia. michal-moj partner stwierdzil, ze jemu sie zawsze podobaly jamniki i wpisalam w wyszukiwarke-jamniki. tam znalazlam wasza stronke i Atosa.odrazu sie w nim zakochalismy.przeczytalam, ze jest niewidomy i schorowany,szukalismy dalej jakiegos jamniczka.znalezlismy slicznego polrocznego rudzielca z wroclawia-mlody, bliziutko mialby do nas itp... ale rozmawialismy o tym i stwierdzilismy, ze Atos jest sliczny i potrzebujacy, ze mamy pieniazki na jego leki i ze stary schorowany piesek ma chyba nikle szanse, na dom, napewno mniejsze niz mlody, zdrowy.dlatego postanowilismy podarowac mu ten dom. Michal nie byl zaskoczony Pani wizyta, tylko(choc nie powinnam tu tego pisac)mielismy akurat tzw "cichy dzien" zwiazany z czyms zupelnie innym, prywatnym... jesli chodzi o spacery, to nie zrozumialysmy sie chyba z Pania, ktora byla na wizycie. zapytala Krilana-mojego syna, czy wyprowadza Spajka na dwor. powiedzial, ze czesto. bo faktycznie, odkad zrobila sie ladniejsza pogoda to kaze synkowi czesto wychodzic z psina, zeby nie zgnil przed komputerem.ale najczesciej na spacery wychodzi z sunia michal. on pali papierosy, a nie robi tego w domu, wiec jak wychodzi na dwor, bierze ze soba spajka pisalam tez juz w pierwszym mailu do Magdy, ze moje wizyty u klientek to gora dwie godziny i powrot do domu.czasami pol godz, czasami godzina.roznie...niestety musze pracowac... jak kazdy...choc tez wolalabym nie musiec:) fakt:podalam trzy adresy. ale to nie wszystkie adresy gdzie mieszkam.nie mam tak, ze4 dwa dni w jednym miejscu, trzy w drugim itp... na ul lipowej mam mieszkanie. jesli klientki nie chca, by wykonac usluge u nich w domu, to wykonuje tam. na ul sucharskiego-tutaj mieszkamy, tutaj byla wizyta. 10 km od rawicza mieszka moja mama-we wydartowie, wioska lezy ponad pol kilometra od drogi, jest tam cisza i spokoj. ma tam duzy dom na wsi z duzym ogrodzonym podworkiem. podalam adresy, gdzie zwierzak pewnie by bywal, gdyby sie u nas znalazl. nie bede klamala, ze siedzimy 24godz dziennie w jednym miejscu...bo jak mi ktos z was tak powie to hmmm.... chyba nie uwierze :) pisalam tez odrazu ze Atosa bym nie brala do zadnych klientek, bo wiem, ze obcy ludzie, obce srodowisko, nowe miejsca, by go przerazaly i dezorientowaly i napewno bym tego dla niego nie chciala. i jeszcze jedno niezrozumienie. na zakonczenie rozmowy, nie wiem czy zle powiedzialam , czy poprostu zle sie zrozumialysmy... ale chodzilo mi nie o wachania czy jak wezme Atosa, to go nie oddam , tylko o to, ze chce o Atosie dowiedziec sie jak najwiecej, zeby nie bylo tak, ze pojawi sie jakis problem, ze bedzie musial wrocic do schroniska. fakt...mozna odebrac to jako wahanie, ale zamierzenie tego, ze to powiedzialam , bylo zupelnie inne. nigdy, przenigdy, bym nie chciala sytuacji, ze wezme pieska i oddam, bo nie chcialabym by czul sie odrzucony.nie wyobrazam sobie nawet, co takie zwierzatko musi czuc, jak je sie spowrotem oddaje.bo ja bym nie chciala, by mnie ktos wziol, dal nadzieje, a potem wyrzucil, oddal. rozumiem tez ze wasze rozterki sa w trosce o dobro psiaka. dlatego dobrze przemyslcie. nie moge sie juz doczekac decyzji jesli chodzi o sterylizacje Spajka, to dowiedzialam sie, ze najlepiej po roku... tutaj ktos napisal , ze przed pierwsza cieczka.. ona juz miala. wlasnie jej sie skonczyla. ale jej wczesniejsza sterylizacja prawdopodobnie bylaby niemozliwa, bo moja psina byla prawie zakatowana. jak jechalam do siostry na kawe, zauwazylam chlopcow "bawiacych"sie z dwoma pieskami.jak podeszlam blizej, okazalo sie, ze wcale sie nie bawili...te pieski prawie nie zyly.chcialam je od nich wziasc. kazali mi bezczelnie zaplacic za nie 60zl,zaplacilam i szybko pojechalam szukac weterynarza. jadac do weterynarza myslalam, ze te pieski juz nie zyja..tzn jeden lezal bez ruchu, a drugi popiskiwal. ale uratowalismy je. jednego wziola moja siostra, a drugiego ja.sa to dwie suczki:pipi i spajk. pieski ozyly, ale dlugo dochodzily do siebie. moja niunke tez musialam znosic po schodach i bardzo duzo nosic na lapkach.dopiero niedawno urosla...tzn byla maluska, jak taki karzelek, ale ostatnio sie rozweselila i urosla. jest kochana.