Jump to content
Dogomania

Becia23

Members
  • Posts

    23
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Becia23

  1. Cudowny! I jaka muskulatura!:loveu:
  2. [B]Dlaczego podwójna mieszanka wybuchowa?[/B] 1. Połączenie boksera i staffika = absolutny pies-wariat. 2. Hiperaktywna i hiperwrażliwa suka + niezrównoważona emocjonalnie, neurotyczna właścicielka = total disaster. [B]Miejsce akcji: południowo-wschodnia Anglia.[/B] [B]Kolo[/B]. Pół staffik-pół bokser. Dziwaczne imię. Nadane przez poprzedniego właściciela. Dokładna data urodzenia nie znana, wet na podstawie pierwszego szczepienia wyliczył, że urodziła się gdzieś w [B]marcu 2009[/B] - więc w tym momencie ma oficjalnie [B]4 lata[/B]. W moim życiu pojawiła się w wieku 20 miesięcy, dokładnie [B]15 listopada 2010[/B]. Miałam wówczas 16 lat. Moja rodzicielka po długim jojczeniu wreszcie zgodziła się ponownie na psa: od kiedy pamiętam, w moim życiu był pies - Mika - którą zostawiliśmy u moich dziadków, kiedy w 2007 przeprowadziliśmy się do UK. Rozkochana w staffikach, szukałam tego jedynego po ogłoszeniach i stronach schronisk w internecie. I nagle: trafiłam na zdjęcie rudo-białego staffika, siedzącego tyłem do aparatu i wykręcającego uśmiechniętą od ucha do ucha głowę w stronę fotografa. Kiedy tylko spostrzegłam długie, stojące, świnkowo-nietoperzowe uszy - wiedziałam. Że to [B]TEN[/B]. Opis lokalnego RSPCA pod zdjęciem informował, że mieszanka boksera szuka domu, ponieważ jej poprzedni właściciel został bezdomny, suczka znajduje się obecnie u rodziców właściciela (RSPCA tylko pomagało znaleźć nowy dom). Szybki telefon na podany numer (rozmowa z ojcem właściciela): suczka obecnie znajduje się u byłej dziewczyny ich syna, jeśli jesteśmy zdecydowani, to nam ją przywiozą - odległość do nas wynosiła 41 mil. Mama kulturalnie zaproponowała zwrot pieniędzy za benzynę. 15 listopada, wieczorem, staliśmy przed klatką schodową oczekując przyjazdu naszego nowego psa. Rodzice właściciela przyjechali: oceniając po ich wieku, sam pewnie miał 20-parę lat (warto chyba teraz zaznaczyć, że nigdy nie mieliśmy żadnego kontaktu bezpośrednio z nim - zwalił cały obowiązek oddania psa na nich). Podeszliśmy do samochodu. Na tylnym siedzeniu, wariacko machając ogonem - czy też może całym tyłkiem - do okna podskakiwała uśmiechnięta morda. Rodzice, gdyby tylko mogli, to by pewnie wręczyli nam psa, miski oraz leże - i pojechali. Suczka, wypuszczona z samochodu, radośnie zaczęła po nas skakać i lizać. Średniej wielkości, zaskakiwała swoją smukłą, zgrabną sylwetką: na zdjęciu jej tułów wyglądał bardzo beczkowato. Pani poinformowała nas, że trochę schudła od kiedy zamieszkała u eks ich syna (rażąco chuda nie była, ale fakt, miała żebra na wierzchu). Po krótkiej rozmowie, na podstawie czytania między wierszami, wysunęły się następne wnioski: gnojkowaty synek sprawił sobie szczeniaka, którego nigdy nie wychował i którym nigdy się nie zajmował; pies zapewne prawie nigdy nie wychodził na spacery, spędzając większość dnia w domu/w ogródku na tyłach domu (kiedy braliśmy ją po kolei na małe rundy wokół bloku, ewidentne było, że w ogóle nie umie chodzić na smyczy: całym ciężarem uwalona na obroży, praktycznie dusiła się bezcelowo ciągnąc do przodu z siłą maszyny parowej); rozszalała i nienauczona żadnych zasad, była problemem nawet dla rodziców, którzy sami mieli dwa psy; ostatecznie podrzucona byłej właściciela w nadziei na to, że jak najszybciej zjawi się ktoś, kto zdejmie z ich rąk wkurzający problem. Rodzice, po odpowiedzeniu na nasze pytania i odrzuceniu naszego zaproszenia do mieszkania (oczekiwaliśmy, że będą chociaż chcieli zobaczyć warunki?) poinformowali nas, że im się spieszy i pojechali. W tym momencie poczułam, że stanęliśmy przed sporym wyzwaniem okiełznania 20-miesięcznej, niewychowanej i hiperaktywnej mieszanki wybuchowej. Pierwsze wyzwania pojawiły się natychmiast: przyzwyczajenie jej do naszego kota, Fluffy, którego cały czas goniła i męczyła; nauczenie jej chodzenia na smyczy; opanowanie jej biegunki i ewidentnie bardzo delikatnego przewodu pokarmowego; nauczenie jej trochę podstawowych manier; opanowanie jej hiperaktywności. Wkrótce pojawił się nasz największy problem, z którym zmagamy się do dziś: agresja do innych psów. Niestety, będąc bardzo lekkomyślną, zabrałam Kolo na spacer z psem mojej koleżanki, którego nigdy nie sprawdziłam porządnie pod względem podejścia do innych psów. Kolo, będąc bardzo energicznym oraz niezsocjalizowanym psem, ma bardzo natrętny styl zabawy i brak psiego savuoir vivre. Kiedy zostały spuszczone ze smyczy, Kolo zaczęła ganiać tamtą sukę bez opamiętania, tamtej to się nie spodobało, więc dosyć ostro powiedziała "stop", ostrzegawczo rzucając się na Kolo. Kolo odpowiedziała agresją, zaczęły się kotłować - rozdzieliłyśmy je, do rozlewu krwi nie doszło. Ale to nie ma znaczenia, bo od tego momentu w mózgu Kolo przestawiła się jakaś klapka, w ciągu kilku dni posypała się lawina i rozwinęła się klasyczna agresja smyczowa, z którą zmagamy się do dziś. Dziś to przerażenie, że nie poradzę sobie z tak sporym wzywaniem, pamiętam tylko jak przez mgłę. Kolo nadal jest hiperaktywną wariatką. Ale ile razem przeszłyśmy, to nasze. Nadal zdarza jej się wkurzać domowników czy coś spsocić. Zapewne według standardów wielu ludzi wciąż jest średnio wychowana. Nigdy nie udało nam się oduczyć jej maniakalnego lizania. Wciąż potrafi się ciągnąć na smyczy prawie wyrywając rękę ze stawu. Potrafi mnie naprawdę wku*wić. Ale - po wpojeniu jej podstaw - jestem w niej absolutnie zakochana. To miłość mojego życia, pies jeden na milion. Wiem, że już nigdy żadnego tak nie pokocham jak ją. I kocham ją za jej wady (poza jedną oczywiście: chęć mordu innych przedstawicieli własnego gatunku). Zabrzmi to pewnie zabawnie, ale jesteśmy bardzo podobne pod względem charakteru. Wiele się dzięki niej nauczyłam - i będę uczyć jeszcze przez wiele lat zapewne. Tak jakoś wyszło, że będzie mi towarzyszyła przez cały mój okres dorastania: od smarkatej nastolatki do (mam nadzieję) 30-letniej, ustatkowanej kobiety. [B]Więc jaka jest Koluś?[/B] Przede wszystkim: hiperaktywna. I mówię tu o takiej nienormalnej nadaktywności. Dziecko słońca, swój entuzjazm do życia wyraża skacząc po ludziach i liżąc, machając przy tym dziko ogonem we wszystkich kierunkach. Jej pasją jest rozwalanie piłek tenisowych, frizbi i innych zabawek w jak najkrótszym czasie. Na spacerach, spuszczona ze smyczy, udowadnia, że dla niej stan "zmęczenie" nie istnieje - jest autentycznie nie do zdarcia! W przerwach na odpoczynek: śmierdzący leń-kanapowiec i mój wierny towarzysz spania do południa (bo oczywiście, jak przystało na TTB - śpi ze mną w łóżku). Jedyny znany mi pies, który wydaje całą serię chrumkań - ergo ksywa świnka. Mistrzyni w byciu słodką i zachwycającą. Najbardziej kontaktowny ze znanych mi psów, oczekuje że cały czas będzie jej się poświęcać uwagę. Absolutnie uwielbia kontakt fizyczny z człowiekiem i nigdy nie przegapi okazji do spania przytulona do kogoś/na kimś. Pies stworzony do zadowalania ludzi: ma prawdziwy drive do zadowalania (i z tego powodu bardzo ubolewam, że w tej części UK psie sporty kuleją, bo byłaby absolutną perełką). Jak przystało na prawdziwego rudzielca: jest bardzo temperamentna i łatwo się niecierpliwi, ale NIGDY PRZENIGDY nie okazała nawet cienia agresji do człowieka. Bardzo wrażliwa na ludzką złość, natychmiast się kuli, płaszczy i ucieka pod stół/za kanapę. Z powodu braku socjalizacji bywa bardzo płochliwa: potrafi wystraszyć się zaparkowanego białego vana, ogromnej makiety kubka kawy na wynos czy żywej choinki ciągniętej po chodniku. Od września 2012 przez pół roku byłam w Polsce, z daleka od niej. Dopiero wtedy, dzięki tęsknocie, zrozumiałam, że mój pies naprawdę jest istnym skarbem. Dzięki Bogu, wreszcie trochę zmądrzałam i tym razem zabieram się porządnie za rozwiązanie jej problemu agresji (wcześniejsze niepowodzenie było mieszaniną ignorowania problemu i zbyt wczesnego poddawania się). W przyszłości zamierzam ściągnąć ją do Polski i tam, mam nadzieję, spróbujemy pobawić się w sporty. Wybaczcie taki esej na powitanie i dziękuję każdemu, kto dotrwał do końca ;) Świeże zdjęcia z pierwszego kwietnia: [IMG]http://imageshack.us/a/img13/8468/01042013002.jpg[/IMG] [IMG]http://imageshack.us/a/img12/8069/01042013025.jpg[/IMG] [IMG]http://imageshack.us/a/img825/5294/01042013101.jpg[/IMG] [IMG]http://imageshack.us/a/img5/7793/01042013102.jpg[/IMG] [IMG]http://imageshack.us/a/img22/1691/01042013094.jpg[/IMG]
  3. Becia23

    Kości...

    [quote name='betty_labrador']Myślę że trzeba poprostu wybrać jakieś delikatniejsze części :) Pzecież nogi udowej nie rzucisz lub głowy ;)[/QUOTE] To jakie kości byś polecała? Żeberka?
  4. Becia23

    Kości...

    Hm, rzeźnik mówił ogólnie o wszystkich jagnięcych. Ale po dłuższym przemyśleniu i przestudiowaniu kilku angielskich forów, stwierdzam że tak powiedział, bo jak większość ludzi wychodzi z założenia, że pies może kości obgryzać i meflać, ale nie może zjadać (bo mu chodziło głównie o to, że stafiki mają za mocne szczęki i ona to bardzo szybko rozgryzie i [B]zje[/B]). Jutro się wybiorę do mięsnego i jednak zaryzykuję ;)
  5. Becia23

    Kości...

    Odkopuję po raz drugi. Ostatecznie nigdy się za te kości jagnięce nie zabrałam i nie sprawdziłam. Byłam teraz w mięsnym, bo się suce straszny kamień na zębach zrobił. Trafił się pan rzeźnik, który też ma stafika. I mnie nastraszył, że jedyne bezpieczne kości to wołowe/cielęce, bo jagnięce są za kruche dla ich mocnych szczęk i zamieniają się w drzazgi. Powiedział, że oczywiście jak chcę, to mi da, ale on osobiście swojemu psu by nie dał. Wołowe/cielęce odpadają dla Kolo, bo jest strasznie uczulona na wołowinę. Od wieprzowych też wolę trzymać się z daleka. Pytanie: pan rzeźnik przesadzał, czy faktycznie kości jagnięce mogą zamienić się w drzazgi?
  6. Do oddania tylko w dobre ręce! woj. podkarpackie, Stalowa Wola 3-4 miesięczna suczka w typie owczarka kaukaskiego, odrobaczona, odpchlona (nie szczepiona). Została znaleziona na ulicy, poprzedniego właściciela nie udało się zlokalizować (najprawdopodobniej została wyrzucona). Suczka szybko się uczy, załatwia się na zewnątrz (choć jak to szczeniakowi zdarzają się wpadki), generalnie jest grzeczna, ale energiczna i wymaga zajęć intelektualnych. W trakcie nauki chodzenia na smyczy. Oddam tylko osobie znającej się na wychowywaniu "mocniejszej" rasy jaką są kaukazy. Suczka ma dominujący charakter i będzie wymagać stałej pracy nad zachowaniem. Wolałabym, aby trafiła do domu jednorodzinnego, będzie idealnym stróżem. [SIZE=3][B]EDIT: Sprawa nieaktualna, suczka znalazła już nowy dom! :)[/B][/SIZE]
  7. Becia23

    Kości...

    Odkopuję. Niewiele się mówi o kościach jagnięcych, wnioskuję że to dlatego, że trudno je dostać. Tak czy siak, chciałam się upewnić, czy są bezpieczne i czy surowe resztki mięsa znajdujące się na nich również? Żadnych przeciwwskazań? (oczywiście o ile pies dobrze reaguje na nie)
  8. Weaver, ale gdzie Ty w tym calym sposobie widzisz dominacje? Jesli musisz cala procedure powtarzac przy kazdej wizycie, to sama masz odpowiedz. Moj kot robi tak mojej wariatce, kiedy nie zyczy sobie zaczepiania ani zabawy. Bije lapka po pysku. Czy to znaczy, ze kot dominuje nad psem? Nie sadze. ;) Pies nie ma problemu z dominacja, tylko najnormalniej z brakiem szacunku dla przestrzeni osobistej innych (moja tez ma ten problem, a jednak w zyciu bym nie powiedziala, ze probuje mna ani nikim innym szefowac). A to mi juz raczej smierdzi problemami z socjalizacja, a nie tym, ze pies wszystkich dominuje. Swoja droga, jak dla mnie Twoje postepowanie jest bardzo lekkomyslne, moze sie u psa skonczyc agresja na tle lekowym, mam strachliwego psa, wiec wiem co mowie. Wracajac do tematu glownego. Moim osobistym zdaniem bycie szefem psa (czyli osoba dominujaca, jak kto woli) polega na zapewnianiu mu: jedzenia, poczucia bezpieczenstwa, obrony i jasnych zasad. Czy nie tym wlasnie sa liderzy? Pojecie psiej hierarchii nas nie obejmuje. A to dlatego, ze pies nigdy nie bedzie nam w stanie zapewnic w/w rzeczy. Sila rzeczy nigdy nie moze byc w stanie przejac kontroli. I jak najbardziej podpisuje sie pod stwierdzeniem, ze rola wlasciela psa jest bardzo zblizona do matki szczeniakow. Bo tam nie ma hierarchii jako takiej, bo rol odwrocic sie nie da.
×
×
  • Create New...